Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 listopada 2021

"Nie ma tego Złego" - Marcin Mortka

Czytając „Nie ma tego Złego” miałam wrażenie, że moja przygoda z tą książką rozpoczęła się zanim Marcin Mortka napisał pierwsze jej zdanie. Dlaczego? Ponieważ ta historia jest osadzona w świecie fantasy, który jest częścią wielkiej całości czegoś, co można by po prostu nazwać światem fantastycznym. Mam wrażenie, że ta historia po prostu już tam była, już się wydarzyła i teraz tylko ktoś ją nam relacjonuje. Była jednocześnie tak oczywista i tak cudownie nowa. Zaczynając ją, nawet nie wiedziałam, że tak bardzo brakowało mi powrotu do świata, w którym ludzie, elfy, krasnoludy, gremliny i inne stwory współegzystują ze sobą na pewnych z góry ustalonych zasadach. A jednocześnie te zasady zostały napisane na nowo. Marcin Mortka na swoim profilu w mediach społecznościowych opowiada co nieco o stworzonym przez siebie świecie i postaciach (bo właśnie ukazała się kolejna część opisująca przygody Kociołka i jego drużyny do zadań specjalnych). Najbardziej chyba zapadła mi w pamięci wzmianka o tym jak stworzył postać elfa (można przeczytać tutaj LINK). 

Akcja „Nie ma tego Złego” skupia się na Kociołku i jego drużynie do zadań specjalnych, w której skład wchodzą przedstawiciele różnych ras i klas fantastycznego świata. Mamy więc wspomnianego już elfa, który jest piękny, mroczny i chodzi własnymi ścieżkami, zawsze skorego do bitki i popitki krasnoluda oraz gremlina, którego gremlinowatość potrafi przysporzyć nie mało kłopotów. Skład zespołu uzupełniają Guślarz i Rycerz, ludzie o nieprzeciętnych umiejętnościach. Co do Kociołka, to trzeba mu przyznać, że gotuje znakomicie! Jako były wojskowy kucharz, właściciel karczmy, dumny mąż i ojciec, przywodzi swojej drużynie mając zawsze na względzie ich dobro. Kierując się tym dobrem i chęcią ochrony najbliższych wpakowuje siebie (i ich) w sam środek politycznego konfliktu. 

Zarówno fabuła jak i postaci są jednocześnie typowe i nietypowe w swoim gatunku. Zostajemy wrzuceni do świata, który wydaje się dobrze znany, bo spodziewamy się przecież jakiejś waśni między rządzącymi, walki z istotami ciemności, przygody i fantastycznego zespołu. I to dostajemy. Jednak nasi bohaterowie nie są posągowi, a ich potyczki nie zawsze przebiegają według ściśle określonego planu. Dość wspomnieć, że gremlin jest częścią drużyny, a dowódca prawie co wieczór śle listy do żony próbując tłumaczyć się ze swojej długiej nieobecności. Było to znakomite zestawienie. Powieść napisana z humorem i dreszczykiem emocji.
 
Także podsumuję to krótko – zwracajcie uwagę na tłumaczy! „Nie ma tego Złego” to książka, na którą zwróciłam uwagę, bo… nazwisko autora skojarzyło mi się z tłumaczem „Szklanego Tronu”. I skojarzyło mi się dobrze, bo to ta sama osoba.

Tytuł: Nie ma tego Złego
Autor: Marcin Mortka 
Wydawnictwo: Sine qua Non
Ocena: 7/10

niedziela, 21 sierpnia 2016

"Pomnik Cesarzowej Achai: Tom IV" - Andrzej Ziemiański

Seria: Achaja
Tytuł: Pomnik Cesarzowej Achai: Tom IV
Autor: Andrzej Ziemiański
Ilość stron: 752
Wydawnictwo: Fabryka Słów


Nadeszła pora, by wrócić do świata, gdzie stykają się ze sobą dwie cywilizacje do tej pory oddzielone Górami Pierścienia. Nadeszła chwila, by poznać dalsze losy bohaterów, którzy znaleźli się po tej stronie gór, na której przed tysiącem lat żyła Achaja. Czy czekanie na tą chwilę opłaciło się? Zdecydowanie tak!

Podczas gdy Shen z partyzantami ukrywała się w lesie, w prowincji Kong, plan Randa, dotyczący wyeliminowania z gry o władzę Sił Specjalnych, był coraz bliższy realizacji. Całe wojsko Imperium Cesarzowa posłała na te dawno zapomniane ziemie, by policzyli się z buntownikami. Nie wzięli jednak pod uwagę niezwykłego szczęścia, które sprzyjało popieranym po cichu przez Rzeczpospolitą wywrotowcom. RP odnosiła zwycięstwa również na innych polach - rozpoczęto wyprawy śladami czarowników Zakonu, podczas których udało się odnaleźć stare zapiski i dokumenty. Wysłano też dwóch szpiegów do Nayer, skąd pochodził przetrzymywany w Świątyni w Banxi więzień. Kai i Nuk w nowej roli sprawowały się niezwykle - jako agentki wywiadu zajęły się handlem butami i gotowaniem... Rozstania z Czarownicą, chociaż sam nie do końca chciał to przyznać, nie mógł znieść Tomaszewski, który zdawszy sobie sprawę z niebezpieczeństwa, które zaczęło zagrażać misji w Nayer, ruszył na ratunek. 

Ponowne spotkanie z bohaterami okazało się cudownym przeżyciem. Zapomniałam już jak uparta potrafi być Wyszyńska, jak przekonujący Tomaszewski i jak bezpośrednia Aie, odkąd odzyskała zdolność mowy. Ponownie wszyscy zostali przedstawieni z zachowaniem charakterystycznych dla nich cech i musieli zmierzyć się z sytuacjami zarówno wymagającymi hartu ducha jak i humoru. Obok znanych nam już bohaterów pojawili się inni. Nowe postaci wkraczały do znanego nam świata z werwą, bez zbędnych wstępów. Dzięki temu akcja toczyła się gładko, a czytelnik mógł cieszyć się wyprawami alpinistów czy planami budowy kolei i tańcami w pałacu.

Jak zwykle na pochwałę zasługuje styl autora i jego pomysłowość. Nie dało się nudzić czytając to opasłe tomisko. Kilka pozornie nie związanych ze sobą wątków rozgrywa się równolegle, a my towarzyszymy wszystkim bohaterom. Żywe, zabawne dialogi, niespodziewane zwroty akcji i typowe zachowania niektórych postaci budziły mój śmiech i zapierały dech w piersiach - naprzemiennie.

Jak więc zakończy się ta historia? Czy wszystkie działania, które prowadzą do odnalezienia Pomnika Cesarzowej Achai rzeczywiście mają jakiś sens? Jeśli do tej pory jeszcze nie mieliście okazji zaznajomić się z Achają i jej światem to serdecznie polecam całą serię! Jesteśmy krok przed odkryciem rozwiązania zagadki pomnika...

Ocena: 8/10 (znakomita)

sobota, 16 lipca 2016

"Królowa cieni" - Sara J. Maas

Seria: Szklany Tron
Tytuł: Królowa cieni
Tytuł oryginalny: Queen of Shadows
Autor: Sara J. Maas
Ilość stron: 841
Wydawnictwo: Urobos

Nie czytając Królowej cieni zaraz po premierze ćwiczyłam swoją silną wolę. Nie udało mi się jednak wytrzymać długo, więc za lekturę zabrałam się w samym środku sesji. Na szczęście nie wpłynęło to na mnie źle - książka przeczytana, sesja zdana. Ale ileż było przy tym emocji...

Celaena Sardothien powraca do Adarlanu w pełni świadoma swojej mocy i swojej misji. Teraz już wie, że nie może zbyt długo się ukrywać. W końcu powrót Aelin Ashryver Galathynius, prawowitej królowej Terrasenu, to nie jest coś, o czym ludzie szybko zapomną. Nadszedł czas by zażegnać wszelkie spory i podjąć wspólną walkę o wolność. Czas, by Celaena stanęła oko w oko z Chaolem, który porzucił służbę u króla oraz Arobynnem, królem zabójców, jej wieloletnim opiekunem. Czy Aelin ruszy do boju sama czy u jej boku stanie nowy Dwór Terrasenu? Jakie powitanie szykuje Aelin Król? 

Przyznam szczerze, że mnogość wątków i tempo akcji nie pozwalało mi odkładać książki na zbyt długo. Królowa cieni to na prawdę trzymająca w napięciu historia. Chociaż część bohaterów jest nam znana, to teraz patrzymy na nich z zupełnie innej perspektywy. Każde z nich musi odnaleźć się w nowej roli, co niejednokrotnie sprawia, że na pozór proste zadanie komplikuje się. Dodaje to naturalności całej historii, bo przecież nie wszystko musi się udać za pierwszym razem. Postaci, które dołączyły do sagi w tej części również nie odstają temperamentem i zdolnościami od reszty. Za równo ci dobrzy jak i ci źli działają na klimat Szklanego Tronu w sposób pozytywny.

Co jeszcze tak poruszającego jest w Królowej cieni? Zapewne wszystkie smaczki związane z przeszłością bohaterów. Na jaw wychodzi wiele skrywanych przez lata tajemnic i sekretów, które dawno popadły w zapomnienie. Wszystkie elementy układanki zaczynają łączyć się w całość, powstaje jeszcze niewyraźny, ale już kształtny obraz, który pozwala nam na spekulacje "co dalej?" i "dlaczego tak się stało?". Historia Zabójczyni zmienia się w historię Królowej i jej ludu wciąż tak samo, a może nawet bardziej, trzymając wszystkich w napięciu.

Na prawdę gorąco polecam zapoznanie się z tą serią. Ja tymczasem czekam na kolejną, jeszcze nie ostatnią część Szklanego Tronu.

Ocena: 9/10 (rewelacyjna)

piątek, 20 maja 2016

"Dawca" - Lois Lowry

Seria: Dawca
Tytuł: Dawca
Tytuł oryginalny: The Giver
Autor: Lois Lowry
Ilość stron: 293
Wydawnictwo: Galeria Książki

Pierwsza była książka... Niestety (a może "stety") nie w moim przypadku. U mnie najpierw był film, który zachwycił i zainspirował do sięgnięcia po pierwowzór. Kiedy więc udało mi się sięgnąć po Dawcę byłam nastawiona bardzo pozytywnie.

Czy wyobrażacie sobie świat, w którym wszystko jest jednakowe? Specjalnie wyselekcjonowane kobiety rodzą dzieci, następnie odpowiednio dobrane pary wychowują je. Każde dziecko podczas gali urodzinowej otrzymuje taki sam prezent. O tej samej godzinie wszyscy jadają śniadania, obiady i kolacje. Przed snem każda komórka rodzinna odprawia ten sam rytuał dzielenia się ze sobą uczuciami minionego dnia... W takiej społeczności żyje Jonasz. Jednak chłopak ma w sobie coś niezwykłego. Ta niezwykłość sprawia, że podczas Gali Dwunastolatków, na której wszyscy otrzymują przydzielone im życiowe role, Jonasza spotka niemała niespodzianka. Dla niego, ale również dla innych, nic już nie będzie takie samo. Chłopak przy pomocy Dawcy będzie musiał zmierzyć się z przeszłością, z ostatnimi wspomnieniami ludzi, które pozostały po nastaniu Jednakowości. Jak z prawdziwymi emocjami poradzi sobie on i inni?

Wizja świata przedstawionego w Dawcy jest jednocześnie utopijna i mocno niepokojąca. Na pierwszy rzut oka mamy społeczność idealną - bez konfliktów, bez różnic, bez zawiści. Wszyscy chodzą najedzeni i mają gdzie spać. Można przejść przez życie pokonując kolejne szczeble edukacji i społecznego awansu. Otrzymać i z zaangażowaniem wykonywać swoją pracę nie zastanawiając się nad życiem i śmiercią. Jednak na rzecz jednakowości porzucono indywidualność. Pozbyto się jej na wiele sposobów - odrzucono więzi rodzinne, wspomnienia, kolory... Przerzucono odpowiedzialność z jednostki na ogół. Nie nauczono moralności. Ludzie zostali pozbawieni możliwości wyboru, możliwości popełniania błędów i życia według własnego planu.

No właśnie - ludzie. To oni tutaj grają pierwsze skrzypce. Przyglądamy się ich codziennym rytuałom, przysłuchujemy rozmowom i wyciągamy wnioski. Możemy ocenić ich patrząc własnymi oczami, oczami Jonasza, Dawcy i ich samych. Za każdym razem będziemy widzieć inaczej. 

Książka napisana jest bardzo sugestywnie. Język nie jest wyszukany, ale precyzyjny. Zastanawialiście się na przykład jak opisać i nazwać kolor bez używania słowa "kolor"? Autorce się to udało za co należą się wielkie gratulacje. Dawca nie jest książką o dużej objętości - 293 strony to dużo więcej niż w rzeczywistości. Mimo to, a może właśnie dlatego, książka ma swój urok. Opowiada pewną historię i daje czytelnikowi do myślenia nie wyczerpując tematu. Polecam bardzo mocno.

Ocena: 7/10 (bardzo dobra)

niedziela, 13 marca 2016

"Marcelina i Pamięć Przodków" - Izabela Skorupka

Tytuł: Marcelina i Pamieć Przodków
Autor: Izabela Skorupka
Ilość stron: 364
Wydawnictwo: Axis Mundi

Ostatnio zaczytywałam się w fantastyce i kryminałach, powieściach ciekawych, ale z założenia drastycznych, smutnych i szokujących. Dlatego właśnie z chęcią skorzystałam z propozycji wydawnictwa Axis Mundi i zabrałam się za lekturę książki o wdzięcznym tytule Marcelina i Pamięć Przodków. Dawno żaden świat stworzony ze słów nie zabrał mnie w tak niesamowitą, pełną emocji i tajemnic podróż. 

Marcelina, niebieskooka miłośniczka koloru zielonego, to jedenastoletnia mieszkanka domu przy ulicy Nenufarów 9. Nie jedyna mieszkanka, ma się rozumieć. W domu tym zawsze bywa gwarno, bo pod jednym dachem zamieszkują z Marceliną dziadkowie, rodzice i młodszy brat. Da się również wyczuć obecność byłych mieszkańców, przodków dziewczynki, którzy dostojnie spoglądają na wszystko co się dzieje z ram portretów. Byli zatem świadkami pewnego niecodziennego zdarzenia. Pewnego wtorkowego poranka, podczas zajadania się naleśnikami, Marcelina zniknęła. Naj(nie)zwyczajniej w świecie po prostu rozpłynęła się w powietrzu podrzucając uprzednio trzy razy pewien kamień. Kamień Przodków. Tu właśnie do akcji wkracza dziadek Henryk, który stara się przypomnieć sobie wszystko co kiedykolwiek słyszał o Pamięci Przodków tak często wspominanej w jego rodzinie. Chociaż zawsze opowieści te były traktowane jak legendy, z których istnienia senior rodu był niezmiernie dumny, to teraz stały się tak rzeczywiste, że bardziej się już nie da. Chcąc czy nie, dziadek Henryk, Marcelina i cała reszta rodziny, stali się częścią tej historii. Historii ciągnącej się od kilku stuleci, w której największą moc mają słowa wypowiadane przez właściwych ludzi. Czy w związku z tym ktoś może wiedzieć, gdzie jest dziewczynka? Skoro Marcelina zniknęła z kuchni to przecież... gdzieś musiała się pojawić. 

Marcelina i Pamięć Przodków to opowieść fantastyczna, w każdym znaczeniu tego słowa. Fantastyczne są tu postaci, od których wypada zacząć. Rezolutna, pełna energii Marcysia, która swoją postawą zmusza czytelnika do kibicowania jej za wszelką cenę oraz cała rodzina dziewczynki. Mały Michałek, który rozumie więcej niż wszystkim się wydaje, mama Marta pragnąca jedynie odnaleźć swoją córkę, opanowany i zawzięty tata Łukasz, babcia Basia - najlepsza kucharka na świecie i dziadek Henryk, kurtuazyjny starszy pan, który chwilami zamienia się w żądnego przygód odkrywcę. Pojawia się nawet ekscentryczna ciocia-babcia Maria, starsza siostra dziadka, której obecność sprawia, że senior rodu czuje się jak mały berbeć. Do grona bohaterów fantastycznych trzeba również dołączyć Azalię, Eryka i Klarę, którzy swoim charakterem i poczuciem humoru (albo jego brakiem) sprawili, że historia Marceliny potoczyła się właśnie tak, a nie inaczej. Ostatnią postacią, o której nie wolno zapomnieć jest Kolekcjoner. Człowiek otoczony tajemnicą jak kotarą, posiadający słowa pozwalające na spełnianie jego wyobrażeń w Bezczasie. 

Kolejnym bardzo fantastycznym aspektem powieści jest właśnie Bezczas. W ogóle koncepcja świata stworzonego z liter, ze słów, w którym największą moc mają głośno czytane fragmenty powieści i szeptane ukradkiem rymowane wersety spodobała mi się niezmiernie. Miejsce, w którym wszystko co wypowiedziane staje się realne to bardzo dziwne miejsce. Napawające równocześnie przerażeniem jak i zachwytem.

Oprócz fantastycznych postaci i miejsc, które bohaterowie odwiedzają z upodobaniem, są jeszcze używane przez autorkę wyrażenia. Marcelina i Pamięć Przodków jest napisana przepięknym językiem. Może nie kwiecistym, ale również nie prostym. Językiem przepełnionym zgrabnymi zwrotami, składnymi zdaniami, zabawnymi dialogami i bardzo obrazowymi opisami. Takim, który może zadziałać zarówno na wyobraźnię dzieci, jak i tych (trochę) starszych. W końcu jest to opowieść o pisarzach...

Bardzo miło spędziłam czas czytając Marcelinę... . Dawno przy żadnej książce nie czułam się taka młoda i pełna nadziej, że wszystko będzie dobrze. Polecam zarówno tym młodszym jak i starszym czytelnikom. 

Ocena: 8/10 (znakomita)

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu Axis Mundi.

piątek, 19 lutego 2016

"Pomnik Cesarzowej Achai: Tom 3" - Andrzej Ziemiański

Seria: Achaja
Tytuł: Pomnik Cesarzowej Achai: Tom 3
Autor: Andrzej Ziemiański
Ilość stron: 793
Wydawnictwo: Fabryka Słów

Kolejny tom poszukiwań Pomnika Cesarzowej Achai za mną. Chociaż czytanie zabrało mi więcej czasu niż miało to miejsce z poprzednimi dwiema częściami, to muszę przyznać, że autorowi nie brakuje pomysłów na zaskakiwanie czytelnika. To nie z monotonii, a jedynie z obowiązku na chwilę musiałam odłożyć książkę na półkę. Jednak szybko do niej wróciłam.


Wiadomo już, że to, czego tak zawzięcie poszukuje inżynier Wyszyńska, a wraz z nią inni, znajduje się w Wielkim Lesie. Takich po tej stronie gór jest kilka. Dwa zostały już odwiedzone, teraz za cel obrane zostało Banxi. Kolejny niezbadany i niezmierzony przez nikogo obszar zamieszkiwany przez potwory. Rodzi się pytanie - kto pierwszy tam dotrze? Co może ugrać na tym Shen, co Tomaszewski, a co czarownica Kai? Dla jednych zaczyna się wyścig z czasem, dla pozostałych walka o zmiany. Jak potoczą się ich losy?

Kolejny tom i kolejni bohaterowie zostają zamieszani w sprawę. Co za tym idzie, pojawiają się nowe wątki, które urozmaicają nam pobyt po tej stronie gór. Na szczęście wszyscy zostają dość zręcznie wpleceni w fabułę. Poza tym nie sprawiają, że zapominamy o tych, których znamy już od dawna. Dowiadujemy się nowych rzeczy chociażby o pochodzeniu inżynier Wyszyńskiej czy chorobie Aie. 

Zależnie od tego kto będzie patrzył na plus, albo na minus, będzie pomysł na historię świata. W Tomie 3 dowiadujemy się o niej całkiem sporo. Jak powstał? Kiedy i dlaczego zniknęli bogowie? Kto odwiedził Ziemców, by spróbować ich "naprawić"? Podobał mi się sam fakt tworzenia tej mitologii, tej historii świata, który teoretycznie złączony jest z naszym. Początki zawsze są ciekawe.

Przede mną jeszcze dwie części. Jedna stoi już na półce i czeka na swoją kolej, druga w maju ma pojawić się w księgarniach. Zobaczymy co będzie działo się dalej... :)

Ocena: 7/10 (bardzo dobra)

piątek, 29 stycznia 2016

"Pomnik Cesarzowej Achai: Tom 2" - Andrzej Ziemiański

Seria: Achaja
Tytuł: Pomnik Cesarzowej Achai: Tom 2
Autor: Andrzej Ziemiański
Ilość stron: 701
Wydawnictwo: Fabryka Słów

Kolejną część Pomnika Cesarzowej Achai udało mi się skończyć jeszcze podczas przerwy świątecznej, ale początek stycznia (a w zasadzie cały styczeń do tej pory) nie sprzyja czytelniczym ekscesom. Dlatego też była potrzebna chwila, by wziąć się za recenzję.

Poszukiwania pomnika Achai trwają w najlepsze. Skoro nie udało się go znaleźć w Wielkim Lesie w Dolinie Sait, to trzeba przenieść się w kolejne miejsce. W pobliże ruin ogromnego niegdyś miasta Syrinx udaje się inżynier Wyszyńska. Jej śladem podąża Tomaszewski z czarownicą Kai u boku i grupą miejscowych inżynierów. Ich wyprawa jest następstwem sojuszu podpisanego między Arkach i Rzeczypospolitą, na którego mocy Złe Ziemie, leżące na trasie do Syrinx, przechodzą w posiadanie Polaków. Oprócz dyplomacji drogą oficjalną wypracowała się również współpraca na poziomie wywiadów obu mocarstw. Dzięki niej Tomaszewski do spółki z Randem mogli śledzić losy Shen, która po wykonaniu swojej misji trafiła do imperialnego więzienia. Co było w dostarczonym raporcie i kto tak na prawdę dowodzi Siłami Specjalnymi? Kto jeszcze poszukuje Pomnika Cesarzowej?

Tom 2 jest pełen rozwiązań i kolejnych pytań bez odpowiedzi. Wartka akcja,  nowi bohaterowie - to sprawia, że nie ma chwili na nudę. Znane z poprzedniego tomu postaci są bogatsze w doświadczenie, nie tak naiwne jak na początku. Momentami irytuje fakt dokładnie takiego samego przedstawiania relacji między nimi, jak w pierwszej części. Jest to przypomnienie dla czytelnika, ale nachalne. Za to nowe twarze robią to, do czego zostały stworzone - na początku sieją zamęt, by potem stać się kluczową postacią w rozwiązywaniu problemu.

Oprócz wciągającej fabuły bardzo ciekawie zostały przedstawione relacje polityczne między państwami o tak odrębnych, a jednak dość podobnych kulturach. Niuanse w zachowaniu dyplomatów, unikalne rozwiązanie techniczne... Wszystkie opisy miejsc i zdarzeń działają na wyobraźnię.

Tom 2 jest ciekawą kontynuacją Pomnika Cesarzowej Achai i mam nadzieję, że to samo będę mogła powiedzieć o kolejnych. Polecam!

Ocena: 7/10 (bardzo dobra)

niedziela, 3 stycznia 2016

"Pomnik Cesarzowej Achai: Tom I" - Andrzej Ziemiański

Seria: Achaja
Tytuł: Pomnik Cesarzowej Achai: Tom I
Autor: Andrzej Ziemiański
Ilość stron: 678
Wydawnictwo: Fabryka Słów


Wreszcie mogę odetchnąć. Na Święta dostałam wszystkie wydane do tej pory części Pomnika Cesarzowej Achai, więc czym prędzej zabrałam się za Tom I. Był to niezmiernie miły powrót do świata znanego mi z Achai, ale jednocześnie zupełnie nowe przeżycie, bo historia jest też całkiem inna.

Góry Bogów, czy też Góry Pierścienia, inaczej nazywane Końcem Świata. Wielu próbowało przejść na ich drugą stronę, ale jak dotąd nikomu się to nie udało. Jak dotąd... Teraz wszystko wskazuje na to, że ma stać się coś niesamowitego. Obudzono Wyklętego, Cisi Bracia przybyli zza gór. Zarówno oni jak i Imperium Arkach prowadzą poszukiwania na ogromną skalę, jednak nikt nie wie czego szukają. Ani porucznik Tomaszewski, ani czarownica Kai, ani tym bardziej Shen, prosty żołnierz Imperialnej Armii. Musi to być jednak bardzo cenna rzecz, bo każda ze stron przeznacza na jej odnalezienie ogromne środki. Polskie wojsko głównie finansowe, w rozumieniu wysoko rozwiniętej technologii i sprzętu, Imperium za to poświęca czas i życie wielu żołnierzy. Jaka tajemnica kryje się za tymi trwającymi już prawie tysiąc lat poszukiwaniami?

Znów dałam się uwieść i sięgałam po książkę w każdej wolnej chwili, po to tylko, aby rozbudziła we mnie jeszcze większą ciekawość. Wracamy do świata, który mieliśmy okazję już poznać w cyklu Achaja, jednak od naszej ostatniej wizyty minęło 1000 lat. Niektóre państwa rozpadły się, ludzie stali się legendami, po których zostały pomniki lub lepszy czy gorszy system edukacji. Nawiązania do trylogii są, ale nie nachalne, subtelne. Pomnik Cesarzowej Achai to zupełnie nowa historia, z nowymi bohaterami, tajemnicami i realiami. A każda z tych rzeczy fascynuje, zachwyca i sprawia, że czas mija szybko podczas lektury.

Książka podzielona jest na rozdziały, a te z kolei, na wątki dotyczące trzech postaci: porucznika Tomaszewskiego, który odbywa rejs prototypową łodzią podwodną ORP Dragon, czarownicę Kai udającą się z wyprawą wotywną i Shen - żołnierza ochotnika imperialnej armii. Co takiego łączy te trzy zupełnie różne postaci? Zbiegi okoliczności to mało, coś jeszcze musi być... Oczywiście każde z nich jest postacią dopracowaną, konkretną i dającą coś od siebie na wstępie. Trzeba tutaj zaznaczyć, że tak na prawdę Tom I jest wstępem do historii, przedstawieniem ogólnej sytuacji, chwilą, na poznanie i zaznajomienie się z bohaterami. Jest niezwykle ciekawy, dynamiczny, pełen zwrotów akcji, scen walki i tych przemawiających do wyobraźni, jednak to tylko wstęp, który daje nadzieję na jeszcze ciekawsze rozwinięcie.

Pomnik Cesarzowej Achai: Tom I to ciekawie napisana i wciągająca historia z wielkim kopem od imperialnej armii i jeszcze większym od armii Rzeczypospolitej. W to wszystko wplątana jest Cesarzowa, a w zasadzie jej pomnik. Lepiej być nie mogło!

Ocena: 8/10 (znakomita)

czwartek, 24 grudnia 2015

"Dziedzictwo ognia" - Sarah J. Maas

Seria: Szklany tron
Tytuł: Dziedzictwo ognia
Tytuł oryginalny: Heir of Fire
Autor: Sarah J. Maas
Ilość stron: 653
Wydawnictwo: Urobos

Grudzień znów jest dla mnie miesiącem nadrabiania czytelniczych i filmowych zaległości. Po nieprzespanych nocach i przejazdach tramwajem z nosem w notatkach i opracowaniach, a nie książkach, przyszedł czas zasłużonego odpoczynku. W końcu sięgnęłam po długo wyczekiwaną kontynuację Szklanego Tronu!

Królewska Obrończyni, Celaena Sardothien, poznała wreszcie swoją przeszłość i teraz będzie musiała się zmierzyć ze swoim dziedzictwem. By ją chronić Chaol, kapitan Królewskiej Gwardii, proponuje by wysłać ją do Wendlyn, gdzie też udaje się z powierzoną przez Króla misją. Jednak Celaena nie zamierza dłużej wykonywać rozkazów człowieka, który stał się powodem jej nieszczęść. Postanawia spełnić obietnicę daną przyjaciółce i odszukać królową Maeve, by dowiedzieć się czegoś więcej o Kluczach Wyrda, które wykorzystuje Król. Zanim jednak uzyska odpowiedzi na pytania będzie musiała odbyć szkolenie pod czujnym okiem Rovana i poznać swoją prawdziwą naturę.

Od początku Dziedzictwo ognia uderza w inne tony niż poprzednie części i opowiadania. Główna bohaterka wciąż jest tą samą upartą, wredną i śmiercionośną dziewczyną, ale nie zabija już wszystkich na prawo i lewo, bez zastanowienia. Zamiast skupiać się na walce zwracamy większą uwagę na tajemnice, które trzeba rozwiązać, przeszłość Celaeny i świata, w którym rozgrywa się akcja. Powieść podzielona jest na dwie części, które obrazują nam przemianę Zabójczyni. Oprócz tego w każdej z nich krążymy między tym co dzieje się w Wendlyn i w Adarlanie. Wciąż mamy oko na księcia Doriana, Chaola i przybywającego z Północy Aediona oraz wiedźmę Manon, która wraz ze swoim sabatem może posłużyć jako tajna broń Króla. Akcja rozwija się wcale nie tak powoli, a my poznajemy wiele odpowiedzi i stawiamy sobie jeszcze więcej pytań.

Znani nam bohaterowie wciąż potrafią zaskoczyć, raczej pozytywnie. Oznacza to, że Król będzie jeszcze bardziej okrutny, a kapitan Gwardii jeszcze bardziej oddany Księciu. Pojawiają się też nowe twarze, które wprowadzą do powieści świeżość i pozwolą na patrzenie z szerszej perspektywy, na wszystko co się dzieje. Nie będzie to już opowieść o dziewczynie, która umie i lubi zabijać, ale o utraconej wolności i oddaniu aż po grób. Każdy z bohaterów ma do odegrania rolę w tej historii i dzięki lepszemu poznaniu ich, poznajemy też historię Erilei. 

Był to niezwykle miły i zaskakujący powrót do historii, która pochłonęła mnie bez reszty już na samym początku. Dziedzictwo ognia jest rewelacyjną kontynuacją, wprowadzającą nieco zamieszania, stawiającą wiele nowych pytań i sprawiającą, że będę czekać na kolejną część z jeszcze większą niecierpliwością! Polecam bardzo :)

Ocena: 9/10 (rewelacyjna)

piątek, 21 sierpnia 2015

"Zgon" - Gina Damico

Seria: Zgon
Tytuł: Zgon
Tytuł oryginalny: Croak
Autor: Gina Damico
Ilość stron: 400
Wydawnictwo: Fabryka Słów

Aż nie mogę się nadziwić jakim cudem ta książka przeleżała u mnie na półce dobry rok, zanim zdecydowałam się ją przeczytać. Kupiłam ją pod wpływem impulsu, kierowana dobrym wrażeniem jakie wywarła na mnie jedna z recenzji, ale potem długo nie miałam ochoty po nią sięgać. A to wydawała mi się zbyt młodzieżowa, a to oscylująca wokół nie tego na co mam ochotę. I tak z braku większego wyboru Zgon zabrałam na wakacje i... zostałam bezgranicznie wciągnięta do Żniwozony.

Lex z grzecznej i ułożonej dziewczynki nagle stała się młodocianym przestępcą. Nie było dnia, żeby jej rodzice nie zostali wezwani do szkoły, a tłum pobitych lub pogryzionych dzieciaków nie ustawił się przed drzwiami pielęgniarki. Jedni mogliby powiedzieć, że rodzice za mało się nią zajmowali, inni, że to młodzieńczy bunt, nad którym nie są w stanie zapanować. Może i mogli by tak powiedzieć, gdyby nie fakt, że Cordy, bliźniacza siostra Lex, wciąż zachowywała się tak jak przystało na porządną 16-latkę. A może, ale tego zdecydowanie nikt nie mógłby powiedzieć, to wszystko dlatego, że dziewczyna ma zadatki na Mrocznego Żniwiarza, który transportuje dusze zmarłych na drugą stronę? Przyczyna dla dyrektora i rodziców nastolatki nie miała większego znaczenia, liczyły się tylko fakty, a te były okrutne... Z braku lepszego rozwiązania postanowiono, że na wakacje Lex wyjedzie do młodszego brata taty, wujka Morta, który gdzieś, hen daleko, ma farmę, na której dziewczyna będzie mogła popracować.

Jak nie trudno się domyślić (zarówno patrząc na okładkę jak i opis z tyłu książki) cała ta sprawa z Mrocznym Kosiarzem ma gdzieś tam swoje uzasadnienie. Bez wdawania się w szczegóły, które są ogromnym atutem całej tej historii, mogę tylko powiedzieć, że Lex nie jest jedyna w swoim rodzaju. Starannie przemyślana fabuła, niezwykła ilość detali, świeżość tematu, wokół którego wszystko się kręci... To wszystko w parze z charakterystyką bohaterów: ich tajemnicami, wyglądem i wręcz namacalną obecnością, sprawia, że przenosimy się razem z Lex do Zgonu, którego populacja wynosi mniej więcej 80 mieszkańców, i bez wahania wkraczamy w ten dziwny świat.

Na początku bałam się, że będzie to niezbyt poważna, pełna ironii i czarnego humoru książka, o której dość szybko zapomnę. Jednak z każdą kolejną stroną zdawałam sobie sprawę, że mimo wielu ironicznych uwag i specyficznych żartów jest to opowieść okraszona wielkim smutkiem. Pod warstwą sarkazmu i dobrej zabawy kryją się głębokie rany (zabrzmiało dramatycznie...). W każdym razie - jest sporo czasu na śmiech i na fascynację nowym otoczeniem, ale też są momenty, w których, chcąc lub nie, autorka zmusza nas do refleksji. Są też fragmenty, w których miałam ochotę krzyczeć, bo niesprawiedliwość spotykająca bohaterów zdawała mi się nie do pojęcia! Może dlatego, że targało mną tyle sprzecznych emocji, ale też po to, by poznać dalszy ciąg historii sięgnę wkrótce po kontynuację. A tym, którzy Zgonu jeszcze nie przeczytali radzę szybko to uczynić!

Ocena: 7/10 (bardzo dobra)

środa, 19 sierpnia 2015

"Starcie Królów" - George R. R. Martin

Seria: Pieśń Lodu i Ognia
Tytuł: Starcie Królów
Tytuł oryginalny: Clash of Kings
Autor: George R. R. Martin
Ilość stron: 1022
Wydawnictwo: ZYSK i S-ka

Druga część niezwykle popularnej ostatnimi czasy serii za mną. Czy się zawiodłam na książce znając większą część historii? Absolutnie nie! Po pierwsze chętnie wróciłam do bohaterów (zarówno tych poznanych w Grze o Tron jak i tych serialowych). Po drugie akcja ani na moment nie zwalniała - mimo oględnej znajomosci fabuły dawlałam się zaskoczyć.

Umarł Król, niech żyje król! Joffrey rzeczywiście na stałe zagościł na Żelaznym Tronie, z którego skazał za zdradę Neda Starka. Poczyna sobie beztrosko co rusz wymyślając nowe okrucieństwa i pragnąc więcej władzy. Ale czy to jest właśnie król, na którego cześć tłum wznosi okrzyki "niech żyje!"? W Westeros nie jest bowiem jedynym, który każe się tytułować monarchą. Zarówno Stannis jak i Renly, bracia zmarłego króla Roberta, pragną korony dla siebie, przedstawiając wiele przekonujących argumentów. Na Północy królem okrzyknięto Robba Starka. Poza nimi, za Wąskim Morzem, przebywa Deanerys Targarien, która nie zapomniała o Żelaznym Tronie i wciąż pragnie go odzyskać. To prawdziwe starcie królów. Który z nich wyjdzie z tej potyczki zwycięsko, a który przypłaci rozgrywkę życiem?

W Starciu Królów wracamy do wątków podjętych w poprzedniej części Pieśni Lodu i Ognia. Wracamy do znanych nam bohaterów i śledzimy dalsze ich losy. I chociaż wydaje się nam że ich znamy to trwająca wojna i piętrzące się przed nimi przeszkody sprawiają, ze często podjęte przez nich decyzję są zaskakujące. To cieszy, bo przewidywalna książka szybko by się znudziła. Jednak częstym zarzutem kierowanym pod adresem autora, z którym muszę się zgodzić, jest masowe uśmiercanie postaci, z którymi zdążyliśmy się zaprzyjaźnić. O dziwo w Starciu Królów nie ginie ich aż tak wielu, ale za to każdego szkoda podwójnie. 

Wciąż zadziwiają mnie niektóre nazwy, ale nadaje to urok całemu stworzonemu u na potrzeby sagi światu. Przy okazji czytania drugiej części poznajemy kolejne ziemie Westeros i Wolne Miasta. Również legendy i historię rodów, które są równie ciekawe, jak główny wątek historii. To wszystko podane nam na srebrnej tacy, czyli w znakomitym tłumaczeniu. Starcie Królów zdecydowanie trzyma poziom Gry o Tron. Polecam  :)

Ocena: 9/10 (rewelacyjna)

niedziela, 26 lipca 2015

"Gra o Tron" - George R. R. Martin

Seria: Pieśń Lodu i Ognia
Tytuł: Gra o Tron
Tytuł oryginalny: A Game of Thrones
Autor: George R. R. Martin
Ilość stron: 837
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Od postanowienia do przeczytania minęło sporo czasu... Na szczęście los trochę mi dopomógł i w końcu udało mi się wypożyczyć Grę o Tron z biblioteki. Zanim jednak to nastąpiło... Obejrzałam serial. Mimo to książka wywarła na mnie na prawdę dobre wrażenie - nie nudziłam się jeszcze raz przerabiając tę samą historię.

Długie lato niedługo się skończy. Na Murze Czarni Bracia coraz częściej mówią o nadchodzącej zimie, która ma być mroźniejsza i straszliwsza niż wszystkie dotychczasowe. Zapomniane zło niedługo zapuka do bram, a tymczasem w Westeros ludzie borykają się z innymi problemami. Z niewyjaśnionych przyczyn zginął królewski Namiestnik, a król Robert, który niegdyś był mężem silnym i odważnym, pragnie na tym stanowisku widzieć swego najlepszego przyjaciela - Neda Starka, namiestnika Północy. Zadanie Namiestnika nie jest łatwe - to tak na prawdę on rządzi w Siedmiu Królestwach, podczas gdy Król ucztuje, bawi się i płodzi kolejne bękarty. Honor nakazuje Nedowi ruszyć za Robertem na południe, serce podpowiada, by został w Winterfell. Jakie konsekwencje będą niosły za sobą decyzje Starka?

W Grze o Tron poznajemy wielu bohaterów, ale tylko części z nich będziemy stale towarzyszyć. Szczególne więzi połączą nas z rodem Starków - Nedem, namiestnikiem, jego żoną Catelyn oraz dziećmi: Robbem, Sansą, Aryją, Branem i Ricconem oraz nieślubnym synem Jonem Snow. Dowiemy się też co słychać u królowej Cersei i jej braci - Jamiego i Tyriona. Popłyniemy również na drugi brzeg wąskiego morza, do Wolnych Miast, gdzie ukrywają się dzieci obalonego przez Roberta szalonego króla Aerysa - Viserys i Daenerys. Razem z nimi będziemy przemierzać bezkresne krainy i zwiedzać stare miasta. Weźmiemy udział w biesiadach, turniejach, bitwach i poznamy ich najskrytsze tajemnice.

Akcja Gry o Tron jest wartka, stale coś się dzieje. Jedna intryga goni następną. Na szczęście na samym początku możemy spokojnie zaznajomić się z bohaterami. Dopiero po pewnym czasie wątki zaczynają się mnożyć w zastraszającym tempie i jeśli chociaż na moment przestaniemy się skupiać, to może ominąć nas coś niezwykle ważnego. Język jest przystępny i dość barwny. Przez tekst przewijają się wulgaryzmy i krwawe opisy, ale nie przejmują one kontroli nad powieścią. Niezwykle ciekawy w Pieśni Lodu i Ognia jest świat, w którym rozgrywa się akcja Gry o Tron (i kolejnych części oczywiście). Już tylko dla niego, dla wierzeń ludzi we wszystkich zakątkach tego świata, kultur poszczególnych klanów i nacji warto zajrzeć do tej książki. Na prawdę miło spędziłam czas mocno kochając i mocno nienawidząc poszczególnych bohaterów. Polecam!

Ocena: 8/10 (znakomita)

piątek, 27 lutego 2015

"Hobbit: Bitwa pięciu Armii" | Film

Seria: Hobbit
Tytuł: Bitwa pięciu Armii
Tytuł oryginalny: Battle of the Five Armies, The
Reżyseria: Peter Jackson
W rolach głównych: Ian McKellen, Martin Freeman, Richard Armitage
Premiera: 1.12.2014 (świat), 25.12.2014 (Polska)
Produkcja: USA, Nowa Zelandia

Co mogę powiedzieć o najnowszym (ale w tej chwili wcale już nie takim "nowym") Hobbicie? Że zupełnie odbiegał od pierwowzoru? Nie do końca... Że był rewelacyjny? Ale nie w każdym calu... Mam bardzo mieszane uczucia co do tej ekranizacji. Wychodziłam z kina zapłakana, bo nie da się ukryć - film był wzruszający. Pozostało jednak uczucie zawodu spowodowane niekiedy kosmetycznymi, ale momentami wręcz rażącymi zmianami w historii.

Zaczynamy tam, gdzie skończyła się poprzednia część, czyli w Esgatoth, które atakuje i pragnie doszczętnie zniszczyć Smaug. Potem, zgodnie z historią przedstawioną w książce, ruszamy do ruin miasta Dal, pod Górę, w której rezyduje już kompania Thorina Dębowej Tarczy. Oprócz ludzi i krasnoludów spotkamy tam też też Leśne Elfy, z Thranduilem na czele, pragnące odzyskać część skarbu będącego dotychczas w posiadaniu smoka. Wszystko zwieńczy, jak zdradza nam tytuł, bitwa pięciu armii. O co będzie się toczyła? Jakie zawiążą się sojusze? Po której stronie stanie Hobbit?

Szczerze mówiąc nie wiem co napisać, żeby nie zdradzić całkowicie fabuły tym, którzy nie znają książki oraz nie zadziwić za szybko tych, którzy niewątpliwie ją czytali, ale wiedzą, że filmowa wersja odbiega (nieco) od pierwowzoru. Nadmienię jednak: primo - co tam ciągle robi ta Elfka? Secundo - czemu Dain jeździ na ŚWINI? Poza tym, że chronologicznie wszystko się zgadza to oglądając tę część miałam wrażenie, że jestem w jakimś alternatywnym Hobbicie. Trudno do końca powiedzieć dlaczego... Bo przecież umierają Ci, którym taki los był pisany. Pozostali przy życiu wracają do normalności... Nawet Bilbo w końcu powraca do Shire. Ale są szczegóły. Drobnostki, przez które nie możemy (my - czytelnicy znający Tolkienowską wersję tej historii) spać spokojnie. Dla tych, którzy nie wyłapią zmian, film fabularnie będzie zdecydowanie zadowalający. Całej reszcie zostaje cieszyć się tym co jest i podziwiać kunszt twórców od strony... zdjęć, montażu i dźwięku, które stoją na wysokim poziomie!

Co do aktorów, kostiumów, ścieżki dźwiękowej itp. itd. jak zwykle przy tego typu produkcjach praktycznie brak mi zastrzeżeń. Wszystko było dopięte na ostatni guzik, perfekcyjnie dobrane (no... oprócz świni Daina). Chętnie obejrzę film jeszcze raz biorąc pod uwagę "margines błędu" na wszelakie zmiany... Ale poczekam na wersję reżyserską. :)

środa, 25 lutego 2015

"Zabójczyni i Czerwona Pustynia" - Sarah J. Maas

Seria: Szklany Tron
Tytuł: Zabójczyni i Czerwona Pustynia
Tytuł oryginalny: The Assassin and The Desert
Autor: Sarah J. Maas
Ilość stron: 134
Wydawnictwo: Urobos

Kolejna opowieść o młodej Zabójczyni za mną. Miło spędziłam z nią dwie nocne godziny (tak właśnie - otworzyłam książkę kilka minut po północy i odłożyłam ją dopiero po skończeniu, około 2:30). Tak brakowało mi czytelniczych doznań... A przy okazji wróciłam do niedawno wspominanego świata, za którym zaczęłam już tęsknić...

Po wydarzeniach w Zatoce Czaszek (Zabójczyni i Władca Piratów) Celaena zostaje ukarana przez swojego mistrza i wysłana do Milczących Zabójców na Czerwoną Pustynię. Tam ma pod okiem Milczącego Mistrza odbyć szkolenie i przywieźć od niego list polecający. Szybko okazuje się jednak, że kara nie jest tak dotkliwa jak zdawało się młodej Zabójczyni. Ciężko trenuje, ale poznaje smak przyjaźni i wspólnoty. Jest jednak coś co czyni życie sessiz suikast (Milczących Zabójców) i dziewczyny nieco bardziej urozmaiconym. Władający pobliską krainą lord Berick co pewien czas atakuje Twierdzę i pragnie pokonać Milczącego Mistrza. Zabójcy odparli kolejny atak, ale czy to koniec, czy szykuje się coś w co nikt do tej pory nie wierzył?

Zabójczyni i Czerwona Pustynia to nieco dłuższe opowiadanie niż Zabójczyni i Władca Piratów. Jak można się domyślić, dzieje się znacznie więcej. Bohaterowie pojawiające się na Czerwonej Pustyni są stworzeni z nieco większym rozmachem. Ansel, która staje się drugą, zaraz po Celaenie, ważną postacią tego opowiadania, ma swoją ciekawą historię i niezły charakterek. Większość przewijających się przez Twierdzę zabójców to oczywiście szara nieistotna masa, ale kilku, których musimy poznać, wyróżnia się z tłumu. Jak to w takich opowiadaniach bywa język jest prosty i bezpośredni, ale mamy kilka zupełnie charakterystycznych dla tego świata zwrotów i nazw. Klika opowiastek, które kształtują Erileę. 

Jak zwykle, polecam. Jako uzupełnienie Szklanego Tronu oczywiście.

Ocena: 7/10 (bardzo dobra)

środa, 18 lutego 2015

"Zabójczyni i Władca Piratów" - Sarah J. Maas

Seria: Szklany Tron
Tytuł: Zabójczyni i Władca Piratów
Tytuł oryginalny: The Assassin and The Pirate Lord
Autor: Sarah J. Maas
Ilość stron: 98
Wydawnictwo: Urobos

Książka krótka to i napisanie recenzji nie powinno mi zająć zbyt dużo czasu a tu proszę - zabieram się za to od prawie dwóch miesięcy. Na szczęście mam chwilę na złapanie oddechu to nadrobię zaległości - recenzenckie i czytelnicze.

Zabójczyni i Władca Piratów to jedna z kilku opowieści, która poprzedza wydarzenia ze Szklanego Tronu. Poznajemy w niej nieco młodszą, bardziej porywczą Celaenę, której nie straszne dalekie wyprawy i bójki z piratami. Razem z Samem, chłopakiem, za którym nie przepada, zostaje wysłana do Władcy Piratów po odbiór zapłaty dla Arobynna - najważniejszej osoby w Gildii Zabójców. Gdy jednak dziewczyna dowiaduje się, że spłata długu została ustalona nie w pieniądzach, a w niewolnikach postanawia przeciwstawić się rozkazom... 

Niewątpliwie jest to czytelnicza gratka dla wszystkich miłośników Celaeny i jej przygód. Czytając Zabójczynię i Władcę Piratów mogłam w końcu poznać całą historię, która co jakiś czas jest wspominana we właściwej serii. Poza tym miałam możliwość poznania Sama co też pozostaje nie bez znaczenia. Mimo to historia sama w sobie nie jest porywająca lub innowacyjna. Czyta się przyjemnie i bardzo szybko, ale pozostaje wrażenie niedosytu. Język jest prosty, postacie opisane dość powierzchownie - nawet te ważniejsze. Plus jest taki, że nie trzeba długo brnąć przed tą opowieść. Minus - chciałoby się lepiej poznać bohaterów, ale nie ma na to czasu.

Podsumowując wszystkie plusy i minusy przyznam, że mi opowieść się podobała. Była trochę za krótka, za szybko musiałam pożegnać się z bohaterami, ale za to wniosła co nieco do świata Zabójczyni. Polecam szczególnie tym, którzy wcześniej mieli już okazję poznać Celaenę i jej przygody.

Ocena:6/10 (dobra)

niedziela, 23 listopada 2014

"Niewidzialna korona" - Elżbieta Cherezińska

Seria: Odrodzone Królestwo
Tytuł: Niewidzialna korona
Autor: Elżbieta Cherezińska
Ilość stron:762
Wydawnictwo: ZYSK i S-ka


Wreszcie! Posucha czytelnicza zakończona jak okres oczekiwania na Króla podczas rozbicia dzielnicowego! Mam tylko nadzieję, że nie skończy się to kolejną przerwą, bo zanim po Przemyśle II koronowano Wacława II minęło trochę lat... Co prawda 4 to nie 200, ale liczę na to, że analogia nie będzie taka dosłowna. 

"Królestwo to więcej niż Król."

Po zamachu w Rogoźnie, które zakończyło się królobójstwem a tym samym śmiercią Przemysła II, pierwszego od ponad dwustu lat koronowanego władcy Podzielonego Królestwa nic nie było już takie jak dawniej. Między Radą Królewską powstał konflikt. Po pierwsze nikt nie wiedział kto stoi za zamachem. Podejrzewano zarówno Brandenburczyków, z królową Małgorzatą na czele, jak i Zarębów. W lochu uwięziono Michała, który przyznał się do czynu, którego (jak wiemy) nie popełnił. Kolejnym punktem sporu był następca tronu. Królowa nie mogła władać samodzielnie, a księżniczka Rikissa była zbyt młoda by pójść za mąż. Poza tym chwilę przed odjazdem do Rogoźna Przemysł II zdążył ją zaręczyć... Tak więc część Małej Rady opowiadała się za powołaniem na tron księcia kujawskiego Władysława, część wolałaby widzieć na nim Henryka Głogowskiego, księcia śląskiego. 

"Dwa miecze..."


Konflikt związany z następcą tronu narastał. Władzę można było w dwójnasób - zbrojnie lub dzięki układom. Najlepiej jednak mieć przekonujące argumenty w obu kwestiach. Dlatego właśnie chociaż na tron powołano Władysława, chociaż zapisano go Głogowczykowi to realną szansę na zwycięstwo miał tylko Vaclav II. Jednak kimże jest władca bez insygniów? Koronę i płaszcz mógł otrzymać, ale miecza koronacyjnego nie było... A może były dwa? Dwa miecze związane z Polskim Tronem, dwa miecze związane z Władcami panującymi i wygnanymi... Dwa, które dawały siłę, wiarę i wierność. A kto znajdzie się w ich posiadaniu będzie musiał rzucić wyzwanie losowi.

"Dwie korony..."


Walka o władzę toczyła się nieustannie, a tymczasem Jakub Świnka postanowił za wszelką cenę pielęgnować to, co udało się uzyskać dzięki koronacji Przemysła II. Zjednoczenie Królestwa jeszcze się nie dopełniło, a już mogło pójść w niepamięć.  Dlatego też ważna była ciągłość dynastii, ciągłość państwa. Chociaż złotą koronę włożył na głowę Przemyślida, to ta najważniejsza, niewidzialna, sakramentalna korona naznaczyła czoło arcybiskupa. Jakub Świnka jako potomek Piastów wziął na ramiona ciężar odpowiedzialności za losy Królestwa. I przyrzekł koronować w przyszłości Króla, dzięki któremu dopełni się Zjednoczenie.
"Jedno Królestwo."


Chociaż władza skupia się w jednym ręku, to Królestwo tworzą ludzie. Nie tylko Ci posiadający korony i miecze. Gra o los Królestwa toczy się dalej, a jeszcze nie odkryto wszystkich kart i nie wszyscy gracze zasiedli przy stole... W ruch pójdą przepowiednie Starców Trójgłowa, dzicy zmierzą się z zakutymi w stal rycerzami, zielone panny rozbiegną się po świecie... Każdy spróbuje ugrać jak najwięcej, czasem w swoim imieniu, a czasem będąc na czyichś rozkazach...

Długo czekałam na powrót do Polski z okresu rozbicia dzielnicowego, do bohaterów historycznych, w których Cherezińska tchnęła nowe życie. I nie zawiodłam się! Fabuła, chociaż teoretycznie znana nam z lekcji historii, wciągnęła mnie bez reszty. Postaci pojawiające się na kartach książki są jak z krwi i kości. Mają swoją przeszłość i przyszłość, upodobania i lęki... Oprócz tych, którzy pojawili się już wcześniej, w Koronie śniegu i krwi, mamy kilku nowych bohaterów. Na kilku może uda nam się spojrzeć z innej strony... Szczerze mówiąc brakuje mi słów żeby oddać entuzjazm z jakim sięgałam po książkę - w domu, tramwaju i na uczelni. Niewidzialna korona była dla mnie wybawieniem w natłoku pracy. Czasem płakałam wraz z bohaterami, czasem śmiałam się z nimi. Często żałowałam, że historia nie potoczyła się inaczej, ale cóż, tak bywa.

Teraz przyjdzie mi tylko czekać na kontynuację i zachęcać wszystkich do zapoznania się z Niewidzialną koroną i oczywiście Koroną śniegu i krwi!

Ocena: 9/10 (rewelacyjna)

niedziela, 28 września 2014

"Sezon burz" - Andrzej Sapkowski

Tytuł: Sezon burz
Autor: Andrzej Sapkowski
Ilość stron: 404
Wydawnictwo: SuperNOWA

Od dawna (czytaj: od kiedy pojawił się w księgarniach) zamierzałam kupić Sezon burz. W końcu się udało: książka zawitała na mojej półce. Na przeczytanie nie czekała długo - już po kilku dniach otworzyłam ją i wyruszyłyśmy w podróż: w przenośni i rzeczywistości. Wiedźmin towarzyszył mi w podróży do Dani, a ja jemu podczas... sezonu burz.

Wiedźmin nie raz i nie dwa wpadał w kłopoty. Tym razem były one wyjątkowo poważne. Wiedziony chęcią odebrania nagrody za kolejnego zabitego potwora oraz najedzenia się do syta w bardzo dobrze znanej oberży trafił do królestwa Kerack. Jego problemy zaczęły się w chwili przekroczenia bram miasta Kerack i długo miały się nie skończyć. Najpierw starł się z niezbyt uprzejmymi strażniczkami, następnie został zatrzymany i wtrącony do więzienia, by potem wyjść z niego i dowiedzieć się, że miecze, które zostawił w depozycie zostały zabrane, a cały posiadany majątek zastawiony w celu pokrycia kosztów rozprawy sądowej i zadość uczynienia za popełnione (lub nie) zbrodnie podatkowe. W takiej sytuacji Białowłosemu pozostało tylko jedno - za wszelką cenę odnaleźć miecze.

W Sezonie burz możemy odnaleźć znane nam już ze zbiorów opowiadań oraz Sagi o Wiedźminie postaci: pojawia się bard Jaskier, czarodziejka Yennefer oraz oczywiście wiedźmin Geralt. Są oni przedstawieni w typowy już dla siebie sposób. Osoby zaznajomione ze światem stworzonym przez Sapkowskiego bez problemu zrozumieją działania każdego z nich. Jednak czytelnicy, którzy po raz pierwszy zawitają na ziemie, po których stąpają wiedźmini (lub poprzednie książki czytali na prawdę bardzo dawno temu) mogą poczuć się nieco zagubieni. Postaci, nawet te, które poznajemy dopiero w Sezonie burz, są nakreślone dość schematycznie i powierzchownie, bez zagłębiania się w szczegóły ich osobowości i charakteru. Dodaje im to trochę tajemniczości, ale również sprawia, że ich decyzje są dla nas niezrozumiałe.

Chociaż historia jest zupełnie niezwiązane z poprzednimi przygodami Wiedźmina to wypada umieścić ją gdzieś na osi czasu. Sezon burz nie jest ani kontynuacją, ani wstępem do sagi o wiedźminie. Akcja powieści dzieje się gdzieś "pomiędzy" wszystkim co znane nam do tej pory. Dlatego właśnie czuję pewien niedosyt. Publikacja tej książki dawała autorowi możliwość wyjaśnienia kilku tajemnic lub dodania czegoś istotnego - chociażby do historii z Ciri. Podświadomie trochę na to liczyłam. Tymczasem jest to historia zupełnie oderwana od tego, co w sadze o wiedźminie stanowiło trzon akcji. Z jednej strony jest to powiew świeżości, spojrzenie na wiedźmina i jego przygody z nieco innej strony. Bez (prawie) żadnych związków z przeszłością i przyszłością. Z drugiej jednak wyrwane z kontekstu ganianie bez mieczy po świecie, konflikty z czarodziejami i plątanie się w pałacowe intrygi. Bez ładu, składu i sensu powracanie do świata, który spełnił już swoją rolę. Wracanie tyleż sentymentalne ileż momentami irytujące. Do kroćset!

Wypada też wspomnieć co wspólnego ma tytuł z fabułą. Nie chodzi tu jedynie o metaforyczną burzę, która niewątpliwie nadciągnęła i przez długi czas nie chciała Garalta opuścić. Czarna, burzowa chmura przysłoniła nie tylko szczęście i fart Wiedźmina, ale również często gościła na niebie podczas jego podróży. Każde wydarzenie poprzedzał lub podsumowywał błysk rozdzierający niebo, łomot grzmotu w oddali lub strugi deszczu, w których przyszło moknąć bohaterom. Istny sezon burz.

Chciałoby się rzec "wielki powrót", ale... nie był tak wielki. Przed oceną książki sięgnęłam pamięcią do zbiorów i ocen całej sagi o Wiedźminie i ze zdumieniem odkryłam, że wszystkie części oceniłam jako "bardzo dobre" (z pewnością dlatego, że oceny na lubimyczytac.pl dodawałam długo po lekturze). Nie "wspaniałe" czy "rewelacyjne". Musiałam więc uznać to za punkt odniesienia do oceny Sezonu burz. Dlatego właśnie otrzymał bardzo mocne 6. Nie mniej jednak polecam wszystkim miłośnikom gatunku oraz samego Wiedźmina. Czytało się przyjemnie i nie zobowiązująco, chociaż liczyłam na trochę więcej.

Ocena: 6/10 (dobra)

środa, 3 września 2014

"Harry Potter i więzień Azkabanu" - J. K. Rowling

Seria: Harry Potter
Tytuł: Harry Potter i więzień Azkabanu
Tytuł oryginalny: Harry Potter and the Prisoner of Azkaban
Autor: J. K. Rowling
Ilość stron: 450
Wydawnictwo: Media Rodzinna


Któż nie zna Harry'ego Pottera? Chyba wszyscy wiedzą kim był "Chłopiec, Który Przeżył". Ja też wiem, ale raz na jakiś czas nie zaszkodzi przypomnieć sobie o co właściwie chodziło w książce. Filmy, które z resztą uwielbiam, nie oddają całkiem charakteru powieści i nie są w stanie przekazać wszystkich informacji zawartych w pierwowzorze. Poza tym Harry Potter i więzień Azkabanu to część, którą w swoim wcale nie długim życiu przeczytałam najmniej razy. Teraz nowiutka książka trafiła na moją półkę żeby uzupełnić kolekcję i stwierdziłam, że nieczytana książka nie może stać wśród tych przeczytanych...

Z pilnie strzeżonego więzienia dla czarodziei ucieka groźny morderca. Mówią o nim nawet w mugolskich mediach, co oznacza, że zbieg jest wyjątkowo niebezpieczny. Harry w tym czasie spędza jak zwykle letnie wakacje u Dursley'ów na Privet Drive 4, skąd nieświadomy zagrożenia pewnego dnia ucieka. Od tej pory natyka się na czarnego kudłatego psa. Według profesor Trelowney, nauczycielki wróżbiarstwa - jednego z nowych przedmiotów, którego Harry, Ron i Hermiona uczą się w trzeciej klasie, ten pies to Ponurak: omen śmierci. Jaki związek istnieje między Syriuszem Blackiem, jedynym czarodziejem, który uciekł z Azkabanu a Harrym Potterem? Czy i w tym roku Harry'emu przyjdzie zmierzyć się z Sami-Wiecie-Kim? Jeśli ktoś jeszcze tego nie wie to najwyższy czas to zmienić! 

Jestem trochę starsza niż wtedy, gdy po raz pierwszy czytałam HP i więzień Azkabanu. Mimo to przeżywałam całą historię ponownie z niesłabnącym zapałem śledząc losy bohaterów, ich emocje i działania. Niektóre sceny odtwarzały się w mojej pamięci samoistnie. Były to te, które w filmie zaadaptowano z niezwykłą dokładnością, z dialogami słowo w słowo. Inne musiałam sobie wyobrazić i chyba to sprawiało mi największą frajdę. 

Język, jak to w książkach młodzieżowych, jest bardzo przystępny. Nie ma zbyt wielu dziwnych słów (poza tymi całkiem magicznymi oczywiście, ale do niech na końcu zamieszczony jest słowniczek) ani rozdmuchanych w nieskończoność zdań. Każdy szczegół cieszy tu odbiorcę. Niezbyt długie, ale trafne opisy, dynamiczne dialogi, zabawne sytuacje. Przez 450 stron książki przewija się wiele emocji, tych pozytywnych i negatywnych, które pozwalają czytelnikowi wczuć się w sytuację bohaterów i zrozumieć ich świat. Harry, Ron, Hermiona i pozostałe mniej lub bardziej ważne postaci uczą nas wagi przyjaźni, zaufania, oddania sprawie, poświęcenia i wiary w swoje umiejętności. Uczą nasi i również bawią. Nic dziwnego, że Harry Potter jest uwielbiany przez czytelników na całym świecie! 

Film to nie to samo co książka, więc jeśli ktoś z serią miał do czynienia tylko na srebrnym ekranie to najwyższy czas to zmienić! W końcu nikt nie chce być mugolem :)

Ocena: 9/10 (rewelacyjna)

sobota, 30 sierpnia 2014

"Achaja: Tom III" - Andrzej Ziemiański

Seria: Achaja
Tytuł: Achaja: Tom III
Autor: Andrzej Ziemiański
Ilość stron: 409
Wydawnictwo: Fabryka Słów

W chwilach takich jak ta zaczynam się zastanawiać dlaczego nie używam części dziesiętnych przy punktacji książek... Tom III Achai był na prawdę znakomity! Dużo lepszy od Tomu II i... minimalnie tylko odstawał od Tomu I. Zakończenie serii gwarantuje nam rozwiązanie wielu wątków oraz ogromną ilość napięcia, działań wojennych i... sami zobaczycie!

Arkach nie jest już tylko małym nieistotnym królestwem, ale realnym zagrożeniem dla cesarstwa Luan. Wojsko dowodzone przez Biafrę i Achaję nieustannie zmierza do centrum imperium. Z drugiej strony z armią Troy podąża Zaan, Syrius i książę Orion. Gdzieś po imperialnych drogach wędruje też czarownik Meredith. Wszyscy oni czują, że podjęte przez nich działania zakończą pewną epokę - nie tylko w ich życiu, ale w dziejach całego znanego im świata. Jakie wyzwania czekają na naszych bohaterów w drodze do Syrinx, stolicy Luan? Kto okaże się prawdziwym wrogiem, a kto sprzymierzeńcem?

Do tej pory zachwycałam się w Achai głównie różnorodnością postaci i ciekawymi zwrotami akcji. Tym razem nie będzie inaczej. W III Tomie poznajemy bliżej Cesarza Luan oraz Pierwszą Nałożnicę Cesarstwa - Annameę. Z tej pary szczególnie ta druga narobi wiele zamieszania. Przepiękna i niezwykle władcza kobieta osiągnie swój cel nie oglądając się na nikogo. Muszę przyznać, że moja niechęć do tej postaci przerodziła się w uwielbienie i zachwyt. Annamea ujęła mnie swoją zawziętością, uporem i humorem, tak, że na koniec nie wiedziałam czy bardziej lubię ją czy Achaję, która w ostatniej części trylogii często miewała wahania nastrojów, które próbowała ujarzmić hektolitrami wódki i stekiem przekleństw. Mimo to postać Achai księżniczki Arkach, córki Wielkiego Księcia Archentara, szermierki natchnionej wciąż budziła moją sympatię. Zdobyli ją też epizodycznie występujący Nolaan i Virion - dwaj inni niezwykli szermierze.

Jeśli chodzi o zwroty akcji i nieprawdopodobne szczęście (lub nieszczęście) bohaterów to muszę przyznać, ze zostałam mile zaskoczona. Autor na szczęście nie zaserwował nam kolejnych zmiennokształtnych monstrów, które obdarzyły niesamowitymi zdolnościami główną bohaterkę, ale dokonał innej niezwykłej rzeczy - z wielką wprawą w świat miecza i łuku wplótł armaty, pistolety i karabiny. Plastycznie i nie nachalnie opisał sceny batalistyczne, których było na prawdę sporo, nie pomijając przy tym emocji i uczuć żołnierskich.

Co mi się nie podobało? Chciałabym powiedzieć, że nie było nic takiego, ale niestety. Fabuła i bohaterowie przemawiają zdecydowanie na plus. Jednak język w Achai i sposób komponowania tekstu zaczął mnie drażnić (na szczęście dopiero pod koniec przygody z tą serią). Monologi długie na stronę, do tego stale rosnąca liczba przekleństw, którymi bohaterowie raczyli się przy każdej możliwej okazji budziły zgrozę. Rozumiem, są to zabiegi potrzebne dla wzmocnienia wypowiedzi, ale ile można???

Ogólnie rzecz biorąc mój poziom irytacji nie osiągnął na tyle wysokiego poziomu, by chociażby zrównoważyć ekscytację, która towarzyszyła mi podczas czytania III Tomu. Dlatego też, gdy przewróciłam ostatnią stronę, pełna byłam różnych emocji. Wszystkie istotne wątki doczekały się swojego zakończenia. Większość tych mniej istotnych również. Mam nadzieję sięgnąć niedługo po Pomnik Cesarzowej Achai, ale na razie muszę chwilę ochłonąć. Przyswoić sobie wszystko co ostatnio się wydarzyło w świecie Achai. Polecam na prawdę bardzo!

Ocena: 8/10 (znakomita)

środa, 27 sierpnia 2014

"Assassin's Creed: Tajemna Krucjata" - Oliver Bowden

Seria: Assassin's Creed
Tytuł: Tajemna Krucjata #3
Tytuł oryginalny: The Secret Crusade
Autor: Oliver Bowden
Ilość stron: 492
Wydawnictwo: Insignis

Chwilę temu dowiedziałam się, że zaczęłam przygodę z asasynami nie od pierwszej, ale od trzeciej części... Ale to nic! Moja Prywatna Młodsza Siostra, zakochana za równo w grze jak i książce, powiedziała, że tak lepiej. Wierzę. Sama zaczęłam zbierać informacje i okazuje się, że wydarzenia z Tajemnej Krucjaty poprzedzają wszystkie inne. Czyli początek jak najbardziej chronologiczny.

Chociaż Altaïr, mistrz bractwa asasynów, był powszechnie znaną postacią zarówno wśród swych braci jak i mieszkańców Bliskiego Wschodu, to jego prawdziwą historię znało niewielu. Pod koniec swojego życia postanowił jednak ją opowiedzieć Niccoló, który spisał ją na kartach swojego dziennika. Dzieje Altaïra owiane były tajemnicą, która dotyczyła nie tylko jego, ale również Templariuszy i ich Skarbu. Aby zmyć hańbę, którą się okrył, odzyskać rangę Mistrza i udowodnić oddanie sprawom Zakonu musiał przemierzyć Ziemię Świętą i wyeliminować dziewięciu nieprzyjaciół - cele wyznaczone mu przez Wielkiego Mistrza Al-Mualima. Historia jego dokonać naznaczona była krwią ofiar, ufnością, która nie raz zgubiła młodego Altaïra, zdradą, dzięki której dojrzał i miłością wynagradzającą wszystko. Porażki, zwycięstwa i Credo wyznaczały mu drogę, którą musiał podążyć, by zrozumieć siebie i pomóc Bractwu. Czy jego poświęcenie zostanie wynagrodzone?

Początki mojego romansu z asasynami były trudne. Kiedyś młodsza siostra próbowała przekonać mnie do zagrania w grę, ale nie bardzo mi to szło. Po książkę sięgnęłam trochę z przymusu - na wakacje wzięłam dwa tomy Achai, które skończyłam zdecydowanie szybciej niż zamierzałam. Jedyną książką, która nadawała się do czytania była właśnie Tajemna Krucjata. Gdyby nie fakt, że nic innego nie wpadło mi wtedy pod rękę pewnie odłożyłabym tą książkę po sześciu pierwszych (dość krótkich) rozdziałach. Poza fragmentami opisującymi krajobraz lub sytuację miałam wrażenie, że czytam poradnik do gry. Za każdym razem, gdy na kartach książki gościł Altaïr (a robił to wyjątkowo często) otrzymywałam dokładną instrukcję pod tytułem "co zrobić żeby przejść tą misję". Wrażenie to potęgowało nagromadzenie wyjątkowo długich zdań pełnych czasowników. Na szczęście wraz z rozwojem akcji moje odczucia zaczęły się zmieniać. Może przywykłam do szczegółów dotyczących pokonywania tras dachami i dokładnych relacji ze wspinania się po murze, a może było ich mniej... Nie wiem. Wiem na pewno, że fabuła była na tyle ciekawa, intryga na tyle zagmatwana a postaci tak charakterystyczne, że wszystko inne nie miało już znaczenia. Chciałam po prostu wiedzieć jaki będzie dalszy los Altaïra. Bez względu na to czy będzie musiał skoczyć na wóz z sianem czy pochylić głowę i wtopić się w tłum uczonych.

Zostałam pochłonięta. Oczarowała mnie nie tylko historia Altaïra, ale również klimat i echo czasów, w których rozgrywa się akcja. Bliski Wschód z przełomu XII i XIII wieku zrobił na mnie na prawdę duże wrażenie. Nie dziwię się zatem, że moja Prywatna Młodsza Siostra tak bardzo zafascynowała się kulturą i historią tamtych rejonów.

W grę może jeszcze kiedyś spróbuję zagrać, ale trochą czasu minie zanim się na to zdecyduję. Póki co czytam książki i polecam je nie tylko graczom. Assassin's Creed: Tajemna Krucjata to pełna przygód i tajemnic powieść, która nie raz zaskoczy i wzruszy do łez. Spowoduje złość, gniew i niedowierzanie, ale również współczucie i radość. Ze względu na tematykę i postać samego asasyna - zabójcy nie jest to na pewno książka dla najmłodszych czytelników, ale tym starszym powinna się spodobać. Altaïr zabierze Was w podróż, z której wrócicie odmienieni... : )

Ocena: 7/10 (bardzo dobra)