Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z biblioteki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z biblioteki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 lipca 2015

"Gra o Tron" - George R. R. Martin

Seria: Pieśń Lodu i Ognia
Tytuł: Gra o Tron
Tytuł oryginalny: A Game of Thrones
Autor: George R. R. Martin
Ilość stron: 837
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Od postanowienia do przeczytania minęło sporo czasu... Na szczęście los trochę mi dopomógł i w końcu udało mi się wypożyczyć Grę o Tron z biblioteki. Zanim jednak to nastąpiło... Obejrzałam serial. Mimo to książka wywarła na mnie na prawdę dobre wrażenie - nie nudziłam się jeszcze raz przerabiając tę samą historię.

Długie lato niedługo się skończy. Na Murze Czarni Bracia coraz częściej mówią o nadchodzącej zimie, która ma być mroźniejsza i straszliwsza niż wszystkie dotychczasowe. Zapomniane zło niedługo zapuka do bram, a tymczasem w Westeros ludzie borykają się z innymi problemami. Z niewyjaśnionych przyczyn zginął królewski Namiestnik, a król Robert, który niegdyś był mężem silnym i odważnym, pragnie na tym stanowisku widzieć swego najlepszego przyjaciela - Neda Starka, namiestnika Północy. Zadanie Namiestnika nie jest łatwe - to tak na prawdę on rządzi w Siedmiu Królestwach, podczas gdy Król ucztuje, bawi się i płodzi kolejne bękarty. Honor nakazuje Nedowi ruszyć za Robertem na południe, serce podpowiada, by został w Winterfell. Jakie konsekwencje będą niosły za sobą decyzje Starka?

W Grze o Tron poznajemy wielu bohaterów, ale tylko części z nich będziemy stale towarzyszyć. Szczególne więzi połączą nas z rodem Starków - Nedem, namiestnikiem, jego żoną Catelyn oraz dziećmi: Robbem, Sansą, Aryją, Branem i Ricconem oraz nieślubnym synem Jonem Snow. Dowiemy się też co słychać u królowej Cersei i jej braci - Jamiego i Tyriona. Popłyniemy również na drugi brzeg wąskiego morza, do Wolnych Miast, gdzie ukrywają się dzieci obalonego przez Roberta szalonego króla Aerysa - Viserys i Daenerys. Razem z nimi będziemy przemierzać bezkresne krainy i zwiedzać stare miasta. Weźmiemy udział w biesiadach, turniejach, bitwach i poznamy ich najskrytsze tajemnice.

Akcja Gry o Tron jest wartka, stale coś się dzieje. Jedna intryga goni następną. Na szczęście na samym początku możemy spokojnie zaznajomić się z bohaterami. Dopiero po pewnym czasie wątki zaczynają się mnożyć w zastraszającym tempie i jeśli chociaż na moment przestaniemy się skupiać, to może ominąć nas coś niezwykle ważnego. Język jest przystępny i dość barwny. Przez tekst przewijają się wulgaryzmy i krwawe opisy, ale nie przejmują one kontroli nad powieścią. Niezwykle ciekawy w Pieśni Lodu i Ognia jest świat, w którym rozgrywa się akcja Gry o Tron (i kolejnych części oczywiście). Już tylko dla niego, dla wierzeń ludzi we wszystkich zakątkach tego świata, kultur poszczególnych klanów i nacji warto zajrzeć do tej książki. Na prawdę miło spędziłam czas mocno kochając i mocno nienawidząc poszczególnych bohaterów. Polecam!

Ocena: 8/10 (znakomita)

poniedziałek, 3 marca 2014

"Hamlet" - William Shakespeare

Tytuł / Tytuł oryginalny: Hamlet
Autor: William Shakespeare
Ilość stron: 160
Wydawnictwo: Horyzont
Ocena: 8/10 (znakomita)

Czas nadrobić zaległości w recenzowaniu! Luty był miesiącem wyjątkowym pod względem ilości przeczytanych książek (przynajmniej ostatnimi czasy rzadko zdarzało mi się przeczytać więcej...). Niestety nie miałam czasu żeby cokolwiek napisać. Teraz też kradnę cenne sekundy, które w normalny poniedziałkowy wieczór poświęciłabym na rozwiązywanie zadanek z matmy. Ale cóż, czasem potrzebna jest chwila wytchnienia! Odpoczynku przed maturką... No może nie do końca, bo właśnie Hamlet jest jedną z książek, które czytam i opracowuję w ramach prezentacji maturalnej. Może dlatego spojrzenie na ten dramat będzie nieco ograniczone.

Akcja rozpoczyna się krótko po śmierci Hamleta-ojca, króla Danii. Jego duch ukazuje się stojącym na straży Oficerom, ale nie jest skory do rozmowy. Odzywa się na osobności jedynie do syna, który zostaje sprowadzony przez przyjaciół na mury, aby na własne oczy ujrzeć niesamowitą zjawę. Słowa ojca i obietnica, którą składa mu Hamlet są przyczyną dalszych niesamowitych zdarzeń, podejrzeń, spisków i knowań całego Dworu Królewskiego.

Hamlet jest postacią tytułową, synem zmarłego niedawno króla Danii, siostrzeńcem obecnego monarchy, który poślubił żonę swojego brata. To młodzieniec bystry, sprawny w walce i wierny sprawie, o którą walczy. Poznajemy go przez pryzmat rozgrywających się we dworze zdarzeń, możemy też zobaczyć go oczami innych. W obecności Króla i jego popleczników Hamlet jest wariatem, mówi nieskładnie, wykonuje przedziwne gesty i sprawia wrażenie obłąkanego. Wśród najbardziej zaufanych przyjaciół zachowuje się naturalnie i rzeczowo. Wszystko po to, aby sprawdzić prawdziwość słów ojca. Z jednej formy, odgrywanej przez siebie roli, wchodzi w drugą. Jego zachowanie, a tym samym jego natura, zmienia się zależnie od chwili. Inna jest jego reakcja na przyjazd aktorów, inna na zdradę, a jeszcze inna na zabójstwo. W każdej z nich stara się odnaleźć i ukazać oblicze adekwatne do sytuacji.

Bohaterowie dramatów Szekspirowskich mają pogłębioną psychikę. Skupiamy się na ich przeżyciach, reakcjach i sprowadzamy do wspólnego mianownika, którym są podobne warunki i zdarzenia. Z takich porównań da się zauważyć, że ludzie często postępują według utartych schematów, z drobnymi zmianami zależnymi od wyznawanych wartości. Podsumowaniem może być stwierdzenie, że kara (w tym wypadku śmierć) dosięgnie każdego kto popełnił zbrodnię. Niezależnie od tego czy był człowiekiem prawym czy chciwym. Prawdziwe dance makabr. 

Ja osobiście bardzo polecam. Dramaty lubię czytać, a te Szekspira wyjątkowo. Może to dlatego, że to klasyk - według polonistów, rodziców i ogólnego poważania. Patrząc jednak na Hamleta moimi własnymi oczami, jestem w stanie przyznać, że fabuła wciąga, język jest zaprawdę przystępny, a bohaterowie odzwierciedlają zachowania każdego z nas. Na koniec chcę tylko dorzucić, że idąc śladem Hamleta warto się czasem zastanowić "być albo nie być."

poniedziałek, 20 stycznia 2014

"Przedwiośnie" - Stefan Żeromski

Tytuł: Przedwiośnie
Autor: Stefan Żeromski
Ilość stron: 226
Wydawnictwo: GREG
Ocena: 6/10 (dobra)

Trochę nas ostatnio zasypało, ale do tej pory pogoda była iście nie na miejscu. Chciałoby się rzec, że zewsząd dobijała się do nas wiosna zapowiadana przez... No właśnie - przedwiośnie! Przedwiośnie, które rok rocznie zabawia się z nami w najlepsze zapowiadając ogrom zmian. Towarzyszy mu aura szczęścia, ale zazwyczaj jest chłodne i niezbyt przyjemne. Myślę, że podobna myśl przyświecała Żeromskiemu, gdy nadawał tytuł swojej powieści. Przedwiośnie jako pora roku i jako symbol występuje w niej dość często.

Bohaterem, którego historię poznajemy, jest Cezary Baryka - syn dwojga Polaków, wychowywany przez rodziców w Baku. Chłopiec miał szczęśliwe dzieciństwo, dopóki nie odcisnęła na nim swojego piętna pierwsza wojna światowa. Ojciec wyjechał, matka usychała z tęsknoty za Polską, Cezary przystał do rewolucjonistów. Z majętnego stał się biedakiem, ze zdrowego silnego młodzieńca - cieniem człowieka włóczącym się po zgliszczach miasta. Los pchnął go ku granicom Polski o których marzyła matka i opowiadał ojciec. Głęboko wierzył w słowa tego ostatniego i ufał, że w Polsce odnajdzie "szklane domy", które dla Seweryna Baryki były wizją nowej, odbudowanej, niepodległej Rzeczypospolitej. Rozczarowanie i samotność po przyjeździe, następnie walka z bolszewikami, namiętności, igraszki i ostateczne odrzucenie pięknych kobiet, a na końcu chwila zastanowienia nad swoim i cudzym losem. Wszystko to przeżył Cezary w uwolnionej od najeźdźców Polsce. Przedwiośnie zapowiadało zmiany nie tylko w jego życiu, ale w życiu wszystkich Polaków.

"Przedwiośnie" to powieść ciekawa, wciągająca. Opowiada o losach wojennych, rewolucji, a także romansach i sielance. Jest w niej wiele kontrastów, które mają na celu zwrócenie nam uwagi na problemy poruszane przez Żeromskiego. Jest symboliczna i dosłowna zarazem. Skłania do przemyśleń i jednocześnie odpowiada na niektóre pytania. Wszyscy bohaterowie, z Cezarym Baryką na czele, są nakreśleni realistycznie, konkretnie. Możemy ich polubić lub znienawidzić, ale przynajmniej wiemy za co. Język jest nieco przestarzały, ale nie oszukujmy się - nie może być dzisiejszy, bo "Przedwiośnie" powstało prawie sto lat temu. Jedyne zarzuty kieruję do wydawcy: irytująca czcionka! Wolałabym przeczytać "50 stron więcej" niż męczyć się z takim drukiem...

Jako, że "Przedwiośnie" jest lekturą powinnam założyć, że większość ludzi je czytała. Wiem jednak aż nazbyt dobrze, że lektur zwykle się nie czyta, ale może czasem warto zrobić wyjątek? To nie tak, że książki, które "trzeba" przeczytać są gorsze, po prostu takie nam się wydają, bo jesteśmy zmuszeni do przeczytania ich w konkretnej chwili. Może stąd też moja ocena książki - dobra, a nie bardzo dobra : )

wtorek, 22 stycznia 2013

"Kordian" - Juliusz Słowacki

Tytuł: Kordian
Autor: Juliusz Słowacki
Ilość stron: 99
Wydawnictwo: GREG
Ocena: 6/10 dobra

Powiem brutalnie - za czytanie Kordiana wzięłam się tylko dlatego, że jest on moją lekturą. Po III. części Dziadów nie oczekiwałam niczego ponad to, co zaoferował mi Mickiewicz. Nie przepadam za dramatami, więc nie czułam smutku czy rozczarowania kończąc moje spotkanie z "innym wcieleniem Konrada". Mogę nawet przyznać, że pozytywnie zaskoczyło mnie tempo w jakim uwinęłam się z czytaniem, co oznacza, że tekst był dobry, jak na mój gust. Jeśli miałabym osobną skalę dla dramatów byłby pewnie oceniony lepiej, ale w porównaniu z uwielbianymi prze ze mnie książkami innego rodzaju, mieści się w pojęciu "dobre".

Akcja Kordiana rozgrywa się na przestrzeni mniej więcej trzydziestu lat. Najpierw wkraczamy w nowy wiek, który miał być mrocznym okresem w dziejach naszej historii. Nieco później poznajemy Kordiana, młodego romantyka uwikłanego w romans ze starszą od siebie Laurą. Poczucie samotności i niezrozumienia przez świat pchają go ku samobójstwie. Pod wpływem czasu psychika chłopca zmienia się. Świat go rozczarował, ale też wiele nauczył. Przebywając na szczycie Mont Blank Kordian wypowiada słowa, które zna prawie każdy z nas: "Polska Winkelriedem narodów!". Kierując się emocjami, a nie rozumem i chłodną logiką, Kordian podejmuje się czynów szalonych. W rządzonym przez cara Królestwie Polskim zawiązuje się spisek, w którym uczestniczy nasz bohater. Jak przyjdzie mu skończyć... Nie wiem czy się dowiemy!

Kordian to dramat napisany przez Juliusza Słowackiego, największego, obok Adama Mickiewicza, wieszcza polskiego. W tym utworze nawiązywał bezpośrednio do postawy i koncepcji patriotyzmu uznawanego przez swojego starszego kolegę. Krytykował go w sposób wyrafinowany, nie wdając się w bezmyślne sprzeczki, ale tworząc inną koncepcję, prezentowaną przez Kordiana (swoją drogą Kordian - Konrad... dość podobne imiona.). W dramacie poruszył jeszcze dwa ważne wątki: dorastanie młodego człowieka i próbę rozliczenia powstania listopadowego. Kordiana czytało mi się bardzo przyjemnie, kiedy już wpadłam w odpowiedni rytm. Jest to na prawdę wartościowa lektura, dlatego w pełni popieram narzucanie nam takich w szkołach. Sama z siebie nie wiem kiedy bym sięgnęła po dramat Słowackiego, a tak - proszę bardzo! Już mam go za sobą :)

Książka przeczytana w ramach wyzwań: Polacy nie gęsi..., To już było, Pod hasłem. Zapraszam do wspólnej zabawy! :)


niedziela, 23 grudnia 2012

"Żyj i pozwól umrzeć" - Ian Fleming

Seria: James Bond
Tytuł: Żyj i pozwól umrzeć
Tytuł oryginalny: Live and let die
Autor: Ian Fleming
Tłumaczenie: Robert Stiller
Ilość stron: 235
Wydawnictwo: Rzeczypospolita
Ocena: 7/10 bardzo dobra

Po ciekawych perypetiach związanych z kartą biblioteczną w końcu udało mi się wypożyczyć kolejną część Bondowskiej serii. Od razu wzięłam się za czytanie i muszę przyznać, że i tym razem nie zawiodłam się na dziele Iana Fleminga. Żyj i pozwól umrzeć to świetna kontynuacja Casino Royale, w której możemy śledzić dalsze losy agenta 007.

James Bond po rekonwalescencji wyrusza na kolejną misję. Zaraz po śmierci ukochanej Vesper, która okazała się podwójnym agentem, poprzysięga zemstę rosyjskiej organizacji SMERSZ, a dzięki zadaniu, które dostał od M, będzie miał ku temu okazję. Rynek amerykański zalały złote monety z XVII wieku, które finansowały siatkę sowieckich agentów w USA. Nikt nie wie skąd wzięły się w takiej ilości, ale przecież ktoś musi za tym stać. Podejrzenie pada na Mr. Biga - przywódcę kultu voodoo oraz posiadacza sieci klubów w Nowojorskim Harlemie. Ten wielki czarnoskóry mężczyzna ma na swoich usługach ogromną ilość Afroamerykanów, którzy boją się go i czczą. Bond wraz ze swoim przyjacielem z CIA, Feliksem Leiterem, próbują znaleźć tajemniczego Mr. Biga, który jest niebezpiecznym i bardzo inteligentnym sowieckim agentem. Podczas jednego z wypadów poznają Solitarie więzioną przez niego. Dziewczyna ma zdolności parapsychologiczne i pomaga 007 wydostać się z zasadzki agenta SMERSZU. Dzięki temu Bond rusza w dalszą podróż na Jamajkę przez Florydę mierząc się w międzyczasie z nieobliczalną i potężną siatką Mr. Biga. Jak potoczą się dalej losy zniewolonej Solitarie? Czy Feliks Leiter wyjdzie cało z tej misji? Skąd wzięły się złote monety i jaką na prawdę mają wartość?

Chociaż bohaterowie byli mi już znani z adaptacji filmowej, to poznanie ich pierwowzoru było dla mnie na prawdę ciekawe. Poznałam ich myśli i cele oraz kierujące nimi uczucia. Stali się mi bliżsi, a dzięki dobremu warsztatowi literackiemu Iana Fleminga, żywsi. Chłodno myślący Bond, zawsze pełen zapału Feliks, zastraszona, ale silna Solitaire czy potężny i błyskotliwy Mr. Big są postaciami wyrazistymi i budzącymi od razu najróżniejsze emocje.

Język był zrozumiały, nie zawiły. Wszystko jasne i klarowne, opisane bez dłużyzn i wyjątkowo sprawnie. Akcja bardzo spójna, a dialogi nie wciskane na siłę, tylko ją dopełniały. W tekst wkradł się co prawda slang, który dodał książce ironii i śmiechu. Chociażby fragment wypowiedzi czarnoskórego chłopaka rozmawiającego z dziewczyną "Mnie ino gwizdnąć na dziuszki, a zara ich tłum się ino zwija, co bym nie kazał, jak tylko się trafi, żem chwilowo spłukany." (str. 49) Kto by się nie zaśmiał pod nosem? Oprócz tych drobnych, można by powiedzieć, nieudogodnień mamy też kilka słówek francuskich lub pochodzących z kultu voodoo, które wyjaśnione są w słowniczku na końcu książki. 

Podsumowując, była to książka pełna akcji, ciekawa i... przewidywalna w niektórych momentach. Nie żałuję czasu, który spędziłam pogrążona w lekturze. Polecam serdecznie! :)

piątek, 16 listopada 2012

"Casino Royale" - Ian Fleming

Seria: James Bond 007
Tytuł/Tytuł oryginalny: Casino Royale
Autor: Ian Fleming
Tłumaczenie: Rafał Śmietana
Ilość stron: 205
Wydawnictwo: Znak
Ocena: 7/10 bardzo dobra


Odkąd fanatycznie zaczęłam interesować się Jamesem Bondem minęło już sporo czasu. Od dawna również wiem, że cala filmowa seria o wyczynach 007 opiera się na pewnym książkowym pierwowzorze autorstwa Iana Fleminga. Zanim jednak udało mi się przeczytać pierwszą część cyklu powstał kolejny film o przygodach agenta Jej Królewskiej Mości. Musiałam też całkiem sporo się namęczyć żeby zdobyć Casino Royale. (Do tej pory nie mogę zrozumieć jak to jest, że film zna każdy, a książki bardzo trudno gdzieś znaleźć.) W końcu jednak znalazłam i mogłam zabrać się do dzieła!


Przygody Jamesa Bonda zaczynają się nie na wyspie Doktora No., ale we francuskim kasynie w Royale. Agent z licencją na zabijanie, którą oznaczają dwa symboliczne zera, musi za stołem do bakarata zmierzyć się z Le Chiffre'em, księgowym francuskich komunistycznych związków zawodowych. Roztrwonił on majątek związku i jedyną szansą jaka pozostała mu na uratowanie firmy i życia była wygrana w grze o duże stawki. Inaczej, gdyby pieniądze nie znalazły się dostatecznie szybko, mógłby zarobić co najwyżej kulkę w łeb od jednego z agentów SZMERSZ'u (skrót od rosyjskiego "śmierć szpiegom").

Bond nie pracował jednak sam i nie był kompletnym laikiem w grach hazardowych. Najpierw przez kilka dni przyglądał się grze swojego przeciwnika, następnie sam starannie przygotował się do pojedynku. Dzięki pomocy francuskich służb specjalnych oraz amerykańskiego wywiadu dysponował wszystkim o co prosił. Oprócz Mathiasa i Feliksa pomaga mu również Vesper. Choć agent 007 traktuje kobiety dość przedmiotowo to tym razem zaczyna postępować inaczej. Nie zdając sobie z tego sprawy zaczyna się przejmować dziewczyną i myśleć nie tylko o swoich, ale i o jej potrzebach.

Rozgrywka między Bondem i Le Chffre'em nie skończyła się przy stole do bakarata. Znawcy filmu wiedzą co działo się dalej (Casino Royale z 2006 roku jest na prawdę świetną adaptacją!) chociaż i tak mogą być zaskoczeni niektórymi wydarzeniami, a reszcie nie będę zdradzać zakończenia!

Co mnie uderzyło to to, że różnica między filmowym agentem, a postacią stworzoną przez Iana Fleminga jest znikoma chociaż od razu zauważalna. Byłam przekonana, że na przestrzeni lat wizerunek agenta z licencją na zabijanie zmieni się lub zostanie poddany pewnym transformacją, ale zostałam mile zaskoczona. Rzeczą, która zapadła mi w pamięci, jest fakt, że książkowy pierwowzór nałogowo pali papierosy, a w filmie (przynajmniej w najnowszych ekranizacjach) nie zobaczymy go z nimi w ustach. W Casino Royale poznajemy też poglądy agenta 007 oraz jego sposób pracy i postrzegania świata. Jest to na prawdę interesujące. Książka zawiera również dokładny przepis na ulubionego drinka Bonda (dla zainteresowanych).

Trudno jest mi pojąć fenomen tej książki ze względu na to, że nie ma tam nic nadzwyczajnego, narracja jest trochę zbyt szczegółowa (jak na mój gust), a tło akcji też wcale nie oszałamia. Przez pierwsze trzy rozdziały (są dość krótkie, ale to zawsze trzy rozdziały) nie wiedziałam na czym mam się skupić. Jednak już po chwili przerzucałam kartkę za kartką nie orientując się kiedy zdążyłam ją przeczytać. Sama nie wiem co w powieści Fleminga wypatrzyli pierwsi producenci filmowi, ale jestem im bardzo wdzięczna. Film spokojnie może mierzyć się z książką! (Przynajmniej jeśli chodzi o Casino Royale, które podobno było ekranizowane aż trzy razy!)

Bardzo serdecznie polecam, bo lektura jest wciągająca, a przy okazji można poznać najsławniejszego agenta naszych czasów, Jamesa Bonda, od podszewki! Może jak coraz więcej osób będzie próbowała odnaleźć tą książkę w bibliotekach, to w końcu pojawi się w zbiorach? :) Bardzo na to liczę, bo w Gdańsku była tylko w jednej lub dwóch bibliotekach...

I na koniec piosenka z czołówki filmu o tym samym tytule (uwielbiam muzykę z Bonda, uwielbiam muzykę z Bonda...) :D 


niedziela, 8 stycznia 2012

"Makbet" - William Shakespeare

Tytuł/Tytuł oryginalny: Makbet
Autor: William Shakespeare
Tłumaczenie: Józef Paszkowski
Ilość stron: 106 + opracowanie
Wydawnictwo: GREG
Ocena: 7/10

William Shakespeare znany jest jak świat długi i szeroki, ale nie jest do końca pewne, czy taki ktoś w ogóle istniał. Istnienie Shakespeare'a, a więc i jego twórczość, owiana jest tajemnicą. Być może był to pseudonim innego artysty, a może jednak żył na prawdę? Kto to wie? Są to jednak tylko domysły ludzi poszukujących intrygujących historii, nam pozostaje zadowalać się lekturą. Do tej pory miałam do czynienia tylko z jednym jego dziełem: Romeo i Julia. Nie od dziś wiadomo mi jednak, że napisał więcej. Nie obce są mi takie tytuły jak Otello czy Sen nocy letniej, jednak nie miałam jeszcze okazji zapoznać się z nimi tak jak należy. Teraz jednak mogę pochwalić się znajomością już drugiej tragedii pióra Shakespeare'a, Makbeta.

Jest to utwór mówiący bardzo dużo o wewnętrznej przemianie człowieka. Tytułowy Makbet, wspaniały dowódca szkockiej armii, spotyka na swej drodze trzy Czarownice, które swoim powitaniem przepowiadają mu jego przyszłość. Według ich zapewnień ma on stać się królem. Nie wierzy on zbytnio słowom napotkanych kobiet, jednak jego żona, Lady Makbet, namawia go do wypełnienia swojego losu: proponuje mu współudział w zabójstwie obecnego króla Szkocji, który gościć ma u nich w zamku. Makbet niechętnie przystaje na to. Jednak ambicja wzięła górę i własnymi rękoma zamordował króla. Od tego momentu zmienił się nie do poznania. Początkowo roztrzęsiony i przerażony każdym szeptem, stał się później wręcz zuchwały, pewny, że nikt ie jest w stanie stawić mu czoła i odebrać tronu.

W tej historii Shakespeare pokazuje nam jak szalony może stać się człowiek, którego do złego popycha chęć zdobycia władzy. Szaleje on i jego otoczenie. Obsesyjnie próbuje zmyć krew ze swoich rąk - dosłownie i w przenośni.

Jak na dramat średniowieczny przystało znajdziemy tu nieco archaizmów, a język nie będzie tak łatwy jak w przypadku ówczesnych powieści. Zawiłe zdania, przenośnie, przerzutnie i wiele innych zabiegów artystycznych, które upiększają utwór, ale jednocześnie utrudniają czytanie zostało wykorzystanych przez autora w Makbecie.

Historia Makbeta jest naprawdę warta uwagi. Mimo tego, że niektóre książki przestają być chętnie czytane, tylko dlatego, że są lekturami obowiązkowymi w szkole, myślę, że Makbet dalej jest historią wciągającą. Nic na tym nie stracił, tylko zyskał czytelników. Polecam, na prawdę warto! Czy jako rozrywkę czy jako lekturę szkolną :)

okładki: 1) wydawnictwo GREG, 2) wydawnictwo W.A.B, 3) wydawnictwo Znak

"Excalibur" - Bernard Cornwell

"Nic nie jest już w stanie ochronić Brytanii przed zalewem wrogów. Metoda poróżniania dwóch konkurujących ze sobą saskich wodzów, Cedryka i Aelle'a przestaje być skuteczna, przejrzeli oni bowiem grę przeciwnika i wszystko wskazuje na to, że - wcześniej czy później - zjednoczą swe siły. Kolejną plagą nękającą Brytów, zwłaszcza tych, którzy nie chcą rezygnować z dawnych wierzeń, jest szerzące się niczym zaraza chrześcijaństwo. Wydaje się więc, że przejście starzejącego się Artura na nową wiarę jest tylko kwestią czasu.
Kiedy znikąd nie można spodziewać się pomocy, trzeba - jak zawsze w dziejach Brytanii - zwrócić się do bogów. Tyle że bogowie żądają krwawej ofiary, a Merlin - może z powodu starości - staje się bardziej ludzki i miewa wątpliwości."
Tekst z okładki

Seria: Trylogia Arturiańska / The Warold Chronicles
Tytuł: Excalibur
Tytuł oryginalny: Excalibur, a novel of Arthur
Autor: Bernard Cornwell
Tłumaczenie: Paweł Korombel
Ilość stron: 463
Wydawnictwo: DaCapo
Ocena: 8/10


Jeśli mogę coś powiedzieć na temat ostatniej części oraz całej Trylogii, to na pewno to, że bardzo mile spędziłam z nimi czas. Jestem pozytywnie zaskoczona serią B. Cornwella opowiadającą o Arturze i o Brytanii z jego czasów. W Excaliburze Artur jest już stary (jeśli 40-latka można nazwać starym!!!), ale mimo to świetnie radzi sobie z dowodzeniem armią i trzyma w ręku realną władzę. Jest jednak zmęczony rządzeniem Dumonią, bo jedyne, czego tak na prawdę pragnie, to osiedlić się w jakimś cichym i spokojnym miejscu i wieść normalne życie.
Merlin pragnie przywołać pradawnych bogów Brytanii, ale zanim uda mu się (albo i nie) tego dokonać będzie musiał stawić czoło Arturowi i jego sprzymierzeńcom, którym nie w smak są obrządki Druida.
Inni przeciwnicy starego porządku również nie próżnują. Sasi odrzucili na bok dawne spory tylko po to, aby wspólnie stawić czoła Brytom i zagarnąć dla siebie jak najwięcej ziem, kobiet i niewolników. Z kolei chrześcijanie są coraz bardziej przekonani, że tylko ich Bóg może zwyciężyć i to w nim, oraz armii Meuriga, króla Gwentu, pokładają swe nadzieje.

Jest to ostatnia część i, mimo triumfu, Artur w końcu polegnie, lecz jego śmierć będzie okupiona tragedią wielu innych ludzi. Na szczęście zanim to nastąpi szczęście uśmiechnie się do niego i jego popleczników. Zasmakuje życia takiego, jakiego od zawsze pragnął z ukochaną kobietą i synem u boku. A później z rodziną syna - żoną i wspaniałymi wnukami. I przez parę cudownych lat będzie wiódł sielskie życie. Lecz los jest nieubłagany...

W ciągu lektury zmieniało się moje nastawianie do poszczególnych postaci oraz sposób, w jaki patrzyłam na wydarzenia przedstawione w Trylogii Arturiańskiej. Być może było to sprawką narratora, zacnego Derfla, który wraz z upływem czasu zaczynał pojmować rzeczy w inny sposób. Był on też postacią, którą niezmiennie darzyłam sympatią. On oraz Ceinwyn, jego ukochana. Ale wszyscy inni, którzy od początku byli uwikłani w tą historię: Merlin, Nimue, Morgana, Mordred, Ginewra, Lancelot - oni wszyscy bardzo się zmienili i pod koniec nie patrzyłam na nich tak samo jak wtedy, gdy zaczynałam Zimowego Monarchę. Niektóre zmiany wyszły na dobre, ale przez większość z nich zmieniłam swoje nastawieni to poszczególnych postaci na gorsze. W wyniku pewnej tajemniczej historii związanej z pochodzeniem Derfla w moich oczach bardzo zyskał saksoński król Aelle, który okazał się wspaniałym człowiekiem, z kolei w związku z szałem Skarbów Brytanii, który ogarnął Nimue, przestałam darzyć ją sympatią. Nie przejmowała się żywymi i dążyła do swego "po trupach do celu". Dosłownie.

Podsumowując jednak Excalibura, jest to część w której od początku do końca między słowami przemyka widmo nieszczęścia, które nawet w szczęśliwych chwilach daje o sobie znać. Mimo to radość, która gości u bohaterów tej powieści jest nie do opisania. Artur zwycięża Sasów, odnajduje spokój u boku kobiety, chociaż nie jest pewny czy postępował słusznie żeniąc się ponownie. Mordred zdobywa sławę walecznego rycerza i rządzi Dumonią osobiście wymierzając swoją sprawiedliwość.

Cała seria od samego początku Zimowego Monarchy przez Nieprzyjaciela Boga do ostatniej strony Excalibura warta jest poświęcenia czasu. Podczas lektury czas płynie szybciej, akcja toczy się własnym, wartkim tempem, a my mamy wrażenie, ze uczestniczymy we wszystkich tych wydarzeniach razem z Arturem i pozostałymi. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona Trylogią Arturiańską Bernarda Cornwella i z całego serca polecam ją wszystkim! :))

środa, 4 stycznia 2012

"Nieprzyjaciel Boga" - Bernard Cornwell

"Nad Brytania znów zbierają się czarne chmury; co gorsza, niebezpieczeństwo zagraża nie tylko ze strony coraz silniejszych Saksońskich wodzów, Cedryka i Aelle'a. Ambicje Lancelota są nienasycone, Ginewra zatraca się w swym oddaniu kultowi Izydy, chrześcijanie zaczynają wpadać w religijną histerię i coraz częściej rozlegają się głosy, że nieudany wnuk Uthera, Mordred, nie nadaje się na Wielkiego Króla. Artur głuchy na argumenty przyjaciół, którzy tylko w nim widzą króla zjednoczonej Brytanii, za wszelką cenę - niepomny na polityczny rozsądek - chce dotrzymać ślubów i strzec tronu Mordreda.
Jedynie Merlin nie ma wątpliwości. Stary druid wie, co trzeba zrobić, by ocalić kraj, który - według niego - podupada nie z powodu  Saksonów, lecz dlatego, że opuścili go pradawni bogowie. Aby ocalić Brytanię, należy ją zwrócić dawnym bogom, lecz do tego potrzeba trzynastu skarbów Brytanii. Żeby zdobyć ostatni z tych skarbów, musi się udać na Ciemną Drogę."
Tekst z okładki

Seria: Trylogia Arturiańska / The Warold Chronicles
Tytuł: Nieprzyjaciel Boga
Tytuł oryginalny: Enemy of God
Autor: Bernard Cornwell
Tłumaczenie: Jerzy Żebrowski
Ilość stron: 478
Wydawnictwo: Da Capo
Ocena: 8/10

Z drugą częścią Trylogii weszłam w rok 2012. Uważam, że jest to świetnie nadająca się na początek książka. Zwiastuje mi cały rok spędzony przy znakomitych lekturach. Wraz z bohaterami powieści Cornwella składam Wam wszystkim życzenia wspaniałego 2012 roku oraz chwil mile spędzonych z książką w dłoni. Artur na pewno życzy Wam odwagi i prawdziwych przyjaciół, Ginewra wiecznego piękna, a Lancelot jak najwięcej władzy. Merlin zwróci się ze swoimi prośbami do bogów Brytanii, a biskup Sansum wzniesie modły do Boga. Tym samym nie musicie martwić się o tegoroczne problemy. Jak widzicie sprzyjają Wam legendarni Brytowie.

Moja opinia
W Nieprzyjacielu Boga jest dużo mniej akcji, która rozgrywa się podczas wojny. Nie ma tak spektakularnych bitew jak w pierwszej części, bo dlaczego ktoś miałby walczyć w czasie pokoju? Arturowi udało się osiągnąć zamierzony cel przynajmniej po części. Zwaśnione królestwa Brytów zaprzestały walki między sobą i gromadziły siły do wojny z najeżdżającymi ich ziemię Saksonami. Został za to rozwinięty wątek Skarbów Brytanii, które chciał zebrać Merlin. Więcej też dowiedzieliśmy się o przeszłości i pochodzeniu Derfla oraz prywatnych troskach Artura. Wszystko to prowadziło nas po części do konfrontacji z Saksońskimi wojskami rozgromionymi przez armię Dumonii oraz dalej, do wielkiego buntu i szaleństwa chrześcijan, zdrady Ginewry i Lancelota...

Zawsze za najlepszą uznawałam pierwszą część serii. Jest to po prostu coś nowego. I tym razem nie zmienię mojego zdania. Chociaż drugi tom serii napisanej przez Cornwella jest na prawdę świetny i czyta się go znakomicie to nie dorównuje Zimowemu Monarsze.

Język książki jest prosty, a granica między pierwszą i drugą książką serii prawie niezauważalna. Wątek rozpoczyna się dokładnie w tym momencie, w którym został przerwany. W tej części częściej niż poprzednio pojawiają się takie postaci jak Amhar i Loholt - nieślubni synowie Artura, którzy szczerze go nienawidzą; Dinas i Lavaine - druidzi, którzy wspomagają rządnego władzy Lancelota oraz Ceinwyn, ukochana Derfla. Jest za to dużo mniej Nimue.

Książkę polecam równie mocno jak pierwszą część serii, Zimowego Monarchę.

środa, 28 grudnia 2011

"Zimowy monarcha" - Bernard Cornwell

"W piątym stuleciu po narodzinach Chrystusa Brytania jest na skraju przepaści. Nikną ślady rzymskiej cywilizacji, pogańscy bogowie ustępują przed zalewem chrześcijaństwa, a na rubieżach grasują Saksonowie. Skłócone królestwa Brytanii, którym przewodzi Uther, z trudem jednoczą się do walki z najeźdźcą. 
Niestety, Uther starzeje się, a jego następcą nie jest potężny przywódca, lecz chłopiec urodzony w mroźną zimową noc. 
Tylko Artur - żołnierz, mąż stanu, podopieczny Merlina, nieślubny syn Uthera - może objąć tron i zjednoczyć poróżnione królestwa. 
"Zimowy monarcha" to wspaniała opowieść o polityce i wojnie toczonej w kraju, gdzie religia rywalizuje z magią w walce o dusze ludzi."
Tekst z okładki

Seria: Trylogia Arturiańska / The Warold Chronicles
Tytuł: Zimowy monarcha
Tytuł oryginalny: The Winter King
Autor: Bernard Cornwell
Tłumaczenie: Jerzy Żebrowski
Ilość stron: 505
Wydawnictwo: Da Capo
Ocena: 9/10

Świat Króla Artura pochłonął mnie w te Święta bez reszty, tak więc proszę o wybaczenie, jeżeli recenzja ta zbyt składna nie będzie. Zimowego monarchę czytałam z zapartym tchem. Co prawda oczekiwałam czegoś zupełnie innego, ale mimo to nie zawiodłam się. Teraz zaprzyjaźniam się z Nieprzyjacielem Boga, a potem przyjdzie pora na naukę walki Excaliburem. Co do treści, chyba nic dodawać nie muszę. Przejdę więc do wrażeń, które wywarła na mnie powieść.

Moja opinia
Bernard Cornwell, opierając się na zapiskach z kronik i innych historycznych źródeł, przedstawił nam Brytanię i wszystkie jej ówczesne problemy. Czerpiąc z legend Arturiańskich w swojej powieści zaprezentował takie postaci jak czarnoksiężnik Merlin, który nie był milutkim staruszkiem z bajek dla dzieci; Lencelot, niekoniecznie mężny, ale urokliwy i przystojny król; Ginewra, Morgana i całą plejadę innych bohaterów z Arturem na czele, oczywiście...

Narratorem, który przedstawia nam wydarzenia jest Derfel, mnich. Jednak nie był zawsze wiernym sługą Chrystusa i Kościoła. W historii, którą spisuje dla królowej Igraine, jest jednym z wojowników Artura, wychowankiem Merlina. Dzięki temu poznajemy świat jego oczami: znamy jego uczucia, jego słabości. Wraz z nim odczuwamy miłość do Ceinwyn, księżniczki Powys, nienawiść do Gundelusa, króla Sylurii, oraz niezwykłą więź łączącą go z Nimmue - kapłanką i kochanką Merlina. Możemy się z nim utożsamić, poczuć jego ból, strach i radość. Towarzyszymy mu podczas wypraw, bitew oraz w codziennym, nigdy nudnym, życiu.

Codziennością w tym świecie pochłoniętym wojną jest mord, gwałt, zemsta. Jednak Derfel nigdy nie bierze udziału w tych najdrastyczniejszych aktach agresji. Pisze o nich, jednak bez szczegółowych opisów. Przedstawia nam jednak bardzo dokładnie przebiegi bitew czy uczt, w których często uczestniczy.

Tekst nie jest trudny, język może poplątać się jedynie na cudacznych nazwach miejsc, w których rozgrywa się akcja, czy na imionach niektórych bohaterów. Czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Nie ma mowy o znudzeniu przydługimi opisami czy brakiem akcji. Zawsze coś się dzieje. Strony przerzuca się nawet nie zwracając na to uwagi, a czas płynie i płynie w takim tempie, że nawet nie jesteśmy w stanie powiedzieć kiedy upłynęło 15 minut, 30 czy godzina.

Postacie są barwne, wyraźne. Nie ma tu dwóch ludzi, którzy mieliby taki sam charakter lub zachowywaliby się podobnie. Każdy jest jedyny w swoim rodzaju. Bohaterami, którzy wysuwają się na pierwszy plan są oczywiście Artur, Ginewra, Lancelot i Merlin. Nic więc dziwnego, że są najczęściej wspominani, opisywani i stają się tematem do rozmów. W Zimowym Monarsze, który jest pierwszą częścią Trylogii Arturiańskiej, najczęściej występuję Artur. Nieco mniej jest Merlina i Ginewry, za to sir Lancelot pojawia się dopiero pod koniec książki, jednak od razu staje w pierwszym szeregu by błyszczeć jak bohater.

To, co z początku zawiodło mnie wkrótce uznałam za spory plus. Miałam nadzieję zapoznać się z tajemniczą Panią Jeziora, która panowała na wyspie Avalon i podarowała miecz Arturowi, byłam wielce ciekawa historii o dorastaniu Artura oraz o zdradzie Ginewry i Lancelota, chciałam poznać rycerzy Okrągłego Stołu, a tu lipa. Nie ma ani Pani Jeziora, ani osnutej mgłami tajemniczej wyspy. Nikt też nie wspomina słowem o Ellain, Pani na Schallot! Hańba! Jednak w powieści Bernarda Cornwella historia Artura, nieślubnego dziecka Wielkiego Króla Uthera, brzmi bardziej wiarygodnie. Nie jak baśń, lecz jak legenda, w której jest nieco więcej prawdy. Daje więcej wiary na to, że ktoś taki mógł istnieć i że coś takiego mogło się wydarzyć.

Jest to jedna z tych książek, które na długo zapamiętam i często będę wspominać. Bardzo, bardzo serdecznie polecam! :)

poniedziałek, 12 grudnia 2011

"Światła września" - Carlos Ruiz Zafón

Moje drugie spotkanie z twórczością C. R. Zafóna wypadło, tak jak się tego spodziewałam, znakomicie. Światła września to książka, o której już od dawna słyszę same pochlebne opinie. Wypożyczyłam ją więc z biblioteki i dałam wciągnąć się w świat, który łączy ze sobą fikcję, fantazję oraz rzeczywistość.

Tytuł: Światła września
Tytuł oryginalny: Las luces de septiembre
Autor: Carlos Ruiz Zafón
Tłumaczenie: Katarzyna Okraska, Carlos Marrodan Casas
Ilość stron: 256
Wydawnictwo: MUZA

Franca, lata 30. XX wieku. Simone Sauvelle, po stracie męża, wraz z dwójką swoich dzieci, przeprowadza się z Paryża na wybrzeże Normandii. Zatrudnia się w posiadłości Cravenmoore należącej do Lazarusa Janna, fabrykanta zabawek, jako ochmistrzyni. Wraz z tą posadą otrzymuje mały, biały, uroczy Domek na Cyplu, w którym zamieszkuje z Irene i Dorianem.

W ogromnym budynku, jakim jest posiadłość Cravenmoore, zamieszkuje jedynie Lazarus z małżonką i pracująca u nich jako kucharka i pomoc domowa 16-letnia Hannah. Dziewczynka szybko zaprzyjaźnia się z Irene, która jest w podobnym wieku. Razem spacerują po plaży, zwiedzają małe miasteczko, dzielą się najnowszymi wiadomościami z miasteczka i wspaniale się bawią. Hannah przedstawia Irene swojego kuzyna Ismaela i od tamtej pory Ci dwoje stają się nierozłączni. Coś sprawiło, że stali się sobie bardzo bliscy. W tym samym czasie Dorian zdążył odkryć swoją nową pasję, którą stała się kartografia (codziennie siadał między tymi samymi skałami na nabrzeżu i szkicował mapy okolicy), a Simone zaaklimatyzowała się w dworze i przywykła do dziwnych rozporządzeń Fabrykanta zabawek. Wszystko zaczynało się układać, coś więc musiało się wydarzyć, by przerwać tę sielankę...

piątek, 9 grudnia 2011

Każdy chciałby zdążyć przed Panem Bogiem.

Tytuł: Zdążyć przed Panem Bogiem
Autor: Hanna Krall
Ilość stron: 138
Wydawnictwo: GAMMA

Hanna Krall w Zdążyć przed Panem Bogiem przedstawia historię powstania w Getcie Warszawskim. Na treść książki składa się krótki wywiad z Markiem Endelmanem, reportaż i opis. Wszystko w dość luźnej kompozycji, niechronologicznie, opowiedziane po to, by pamiętać. Żeby wiedzieć co się działo, poznać prawdę, a nie oceniać.

Cała książka jest zapisem rozmowy autorki i M. Endelmana, który jest szczery do bólu, aż nieprzyzwoicie szczery. Ale opowiada jak było, co działo się na prawdę. Bez kolorowania, bez upiększania albo dodawania komuś odwagi, której nie posiadał czy heroizmu, którym się nie wykazał. Opowiadał o życiu mówiąc o śmierci, o umieraniu "z fajerwerkiem". O postawie ludzi mieszkających w Getcie. Jak znosili myśl o śmierci i czy o niej w ogóle myśleli? Mówił, że nie zdawali sobie sprawy z tego, że wchodząc z chlebem do wagonów jechali na śmierć, a nie do pracy. O tym jak propaganda hitlerowska wpływała na życie codzienne.
Jego wspomnienia z czasów powstania przeplatają się ze stosunkowo niedawnymi przypadkami ze szpitala. Wszystko jednak do czegoś prowadzi, o czymś nam mówi. Zmusza do myślenia i do przyjęcia historii taką jaką jest - bez zmian.

Lektura jest całkiem przyjemna, bo można odnieść wrażenie, że uczestniczy się w rozmowie. Może nie łatwa i nie idzie zapamiętać wszystkiego, ale nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby pamiętać!

poniedziałek, 10 października 2011

Antyczna telenowela czyli "Król Edyp"

Tytuł: Król Edyp
Autor: Sofokles
Przekład: Kazimierz Morawski

Takiego scenariusza nie powstydziłaby się żadna brazylijska telenowela! Już w około 430 roku p.n.e. Sofokles stworzył pierwowzór dzisiejszych seriali.

Ale tak na serio, Król Edyp to tragedia jakich mało! Większość życia głównego bohatera usiana jest tajemnicami i tragediami. Wszystko wiąże się ze strasznymi wróżbami wyroczni: Syn zabije Ojca i poślubi jego Małżonkę, a swoją Matkę. Aby uniknąć takiej sytuacji Syn zostaje okaleczony i porzucony w górach. Jednak los zsyła człowieka, który go odnajduje i daruje mu nowe życie. Tak oto klątwa wypełni się.

Może tragedie antyczne nie należą do moich ulubionych gatunków literackich, ale podoba mi się tło ich akcji: nawiązania do mitologi są jedną z tych rzeczy, które w Królu Edypie, oraz czytanej wcześniej przeze mnie Antygonie, uwielbiam. Bogowie Olimpijscy tak nadludzcy w swej mocy, a jednak tak ludzcy w swych postępowaniach: raz zsyłają klęski, a raz niewyobrażalne powodzenie i bogactwa na ludzi zamieszkujących ziemię.

Oczywiście specyficznego charakteru nadaje temu utworowi fakt, iż jest on dramatem: podział tekstu na role, didaskalia, występujący Chór. Nic dziwnego, bo Król Edyp w czasach starożytnych był wystawiany w Grecji podczas świąt Apollina (nie zjedzcie mnie, jeśli okaże się, że były to święta innego greckiego boga!). Grany od świtu do zmierzchu wciąż w tej samej scenerii, ale ze zmianą bohaterów na scenie. Niósł ze sobą przesłanie do ówczesnych ludzi: bójcie się bogów, przeznaczenie jest największą potęgą! Ale także przestrzegał przed popełnianiem przestępstw różnorakich, oraz przedstawiał inne cenne rady.

Mitologia ma to do siebie, że została przez nas przyswojona bardzo mocno i dziś cały czas mamy z nią kontakt. Powiedzenie kompleks Edypa, lub w wersji żeńskiej kompleks Jokasty znane jest chyba każdemu. Ten przykład obrazuje to jak dużo czerpiemy z innych kultur: ich tradycji czy literatury. Mity zachwycają, a tym bardziej historie, które rozgrywają się z nimi w tle.

wtorek, 22 marca 2011

"Nowy ślad Czarnych Stóp" - S. Szmaglewska



Tytuł: "Nowy ślad Czarnych Stóp"


Autor: Seweryna Szmaglewska


Ilość stron: 215

"Nowy ślad..." to kontynuacja "Czarnych Stóp". Chłopcy wracają z obozu i mają przed sobą jeszcze cały miesiąc wakacji, ale co w tym czasie robić? Ku ich zaskoczeniu druh drużynowy przyprowadza na zbiórkę niepełnosprawnego chłopca i prosi by przyjęli go do swojego grona. Tadek trafia do najmłodszego zastępu i od razu zaczyna dogadywać się z Markiem, dotychczas najmłodszą "Czarną Stopą".

Chłopcy mają ciekawe przygody w swoim miasteczku. Organizują bieg harcerski, konkurs dla psów i wiele innych atrakcji i do uczestniczenia w nich zapraszają pacjentów kliniki rehabilitacyjnej, w której leczy się również Tadek.

Czytało się bardzo przyjemnie i wesoło wspominało swoje przygody, ale książka niczym nowym mnie nie zachwyciła. Szło mi trochę opornie pomimo tego, ze spędziłam ostatnie dwa tygodnie w domu chorując. Nie miałam aż takiej ochoty żeby sięgnąć po nią. Wolałam obejrzeć parę filmów i trochę pospać. Za to dziś, gdy dobrnęłam do końca, przekonałam się, że historia ta porusza trudny temat niepełnosprawności - atmosfery wokół osób z takimi problemami i prób dostosowania się do świata pełnosprawnych. Opowiada o przyjaźni zaufaniu wśród młodzieży. Dlatego polecam ją uwadze. : )

czwartek, 3 marca 2011

"Czarne stopy" - Seweryna Szmaglewska

Tytuł: Czarne stopy

Autor: Seweryna Szmaglewska

Strony: 193

Wydawnictwo: Książka i Wiedza

Rok wydania: 1973
Książka, którą wypożyczyłam ze wspaniałej biblioteki szkolnej zawiera w zasadzie dwie części przygód harcerzy z zastępu Czarnych Stóp: "Czarne Stopy" i "Nowy ślad Czarnych Stóp". Ja jednak na razie przeczytałam tylko pierwszą, bo już dorwałam się do kolejnych książek, które tym razem pożyczyłam od koleżanki.

Chociaż Czarne Stopy zostały napisane dawno temu to nadal opowiadają w bardzo ciekawy sposób o harcerzach, ich obozach i nie tylko. Jest tu dużo wątków nie są związane tylko z harcerstwem. Mowa o przyjaźni, zaufaniu i innych cechach, które są ważne dla wszystkich ludzi, a szczególnie dla poznających świat młodzieńców i dam. Chłopcy z obozu na Diabelskim Kamieniu uczą się współpracy rozbijając namioty, opanowania strachu na nocnych "czarnych" wartach oraz dobrze pojętej przebiegłości męcząc groźnego byka bieganiem od drzewa do drzewa. Uczą się kreatywności i nas, czytelników, również zachęcają do skorzystania z naszej głowy.

Jednym z głównych bohaterów jest najmłodszy członek obozu - Marek. Chłopiec do dnia wyjazdu był pełen entuzjazmu i łaknął przygody, ale nagle zniknął. Okazało się, że w rzeczywistości nikt tak naprawdę go nie zna, chociaż wszyscy chłopcy mieszkali w internacie. Czy będą mogli go poznać jeśli nie pojedzie na obóz?

Postacią, która jest wzorem dla wszystkich książkowych harcerzy jest druh drużynowy Andrzej Wróbel. Opanowany i bardzo stanowczy. Pomysłowy, inspirujący, charyzmatyczny... jednym słowem prawdziwy wzór dla dorastających chłopców. Czy ud mu się zapanować nad chłopcami jeśli Marek, urwis, pojedzie na obóz?

A co zrobiłby Leśne Oko gdyby chłopcy nie rozbili obozu na zboczu wąwozu? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie oczywiście w lekturze.

Tematyka powieści jest mi bardzo bliska dlatego ciekawiły mnie i bawiły wszystkie historie opisane w Czarnych Stopach. Niektóre przywoływały wspomnienia inne wywoływały uśmiech na twarzy i wtedy w moim umyśle zapalała się lampka: trzeba kiedyś coś takiego zrobić! Chętnie wcisnęłabym tą książkę każdemu w ręce i powiedziała: masz czytaj, a potem dołącz do jakiejś drużyny harcerskiej i przeżywaj podobne przygody! Ale wiem, że tak się nie da, więc mogę tylko zachęcić do przeczytania tej książki.

"Świetna książka. Uważam, że każdy harcerz czy nie harcerz może i powinien ją przeczytać, ponieważ zawiera dużo humoru i ciekawych wątków. Czyta się bardzo przyjemnie, bo jest to powieść o harcerzach na obozie, a wiadomo, że:
harcerz + obóz = świetna zabawa." 
- zabawnie jest cytować siebie, bo jest to moja opinia zamieszczona na portalu lubimyczytac.pl, ale jako słowo podsumowania mogę to zamieścić, a wpleść w treść mi się nie uda. :)

sobota, 5 lutego 2011

"Świętoszek" - Molier; stosik (1)

. PolsI oto skończyłam dziś zaczętą sztukę Moliera, "Świętoszka". Przyznam, że nie lubię czytać dramatów, ale akcja "Świętoszka" była bardzo interesująca, trochę jak z powieści kryminalnej.

 Molier we wspaniały, trochę przesadny jak to w komediach, sposób przedstawił bohaterów. Tytułowy Świętoszek - pan Tartuffe - udając pobożnego do granic możliwości był w rzeczywistości podłym i chciwym człowiekiem. Potrafił omotać biednego Orgona tak, że nie wierzył własnej żonie i chciał wydać za niego swoją córkę oczywiście czyniąc go jedynym spadkobiercą.

"Świętoszek" przeniesiony w dzisiejsze realia mógłby stać się bardzo poczytną powieścią. Jest w nim obłudnik, który udając dobrego chce wyłudzić pieniądze od uczciwego człowieka obracając go przeciwko rodzinie. Jest też wierna żona poczciwca, w której zadłużył się sprytny naciągacz, córka, którą ojciec postanawia wydać za "przyjaciela" oraz jej pokojówka, która od początku odradza i naśmiewa się po cichu z decyzji Pana domu. Oczywiście znalazł się tu też wielkoduszny i światły książę, który przejrzał naciągacza i oczyścił uczciwego poddanego z zarzutu, którym obarczył go ów kłamca.

Taka powieść mogłaby stać się niezłym kryminałem, jeśli dodalibyśmy do tego ukrywanie przestępcy lub morderstwo. Mogłaby byc też powieścią romantyczną. Jest jednak komedią, która mimo tego, że nie przepadam za dramatami bardzo przypadła mi do gustu.

Kończąc ją uznałam, że skoro w ciągu kilku godzin przeczytałam ja zaraz zabiorę się za kolejne książki i może do końca tygodnia czytając wieczorami uda mi się dokończyć chociaż jedną.Przejrzałam biblioteczkę z przedpokoju i wybrałam kilka dość cienkich książek:
Johan Wolfgang Goethe - Cierpienia Młodego Wertera
Paulo Coelho - Alhemik
Terry Pratvhett - Kolor magii
Margit Sandemo - Las ma wiele oczu
Hermann Hesse - Wilk stepowy.

Mam nadzieję, że przeczytam je jak najszybciej. Poza tym mam również nadzieję, że pomimo tego, że "Świętoszek" jest dramatem i lekturą nikt sie do niego za bardzo nie zrazi i z chęcią o przeczyta.