Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pożyczona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pożyczona. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 lipca 2016

"Morderstwo na polu golfowym" - Agata Christie

Seria: Hercules Poirot
Tytuł: Morderstwo na polu golfowym
Tytuł oryginalny: The Murder on the Links
Autor: Agata Christie
Ilość stron: 217
Wydawnictwo: Dolnośląskie

Wiem, że już to mówiłam, ale będę powtarzać za każdym razem, gdy moja wypowiedź będzie dotyczyła twórczości Agaty Christie - zanim sięgnęłam po książkę, wiedziałam, że nie będę się nudzić. Wiedziałam, że czeka mnie kolejna dawka intryg, tajemnic i pewności siebie Herculesa Poirot. No i jak zwykle się nie zawiodłam.

Do Herculesa Poirot, w obawie o swoje życie, wysyła list pan Renauld. Słynny detektyw czym prędzej rusza na spotkanie ze swoim klientem, niestety - dociera za późno. Na miejscu śledztwem w sprawie zabójstwa zajmuje się już francuska policja oraz detektyw Giraud. Mały Belg wkracza jednak do akcji i sobie tylko znanymi sposobami próbuje odkryć przyczynę śmierci swojego zleceniodawcy. W sprawie wielu jest podejrzanych, niejasności piętrzą się, a alibi niekoniecznie świadczy o niewinności. Wszystko to przypomina Herculesowi Poirot sprawę sprzed kilkudziesięciu lat... Czy słynny detektyw przy pomocy swojego przyjaciela Hastingsa rozwiąże zagadkę śmierci pana Renaulda?

Kolejny majstersztyk! Bohaterowie, zarówno Poirot, Hastings jak i wszyscy zamieszani w sprawę, stworzeni zostali z niezwykłą precyzją. Ich zachowania i motywacje wynikały z charakteru, który nadała im autorka. Dzięki temu zdawali się najprawdziwsi na świecie. Sama sprawa, której rozwiązania podjął się mały Belg, również zachwycała przemyślnością sprawców i komplikacją wynikającą z nieporozumienia. Poszlaki, które teoretycznie prowadzą donikąd, przypadkowa znajomość... Wszystko to zbliża nas do rozwiązania zagadki. Cóż więcej mogę dodać? Polecam serdecznie!

Ocena: 8/10 (bardzo dobra)

sobota, 16 lipca 2016

"Królowa cieni" - Sara J. Maas

Seria: Szklany Tron
Tytuł: Królowa cieni
Tytuł oryginalny: Queen of Shadows
Autor: Sara J. Maas
Ilość stron: 841
Wydawnictwo: Urobos

Nie czytając Królowej cieni zaraz po premierze ćwiczyłam swoją silną wolę. Nie udało mi się jednak wytrzymać długo, więc za lekturę zabrałam się w samym środku sesji. Na szczęście nie wpłynęło to na mnie źle - książka przeczytana, sesja zdana. Ale ileż było przy tym emocji...

Celaena Sardothien powraca do Adarlanu w pełni świadoma swojej mocy i swojej misji. Teraz już wie, że nie może zbyt długo się ukrywać. W końcu powrót Aelin Ashryver Galathynius, prawowitej królowej Terrasenu, to nie jest coś, o czym ludzie szybko zapomną. Nadszedł czas by zażegnać wszelkie spory i podjąć wspólną walkę o wolność. Czas, by Celaena stanęła oko w oko z Chaolem, który porzucił służbę u króla oraz Arobynnem, królem zabójców, jej wieloletnim opiekunem. Czy Aelin ruszy do boju sama czy u jej boku stanie nowy Dwór Terrasenu? Jakie powitanie szykuje Aelin Król? 

Przyznam szczerze, że mnogość wątków i tempo akcji nie pozwalało mi odkładać książki na zbyt długo. Królowa cieni to na prawdę trzymająca w napięciu historia. Chociaż część bohaterów jest nam znana, to teraz patrzymy na nich z zupełnie innej perspektywy. Każde z nich musi odnaleźć się w nowej roli, co niejednokrotnie sprawia, że na pozór proste zadanie komplikuje się. Dodaje to naturalności całej historii, bo przecież nie wszystko musi się udać za pierwszym razem. Postaci, które dołączyły do sagi w tej części również nie odstają temperamentem i zdolnościami od reszty. Za równo ci dobrzy jak i ci źli działają na klimat Szklanego Tronu w sposób pozytywny.

Co jeszcze tak poruszającego jest w Królowej cieni? Zapewne wszystkie smaczki związane z przeszłością bohaterów. Na jaw wychodzi wiele skrywanych przez lata tajemnic i sekretów, które dawno popadły w zapomnienie. Wszystkie elementy układanki zaczynają łączyć się w całość, powstaje jeszcze niewyraźny, ale już kształtny obraz, który pozwala nam na spekulacje "co dalej?" i "dlaczego tak się stało?". Historia Zabójczyni zmienia się w historię Królowej i jej ludu wciąż tak samo, a może nawet bardziej, trzymając wszystkich w napięciu.

Na prawdę gorąco polecam zapoznanie się z tą serią. Ja tymczasem czekam na kolejną, jeszcze nie ostatnią część Szklanego Tronu.

Ocena: 9/10 (rewelacyjna)

czwartek, 24 grudnia 2015

"Dziedzictwo ognia" - Sarah J. Maas

Seria: Szklany tron
Tytuł: Dziedzictwo ognia
Tytuł oryginalny: Heir of Fire
Autor: Sarah J. Maas
Ilość stron: 653
Wydawnictwo: Urobos

Grudzień znów jest dla mnie miesiącem nadrabiania czytelniczych i filmowych zaległości. Po nieprzespanych nocach i przejazdach tramwajem z nosem w notatkach i opracowaniach, a nie książkach, przyszedł czas zasłużonego odpoczynku. W końcu sięgnęłam po długo wyczekiwaną kontynuację Szklanego Tronu!

Królewska Obrończyni, Celaena Sardothien, poznała wreszcie swoją przeszłość i teraz będzie musiała się zmierzyć ze swoim dziedzictwem. By ją chronić Chaol, kapitan Królewskiej Gwardii, proponuje by wysłać ją do Wendlyn, gdzie też udaje się z powierzoną przez Króla misją. Jednak Celaena nie zamierza dłużej wykonywać rozkazów człowieka, który stał się powodem jej nieszczęść. Postanawia spełnić obietnicę daną przyjaciółce i odszukać królową Maeve, by dowiedzieć się czegoś więcej o Kluczach Wyrda, które wykorzystuje Król. Zanim jednak uzyska odpowiedzi na pytania będzie musiała odbyć szkolenie pod czujnym okiem Rovana i poznać swoją prawdziwą naturę.

Od początku Dziedzictwo ognia uderza w inne tony niż poprzednie części i opowiadania. Główna bohaterka wciąż jest tą samą upartą, wredną i śmiercionośną dziewczyną, ale nie zabija już wszystkich na prawo i lewo, bez zastanowienia. Zamiast skupiać się na walce zwracamy większą uwagę na tajemnice, które trzeba rozwiązać, przeszłość Celaeny i świata, w którym rozgrywa się akcja. Powieść podzielona jest na dwie części, które obrazują nam przemianę Zabójczyni. Oprócz tego w każdej z nich krążymy między tym co dzieje się w Wendlyn i w Adarlanie. Wciąż mamy oko na księcia Doriana, Chaola i przybywającego z Północy Aediona oraz wiedźmę Manon, która wraz ze swoim sabatem może posłużyć jako tajna broń Króla. Akcja rozwija się wcale nie tak powoli, a my poznajemy wiele odpowiedzi i stawiamy sobie jeszcze więcej pytań.

Znani nam bohaterowie wciąż potrafią zaskoczyć, raczej pozytywnie. Oznacza to, że Król będzie jeszcze bardziej okrutny, a kapitan Gwardii jeszcze bardziej oddany Księciu. Pojawiają się też nowe twarze, które wprowadzą do powieści świeżość i pozwolą na patrzenie z szerszej perspektywy, na wszystko co się dzieje. Nie będzie to już opowieść o dziewczynie, która umie i lubi zabijać, ale o utraconej wolności i oddaniu aż po grób. Każdy z bohaterów ma do odegrania rolę w tej historii i dzięki lepszemu poznaniu ich, poznajemy też historię Erilei. 

Był to niezwykle miły i zaskakujący powrót do historii, która pochłonęła mnie bez reszty już na samym początku. Dziedzictwo ognia jest rewelacyjną kontynuacją, wprowadzającą nieco zamieszania, stawiającą wiele nowych pytań i sprawiającą, że będę czekać na kolejną część z jeszcze większą niecierpliwością! Polecam bardzo :)

Ocena: 9/10 (rewelacyjna)

środa, 19 sierpnia 2015

"Starcie Królów" - George R. R. Martin

Seria: Pieśń Lodu i Ognia
Tytuł: Starcie Królów
Tytuł oryginalny: Clash of Kings
Autor: George R. R. Martin
Ilość stron: 1022
Wydawnictwo: ZYSK i S-ka

Druga część niezwykle popularnej ostatnimi czasy serii za mną. Czy się zawiodłam na książce znając większą część historii? Absolutnie nie! Po pierwsze chętnie wróciłam do bohaterów (zarówno tych poznanych w Grze o Tron jak i tych serialowych). Po drugie akcja ani na moment nie zwalniała - mimo oględnej znajomosci fabuły dawlałam się zaskoczyć.

Umarł Król, niech żyje król! Joffrey rzeczywiście na stałe zagościł na Żelaznym Tronie, z którego skazał za zdradę Neda Starka. Poczyna sobie beztrosko co rusz wymyślając nowe okrucieństwa i pragnąc więcej władzy. Ale czy to jest właśnie król, na którego cześć tłum wznosi okrzyki "niech żyje!"? W Westeros nie jest bowiem jedynym, który każe się tytułować monarchą. Zarówno Stannis jak i Renly, bracia zmarłego króla Roberta, pragną korony dla siebie, przedstawiając wiele przekonujących argumentów. Na Północy królem okrzyknięto Robba Starka. Poza nimi, za Wąskim Morzem, przebywa Deanerys Targarien, która nie zapomniała o Żelaznym Tronie i wciąż pragnie go odzyskać. To prawdziwe starcie królów. Który z nich wyjdzie z tej potyczki zwycięsko, a który przypłaci rozgrywkę życiem?

W Starciu Królów wracamy do wątków podjętych w poprzedniej części Pieśni Lodu i Ognia. Wracamy do znanych nam bohaterów i śledzimy dalsze ich losy. I chociaż wydaje się nam że ich znamy to trwająca wojna i piętrzące się przed nimi przeszkody sprawiają, ze często podjęte przez nich decyzję są zaskakujące. To cieszy, bo przewidywalna książka szybko by się znudziła. Jednak częstym zarzutem kierowanym pod adresem autora, z którym muszę się zgodzić, jest masowe uśmiercanie postaci, z którymi zdążyliśmy się zaprzyjaźnić. O dziwo w Starciu Królów nie ginie ich aż tak wielu, ale za to każdego szkoda podwójnie. 

Wciąż zadziwiają mnie niektóre nazwy, ale nadaje to urok całemu stworzonemu u na potrzeby sagi światu. Przy okazji czytania drugiej części poznajemy kolejne ziemie Westeros i Wolne Miasta. Również legendy i historię rodów, które są równie ciekawe, jak główny wątek historii. To wszystko podane nam na srebrnej tacy, czyli w znakomitym tłumaczeniu. Starcie Królów zdecydowanie trzyma poziom Gry o Tron. Polecam  :)

Ocena: 9/10 (rewelacyjna)

środa, 25 czerwca 2014

"Elita" - Kiera Cass

Seria: Rywalki
Tytuł: Elita
Tytuł oryginalny:
Autor: Kiera Cass
Ilość stron: 326
Wydawnictwo: Jaguar
Ocena: 7/10 (bardzo dobra)

Przeczytanie  Elity zajęło mi więcej czasu niż lektura Rywalek. Dlaczego? Książka jest równie interesująca, odkrywa przed nami kolejne sekrety Illei, a co najważniejsze, poznajemy bliżej kandydatki na Królową. Jest jednak pewne "ale" - niezdecydowanie głównej bohaterki zaczyna doprowadzać (mnie) do szału. To dlatego zamiast skończyć Elitę w jeden wieczór spędziłam przy niej przynajmniej trzy. Ma to swoją dobrą stronę: mogłam spędzić więcej czasu w zamkowych murach w towarzystwie księcia Maxona.

America jest jedną z sześciu kandydatek, które biorą udział w Eliminacjach. Z 35 dziewcząt pozostały w zamku tylko one. Jedna zostanie żoną księcia Maxona i stanie się księżniczką, a w przyszłości królową Illei. Zanim to jednak nastąpi America i pozostałe pięć kandydatek muszą udowodnić, że nadają się do pełnienia tej roli. Pod opieką Silvii pobierają nauki dotyczące ustawodawstwa, prawa i historii Illei. Organizują przyjęcia dyplomatyczne, przesiadują na herbatkach z Królową... Jednak nie wszystko jest takie piękne jak się wydaje. Dziewczyny rywalizują ze sobą kierując się nie tylko uczuciem do Księcia, ale również chęcią zdobycia władzy i pozycji społecznej. Ich życiu grozi ciągłe niebezpieczeństwo, ponieważ nikt nie wie kiedy nadejdą Rebelianci i dopuszczą się kolejnego ataku na zamek. Ponadto stało się coś, co spowodowało, że America odsunęła się od Maxona. Chociaż wciąż nie była pewna swojego uczucia do Księcia starała się przy nim trwać, bo on darzył ją sympatią... Kto odpadnie z rywalizacji, a kto zostanie w Zamku? Która z dziewczyn ma największe szanse na zdobycie serca Księcia?

W tej części postaci nabrały koloru. Do tej pory dość schematyczne i szablonowe bohaterki stały się konkretnymi osobami, z którymi możemy się zaprzyjaźnić lub je znienawidzić. Książę również zyskał - przynajmniej w moich oczach. Król i Królowa zaczęli brać udział w życiu dziewcząt z Elity, nie byli już jedynie cieniami przemykającymi przez Wielką Salę podczas posiłków. Zapoznajemy się bliżej również z Gwardzistami, Pokojówkami i innymi ludźmi pracującymi w Zamku. To jest duży plus.

Język również jest przyjemny - współgra z treścią książki oraz nastrojem w niej panującym. Poza tym sama fabuła zaczyna się gmatwać, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Nie skupiamy się jedynie na rywalizacji wśród Dziewcząt, ale na polityce Illei, systemie społecznym i problemach tamtego świata. W cukierkowej otoczce dostajemy kilka mocnych kopniaków, które mają nas trochę rozbudzić.

Jedyne co przyprawiało mnie o mdłości i chęć wyrzucenia książki prze okno to niezdecydowanie Americy - głównej bohaterki, która relacjonuje nam wydarzenia. Do pewnego momentu wszystko było w porządku, równowaga między "chcę", "powinnam" i "trzeba pomyśleć" była zachowana. Jednak w pewnym momencie ta Dziewczyna już nic nie wiedziała, cały czas prosiła o czas do namysłu i robiła głupoty o jakich nie śniło się nikomu. Całym sercem kibicowałam jej i księciu Maxonowi, a ona niszczyła w mgnieniu oka wszystko to, co udało im się stworzyć!

Podsumowując, zostałam przemaglowana, moje uczucia i emocje zmieszano z błotem, a zaangażowanie powinnam pozostawić za sobą. Przyznam jednak szczerze, że tak silnych emocji dawno nie odczuwałam podczas czytania! To sprawia, że zdecydowanie każdemu polecam Elitę. Chociaż nie jest tak wyważona jak Rywalki to przyprawia o dreszcze i zachwyca! Polecam :))

poniedziałek, 16 czerwca 2014

"On wrócił" - Timur Vermes

Tytuł: On wrócił
Tytuł oryginalny: Er ist wieder da
Autor: Timur Vermes
Ilość stron: 397
Wydawnictwo: W.A.B.
Ocena: 6/10 (dobra)


Już sama okładka i tytuł sugeruje, że ta książka jest czymś nowym, nieprzewidywalnym. To samo mówią nam opinie wystawione przez różne pisma i zamieszczone z tyłu. Z jednej strony zabawna i pełna humoru, z drugiej przedstawia gorzką stronę dzisiejszego społeczeństwa. Świat oczami człowieka z przeszłości i to nie byle jakiego. Hitler we własnej osobie komentuje, irytuje i rozśmiesza. Tylko czy wypada śmiać się z niego lub z nim?

Pewnego dnia na opuszczonej parceli budzi się mężczyzna. Mężczyzna w mundurze Niemieckim z czasów II Wojny Światowej, przekonany, że wczorajszego wieczora jadł kolację z Evą Braun i prowadził wojnę. Coś jest jednak nie tak, bo nikt go nie poznaje. Bezsprzecznie znajduje się w Berlinie, ale mijający go ludzie przechodzą obojętnie lub z zainteresowaniem pokazują go sobie palcami. Znikąd nie słychać niemieckich pozdrowień. Gdzie jest Bormann? Gdzie Goebbels, Himmler? Wszystko nagle staje się jeszcze dziwniejsze, gdy Adolf Hitler odkrywa, że jest rok 2011! Czyli dawno już powinien nie żyć... Zamiast siedzieć bezczynnie z założonymi rękoma postanawia odnaleźć się w nowej sytuacji. Niedługo po przebudzeniu trafia do telewizyjnego show, w którym udaje Hitlera, a ludzie go uwielbiają...

Z początku sytuacja była tak absurdalna, że wszystkie rozmowy, rozmyślania i zdarzenia były komiczne, na prawdę zabawne. Jednak w miarę upływu czasu, z każdym kolejnym rozdziałem zaczynałam odczuwać lekki niesmak lub rozczarowanie. To co z początku wydawało się bardzo obiecujące przeszło w dość monotonną historię, która mimo wszystko wzbudziła mój podziw dla autora. Wykonał kawał dobrej roboty wplatając w powieść historyczne postaci i silne nawiązania do przeszłości - do przeróżnych operacji wojennych, przemówień Hitlera i innych. Ogólnie On wrócił robi dobre wrażenie. Czyta się przyjemnie - język jest prosty w odbiorze. Historia opowiadana jest z punktu widzenia głównej postaci, co wiąże się z dużą ilością przemyśleń i opisów i zdecydowanie mniejszą ilością dialogów. Jednak akcja poprowadzona jest na tyle sprawnie, że nie ma tu dłużyzn i zbędnych treści.

Jeśli kogoś interesują historię w stylu "co by było gdyby" oraz polityczne i społeczne satyry, On wrócił jest historią właśnie dla niego. Polecam serdecznie : )

piątek, 6 czerwca 2014

"Rywalki" - Kiera Cass

Seria: Rywalki
Tytuł: Rywalki
Tytuł oryginalny: Selection
Autor: Kiera Cass
Ilość stron: 332
Wydawnictwo: Jaguar
Ocena: 8/10 (znakomita)

No spójrzcie tylko na okładkę! Czyż nie jest cudowna? Nie, nie dlatego zabrałam się za tą książkę, w końcu stare powiedzenie mówi "nie oceniaj książki po okładce". Nie zrobiłam tego, niemniej jednak powieść przypadła mi do gustu!

Kiedy następca tronu osiąga odpowiedni wiek należy znaleźć mu małżonkę, która będzie pochodzić z ludu. Tak zwana Córa Illei. Królowa Amber właśnie w ten sposób została wybrana, teraz szansę na zostanie wybranką księcia ma otrzymać 35 dziewczyn, które na okres Eliminacji zamieszkają w pałacu i będą miały zaszczyt poznać księcia Maxona. Wśród nich jest America, nazywana też Mer. Dziewczyna nie chciała nawet wypełnić formularza zgłoszeniowego, ale za namową Aspena, który kochał ją z całego serca i po negocjacjach z Mamą postanowiła udać się do Urzędu Obsługi Prowincji złożyć podpis pod zgłoszeniem. Nie przypuszczała, że mogą ją wybrać, a jednak... Jak America poradzi sobie w nowej sytuacji? Jest "piątką", więc w hierarchii społecznej prawie sięga dna, a jednak trafiła do pałacu. Czy będzie w stanie pokochać księcia?

Co podobało mi się w Rywalkach? Absolutnie wszystko! Od samego początku, czyli krótkiego wprowadzenia do nowego świata, którym jest Illea, jego zasad i krótkiej historii przez miłość Mer i Aspena, zgłoszenia do Eliminacji i w końcu samego pobytu w zamku aż do końca - do ograniczenia grupy dziewczyn z 35 do zaledwie... kilku. Fabuła jest ciekawa, interesująca. Poza tym dziewczyny uczestniczące w Eliminacjach, książę Maxon, Aspen, rodzina Mer i wszyscy pozostali bohaterowie są nakreśleni dość ciekawie, bez przesadnej rozwlekłości, ale o każdym coś wiemy. Wiemy dokładnie tyle ile America, ponieważ narracja w Rywalkach jest pierwszoosobowa. Pozwala to nam utożsamić się z główną bohaterką, która na szczęście nie jest płytka, nie walczy o tytuł czy koronę. Po prostu stara się odnaleźć w nowym otoczeniu.

Rywalki to książka skierowana przede wszystkim do dziewcząt. Nie można powstrzymać się od porównać do Kopciuszka, ale ja tylko przez chwilę zdobyłam się na porównywanie tej historii z jakąkolwiek inną. I nie zestawiłam Rywalek z tą piękną baśnią, ale z Igrzyskami śmierci. Może to ze względu na gatunek (znalazłam coś takiego jak YA fiction, czyli po prostu fikcja dla młodzieży). Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że skądś znam schemat - nowe państwo po jakiejś wielkiej wojnie, Eliminacje jako rozrywka dla ludu, numery wyznaczające hierarchię, jedna kandydatka na jeden region. Na tym ogólnym polu podobieństwo jednak się kończy. Chociaż status społeczny wyznaczają liczby, to nikt nie broni poruszać się po całym państwie (oczywiście jeśli tylko ktoś ma na to pieniądze), Eliminacje nie są ani krwawe, ani brutalne. Jedyną strzałą, która może przeszyć dziewczęta jest strzała amora... Ewentualnie rebeliantów, którzy raz na jakiś czas przypuszczają atak na zamek, ale oni rzadko kiedy wyrządzają komuś krzywdę. 

Teraz czekam na moment, w którym sięgnę po kolejną część. Rywalki to dopiero początek i mam nadzieję, że kontynuacja okaże się równie przyjemna w odbiorze. Serdecznie polecam, jeśli akurat przyjdzie komuś ochota na pełną niespodzianek historię dziewczyny, która wcale nie chciała trafić do pałacu, ale jakoś potrafi się tam odnaleźć.

środa, 4 czerwca 2014

"Korona w mroku" - Sara J. Maas

Seria: Szklany tron
Tytuł: Korona w mroku
Tytuł oryginalny: Throne of Glass
Autor: Sarah J. Maas
Ilość stron: 492
Wydawnictwo: Uroboros
Ocena: 8/10 (znakomita)

Na szczęście nie musiałam długo czekać na przeczytanie drugiej części Szklanego tronu. Gorzej z ostatnią, która jeszcze nie wyszła... Będę musiała okazać niemało cierpliwości, bo na chociaż domyślam się co najprawdopodobniej nastąpi, to jestem ciekawa jak wszystko się rozegra. I czy moje przypuszczenia okażą się prawdziwe!

Celaena po wygranej w Turnieju otrzymuje tytuł Królewskiej Obrończyni. Oprócz zapewniania bezpieczeństwa rodzinie królewskiej podczas balów Zabójczyni musi też wykonywać powierzone jej przez Króla zlecenia. Zazwyczaj uśmiercenie tego czy tamtego lorda, który nie jest przychylny władzy Króla lub dopuścił się, na prawdę lub tylko potencjalnie, zdrady. Jednak nie wszystkie misje są proste. Kolejnym celem Caleany staje się dawny znajomy podejrzany o działanie w zorganizowanym ruchu oporu. Jakiego wyboru dokona Zabójczyni? Pozwoli mu odejść czy okaże się lojalna wobec Króla, którego z całych sił nienawidzi? I najważniejsze - jakie to pociągnie za sobą konsekwencje?

Szklany tron był rewelacyjny. Tego samego spodziewałam się po kolejnej części serii i prawdę mówiąc nie zawiodłam się. Co prawda potwierdziła się reguła stara jak świat, a przynajmniej jak trylogie, że druga część zawsze jest nieco gorsza od pierwszej. Gorsza jednak nie znaczy słaba. Co to to nie! Korona w mroku zawładnęła mną całkowicie, gdy tylko po nią sięgnęłam. W powieści pojawiają się znów ci sami bohaterowie, ale tym razem są w innej sytuacji, ich relacje są odmienne niż na początku, ich status się zmienił. Jednak wciąż pozostają tymi samymi ludźmi skrywającymi niejedną tajemnicę. Powoli poznajemy je, co czyni książkę niezwykle ciekawą. Powieść jest bardzo klarowna. Równocześnie ciągnie się kilka wątków, ale są ze sobą bardzo blisko związane, więc nie mieszają nam w głowach. Język jest współczesny, więc nie przeszkadza w odbiorze. Przeciwnie - bardzo plastyczne opisy pozwalają nam wyobrazić sobie scenerię, w której wszystko się rozgrywa. Mnogość obcych nazw, wierzeń i ludów sprawia, że świat, w którym rozgrywa się akcja powieści staje się bardziej rzeczywisty.

Intrygi, magia, stare wierzenia i przede wszystkim tajemnice sprawiają, że Korona w mroku jest wspaniałą książką. Zarówno jako książka fantastyczna jak i młodzieżowa (dla tych trochę starszych), bo opowiada o przyjaźni, zaufaniu, miłości. Polecam bardzo serdecznie i zaczynam okres oczekiwania na kolejną część!

piątek, 23 maja 2014

"Szklany tron" - Sarah J. Maas

Seria: Szklany tron
Tytuł: Szklany tron
Tytuł oryginalny: Throne of Glass
Autor: Sarah J. Maas
Ilość stron: 512
Wydawnictwo: Uroboros
Ocena: 9/10 (rewelacyjna)

Po tej książce nie spodziewałam się zupełnie niczego. Nadeszły wakacje i czytam po kolei wszystko co jest w domu i jeszcze nie miałam okazji się z tym zapoznać. W swojej kolekcji niestety nie udało mi się zgromadzić wielu książek z gatunku fantasy, częściej wypożyczam je niż kupuję, a szkoda... W tym przypadku nie było inaczej. Chociaż książka jest w domu to jest też... wypożyczona. Od siostry, która powiedziała "Jeszcze nie czytałam, ale przeczytasz i opowiesz mi o czym jest.". Więc wzięłam się do roboty! I powieść przeszła moje najśmielsze oczekiwania! To było właśnie to, czego szukałam.

Celaena to wyszkolona zabójczyni. Za swoje czyny została skazana przez Króla na ciężką pracę w kopalni soli. Jeszcze nikt nie przeżył w niej dłużej niż miesiąc, może dwa, a ona żyje tam już od roku. Niespodziewanie zjawia się ktoś, kto chciałby się z nią widzieć, ma do zaoferowania coś, czego dziewczyna pragnie najbardziej na świecie - wolność. Książę Dorian chce, aby Celaena była jego kandydatką, która weźmie udział w turnieju o tytuł Królewskiego Obrońcy. Jeśli wygra - spędzi kilka lat w Szklanym Zamku służąc Królowi, a potem odzyska upragnioną wolność. Jeśli przegra... czeka ją śmierć. Zabójczyni będzie musiała zmierzyć się nie tylko z pozostałymi uczestnikami turnieju, ale również ze swoją przeszłością i tajemniczym zabójcą, który eliminuje jej przeciwników w walce o tytuł Obrońcy. Czy okaże się na tyle silna by sprostać zadaniu? Jaką tajemnicę ukrywa przed światem? Co łączy ją z Księciem, Kapitanem Gwardii i Eleną - pierwszą królową Adarlanu?

Książka wciąga od pierwszych stron. Nie ma w niej przydługiego wstępu albo opisu dzieciństwa Celaeny. Wszystko owiane jest mgiełką tajemnicy. Poznajemy wychudłą, brudną dziewczynę, która parała się dość niechlubnym zajęciem zanim skazano ją na zesłanie. Jednak z każdą chwilą przekonujemy się, że coś było wcześniej. Zanim dziewczyna stała się zabójczynią wiodła inne, dawno zapomniane życie. Jest to tylko jedna z wielu tajemnic, które ma Celaena i mieszkańcy Szklanego Zamku. Dworskie intrygi, brutalne rozrywki i sekrety są tu na porządku dziennym. Kilka wątków splata się w rewelacyjną całość! Chociaż główną oś fabuły stanowi turniej, czyli walki, Próby, treningi i jeszcze raz treningi, to autorka nie szczędzi nam również opisów życia we dworze i spisków panien chcących za wszelką cenę zdobyć zainteresowanie Doriana. Poznajemy wielką moc, która wciąż kryje się na świecie, pomimo zakazu używania magii oraz ogólną sytuację ludzi żyjących w Adarlandzie.

Język jest prosty i przyjemny... chociaż niektóre nazwy i imiona sprawiały mi wielką trudność i dalej nie jestem w stanie wymówić ich z pamięci. Pomimo to wiem dokładnie kto kim był i nie sądzę, żeby te dziwne nazwy przeszkadzały mi w odbiorze powieści. Akcja toczy się gładko. Są opisy, ale nie za długie. Jest wiele dialogów, świetnie napisanych, nienużących. Autorka bardzo plastycznie przedstawiła świat i żyjących w nim bohaterów. Ludzie w Szklanym tronie nie są płytcy i jednowymiarowi, ale bardzo złożeni. Niektórzy przywdziewają maski tylko podczas balu, inni noszą je cały czas, chociaż nikt zdaje się tego nie zauważać, tak dobrze są dopasowane. 

Podsumowując i polecając muszę dodać jeszcze coś. Mianowicie chodzi o doskonale znany w powieściach tego typu wątek uczuciowy. Nic nie zdradzając, bo przecież to nie ładnie, powiem, że jeśli ktoś bardzo liczy na rumieńce zdobiące twarz kochanków, nie zawiedzie się. Są też tacy, którzy po dziurki w nosie mają miłostki książkowych bohaterów. Tych pragnę uspokoić - wątek romansowy niewątpliwie jest, ale nie oznacza to, że tylko i wyłącznie na nim skupiła się autorka. Wręcz przeciwnie. Dodaje on nieco grozy i buduje napięcie, ale nie wysuwa się na pierwszy plan. Więc jeśli tylko macie czas i ochotę sięgnijcie po Szklany tron! Ja już nie mogę się doczekać chwili, w której usiądę i zacznę czytać kolejną część...

piątek, 7 lutego 2014

"Silmarillion" - J. R. R. Tolkien

Tytuł: Silmarillion
Tytuł oryginalny: The Silmarillion
Autor: J. R. R. Tolkien
Ilość stron: 408
Wydawnictwo: Amber
Ocena: 7/10

Znów dałam ponieść się fali i zostałam oczarowana przez Tolkiena. Będąc pod wrażeniem Hobbita i wspominając sobie wieczorami Władcę Pierścieni postanowiłam sięgnąć po kolejną powieść nawiązującą do historii świata elfów, ludzi i innych przedziwnych stworzeń. W zasięgu mojej ręki znalazł się Silmarillion, który bez wahania chwyciłam i zabrałam ze sobą do domu.

Żeby opisać o czym jest ta książka nie potrzeba może zbyt wielu słów. W zasadzie wszystko zawrzeć można w jednym - historia. Silmarillion to właśnie historia stworzenia świata, w którym przyszło żyć elfom, ludziom i krasnoludom. Jest to opowieść o początkach Ardy, wojnach i sojuszach elfów, ciemności, której przyczyną jest chęć posiadania i władza, wreszcie o ludziach i innych istotach i oczywiście o Silmarillach. Silmarillion opowiada o Pierwszej i Drugiej Erze w historii Ardy. Pojawia się tu wiele imion, rodowodów i miejsc, których próżno szukać na mapach Śródziemia z Trzeciej Ery. Są to jednak imiona warte zapamiętania, bo właśnie tu mają początek wszystkie dalsze historie. Mamy okazję poznać Saurona i jego moc oraz historię pierścieni, która również zawarta jest w książce.

Książka została wydana już po śmierci Tolkiena. Za redakcję i zebranie wszystkich materiałów w jedną całość zabrał się jego syn. Z wielu notatek i wersji trzeba było wybrać te najbardziej spójne. I to się udało. Historia jest logiczna, poukładana i przede wszystkim niesamowicie ciekawa. Mimo wielu miejsc i imion, z którymi trzeba się zmierzyć, czyta się bardzo szybko. Przyznam szczerze, że na początku co chwilę zerkałam do mapki i drzew genealogicznych,  żeby upewnić się, że myślę o dobrym miejscu lub konkretnym bohaterze, ale później nie było już takiej potrzeby.

Na całość składa się kilka części: cztery opowiadania i składający się z 24 rozdziałów Quenta Silmarillion. Wszystkie tworzą zgrabną i spójną całość, dopełniają się nawzajem i często powtarzają. 

Nie ma tu jednego głównego bohatera, któremu towarzyszymy przez całą powieść. W każdym kolejnym rozdziale przyglądamy się historii innych elfów i innych ludzi skupiając się na tych najciekawszych i najbardziej godnych uwagi. Dzięki temu przez Silmarillion przewija się wiele ciekawie wykreowanych postaci, które dokonują niezwykłych czynów. Wszyscy jednak w ten czy inny sposób są ze sobą powiązani.

Książka jest ciekawa i czyta się ją bardzo przyjemnie. Jednak odnoszę wrażenie, że może nie być zbyt porywająca dla osób, które nie miały dotąd styczności z twórczością Tolkien. A może wręcz przeciwnie - lepiej zacząć od początku? Nie mniej jednak - bardzo się cieszę, że w końcu ją przeczytałam! :))

wtorek, 25 czerwca 2013

"Marina" - Carlos Ruiz Zafón

Tytuł: Marina
Tytuł oryginalny: Marina
Autor: Carlos Ruiz Zafón 
Tłumaczenie: Katarzyna Okrasko
Ilość stron: 300
Wydawnictwo: Muza
Ocena: 9/10 znakomita

Było to moje czwarte spotkanie z twórczością Zafóna. Na nowo zagłębiłam się w mroki XIX-wiecznej Barcelony, spacerowałam wąskimi, malowniczymi uliczkami i podziwiałam fasady niesamowitych budowli, kryjących w sobie niezliczone tajemnice. Znów zostałam oczarowana kwiecistym językiem i niepojętą wyobraźnią autora. Czy warto było wracać do tego świata? Oczywiście!


Óskar, uczący się w szkole z internatem gdzieś w Barcelonie, polega na swoim instynkcie i zawsze działa pod wpływem chwili. Tak było, gdy śledząc kota z dzwoneczkiem wszedł do pałacyku, który lata swojej świetności miał już dawno za sobą. Nie minęła chwila, a chłopak, ze złotym zegarkiem w ręku, wybiegał przez bramę... Potem, rzecz jasna, zegarek zwrócił, ale coś w jego życiu zmieniło się bezpowrotnie, a wszystko przez Marinę. Od tej pory każdą wolną chwilę chciał spędzać w jej towarzystwie. Razem spacerowali i odkrywali tajemnice Barcelony. Śledząc Damę w czerni, która co miesiąc odwiedzała bezimienny grób z wygrawerowanym na płycie czarnym motylem, natrafili na nierozwiązaną tajemnicę, której finał miał dopiero nadejść... Nie wiedzieli dokąd zajdą podążając za ledwie widocznymi wskazówkami, ale jedno było pewne - nie zamierzali odpuszczać! Nie zatrzymałaby ich nawet cała armia bezpańskich rąk i niczyich nóg. Jaką zagadkę skrywa przed światem Dama snująca się po cmentarzu? Co ukrywa Marina? Tego Óskar będzie musiał się dowiedzieć.

Po przeczytaniu tej książki muszę zgodzić się z Zafónem przynajmniej w jednej sprawie - "Marina przypuszczalnie jest najtrudniejszą do sklasyfikowania, najbardziej nieokreśloną ze wszystkich powieści, które dotychczas napisałem...". W powieści splatają się ze sobą wątki typowo kryminalne z czystą sensacją, elementami grozy i fantastyką. Nie da się w żaden sposób określić do jakiego gatunku ją zaliczyć, bo nie jest ani kryminałem, ani powieścią science-fiction w czystej formie. Skłoniłabym się nawet do stworzenia specjalnego określenia dla książek Zafóna. :) Nie jest to jednak dla Mariny ujmą - wręcz przeciwnie! Książka ma wspaniały i jedyny w swoim rodzaju klimat, który tworzą osnute mgłą uliczki Barcelony, tajemnica spędzająca sen z powiek, młodzieńcza miłość i fetor rozkładających się ciał.

Nie muszę chyba wspominać po raz kolejny o niesamowitym warsztacie literackim autora, który każde miejsce i każdą czynność jest w stanie opisać tak barwnie i pięknie, że dech zapiera. Trzeba się jednak skupić nie tylko na samym autorze i aurze otaczającej powieść, ale również wypada wspomnieć o bohaterach. Óskar i Marina, jak również wszyscy pozostali występujący w powieści ludzie, są przedstawieni z właściwą autorowi nutką tajemnicy. Każdy z nich jest jednak na tyle wyraźną osobowością, że zapamiętanie ich i zrozumienie nie stanowi trudu. Łatwo przychodzi nam identyfikowanie się z tą czy inną postacią, ale żadnej z nich nie poznamy do końca...

Marinę polecam z całego serca! Jest to powieść inna niż wszystkie, specyficzna i przepiękna. Dużo mówi o poświęceniu i dążeniu do celu, może nauczyć oddania. Należy jednak zwrócić uwagę na to, co często powtarzała Marina: "Wspominamy tylko to, co nigdy się nie wydarzyło." I z tą myślą możemy przystąpić do lektury tej tajemniczej i wciągającej powieści...


niedziela, 23 czerwca 2013

"Szeptem" - Becca Fitzpatric

Seria: Szeptem
Tytuł: Szeptem
Tytuł oryginalny: Hush, Hush
Autor: Becca Fitzpatric
Tłumaczenie: Paweł Łopatka
Ilość stron: 324
Wydawnictwo: Otwarte
Ocena: 7/10 bardzo dobra

Jak już wzięłam się za czytanie to od razu z rozmachem! Dawno tak dobrze nie siedziało mi się z książką w ręku... Ale do rzeczy! Znawczynią paranormal romance nie jestem, ale z tych kilku powieści, które przeczytałam zdołałam stworzyć sobie pewien obraz gatunku. Muszę przyznać, że Szeptem nie tylko poszerzyło moje horyzonty w tym zakresie, ale również podziałało na wyobraźnie i emocje. Oczywiście autorce nie udało się całkowicie zerwać z pewnymi schematami, ale wtedy nie byłby to już ten sam rodzaj powieści. Ogólnie rzecz biorąc - pierwsza część serii zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie i będę czekała na więcej!

W życiu Nory nic nie zapowiadało kolejnych poważnych zmian, bo przecież jak duży wpływ może mieć to, z kim siedzimy na biologii? (eh, biologia... - czy właśnie nie na tej lekcji Bella poznała Edwarda?) Jak się okazuje, bardzo duży. Vee, z którą do tej pory siedziała na wszystkich lekcjach powędrowała do tyłu, a na jej miejscu usiadł Patch. Niezwykle tajemniczy i oszałamiająco przystojny chłopak budził w dziewczynie całą masę sprzecznych emocji począwszy od paranoicznego strachu, na silnym pożądaniu kończąc. Najdziwniejsze było to, że wiedział o Norze wszystko, a ona o nim nic. Nikt nie wiedział o nim zupełnie nic.

Nic nie było wiadomo również o Elliocie i jego kumplu, Julesie. Tylko tyle, że nagle zaczęli pojawiać się w Coldwater i interesować Norą. Oczarowana nimi Vee namawiała przyjaciółkę na bliższą znajomość z chłopakami i stanowczo odradzała zadawanie się z Patchem, bo jej zdaniem to ON był przyczyną wszystkich dziwnych i niewyjaśnionych zdarzeń, które nagle zaczęły się dziać w życiu Nory.

Szalona przygoda na Archaniele była nie początkiem, a środkiem historii, która trwała od dawna, ale której finał jeszcze nie nadszedł. Tajemnica wciąż jest tajemnicą i tylko nieliczni o niej wiedzą. Jak powiedział Patch: „Pamiętaj, że człowiek się zmienia, jednak jego przeszłość nigdy.” Nie da się cofnąć czasu, ale można próbować zmienić przyszłość. Walka trwa, a Nieśmiertelni i Upadli będą wciąż ją toczyć...

Moje wrażenia? Przyznaję, że bardzo dobrze bawiłam się czytając Szeptem.  Powieść, jak to paranormal romance, w moim odczuciu była lekka, przyjemna i odmóżdżająca, czyli idealna na jeden z pierwszych wieczorów lata. Co do fabuły nie mam żadnych zastrzeżeń - po tych wszystkich historiach z wampirami anioły, w jakiejkolwiek formie, to powiew świeżości. Mogę się tylko czepiać zachowań niektórych bohaterów, ale czego można się spodziewać po nastolatkach? Zupełnie wszystkiego, wiec w sumie nie było tak źle. Bohaterowie, których przedstawia nam autorka są warci uwagi - ktoś z pozoru stwarzający dobre wrażenie może okazać się najgorszą szują, więc nie ma co przyczepiać łatki na samym początku powieści. Narracja pierwszoosobowa skłania nas do patrzenia na świat oczami Nory, ale Becca Fitzpatric zrobiła z tego dobry użytek. Czasem narracja prowadzona przez główną bohaterkę dobija mnie, bo jest ona płytką blondynką myślącą tylko o tym co na siebie włożyć. Nora jest postacią wielobarwną, więc jej sposób patrzenia na świat i otaczające ją rzeczy jest dużo bardziej złożony. Jestem jednak trochę zawiedziona, bo miałam nadzieję, że wątek Upadłych będzie pojawiał się częściej... Ale nie wszystko można mieć od razu! Coś trzeba było zostawić na "potem".

Mniej więcej dwa lata temu postanowiłam, że przeczytam tą książkę, od pół roku stała na półce i dopiero teraz udało mi się do niej zajrzeć. W końcu! Jeśli jeszcze nie słyszeliście o Szeptem, to najwyższa pora to zmienić :)

poniedziałek, 20 maja 2013

"Arsènal. Jak powstawał nowoczesny superklub" - Alex Fynn, Kevin Whitcher

Tytuł: Arsènal. Jak powstawał nowoczesny superklub.
Tytuł oryginalny: Arsenal. The Making of a Modern Superclub.
Autor: Alex Fynn, Kevin Whitcher 
Tłumaczenie: Maciej Drewnowski
Ilość stron: 383
Wydawnictwo: REBIS
Ocena: 7/10

Wraz z końcem sezonu piłkarskiego w Anglii udało mi się zakończyć lekturę Arsenalu. Jako miłośniczka piłki nożnej i wyżej wymienionego klubu muszę przyznać, że książka zrobiła na mnie na prawdę dobre wrażenie i przybliżyła zdecydowanie historię, filozofię oraz wszelkie perypetie klubu.

Jak głosi slogan na okładce "Historia zza kulis - od szatni do sali posiedzeń zarządu" mamy szansę przyjrzeć się uważnie pracy kolejnych menadżerów Arsenalu i wynikom drużyn prowadzonych przez nich na przestrzeni 125 lat oraz działań dyrektorów, którzy nieraz musieli podejmować decyzje wpływające na przyszłe pokolenia (na przykład budowa nowego stadionu). Tekst, oprócz suchych faktów, zawiera zgrabnie wkomponowane wypowiedzi obecnych i byłych zawodników oraz innych pracowników tego klubu.

Czytając Arsènal. Jak powstawał nowoczesny superklub. poznajemy bardzo dokładnie działania związane z zarządzaniem klubem oraz jego rozwojem. Ludzie, którzy pracują w klubie przestają być tylko personelem - stają się prawdziwą częścią drużyny. Postacią, która skupia na sobie większość uwagi jest oczywiście obecny menadżer Arsenalu, Arsèn Wenger, który prowadzi drużynę już ponad 15 lat i jest zdecydowanie jednym z najlepszych trenerów. Mimo to nie jest pokazany jedynie z dobrej strony, jako błyskotliwy i wszechwiedzący, autorzy książki ukazali również jego słabostki, tak jak przedstawili słabości całego klubu jako instytucji. Mamy więc czarno na białym przedstawiony klub taki, jakim jest, bez zbędnego podkoloryzowania czy mieszania z błotem.

Książka obejmuje okres od powstania klubu aż do sezonu 2011/12, więc nie ma w niej najnowszych informacji. Część z nich pojawia się w adnotacjach u dołu strony, ale są to tylko nieliczne sprostowania, które należało wykonać z biegiem lat.

Polecam fanom Arsenalu i w ogóle piłki nożnej (szczególnie angielskiej, bo historia Arsenalu to też historia angielskiego footballu) :)

wtorek, 23 kwietnia 2013

"Dziewczyna Ameryki" - Meg Cabot

Seria: Dziewczyna Ameryki
Tytuł: Dziewczyna Ameryki
Tytuł oryginalny: All - American Girl
Autor: Meg Cabot
Ilość stron: 253
Wydawnictwo: Amber
Ocena: 7/10

Emocje związane z książką zdążyły już opaść... Od ponad tygodnia próbuję wziąć się za napisanie tej recenzji i jakoś mi nie idzie - przynajmniej na razie. Mimo to muszę przyznać, że Dziewczyna Ameryki bardzo mi się spodobała i pozwoliła na "powrót do przeszłości". W końcu będąc nieco młodsza niż obecnie z wielką pasją pochłaniałam kolejne części Pamiętnika Księżniczki, a potem również Liceum Avalon tej samej autorki.

Dziewczyna Ameryki to historia opowiadana przez Samanthę, nastoletnią mieszkankę Waszyngtonu. Dziewczyna jest indywidualistką, nie lubi niemieckiego, uwielbia Gwen Stefani, ma niesamowity talent plastyczny i jest zakochana w bracie swojej starszej siostry - przynajmniej tak twierdzi. W jej życiu nie ma nic niezwykłego (o ile życie nastolatki w ogóle można nazwać nudnym). Najstarsza z sióstr Madison, Lucy, jest niezwykle popularną uczennicą Liceum imienia Johna Adamsa (do którego chodzi również główna bohaterka), za to najmłodsza, Rebecca, jest (jak to określa narratorka) "geniuszkiem", dlatego uczęszcza do elitarnej szkoły. Życie toczy nie całkiem zwyczajnie dopóki pewnego dnia Samantha nie zrywa się z lekcji rysunku i... ratuje życie prezydentowi!
Teraz wszystko wywraca się do góry nogami! Uroczy chłopak z lekcji rysunku, David, okazuje się być Pierwszym Synem, ludzie rozpoznają Samanthę na ulicach, dookoła domu i szpitala, w którym się znajduje koczują reporterzy, a Kris Park, dziewczyna która odrzuciła jej przyjaźń, zaprasza Samanthę na swoją imprezę. Jak z tego wybrnie główna bohaterka?

Czytało się bardzo miło. Nie jest to może literatura "z górnej półki" czy też "odpowiednia dla licealistki", ale uważam, że było warto ją przeczytać. Zabawna, lekka lektura - idealna na jeden wieczór. Meg Cabot po raz kolejny zaprezentowała swój niezwykły warsztat i dołączyła Samanthę do panteonu zwykłych-niezwykłych dziewczyn, bohaterek swoich książek.

Serdecznie polecam wszystkim (na prawdę wszystkim) dziewczynom - nie ważne w jakim wieku! :)
Książka przeczytana w ramach wyzwania: "Od A do Z".

piątek, 25 stycznia 2013

"Płatki na wietrze" - Virginia C. Andrews

Seria: Rodzina Dollangangerów
Tytuł: Płatki na wietrze
Tytuł oryginalny: Petals on the Wind
Autor: Virginia C. Andrews
Tłumaczenie: Elżbieta Podolska
Ilość stron: 428
Wydawnictwo: Świat Książki
Ocena: 6/10 dobra

Nie wiem od czego zacząć... Książka zdecydowanie mnie rozczarowała - przynajmniej początkowo. Nie była tak dobra jak pierwsza część, ale kiedy już przebrnęłam przez początek czytało się na prawdę znakomicie! Poświęciłam jej w sumie ponad miesiąc, co czyni ją najdłużej czytaną przeze mnie książkę... Przynajmniej na razie.

Dzieciom udało się uciec z poddasza rezydencji Foxworth Hall. Chris, Cathy i  Carrie uciekają na południe. Na drodze jednak staje im wiele przeszkód. Przez jedną z nich trafiają do domu doktora Paula, który postanawia im pomóc. Razem zamieszkują w jego domu rozpoczynając tym samym nowy, ale czy lepszy, rozdział swojego życia. Chris idzie na studia medycznie, Cathy zaczyna uczęszczać do prawdziwej szkoły baletowej, a mała Carrie rozpoczyna naukę w internacie. Jednak rodzinna klątwa wisi nad nimi jak czarna chmura. Cathy nie potrafi wybaczyć matce, o której pozostała dwójka postanowiła po prostu zapomnieć, więc cały czas śledzi jej życie i obmyśla plan zemsty na kobiecie, która zamknęła ich na poddaszu. Jak potoczą się losy trojki rodzeństwa? Czy w końcu zostawią przeszłość za sobą, czy wciąż będą ją rozpamiętywać?

Całokształt prezentuje się na prawdę dobrze. Niestety pewne rzeczy nie pozwoliły mi ocenić książki wyżej, ani też cieszyć się lekturą od początku do końca. Pierwsze rozdziały dało się czytać - początek nowego życia, ciekawie zapowiadająca się akcja i świetna atmosfera. Niestety już po chwili musiało to zostać zepsute przez, denerwujące mnie na każdym kroku, podteksty seksualne. Nie wątpię, że dodawały lekturze "czegoś", ale bez przesady. Kilka kolejnych rozdziałów było ciągłym opowiadaniem Cathy, która jest narratorką Płatków na wietrze, o jej zauroczeniu i pragnieniu miłości, oraz rozmyślanie o uniesieniach erotycznych. Na prawdę - co za dużo to niezdrowo. Tym samym książka z powrotem powędrowała na półkę. Wróciłam do niej po pewnym czasie. Przebrnęłam przez jeszcze parę takich rozdziałów i... wtedy zaczęła się na prawdę ciekawa historia! Czytałam z wypiekami na twarzy czasem śmiejąc się i, znacznie częściej, płacząc. Wciągnęłam się w dalsze losy dzieci Dollangangerów i szczerze im kibicowałam. Do samego końca akcja rozwijała się i trzymała w napięciu! Gdyby tak było przez cały czas, nie wahałabym się mówić, że była to powieść wspaniała!

Język był bardzo przystępny, w wydaniu nie ma literówek ani błędów, a sam styl, w którym Płatki na wietrze są napisane, sprzyja wartkiej akcji. Bohaterowie, nowi i starzy, byli stworzeni z niezwykłą precyzją. Jak zawsze miałam swoich ulubionych i tych, którzy działali mi na nerwy. Muszę przyznać, że chociaż na samym początku uwielbiałam Cathy za jej upór i dążenie do celu, tak pod koniec tej części nie było mi jej już tak bardzo żal. Tym razem jej zacięcie i determinacja nie koniecznie odegrały pozytywną rolę.

Podsumowując - mam nadzieję, że trzecia część okaże się przynajmniej tak samo dobra, albo jeszcze lepsza, niż Płatki na wietrze. Ta książka zdecydowanie wywołuje u mnie mieszane uczucia, ale autorka wysoko postawiła sobie poprzeczkę pisząc Kwiaty na poddaszu. Cała seria, przynajmniej na razie, jest oryginalna i dość specyficzna, na pewno nie każdemu się spodoba. Nie mniej jednak - polecam :)

piątek, 2 listopada 2012

"Kwiaty na poddaszu" - Virginia C. Andrews

Seria: Rodzina Dollangangerów
Tytuł: Kwiaty na poddaszu
Tytuł oryginalny: Flowers in the Attic
Autor: Virginia C. Andrews
Tłumaczenie: Bożena Wiercińska
Ilość stron: 378
Wydawnictwo: Świat Książki
Ocena: 9/10

Kwiaty na poddaszu to pierwsza część serii opowiadającej o życiu i tajemnicach skrywanych przez rodzinę Dollangangerów. Muszę przyznać, że dawno nie wylałam tylu łez z powodu jednej książki. Doszło nawet do tego, że czytając przyciskałam co chwilę głowę do poduszki żeby osuszyć policzki i oczy. Poruszająca, owiana mrokiem i okrucieństwem historia czwórki dzieci i ich, wydawałoby się kochających, rodziców.


Chris, Cathy, Cory i Carrie to prześliczne rodzeństwo, nazywane przez wszystkich sąsiadów Drezdeńskimi Lalkami. Ich twarze były zawsze uśmiechnięte, a złote włosy błyszczały w słońcu. Należały do najszczęśliwszych dzieci na świecie aż do chwili, w której straciły wszystko. Ogromna tragedia spowodowała ich przymusową przeprowadzkę do wielkiego, bogatego domu dziadków. Tam jednak zamiast miłości i ciepła otrzymali pokój na poddaszu i reguły, których mieli przestrzegać jeśli chcieli żyć w zgodzie z babcią. Ich piękne niebieskie oczy zapadły się, włosy zmatowiały, a dzieci nie uśmiechały się już jak kiedyś. Poszukiwali drobnych przyjemności w tym co posiadali. Zamknięcie i odcięcie od świata potęgowało mrok, który je otaczał.

Jest to bardzo smutna opowieść. Tak nieprawdopodobna i za razem tak prawdziwa. To za sprawą bohaterów, których autorka dopracowała w stu procentach. Ich osobowość, charakter i uczucia odgrywają najważniejszą rolę w tym dziele. Pozwalają nam wczuć się w ich sytuację i poczuć to co oni czują. Możemy po prostu zrozumieć i utożsamić się z każdym z czworga dzieci.

Język w książce jest bardzo przystępny. Narratorką jest Cathy, która do wszystkiego podchodzi nieco sceptycznie, albo nawet pesymistycznie. Przez to historia staje się jeszcze smutniejsza. Wszystko wydaje się jeszcze okrutniejsze niż jest.

Pytania, które zadałam sobie po przeczytaniu książki to: czy na prawdę kogoś w życiu może spotkać tyle niesprawiedliwości? Czy można kochać siebie tak bardzo, żeby zapomnieć o tych, którzy powinni być na pierwszym miejscu? Zdecydowanie cieszę się, że mam takich, a nie innych rodziców, że nie muszę przechodzić choćby przez dziesiątą część tego, co musiały znieść dzieciaki Dollangangerów. I właśnie dlatego, żeby poczuć ile tak na prawdę mamy, polecam bardzo mocno!

wtorek, 26 czerwca 2012

Zaginiony Symbol - Dan Brown

Tytuł: Zaginiony Symbol
Tytuł oryginalny: The Lost Symbol
Autor: Dan Brown
Tłumaczenie: Zbigniew Kościuk
Ilość stron: 622
Wydawnictwo: Albatros
Ocena: 6/10 (dobra)

W ostatnim czasie stałam się wielką fanką EURO, więc czasu na czytanie nie mogłam znaleźć. Wszystkie wieczory, które zwykle były wolne, spędzałam oglądając spoconych facetów biegających za piłką i próbujących trafić do siatki :) Tak mnie to wciągnęło, że nawet odwiedziłam kilka razy miejską Strefę Kibica. Emocje niesamowite! Niestety po fazie grupowej nastąpił dzień przerwy... I tak oto znów wzięłam się za czytanie. W ręce wpadła mi książka, którą od dawna chciałam przeczytać. I przeczytałam!

Dan Brown po raz kolejny przygotował dla nas zagadkę pełną symboli, którą rozwiązać może tylko wykładowca Harvardu, Robert Langdon. Sprowadzony do Waszyngtonu pod pretekstem poprowadzenia wykładu, zastaje wplątany w poszukiwanie legendarnej masońskiej piramidy oraz tajemnej wiedzy przez nią strzeżonej. Chociaż Langdon nigdy nie wierzył w mit o wielkiej piramidzie ukrytej w samym sercu stolicy, bierze udział w poszukiwaniach, w które z powodów "bezpieczeństwa narodowego" zaangażowała się również CIA. Z początku sceptyczny, Robert zaczyna łączyć ze sobą elementy układanki, które dają niesamowity efekt. Z każdą chwilą zbliża się do rozwiązania zagadki oraz uratowania porwanego przyjaciela. Nie wszystko jednak idzie po jego myśli. Z pomocą przychodzi mu przyjaciel porwanego Petera Solomona, brat z loży masońskiej Warren Bellamy, dzięki któremu udaje mu się znaleźć schronienie. Szaleniec, który zaaranżował wieczór Langdona w Waszyngtonie nie poprzestał jednak biernym przypatrywaniu się sytuacji. Na szczęście ofiara, którą sobie upatrzył w porę została ostrzeżona. Siostra Petera, Katherine, ucieka ze swojego laboratorium, by dołączyć do Roberta i Warrena próbujących ukryć się przed agentami CIA. Wieczór będzie długi. Wiele się wydarzy. Czy uda im się rozwiązać zagadkę piramidy masońskiej? Co jeszcze knuje tajemniczy Mal'akh?

Najważniejszym pytaniem, które powinniśmy zadać sobie na początku to "czy wierzyć książkom"? Symbole, rytuały, dzieła sztuki i instytucje są jak najbardziej rzeczywiste. Zagadki, legendy i mity przedstawione w tej powieści to już inna bajka. Jeśli na samym początku nastawimy się na to, że jest to fikcja wspaniale wpleciona w naszą rzeczywistość możemy przeżyć na prawdę fascynującą przygodę. Autor po raz kolejny zachwyca nas barwnością opisów i łamigłówkami, z którymi muszą zmierzyć się bohaterowie. Tekst wzbogacony jest o obrazki przedstawiające zaszyfrowane wiadomości oraz czasem ich klucze, więc sami możemy się tym pobawić.

Bohaterowie Zaginionego Symbolu są specyficzni dla literatury Dana Browna. Naukowcy, myśliciele i szaleńcy poświęcający się w imię kultu. Jest w tym coś, co czyni jego powieści powtarzalnymi. Za pierwszym razem ciekawi, ale przy każdej kolejnej powieści staje się czymś naturalnym. Nie jest to oczywiście minus, ale na pewno jest jednym z czynników, który sprawia, że książka nie zaskakuje. Moim ulubieńcem jest Robert Langdon, który moją sympatię zyskał już parę lat temu, kiedy po raz pierwszy miałam styczność z twórczością Browna. Solomonowie są rodziną możną, z tradycjami. Peter zasiada w loży masońskiej i jest dyrektorem Instytutu Smithsońskiego, a Katherine prowadzi badania w dziedzinie noetyki. Dotknęło ich wiele nieszczęść, które pośrednio i bezpośrednio łączą się z legendą o piramidzie. Jaki związek z nimi ma szaleniec, który chce za wszelką cenę posiąść tajemnicę dającą nieograniczoną moc?

Książka na prawdę wciąga. Zwolennicy teorii spiskowych oraz poszukiwacze przygód będą zachwyceni! Polecam wszystkim. Może i jest duża objętościowo, ale czyta się szybko i przyjemnie.

czwartek, 3 maja 2012

"Kosogłos" - Suzanne Collins

Seria: Igrzyska śmierci
Tytuł: Kosogłos
Tytuł oryginalny:
Autor: Suzanne Collins
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska i Piotr Budkiewicz
Ilość stron: 370
Wydawnictwo: Media Rodzinna
Ocena: 7/10 (bardzo dobra)

Trzecia część tej niesamowitej trylogii już za mną. Katniss wraz ze swoimi troskami i problemami towarzyszyła mi podczas wycieczki do Petersburga. Dzięki niej mogłam wyrwać się czasem z rzeczywistego świata do krainy wyobraźni.

Kosogłos to część poświęcona głównie rebelii. Dystrykty zbuntowały się przeciwko władzy prezydenta Snowa i całe Panem ogarnęła wojna. Na czele walczących o swoją wolność ludzi stanęła Katniss. Nie stanęła tam jednak z własnej woli i o własnych siłach. Jako Kosogłos, jako symbol determinacji i buntu, została postawiona w wyznaczonym miejscu przez panią prezydent Coin władającą 13 Dystryktem. Dystrykt ten, choć do tej pory uważany za zniszczony i zrównany z ziemią, dał schronienie uciekinierom oraz przeznaczył środki do walki zbrojnej z Kapitolem. W "Trzynastce" zamieszkała Katniss z rodziną i zamieszkał też Gal. Nie zdołano jednak sprowadzić tam Peety, którego stan pogarsza się za każdym razem, gdy widać go na ekranie telewizora.

Jak potoczą się losy rebeliantów? Co stanie się z Katniss i Gal'em? Czy prezydent Coin ma dobre zamiary wobec buntowników? Jaką rolę w tym wszystkim odgrywa prezydent Snow, a jaką Peeta? To wszystko w ostatniej części Igrzysk Śmierci.

Chociaż nie mogłam oderwać się od tej lektury oceniam ją jako najmniej interesującą ze wszystkich. Może to ze względu na spoilery, a może po prostu nie mogłam przyzwyczaić się do tego, że główna bohaterka wszystko tłumaczyła "dezorientacją psychiczną". Mimo to książkę czytało się znakomicie! Tematy poruszane w Kosogłosie i w całej trylogii nie są łatwymi tematami, ale autorce udało się znakomicie wkomponować je w rozgrywaną akcję. Dzięki temu możemy sami, wedle uznania, przeanalizować niektóre problemy i za razem cieszyć się świetną powieścią!

To już niestety koniec mojej przygody z książkową wersją Igrzysk śmierci, chyba że będzie mi jeszcze kiedyś dane przeczytać trylogię powtórnie. Tymczasem mam nadzieję, że już wkrótce ukażą się w kinie kolejne ekranizacje. Zachęcam ze wszystkich sił do przeczytania tej serii. :D

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

"W pierścieniu ognia" - Suzanne Collins

Seria: Igrzyska śmierci
Tytuł: W pierścieniu ognia
Tytuł oryginalny: Catching fire
Autor: Suzanne Collins
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska i Piotr Budkiewicz
Ilość stron: 358
Wydawnictwo: Media Rodzinna
Ocena: 8/10

Zabrałam się za kolejną książkę ledwo odkładając poprzednią. Nie żałuję decyzji - W pierścieniu ognia przeczytałam zahipnotyzowana i oczarowana.

Druga Igrzysk Śmierci jest równie wciągająca jak pierwsza część trylogii. Życie powróciło do względnej normalności, ale nawet w Dwunastym Dystrykcie zwycięzcy nie mogą ukryć się przed kamerami i planami prezydenta Snowa. Katniss zastanawia się jakie naprawdę więzi łączą ją z Galem, przyjacielem i kompanem, oraz Peetą. Kiedy nadchodzi czas Tournee, Katniss i Peeta muszą znów wsiąść do pociągu i przemawiać do tłumów zgromadzonych w każdym Dystrykcie. Nie jest to łatwe zadanie, bo po kraju krążą pogłoski o rebelii, której symbolem staje się kosogłos. Ten sam ptak, który widnieje na broszce Katniss. Dlatego właśnie ludzie widzą w niej przywódczynię rebelii. Nie stawia to jej w dobrej sytuacji, ale ramię w ramię z Peetą pokonuje wszystkie trudności, które stawiane są na ich drodze.

W pierścieniu ognia to tytuł nawiązujący do sytuacji bez wyjścia, osaczenia i nieuchronnej zagłady, ale też opisujący niezwykłą dziewczynę, która swoim zachowaniem wznieciła iskrę przeradzającą się w pożar, zalewający całe Panem ogniem buntu.

Narracja pierwszoosobowa i tym razem nie zawiodła. Wiedzieliśmy dokładnie co dzieje się w głowie naszej bohaterki, a dzięki temu akcja nabierała tempa. Czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Język jest poprawny z naleciałościami odrobinę młodzieżowymi, w wydaniu nie ma literówek ani innych błędów. Okładka zachęca do sięgnięcia po książkę, a ja ogromnymi literami podpisuję się pod tą zachętą!

------------------------------------------
Na koniec jeszcze krótka retrospekcja: ostatni tydzień spędziłam na Eurofestiwalu Odysei Umysłu 2012. Pewnego dnia po śniadaniu przechodzę obok stolika, na którym nie ma nic z wyjątkiem książki. Patrzę na okładkę... i widzę zagraniczne wydanie W pierścieniu ognia! Niestety nie udało mi się znaleźć czytelnika.

środa, 18 kwietnia 2012

"Igrzyska śmierci" - Suzanne Collins

Seria: Igrzyska Śmierci
Tytuł: Igrzyska Śmierci
Tytuł oryginalny: The Hunger Games
Autor: Suzanne Collins
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska i Piotr Budkiewicz
Ilość stron: 350
Wydawnictwo: Media Rodzinna
Ocena: 9/10

Absolutnie wciągająca, wzruszająca i trzymająca w napięciu książka! Dawno nie przeżywałam tak wielu emocji na raz zaczytując się w jednej lekturze. Już po pierwszych 30 stronach wylałam cale może łez i zużyłam przynajmniej jedno całe opakowanie chusteczek. A to był dopiero początek. Czemu zawdzięczam ten stan rzeczy? Wspanialej historii!

Katniss jest mieszkanką najbiedniejszego i najmniej obchodzącego kogokolwiek Dystryktu w całym Panem. Dwunastego Dystryktu. Choć życie tam jest ciężkie z powodu głodu, to ludzie wspierają się nawzajem i toczą nie taki straszny żywot. Wraz ze swoim przyjacielem, Galem, dziewczyna często urządza wyprawy do lasu na polowanie. Nie jest to dozwolone, ale Strażnicy Pokoju przymykają na to oko tak długo, jak mogą korzystać z ich zdobyczy. Jednak jak co roku podczas Dożynek wybrani zostają trybuci, którzy będą reprezentować swój dystrykt na Głodowych Igrzyskach - walce na śmierć i życie na specjalnie stworzonej na tą okazję arenie. Wypadki następują po sobie tak szybko, że chwilę później Katniss wraz z Peetą, męskim reprezentantem Dwunastki, jest już w drodze do Kapitolu, centrum Panem. Przyjdzie im zmierzyć się ze swoimi słabościami i z naturą, ale co najważniejsze - będą musieli pokonać trybutów z innych dystryktów. Zwycięzca może być tylko jeden!

Pierwszoosobowa narracja w Igrzyskach Śmierci to naprawdę znakomity wybór! Dzięki temu możemy wczuć się w sytuację Katniss, poznajemy świat jej oczami: na arenie trzęsiemy się ze strachu, a w objęciach ukochanego czujemy błogi spokój. Przy tym jej sposób przedstawiania zdarzeń jest spójny i logiczny, nie ma w nim miejsca na zawiłe i przydługie rozmyślania, bo jakie miałaby szanse przeżycia, gdyby rozmyślała o niebieskich migdałach.

Świat stworzony na potrzeby książki jest jedyny w swoim rodzaju, chociaż sam pomysł na pewno nie został wykreowany przez autorkę. Motyw oddzielonych od siebie obszarów, na których można przebywać tylko z konkretnymi uprawnieniami, bądź też stanem majątkowym jest już przewałkowany. Jednak jak zawsze tworzy klimat i pewną ideologię, a podzielony jest według konkretnych schematów. W Igrzyskach Śmierci na przykład oddzielone obszary są nazwane Dystryktami, a każdy z nich specjalizuje się w produkcji konkretnych surowców, produktów lub zasobów.

Postaci są rewelacyjne. Ich złożona osobowość i charakter sprawiają, że chcesz poznać ich na prawdę. Są jedyni w swoim rodzaju. Jak każdy mają słabości, bez wątpienia zdarzają się im chwilę zwątpienia, potrafią być egoistami, ale kiedy znajdą się w sytuacji, w której trzeba działać, nie zastanawiają się ani chwili.  Z Katniss zżyłam się bardzo mocno i chciałabym być taka jak ona z całą tą troską o bliskich i umiejętnościami, które posiada. A w Peet'cie i Galu zakochałam się od razu!

Igrzyska śmierci pochłonęłam w całości tak jak zapowiedziała mi to przyjaciółka pożyczając książkę. Teraz wiem, że nie było to tylko takie tam gadanie. Jestem zachwycona! Nie miałam jeszcze okazji obejrzeć filmu, ale z relacji świadków słyszałam, że książka jest zdecydowanie lepsza. Teraz pochłaniam kolejną część Igrzysk śmierci i już nie mogę doczekać się zakończenia! Polecam :)