Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albatros. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albatros. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 listopada 2015

"Nadchodzi diabeł" - Glenn Cooper

Tytuł: Nadchodzi diabeł
Tytuł oryginalny: The Devil Will Come
Autor: Glenn Cooper
Ilość stron: 415
Wydawnictwo: Albatros

Co łączy Nerona, biskupa Malachiasza żyjącego w XII wieku i słoweńskiego biznesmena? Ci trzej, żyjący na przestrzeni wieków, mężczyźni pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego. Jednak, zupełnie niezamierzenie, na trop ich powiązań wpada młoda zakonnica badająca rzymskie katakumby. "Po nitce do kłębka", czyli od malowideł w grobowcu, poprzez sztuki Marlowe'a i Watykańskie Archiwa dociera do rozwiązania zagadki. Udaje jej się to z niemałą pomocą niepozornego księdza, wygadanej siostry, bystrego ojca i gotowego poświęcić wszystko dla rodziny brata. Kłamstwem byłoby jednak przyznać, że obyło się bez niebezpieczeństwa. Kto i dlaczego nie chce, żeby Elisabetta dokończyła swoje zadanie?

Przyznam szczerze, że dałam się wciągnąć. Uwielbiam wszelkiego rodzaju zagadki i tajemnice czyhające na nas na kolejnych stronach książki. Lubię czytać, gdy wiem, że razem z bohaterami będę musiała rozwikłać jakąś niesłychanie złożoną intrygę. Powieść Nadchodzi diabeł dała mi możliwość poznania kolejnego sekretu skrywanego przez tysiąclecia, który w najmniej oczekiwanym momencie zostaje ujawniony by dopełniło się proroctwo. Mam nadzieję, że nie zabrzmiało to jak sarkazm, bo pomysł na fabułę był na prawdę ciekawy. A raczej, pomysł na to wielkie tajemnicze "coś" czego szukamy, ale nie chcemy żeby znalazło nas. 

Trochę gorzej prezentowała się już sama droga do rozwiązania zagadki i bohaterowie. Postaci niby miały swój charakter, ale kilkukrotnie złapałam się na tym, że nie do końca wiedziałam kto jest kim. Irytowała mnie też zbytnia uległość głównej bohaterki, jej brak refleksji lub choćby odrobiny zastanowienia w niektórych sytuacjach. Do tego kilka zbiegów okoliczności i cały świat próbujący udaremnić wysiłki Elisabetty. Momentami było tego aż nadto. Co prawda były też pozytywy (całkiem niemało). Nadchodzi diabeł to tak na prawdę powieść wielowątkowa, dziejąca się na przestrzeni wielu wieków, której finał ma dopiero nadejść. Oprócz zakonnicy, która powiązała ze sobą kilka faktów, mamy możliwość poznać Nerona, przekonanego o swojej wielkości ignoranta i Marlowa tworzącego Tragiczną historię doktora Fausta. Poznajemy motywację tych bohaterów jak i pochodzenie wskazówek, na których trop musi wpaść zakonnica. 

Wszystko w tej powieści jest spójne. Wszystko ma początek i koniec - pochodzenie i przeznaczenie. Mimo tych paru dobrych stron, pomimo czytania z wypiekami na twarzy do późnych (albo wczesnych) godzin nocnych nie czuję się tą książką zachwycona. Nadchodzi diabeł to raczej książka-zapychacz, dobra do przeczytania, gdy nie ma nic ciekawszego i dla miłośników gatunku. 

Ocena: 6/10 (dobra)

Ach, no i do końca czekałam aż w końcu Elisabetta "zrzuci zakonny habit" (cytat z okładki), ale się nie doczekałam... A mógłby być ciekawy zwrot akcji ;)

środa, 11 listopada 2015

"W pętli" - Nicholas Evans

Tytuł: W pętli
Tytuł oryginalny: The Loop
Autor: Nicholas Evans
Ilość stron: 480
Wydawnictwo: Albatros

Poruszająca, intrygująca i skłaniająca do refleksji. Tak pokrótce mogę określić tą książkę. W pętli Nicholasa Evansa to historia o koegzystencji ludzi ze sobą i z naturą. Z naturą pod postacią wilków, które jakby niepomne na wydarzenia z przeszłości powracają na "stare śmieci". Po latach pojawiają się tam, gdzie wiele z nich zabito przy okazji kolonizacji i pojawiania się rancz z wielkimi pastwiskami do hodowli bydła. 

Gdy w Hope padło hasło "wilki" całe miasteczko ruszyło z nimi na wojnę. Część oczekiwała na schwytanie "dzikich bestii", a część zwyczajnie wzięła sprawy we własne ręce, nie zwracając uwagi na działania Służby Ochrony Przyrody Żywej Stanów Zjednoczonych. Po przeciwnych stronach barykady stanęli ranczerzy obawiający się o stan liczebny swoich stad i urzędnicy pragnący dokończyć program przywracania wilków do ich naturalnych środowisk. Każde, broniąc swoich racji, stąpa po cienkim lodzie, który w każdej chwili może pęknąć i w ten lub inny sposób przyczynić się do klęski obu stron.

W sam środek sporu, z butami jeszcze brudnymi od nadmorskiego piasku, wciska się Helen Ross - niespełna trzydziestoletnia pani biolog specjalizująca się w zachowaniach wilków. Jako osoba z zewnątrz, trzymająca się raczej na uboczu nie jest przez ranczerów traktowana do końca poważnie. Poza tym sama ze sobą nie czuje się najlepiej, więc przyjazd do Hope traktuje jak swego rodzaju ucieczkę od rzeczywistości. Czy pośród ludzi zachodu dziewczyna odnajdzie swoje miejsce, czy bliższe stanie się jej stado wilków, które za wszelką cenę będzie chciała obronić? I czy w tej sytuacji powiedzenie "człowiek człowiekowi wilkiem" nie zmienia sensu?

W pętli to powieść od początku do końca angażująca. Zaprzątająca myśli i rujnująca wewnętrzny spokój, ale nie drastyczna. Na 480 stronach zawarty jest pełen rok, pętla, powrót do początku, ale to nie jedyne nawiązanie do tytułu. Powracające wilki, powtórna walka... Kto wygra ją tym razem? Czyje pretensje do tej ziemi powinny być uznane - zamieszkujących od wieków góry i lasy wilków czy niedawno osiadłych na tych terenach ludzi, pracujących fizycznie od rana do nocy, a czasem nawet dłużej? Prawda jest taka, że to zależy kto czyich racji broni.

Dominującymi postaciami w powieści są Helen, Dan, Luke i Buck. Każde z nich ma coś do udowodnienia sobie i innym, a "afera z wilkami" może być dobrą okazją, by dokonać czegoś "wielkiego". Charakter każdej z tych osób jest unikatowy i niejednoznaczny. Autor tak ich przedstawia, że zdarzają się momenty, w których mimo szczerych chęci nie byłam w stanie zrozumieć postępowania któregoś z ulubionych bohaterów albo musiałam przyznać racje "temu niedobremu". Jak to w życiu. No i jak to zwykle w bajkach, ale na co dzień też całkiem często się zdarza, wiele było zawirowań, rozczarowań, dobrych i złych chwil, ale na koniec zawsze pojawia się jakieś wyjście z sytuacji.

Mnie książka oczarowała i chociaż nie często zdarza mi się czytać coś, co nie jest kryminałem lub książką fantasy, to bez wątpienia mogę ją polecić! I obiecać sobie, że kiedyś jeszcze sięgnę po inne książki tego autora, a W pętli to dopiero początek nowej przygody z literaturą!

Ocena: 8/10 (znakomita)

środa, 7 stycznia 2015

"Filary Ziemi" - Ken Follett

Seria: Filary Ziemi
Tytuł: Filary Ziemi
Tytuł oryginalny: The Pillars of the Earth
Autor: Ken Follett
Ilość stron: 830
Wydawnictwo: Albatros

Długo czekałam na przeczytanie Filarów Ziemi. Kilka lat temu wypożyczyłam je ze szkolnej biblioteki dla rodziców, ale wtedy powiedzieli "Monia, przeczytasz jak skończysz 18 lat", a ja, grzeczne dziecko, odniosłam ją tam, skąd wzięłam. Kiedy zobaczyłam w księgarni nowe, jednotomowe wydanie stwierdziłam "muszę ją mieć!". Tak oto książka znalazła się na mojej półce. Od kupienia do rozpoczęcia lektury nie minęło wiele czasu... Gorzej było ze znalezieniem go na czytanie. No ale od czego są wykłady i po co jeździ się tramwajami? W końcu, w czasie nieprzyzwoicie długiej przerwy świątecznej, otoczona morzem łez dotarłam do końca!

Gdy tonie statek, na którego pokładzie znajdował się jedyny syn, spadkobierca króla Anglii zaczyna się nowy rozdział w historii. Umarł Król, niech żyje Król! Po śmierci króla Henryka korony na skronie nie włożyła Matylda, córka króla, której baronowie przysięgli wierność, ale Stefan, królewski siostrzeniec. XII-wieczną Anglię pochłonęła wojna domowa. 

Jednak wojna, szerząca się anarchia, spustoszenie i głód są tylko tłem akcji. Filary Ziemi skupiają się nie na dworskim życiu i intrygach baronów (to też, ale nie przede wszystkim), ale na budowie katedry w Kingsbridge. To ona sprawi, że połączą się losy bohaterów, którzy są od siebie tak różni, a jednocześnie tak podobni. Razem z przeorem Philipem będziemy dążyć do sfinalizowania budowy. Tom Budowniczy nauczy nas uporu i pracowitości, ale również dostrzegania piękna. Z rudowłosym Jackiem będziemy uczyć się żyć wśród ludzi, dowiemy się czym jest złamane serce i poszukamy prawdy o jego ojcu. Każdy z bohaterów tej wielowątkowej powieści zabierze nas w inne, odległe strony. Poznamy z nimi smak życia w XII-wiecznej, opętanej wojną Anglii. Zasmakujemy porażki i zwycięstwa, a wszystko po to, by móc ujrzeć ukończoną katedrę w Kingsbridge - niewielkiej wsi, w której znajduje się podupadłe opactwo.

O bohaterach i ich historiach mogłabym opowiadać długo, ale zepsułoby to całą niespodziankę czytelnikom! Muszę jednak dodać, że oprócz wymienionych (i niewymienionych) męskich postaci Filary Ziemi obfitują w wyraźne bohaterki płci żeńskiej. Żeby nie zdradzać zbyt wielu sekretów przytoczę chociażby córkę króla, Matyldę, której często nie widujemy, ale ma ona duży wpływ na ogólną sytuację. Jest też Ellen, matka Jacka, która od wielu lat ukrywa się z synem w lesie i wiele, wiele innych. Każda z postaci, żeńska czy męska, jest wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju. Ma swoją historię, zwyczaje i poglądy. Mają też twarz, która można sobie wyobrazić. Nic co robią nie odbiega od stworzonej specjalnie dla niech osobowość. To wielka sztuka, która autorowi udała się znakomicie! Poza tym mamy zarówno dobrych jak i złych bohaterów. Są oni skonstruowani tak, że jednych trzeba pokochać, a tych drugich nie da się polubić. Tu też widać kunszt mistrza!

Ogromnym plusem Filarów Ziemi jest ich wielowątkowość. Nie wyobrażam sobie czytania 830 stron, na których na przemian mowa jest tylko o wojnie i budowaniu katedry. Zgrabnie zostały tu wplecione historie bohaterów, ich wspomnienia i ich plany. Poznajemy ich uczucia, namiętności, marzenia... Dzięki temu oprócz pól bitewnych, zamków i kościołów odwiedzamy również targi, okoliczne wsie, leśne polany a nawet tereny zamorskie. Oprócz ostrzenia broni i szukania środków na budowę katedry przyglądamy się sprzedaży wełny, odrzuconym oświadczynom, gwałtom, wynalazkom i przysięgom. Jest w czym wybierać! Czytając o jednym nie możemy się doczekać, żeby przeczytać o kolejnym...

Czy znalazłam jakieś minusy? Zdecydowanie nie. Może to dlatego, że długo czekałam na przeczytanie tej książki. Z drugiej jednak strony mogłam przeżyć ogromne rozczarowanie. To jednak nie nastąpiło (na szczęście!). Czy znalazłam jeszcze jakieś plusy? O tak, całkiem sporo! Prosty, ale przystępny język, plastyczne opisy... Mimo tych 830 stron czas przy Filarach Ziemi nie dłużył mi się, wręcz przeciwnie - nie wiedziałam kiedy minął. Gdy o 4 nad ranem odłożyłam książkę i powiedziałam "skończyłam" nie mogłam uwierzyć, że to już tak późno! Podobało mi się, gdy mogłam gorzko zapłakać nad losem bohaterów, uwielbiałam śmiać się z nimi w chwilach triumfu. Podobało mi się to, że wszystko było realne - wzloty i upadki, powodzenia i klęski... Nikt nie został oszczędzony, ale czy życie kogoś oszczędza? 

Jestem bardzo, na prawdę bardzo zachwycona Filarami Ziemi i uważam, że jest to książka koło której nie da się przejść obojętnie! Polecam serdecznie!

Ocena: 10/10 (wybitna)

środa, 28 maja 2014

"Szczęściarz" - Nicholas Sparks


Tytuł: Szczęściarz
Tytuł oryginalny: The Lucky One
Autor: Nicholas Sparks
Ilość stron: 404
Wydawnictwo: Albatros
Ocena: 8/10 (znakomita)

Długo zastanawiałam się czy ta książka jest dla mnie. Obawiałam się, że nie ruszy mnie ckliwa historia miłosna, na którą wyglądał Szczęściarz. Bo co innego można sobie pomyśleć czytając na okładce "Zdjęcie uśmiechniętej dziewczyny, której nigdy nie spotkała, przyniesie mu szczęście i nieoczekiwaną miłość..."? Wiele dobrego słyszałam o autorze, ale są różne gusta. Nie byłam przekonana... Ale w końcu kiedyś trzeba spróbować.

Szczęściarz to historia związana ze zdjęciem. Logan Thibault, marines, który odsłużył w Iraku trzy zmiany, znajduje na pustyni zdjęcie z dedykacją. Nie mogąc znaleźć właściciela fotografii, postanawia ją zatrzymać. Chociaż sam zainteresowany nie do końca wierzy w to, że zdjęcie przynosi mu szczęście, wciąż przypomina mu o tym przyjaciel Victor. To za jego namową Logan postanawia odszukać dziewczynę z fotografii po powrocie do kraju. W małym miasteczku w Karolinie Północnej odnajduje Beth, rozwódkę z dziesięcioletnim synem. Czy zdjęcie i przyjazd do Hampton pozwolą odnaleźć Loganowi szczęście?

Im dłużej się zastanawiam tym bardziej zdaję sobie sprawę z tego, że historia, pomimo wielu zawiłości, tajemnic i szczęśliwych zbiegów okoliczności, była dość banalna. Oto wracający z wojska mężczyzna szuka szczęścia i odnajduje je u boku pięknej kobiety. Jednak nie do końca... Na pozór przewidywalna koncepcja powieści potrafi nas zaciekawić. Szczęściarz to nie historia, w której od razu wszystko się układa. Poznajemy po kolei bohaterów, ich historię, podejście do otaczającej ich rzeczywistości, codzienne problemy... Potem dochodzi do konfrontacji i zaczyna być jeszcze ciekawiej. Każdy z nich ma swój bardzo odmienny punkt widzenia i podejście do zaistniałej sytuacji, co dodaje powieści smaku.

Świetnym zabiegiem zastosowanym przez autora jest opowiadanie historii z perspektywy trzech głównych bohaterów. Nie cofamy się w przeszłość i nie słuchamy jednej historii trzy razy, nie jest to narracja pierwszoosobowa, ale w każdym kolejnym rozdziale mamy szansę na poznanie myśli innego bohatera. Czujemy się jakbyśmy wchodzili w czyjąś skórę i możemy zobaczyć jedno zdarzenie z wielu miejsc. Daje nam to szansę na wyrobienie sobie własnego zdania o Beth, Loganie i Keit'cie. 

Co poza tym? Bohaterowie, jak już zdążyłam napomnieć, są fantastyczni. Odrobinę tajemniczy, ale nakreśleni konkretnie, indywidualnie. Każdy ma swoją historię, pragnienia i marzenia. Język jest prosty. Nie ma też długich opisów. Akcja toczy się swoim tempem, nie za szybkim, ale również nie za wolnym. Nie ma dłużyzn, w których autor skupia się na skwapliwym opisywaniu pocałunków. Mamy za to ciekawą, pełną emocji i wyborów powieść, która jest nie tylko wyciskaczem łez, ale dobrą książką obyczajową. Z chęcią sięgnę po inne książki Nicholasa Sparksa. Mam również wielką ochotę na obejrzenie filmów nakręconych na ich podstawie. 

niedziela, 28 października 2012

Robert Ludlum - "Klątwa Prometeusza"

Tytuł: Klątwa Prometeusza
Tytuł oryginalny: The Prometeus Deception
Autor: Robert Ludlum
Tłumaczenie: Jan Kraśko
Ilość stron: 518
Wydawnictwo: Albatros
Ocena: 5/10 przeciętna

Klątwa Prometeusza to powieść pełna intrygi i sensacji. Jest tu mnóstwo zwrotów akcji, tajemnic, niedopowiedzeń i domysłów, czyli wszystko to, co powieść sensacyjna powinna zawierać. Problem w tym, że miała w sobie tylko to. Nic nowego, świeżego, niczym mnie nie zaskoczyła. Długo zastanawiałam się nad oceną i w końcu postawiłam na "przeciętną". Nie oznacza to, że powieść jest kiepska, tego nie powiedziałam. Po prostu, jak na Ludluma, jest to dość schematyczna i oklepana już fabuła. Czyli przeciętna. Może gdyby była to pierwsza książka tego autora, z którą miałabym do czynienia, oceniłabym ją w inny sposób, ale, na szczęście lub nieszczęście, miałam okazję spotkać się wcześniej z twórczością tego Pana i uważam poprzednie spotkania za na prawdę udane, ale to ostatnie już nieco mniej.

Pytanie, które sobie zadajemy już na początku książki zapisane jest na okładce: czy amerykańską agencję wywiadowczą mogli założyć Rosjanie?

Nick Bryson jest agentem Dyrektoriatu, tajnej organizacji wywiadowczej działającej na terenie całego świata. Po powrocie z kolejnej już misji okazuje się, że żona go opuściła, nie zdradzając powodu, a on sam zostaje zwolniony, otrzymuje nową tożsamość i nowe życie jako wykładowca akademicki. Nick jest załamany, popada w depresję, a kiedy już udaje mu się otrząsnąć znów zostaje wciągnięty w wir wydarzeń, których nie potrafi zrozumieć. Pewnego dnia odwiedza go zastępca dyrektora CIA i przedstawia mu niezbite dowody na to, że Dyrektoriat, kryjąc się za fasadą tajnej agencji wywiadowczej był tak na prawdę ugrupowaniem terrorystycznym. Dręczony poczuciem winy Nick postanawia zrehabilitować się i pomóc w odnalezieniu jego byłych chlebodawców. Rusza w pogoń za przeszłością i coraz bardziej zaplątuje się w sieć kłamstw i układów. Wkrótce dochodzi do serii zamachów terrorystycznych, za które ktoś chce zrzucić winę na niego. Co jest prawdą, a co kłamstwem? Kto mówił prawdę? Czym jest Dyrektoriat? Kto chce obarczyć odpowiedzialnością Nick'a? Co stało się z Eleną - żoną Brysona? To tylko niektóre pytania, które nasuwają się na myśl podczas czytania.

Język w tej powieści, jak we wszystkich dziełach Ludluma, jest prosty i zrozumiały. Czasami wpadnie jakiś fachowy zwrot, ale łatwo można go rozpracować. Postaci są fascynujące, tajemnicze i na prawdę dopracowane. Akcja również nie jest monotonna, chociaż, jak już wspomniałam, dla czytelników zaznajomionych z książkami Ludluma, fabula może wydać się oklepana i schematyczna.

Polecam : )

wtorek, 26 czerwca 2012

Zaginiony Symbol - Dan Brown

Tytuł: Zaginiony Symbol
Tytuł oryginalny: The Lost Symbol
Autor: Dan Brown
Tłumaczenie: Zbigniew Kościuk
Ilość stron: 622
Wydawnictwo: Albatros
Ocena: 6/10 (dobra)

W ostatnim czasie stałam się wielką fanką EURO, więc czasu na czytanie nie mogłam znaleźć. Wszystkie wieczory, które zwykle były wolne, spędzałam oglądając spoconych facetów biegających za piłką i próbujących trafić do siatki :) Tak mnie to wciągnęło, że nawet odwiedziłam kilka razy miejską Strefę Kibica. Emocje niesamowite! Niestety po fazie grupowej nastąpił dzień przerwy... I tak oto znów wzięłam się za czytanie. W ręce wpadła mi książka, którą od dawna chciałam przeczytać. I przeczytałam!

Dan Brown po raz kolejny przygotował dla nas zagadkę pełną symboli, którą rozwiązać może tylko wykładowca Harvardu, Robert Langdon. Sprowadzony do Waszyngtonu pod pretekstem poprowadzenia wykładu, zastaje wplątany w poszukiwanie legendarnej masońskiej piramidy oraz tajemnej wiedzy przez nią strzeżonej. Chociaż Langdon nigdy nie wierzył w mit o wielkiej piramidzie ukrytej w samym sercu stolicy, bierze udział w poszukiwaniach, w które z powodów "bezpieczeństwa narodowego" zaangażowała się również CIA. Z początku sceptyczny, Robert zaczyna łączyć ze sobą elementy układanki, które dają niesamowity efekt. Z każdą chwilą zbliża się do rozwiązania zagadki oraz uratowania porwanego przyjaciela. Nie wszystko jednak idzie po jego myśli. Z pomocą przychodzi mu przyjaciel porwanego Petera Solomona, brat z loży masońskiej Warren Bellamy, dzięki któremu udaje mu się znaleźć schronienie. Szaleniec, który zaaranżował wieczór Langdona w Waszyngtonie nie poprzestał jednak biernym przypatrywaniu się sytuacji. Na szczęście ofiara, którą sobie upatrzył w porę została ostrzeżona. Siostra Petera, Katherine, ucieka ze swojego laboratorium, by dołączyć do Roberta i Warrena próbujących ukryć się przed agentami CIA. Wieczór będzie długi. Wiele się wydarzy. Czy uda im się rozwiązać zagadkę piramidy masońskiej? Co jeszcze knuje tajemniczy Mal'akh?

Najważniejszym pytaniem, które powinniśmy zadać sobie na początku to "czy wierzyć książkom"? Symbole, rytuały, dzieła sztuki i instytucje są jak najbardziej rzeczywiste. Zagadki, legendy i mity przedstawione w tej powieści to już inna bajka. Jeśli na samym początku nastawimy się na to, że jest to fikcja wspaniale wpleciona w naszą rzeczywistość możemy przeżyć na prawdę fascynującą przygodę. Autor po raz kolejny zachwyca nas barwnością opisów i łamigłówkami, z którymi muszą zmierzyć się bohaterowie. Tekst wzbogacony jest o obrazki przedstawiające zaszyfrowane wiadomości oraz czasem ich klucze, więc sami możemy się tym pobawić.

Bohaterowie Zaginionego Symbolu są specyficzni dla literatury Dana Browna. Naukowcy, myśliciele i szaleńcy poświęcający się w imię kultu. Jest w tym coś, co czyni jego powieści powtarzalnymi. Za pierwszym razem ciekawi, ale przy każdej kolejnej powieści staje się czymś naturalnym. Nie jest to oczywiście minus, ale na pewno jest jednym z czynników, który sprawia, że książka nie zaskakuje. Moim ulubieńcem jest Robert Langdon, który moją sympatię zyskał już parę lat temu, kiedy po raz pierwszy miałam styczność z twórczością Browna. Solomonowie są rodziną możną, z tradycjami. Peter zasiada w loży masońskiej i jest dyrektorem Instytutu Smithsońskiego, a Katherine prowadzi badania w dziedzinie noetyki. Dotknęło ich wiele nieszczęść, które pośrednio i bezpośrednio łączą się z legendą o piramidzie. Jaki związek z nimi ma szaleniec, który chce za wszelką cenę posiąść tajemnicę dającą nieograniczoną moc?

Książka na prawdę wciąga. Zwolennicy teorii spiskowych oraz poszukiwacze przygód będą zachwyceni! Polecam wszystkim. Może i jest duża objętościowo, ale czyta się szybko i przyjemnie.

czwartek, 12 kwietnia 2012

"Skandal z Modiglianim" - Ken Follet

Tytuł: Skandal z Modiglianim
Tytuł oryginalny: The Modigliani Scandal
Autor: Ken Follet
Tłumaczenie: Juliusz Garztecki
Ilość stron: 254
Wydawnictwo: Albatros
Ocena: 6/10 (dobra)

Nadrabiam moje czytelnicze zaległości. Właśnie skończyłam czytać Skandal z Modiglianim i muszę przyznać, że książka jest na prawdę dobra! Momentami bawi, czasem zmusza do rozmyślań, ale jest lekka i czyta się ją przyjemnie.

Poznajemy historię kilkorga ludzi, którzy wydają się nie być ze sobą powiązani w żaden sposób: wzięta aktorka, młody niespełniony malarz, wybitna studentka historii sztuki. Jest jednak coś co sprawia, że są sobie w pewien sposób bliscy. Sytuacja materialna, własne widzimisię czy chęć zaistnienia w towarzystwie przyczyniają się do tego, że wszyscy, jeden po drugim, zaczynają szukać pewnego obrazu. Obrazu Modiglianiego. Trasa do ukrytego skarbu wiedzie przez Paryż, Rimini, aż do maleńkiej wioski u wybrzeży Adriatyku, gdzie krzyżują się ich drogi.

Na 250 stronach książki przewija się całą masa bohaterów pierwszoplanowych i drugoplanowych. Jednak z racji świetnie stworzonych kreacji  wszyscy zapadają głęboko w pamięć. Język jest przystępny, czyta się szybko i przyjemnie. Historia co prawda nie przyprawia o dreszcze ani o wybuchy płaczu czy śmiechu, ale jest to lektura niezwykle zajmująca i wciągająca. Polecam wszystkim: i miłośnikom sztuki i tym, którzy nie mają z nią nic wspólnego. :)

sobota, 10 marca 2012

"Zamieć" - Ken Follet

Tytuł: Zamieć
Tytuł oryginalny: Whiteout
Autor: Ken Follet
Tłumaczenie: Jacek Manicki
Ilość stron: 446
Wydawnictwo: Albatros
Ocena: 7/10

Na prawdę niezła powieść sensacyjno-kryminalna. Tak określiłabym jej gatunek. Fabuła trochę znajoma, ale bohaterowie, tło akcji i jej przebieg zaskoczyły mnie na plus. I to ogromny. Jest to dopiero druga książka Kena Folletta jaką miałam możliwość przeczytać, ale zapowiada się na dłuższą znajomość z tym autorem i jego dziełami.

Śmiertelny wirus wydostaje się z laboratorium. Po raz pierwszy i po raz drugi nie przypadkowo, ale w jakimś konkretnym, nikomu nie znanym celu. Oba te zdarzenia zostają natychmiast wykryte przez Toni Gallo, szefową ochrony instytutu, w którym prowadzone są nad nimi badania. Co wspólnego mają ze sobą te dwa zdarzenia oraz jak wpłyną one na święta Bożego Narodzenia, które już niebawem. Tymczasem nad okolicą nieoczekiwanie pojawia się zamieć, która uniemożliwia ucieczkę złodziejom wirusa Madoby-2 oraz pomoc Stanleyowi, właścicielowi Instytutu, oraz jego rodzinie.

Książkę czyta się szybko i przyjemnie. Ja jednak rozwlekałam lekturę w nieskończoność z powodu braku czasu i czytałam ją jeżdżąc środkami komunikacji miejskiej. Co prawda ostatnio spędzam w tramwajach dużo czasu, więc Zamieć przeczytałam w miarę szybko.

Recenzja krótka, bo i czasu na wszystko ostatnio bardzo mało, ale obiecuję, że jak tylko znajdę go więcej to zacznę systematyczniej uzupełniać wszystko co się da :)) Wszystkim gorąco polecam tą książkę i składam spóźnione życzenia Wszystkiego co Najlepsze z okazji Dnia Kobiet :DD

piątek, 17 lutego 2012

Ken Follet - "Niebezpieczna fortuna"

Tytuł: Niebezpieczna fortuna
Tytuł oryginalny: A Dangerous Fortune
Autor: Ken Follet
Tłumaczenie: Sławomir Kędzierski
Ilość stron: 560
Wydawnictwo: Albatros
Ocena: 8/10

Nieduża wielkościowo, ale całkiem spora objętościowo książka bardzo ładnie prezentuje się na półce. Stała tam przez bardzo długi czas zanim zdecydowałam się zabrać za przeczytanie jej. Czy mi się podobała? Zdecydowanie! Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Kena Folleta i zaraz po przeczytaniu Niebezpiecznej Fortuny zabrałam się za kolejną jego książkę.

Niebezpieczna Fortuna to historia rodziny Pilaster, właścicieli największego Angielskiego banku w XIX w. Ich majątek jest kołem napędzającym zdrady i  intrygi oraz stworzycielem wielu pokus. Ofiarą rodzinnych niechęci staje się młody Hugh, syn Tobiasa, który wycofał swoją część udziałów z banku (co było nie do zaakceptowania przez rodzinę) i otworzył własną firmę. W pewno ciepłe majowe popołudnie następuję dwie tragedie, które w większy lub mniejszy sposób wpłyną na życie młodego chłopca oraz całej jego rodziny i wszystkich ludzi w jakikolwiek sposób powiązany z nimi.

Hugh dorasta, a wraz z nim pod czułą opieką niebywale przebiegłej i czarującej matki dojrzewa jego starszy kuzyn Edward. Ich drogi rozbiegają się i ponownie splatają w rodzinnym banku. Edward, starszy, ale bez głowy do interesów i Hugh, na prawdę ambitny chłopak z ogromnymi zdolnościami rywalizują ze sobą o udziały i poważanie w rodzinnym interesie. Starszy z kuzynów ma jednak asa w rękawie - matkę Augustę, która zawsze i wszędzie potrafi postawić na swoim. A jej życzeniem jest pozbyć się młodszego krewniaka i dać swojemu synowi wszystko czego zapragnie. Udaje się jej w końcu osiągnąć cel, a przyczyniła się do tego pewna piękna dziewczyna, którą poznał młodzieniec, pochodząca z "nizin społecznych". I chociaż przez dłuższy czas wszystko układało się po jej myśli to jednak Hugh nie dał za wygraną.

W powieści pojawia się wiele postaci, poznajemy całą rodzinę Pilasterów oraz wszystkich, którzy albo złączyli się węzłem małżeńskim z jej członkami albo są najlepszymi ich przyjaciółmi. Postaci są barwne i wyraziste. Każdy jest zupełnie inny, wyraża się w inny sposób, myśli w inny sposób i działa inaczej. Występują postaci wyjątkowo okrutne, jak zabójczo przystojny Micky Miranda (który również odgrywa znaczącą rolę w całej historii) czy przebiegła Augusta, oraz nadzwyczaj dobre, jak choćby Rachel, żona Micky'ego i takie, które bezwolnie wykonywały wydane polecenia, jak rozpieszczony syn Augusty - Edward, czy jej mąż.

Język jest dość prosty, ale miejscami stylizowany na XIX wiek, co nie jest dużym odstępstwem od normy. Nie ma tu tez dużo zwrotów typowych dla bankowości czy ludzi interesu - wszystko jest klarowne nawet dla ludzi najmniej zorientowanych w różnorakich interesach. Atmosfera panująca w powieści idealnie oddaje nastrój Angielskich uliczek, budynków i ludzi.

Po lekturze przyszedł czas na kilka refleksji. Pierwszą i najważniejszą z nich było to, że trzeba mieć zawsze nadzieję i starać się ze wszystkich sił spełniać swoje marzenia. Po drugie, jak prawie zawsze, dobro i sprawiedliwość wygra ze zdradą i złem. I oczywiście: prawdziwa miłość przetrzyma wszystko.

Na początku nie byłam przekonana co do tej książki. Chociaż tekst na okładce był zachęcający to ja sama nie za bardzo wciągnęłam się w akcję po pierwszych stu stronach. Dopiero później książka pochłonęła mnie tak bardzo, ze nie mogłam oderwać się od lektury. Czytałam ją cały tydzień, który spędziłam w Rzymie podczas ferii. Długo zajęło mi redagowanie tego postu, ale teraz mogę już powiedzieć, że w pełni ją Wam polecam. Jest to bardzo wzruszająca powieść o ludzkich słabościach i pragnieniach. Polecam!

wtorek, 31 maja 2011

"Próba krwi" - Ian Rankin

Tytuł oryginalny: A Question of blood
Tytuł polski: Próba krwi
Autor: Ian Rankin
Przekład: Robert Piotrowski
Ilość stron: 448


Po kupieniu książki zastanawiałam się przez jakiś czas czy było warto. Przeczytałam kilka recenzji i troszkę się zniechęciłam. Mimo wszystko postanowiłam sama przekonać się czy Próba krwi warta jest przeczytania i czy jej autor, Ian Rankin, słusznie uważany jest za najlepszego Szkockiego autora powieści kryminalnych.

Krótko po skończeniu Edenu wzięłam się za Próbę krwi. Opis na okładce informuje nas, że w elitarnej szkole dochodzi do masakry. Na pozór sprawa jest prosta: były żołnierz SAS Lee Herdman, wpadł w szał i zabił dwoje nastolatków, a następnie popełnił samobójstwo. Ale nic nie jest proste dla inspektora Rebusa... który na dodatek sam ma poważne kłopoty i grozi mu aresztowanie. Rebus jest podejrzany o zamordowanie drobnego przestępcy, który napastował jego koleżankę z pracy. Dowody są mocne - tuż po wizycie inspektora, przestępca spłonął żywcem. A Rebus ma poparzone dłoni... 

Na początku akcja nie toczyła się zbyt szybko, ale autor nadrabiał stylem i wielowątkowością. Z czasem wszystko zaczęło się ze sobą łączyć i tworzyć pełen obraz przeszłości. Poznajemy ironicznego i szczerego do bólu inspektora Rebusa oraz jego partnerkę Siobhan. Rebus zostaje poproszony  pomoc w śledztwie, które prowadzi jego przyjaciel. Zabiera Siobhan i jedzie do South Queensferry, jednej z dzielnic Edynburga. Tam okazuje się, że zamordowano dwóch chłopców, a jednego postrzelono. Sprawcą okrzyknięto Lee Herdmana, który popełnił samobójstwo przed drzwiami świetlicy, w której doszło do zbrodni.

Na ponad 400 stronach książki toczy się śledztwo, którego celem jest odkrycie przyczyny działań Herdmana. Jednak w miarę upływu czasu pojawia się wiele wątków, które raz przybliżają, a raz oddalają nas od prawdy, która chcemy odkryć. Poznajemy tajemnice i przeszłość byłego żołnierza SAS i sami zaczynamy toczyć własne śledztwo oraz próbujemy odkryć prawdę. A ta jest naprawdę zaskakująca...

Drugim ważnym wątkiem w Próbie krwi jest zabójstwo Marty'ego Fairstone'a, który spłonął żywcem w swoim mieszkaniu. Nikt nie mówi tego głośno, ale wszyscy podejrzewają o to Rebusa. Fairstone napastował Siobahn, więc inspektor na pewno postanowił się zemścić. Do tego doszedł fakt, że poparzył sobie ręce, w wannie, jak twierdził.

Wszystko składa się w zgrabną całość. Po przeczytaniu jestem pewna, ze wybór był dobry. Inaczej nie oceniłabym tej książki na 5. Co prawda lektura zajęła mi dużo czasu (zdecydowanie więcej niż się spodziewałam), ale na pewno nie z powodu nudnych nic nie wnoszących opisów lub schematycznego rozwoju wypadków. Próba krwi to kryminał jedyny w swoim rodzaju. Dowiedziałam się również, że książek o inspektorze Rebusie jest więcej dlatego postanowiłam sięgnąć po następne.

Wszystkim gorąco polecam .

wtorek, 3 maja 2011

Lincoln Child - "Eden"



Tytuł oryginału: Death Match
Tytuł polski: Eden
Autor: Lincoln Child
Tłumacz: Zbigniew A. Królicki
Ilość stron: 430

 "Co popycha do samobójstwa idealne pary skojarzone przez matrymonialne biuro przyszłości?" Takim jednym pytaniem czytelnik zostaje zachęcony do zgłębienia tajemnicy Edenu. Lektura pochłonęła mnie całkowicie, dlatego każdą wolną chwilę spędzałam na czytaniu i szukaniu wyjaśnienia. Książka podzielona jest na 64 krótkie rozdziały dlatego czytało mi się ją tak szybko i bez problemów z przerwami na obiad czy spacer.

Eden jest tworem wielkiego, lecz skrytego, geniusza komputerowego - Richarda Silvera. Firma, którą stworzył, dobiera ludzi, którzy idealnie do siebie pasują i łączy ich w pary na całe życie. Czy nie jest to cudowne? Brak stresu przed randkami w ciemno i pewność, że osoba, którą spotkamy będzie do nas pasowała? A mimo to twórca tego genialnego programu był samotny i czas spędzał jedynie w swoim apartamencie rozmawiając z Lizą, komputerem, który stworzył, obdarzył sztuczną inteligencją i umiejętnością samo uczenia. Jednak pewnego dnia dochodzi do strasznej tragedii - pierwsza z superpar, popełnia podwójne samobójstwo. A może to tylko pozory? Zaniepokojony tym Silver prosi o odkrycie przyczyny tego czynu. O pomoc zostaje poproszony Christoper Lash, niegdyś pracownik FBI i twórca portretów psychologicznych. Decyduje się on poprowadzić dochodzenie w sprawie tego samobójstwa i pomóc w ustaleniu przyczyn. Nic nie wydaje się wskazywać na to by ci ludzie byli w stanie lub mieli powody by popełnić samobójstwo. Jednak wszystko się zmienia, gdy kolejna superpara próbuje popełnić samobójstwo...

Jest to powieść kryminalno sensacyjna i właśnie takie lubię najbardziej! Przez cały czas trzyma nas w napięciu. Częste zwroty akcji dają nam dużo do myślenia. Poza tym mamy Lasha, który skrywa pewną tajemnicę związana z jego odejściem z FBI... Mimo to niektóre rozwiązania były dość przewidywalne. Już w połowie książki domyśliłam się rozwiązania zagadki i czekałam aż zostanie potwierdzona. Jednak wiele wątków było zaskakujących i niezwykle ciekawych. Jeszcze jednym minusem, według mnie, było używanie wielu fachowych określeń z różnych dziedzin - od psychologii po komputery. Dla jednych na pewno byłoby to zaletą, ale ja nie mogę skupić się, gdy w dialogu nie rozumiem ponad polowy słów.

Mimo tych wszystkich drobnych niedociągnięć uważam, ze jest to naprawdę świetna i warta przeczytania książka. Chociażby dlatego, że sam pomysł jest dość ciekawy, a jeszcze bardziej interesująca jest firma Eden, łącząca w pary ludzi...