Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film amerykański. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film amerykański. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 grudnia 2015

"Spectre" | Film

Tytuł/tytuł oryginalny: Spectre
Reżyseria: Sam Mendes
W rolach głównych: Daniel Craig
Premiera: 26.10.2015 (świat), 06.11.2015 (Polska)
Produkcja: USA, Wielka Brytania

Kolejna odsłona przygód agenta Jej Królewskiej Mości była zwieńczeniem pracy Craiga jako Jamesa Bonda. Jako że jestem fanką postaci, zarówno w wersji książkowej jak i filmowej, wybrałam się do kina w pierwszym możliwym terminie (udało się zobaczyć Spectre na pokazie przedpremierowym!). 

Wokół wszystko się zmienia. Bond udaje się na wakacje do Meksyku, gdzie zamiast odpoczywać załatwia swoje porachunki. Natrafia tam na trop, który sprowadzi go z powrotem do Anglii i dalej, w głąb Europy. Nie podoba się to jego szefostwu z MI6. Poza tym na politycznej scenie pojawia się nowa postać - C. Mężczyzna za wszelką cenę próbuje doprowadzić do zamknięcia sekcji 00 i zyskać nieograniczony dostęp do narzędzi śledzących każdego człowieka na Ziemi. Prywatna rozgrywka Bonda przeradza się w międzynarodowy konflikt. Okazuje się, że tak na prawdę nic się nie zmienia... Że wszystko cały czas było pod kontrolą... Pod kontrolą SPECTRE.

Chociaż postać 007 uwielbiam, to jakoś Daniel Craig w tej roli nie przypadł mi do gustu. Bond powinien być młodym, atrakcyjnym i silnym mężczyzną, a tymczasem w Spectre dostajemy zmęczonego życiem agenta, który mimo wielu romansów i przygodnych miłostek nagle zakochuje się po uszy. Na szczęście wciąż jest wygadany i potrafi zrobić niemałe wrażenie, ale dużo brakuje mu do pierwowzoru. Zdecydowanie w swoich rolach sprawdzili się Q, M i Monneypenny. Byli bezbłędni w swoich działaniach i znakomicie wykorzystali czas, który został im przeznaczony. W pewnym momencie show skradł C (już wiemy jak Moriarty wrócił do Londynu ;) ), ale na prawdę złym charakterem okazał się ktoś zupełnie inny. Ktoś, kto dawno już został przez Jamesa Bonda zapomniany.

Pomysł na spięcie wszystkich filmów z Craigiem okazał się z jednej strony trafiony (jest pewna ciągłość, dostajemy odpowiedzi na kilka pytań i mamy szansę przypomnieć sobie co ciekawsze historie), a z drugiej to totalne odejście od formy do tej pory przyjętej (każdy film to osobna historia, w której biorą udział ci sami bohaterowie, ale nie mają ze sobą związku). To tak jakby seria w serii. Został mi po seansie pewien niedosyt, bo Bond okazał się dużo mniej absorbującą i dużo bardziej wkurzającą postacią niż dotychczas. Mimo to oceniam Spectre raczej na plus - z dużej sympatii dla serii, dla całkiem przyzwoitych efektów specjalnych i zdjęć oraz występów Q, M i Monneypenny. 

środa, 21 października 2015

"Minionki" | "W głowie się nie mieści" | Filmowy zawrót głowy

Nie ma to jak lekkie opóźnienie, ale przecież "lepiej późno niż wcale". Na szarugę jesienną najlepsze są bajki, a w te wakacje było na co pójść do kina! Szczególnie najmłodsi i ci nieco starsi nie mogli narzekać na brak filmów skierowanych właśnie do nich. Przy okazji dzieciak mógł się obudzić w rodzicach... I wszystkich tych, których mimo "dorosłości" ciągnie do bajek i tym co w nich najlepsze. 


Tytuł: Minionki
Tytuł oryginalny: The Minions
Reżyseria: Kyle Balda, Pierre Coffin
Premiera: 11.06.2015 (świat), 26.06.2015 (Polska)
Produkcja: USA

Minionki już od wielu lat pomagają Gru w byciu największym złoczyńcą na świecie, ale... Czy kiedykolwiek zastanawialiście się co było z nimi przed Erą Gru? Otóż minionki od zarania dziejów poszukiwały kogoś, kto mógłby zapanować nad światem i próbowały pomóc mu w osiągnięciu tego celu, jednak zazwyczaj doprowadzały swojego przywódcę do przedwczesnego opuszczenia naszej planety. Gdy przez wiele lat małe żółte istoty nie potrafiły znaleźć nikogo, kto by nimi pokierował znalazł się śmiałek, który postanowił odszukać takowego, aby przywrócić sens życia swoim współbraciom. I tak Kevin wyruszył w świat u boku mając Boba i Stuarta. We trójkę stawiali czoła wyzwaniom, płatali figle i nic nie robili sobie ze złych postępków Scarlett O'Haracz, której chcieli wiernie służyć.

Tytuł: W głowie się nie mieści
Tytuł oryginalny: Inside out
Reżyseria: Pete Docter
Premiera: 18.05.2015 (świat), 01.07.2015 (Polska)
Produkcja: USA

Bajka, która poruszyła mnie do łez! Płakałam dzięki Szczęśliwej i płakałam razem ze Smutną. Bo "zastanawialiście się kiedyś co siedzi w naszej głowie"? Riley poznajemy w dniu narodzin. Z nią dorastamy i odkrywamy świat pełen ciepła, miłości i przyjaźni, ale też smutku strachu i niezrozumienia. Patrzymy na kolejne wybory dziewczynki przez pryzmat siedzących w jej głowie i krzątających się po zakamarkach umysłu emocji - Radości, Smutku, Odrazy, Gniewu i Strachu. Dzięki nim dowiemy się (jak głosiły pojawiające się tuż przed premierą memy) "co jeśli emocje mają emocje?" Co nas kształtuje i co sprawia, że jesteśmy tym, kim jesteśmy. Przepiękna, kolorowa i pełna humoru animacja, która trafia do widzów młodszych i starszych. Potrafi śmieszyć i wzbudzać niepokój powstrzymując się przy tym od żartów z podtekstami czy makabrycznych scen. 

niedziela, 12 kwietnia 2015

"Jupiter: Intronizacja" | Film

Tytuł: Jupiter: Intronizacjia
Tytuł oryginalny: Jupiter: Ascending
Reżyseria: Andy i Lana Wachowscy
W rolach głównych: Mila Kunis, Channing Tatum
Premiera: 27.01.2015 (świat), 06.02.2015 (Polska)
Produkcja: USA


Trudno nazwać to "świeżą recenzją", bo od obejrzenia filmu do jej napisania minęło trochę czasu... Filmu już od kilku miesięcy w kinach nie ma i pozostało tylko, no właśnie - co? Czekać na wydanie na DVD albo premierę telewizyjną? Kontynuację? Czy ogłoszenie, że projekt się nie powiódł i na tym historia się kończy?

Jupiter (Mila Kunis) to młoda dziewczyna, która zarabia na życie sprzątając domy wraz z ciotką i matką. Co dzień rano wstaje z myślą, że chciałaby żyć inaczej, z myślą, że nienawidzi swojego życia. Ma kilka marzeń - między innymi chciałaby kupić teleskop, ale za co? Nie bez wahania zgadza się na pomysł zarobku wymyślony przez kuzyna. Ma poddać się zabiegowi... Gdy już znajduje się na fotelu zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Raz stoją przed nią lekarze w kitlach, a chwilę później wyglądają jak przybysze z kosmosu. Żeby tego było mało do pomieszczenia wlatuje uzbrojony i niebezpieczny typ (Channing Tatum), który najwyraźniej próbuje ją uratować przed zgrają obcych. Dlaczego? Sprawa wcale nie jest taka prosta jak się wydaje. Jupiter chciałaby wrócić do domu, ale gdzie tak na prawdę jest jej dom? Po co Caine Wise, genetycznie zmodyfikowany łowca, ją ratował? Kto stoi za napaścią, a kto za wybawieniem młodej dziewczyny, która nie jest taka zwyczajna jak jej się wydaje? Czy dziedzictwo jej przeznaczone zostanie jej odebrane przez rodzeństwo Abrasax? 

Można by zadać wiele pytań dotyczących fabuły. Wzbudzałyby zainteresowanie, ale również zdradzały ciąg dalszy historii, która jest na prawdę ciekawa. Tak, ciekawa. Spotkałam się z wieloma recenzjami i sama oglądałam film - cokolwiek mówią o aktorach, wrażeniu ogólnym itp. to na pewno nie można zarzucić rodzeństwu Wachowskim braku pomysłów i kreatywności. Jestem ciekawa czy Jupiter: Intronizacja doczeka się kontynuacji, a jeśli tak, to kiedy. Świat, który odwiedzamy z Milą Kunis, Channingiem Tatum, Seanem Beenenm i Eddiem Redmaynem (którego bardzo chciałam zobaczyć w roli czarnego charakteru!) jest intrygujący i zaskakujący. Pełno w nim absurdów, paranoi i okrucieństwa, ale bez paniki - znajdzie się miejsce na śmiech. 

Chociaż mam pozytywne uczucia związane z filmem, to nie sposób nie zauważyć kilku dość istotnych i wpływających negatywnie na film szczegółów. Chyba, że taki był zamysł - kto to wie? Jest kilka fragmentów, w których bohaterowie zdają się zupełnie nie wiedzieć co robią w świecie, w którym się znajdują. Tak jakby aktorzy nie czuli swoich postaci, emocji i uczuć, które ich otaczają. Albo wręcz przeciwnie - przerysowują je wywołując salwy śmiechu. Zamiast kina akcji mamy wtedy do czynienia z komedią kategorii B. Jest dużo świateł, trochę dziwadeł, sporo efektów specjalnych, które nie zawsze są potrzebne. Mimo to dostrzegam sporo plusów. Wizualizacja świata, który poznajemy z główną bohaterką, jest bardzo realistyczna i bajkowa za razem. Podobały mi się też stroje - niebanalne, piękne. 

Co do aktorów - nie powiem, że byli fantastyczni. Nie powiem też, że byli beznadziejni. Najlepiej byłoby nie mówić nic, ale jak już zaczęłam to powiem, że każdy z nich zagrał przeciętnie. Nie tak dobrze jak nas do tego przyzwyczaili, ale też tą rolą nie zaprzepaścili szans na dalszą karierę i nie zasłużyli na Złotą Malinę. Wcielili się w swoje role, ubrali się w przygotowane stroje i wyszli przed kamerę. Nie było źle. Chociaż liczyłam na więcej Eddiego Redmayna w filmie, to jego brak rekompensował w dużej mierze Channing Tatum. :)

Jeśli kiedyś wyemitują w telewizji, to polecam obejrzeć, ale chyba na DVD sobie nie kupię :)

piątek, 27 lutego 2015

"Hobbit: Bitwa pięciu Armii" | Film

Seria: Hobbit
Tytuł: Bitwa pięciu Armii
Tytuł oryginalny: Battle of the Five Armies, The
Reżyseria: Peter Jackson
W rolach głównych: Ian McKellen, Martin Freeman, Richard Armitage
Premiera: 1.12.2014 (świat), 25.12.2014 (Polska)
Produkcja: USA, Nowa Zelandia

Co mogę powiedzieć o najnowszym (ale w tej chwili wcale już nie takim "nowym") Hobbicie? Że zupełnie odbiegał od pierwowzoru? Nie do końca... Że był rewelacyjny? Ale nie w każdym calu... Mam bardzo mieszane uczucia co do tej ekranizacji. Wychodziłam z kina zapłakana, bo nie da się ukryć - film był wzruszający. Pozostało jednak uczucie zawodu spowodowane niekiedy kosmetycznymi, ale momentami wręcz rażącymi zmianami w historii.

Zaczynamy tam, gdzie skończyła się poprzednia część, czyli w Esgatoth, które atakuje i pragnie doszczętnie zniszczyć Smaug. Potem, zgodnie z historią przedstawioną w książce, ruszamy do ruin miasta Dal, pod Górę, w której rezyduje już kompania Thorina Dębowej Tarczy. Oprócz ludzi i krasnoludów spotkamy tam też też Leśne Elfy, z Thranduilem na czele, pragnące odzyskać część skarbu będącego dotychczas w posiadaniu smoka. Wszystko zwieńczy, jak zdradza nam tytuł, bitwa pięciu armii. O co będzie się toczyła? Jakie zawiążą się sojusze? Po której stronie stanie Hobbit?

Szczerze mówiąc nie wiem co napisać, żeby nie zdradzić całkowicie fabuły tym, którzy nie znają książki oraz nie zadziwić za szybko tych, którzy niewątpliwie ją czytali, ale wiedzą, że filmowa wersja odbiega (nieco) od pierwowzoru. Nadmienię jednak: primo - co tam ciągle robi ta Elfka? Secundo - czemu Dain jeździ na ŚWINI? Poza tym, że chronologicznie wszystko się zgadza to oglądając tę część miałam wrażenie, że jestem w jakimś alternatywnym Hobbicie. Trudno do końca powiedzieć dlaczego... Bo przecież umierają Ci, którym taki los był pisany. Pozostali przy życiu wracają do normalności... Nawet Bilbo w końcu powraca do Shire. Ale są szczegóły. Drobnostki, przez które nie możemy (my - czytelnicy znający Tolkienowską wersję tej historii) spać spokojnie. Dla tych, którzy nie wyłapią zmian, film fabularnie będzie zdecydowanie zadowalający. Całej reszcie zostaje cieszyć się tym co jest i podziwiać kunszt twórców od strony... zdjęć, montażu i dźwięku, które stoją na wysokim poziomie!

Co do aktorów, kostiumów, ścieżki dźwiękowej itp. itd. jak zwykle przy tego typu produkcjach praktycznie brak mi zastrzeżeń. Wszystko było dopięte na ostatni guzik, perfekcyjnie dobrane (no... oprócz świni Daina). Chętnie obejrzę film jeszcze raz biorąc pod uwagę "margines błędu" na wszelakie zmiany... Ale poczekam na wersję reżyserską. :)

sobota, 21 lutego 2015

"Tajemnice lasu" | Film

Tytuł: Tajemnice lasu
Tytuł oryginalny: Into the Woods
Reżyseria: Rob Marshall
W rolach głównych: Meryl Streep, Emily Blunt, James Corden
Premiera: 13 lutego 2015 (Polska) 8 grudnia 2014 (świat)
Produkcja: USA

Pozostając w klimacie bajek... Zastanawialiście się kiedyś co by się stało gdyby w jednym lesie spotkali się bohaterowie kilku opowieści? Dajmy na to Kopciuszka, Roszpunki, Zaczarowanej Fasoli i Czerwonego Kapturka? Nie? Szczerze mówiąc, ja też nigdy o tym nie myślałam. Nie musiałam - zrobili to za mnie twórcy Tajemnic lasu. Znane bajki w zupełnie nowej, bardziej musicalowej odsłonie w wykonaniu na prawdę niezłych aktorów!

Pewnego wieczora w piekarni zjawia się zła, mieszkająca po sąsiedzku Czarownica, która wyznaje Piekarzowi, że może odczynić zły urok (który na syna ściągnął ojciec kradnąc fasolę z ogrodu wiedźmy) jeśli do północy trzeciego dnia zdobędzie dla niej cztery rzeczy - mlecznobiałą krowę, włosy w kolorze kukurydzy, szczerozłoty pantofelek i czerwoną pelerynę. Jak Piekarz i jego żona mogą wejść w posiadanie tych artefaktów? Na pewno dadzą radę jeśli poszukają w lesie... Tamtędy wiedzie droga na królewski zamek, gdzie przez trzy dni i trzy noce odbywać się będzie festiwal. Tam też idzie szlak, a właściwie ścieżka, od pewnego gospodarstwa wprost na targ. Niezbyt uczęszczanym traktem Czerwony Kapturek podąża do mieszkającej w starym dębie babci. Gdzieś pośród wzgórz i wysokich drzew mieszka też w wieży urocza panna o warkoczu w kolorze kukurydzy, długim aż do ziemi... Czy trzy doby wystarczą na zdobycie tych czterech rzeczy? Jakie wynikną z tego konsekwencje dla bohaterów?

Zanim jeszcze film się zaczął miałam przeświadczenie, że będzie dobry. Z tak wyjątkowym gronem aktorów nie mogło być inaczej. No i miałam rację! Okazał się nawet bardzo dobry. Nie było to arcydzieło, a w samej końcówce odniosłam wrażenie, że twórcy na siłę chcieli zwieńczyć tą kompilację bajek wyjątkowym morałem i tempo akcji nieco siadło. Mimo to film stał na stabilnym, dość wysokim poziomie. Kostiumy, scenografia - wszystko robiło wrażenie. Warto nadmienić, że Tajemnice lasu to musical. Jak można się zatem domyślić większość smutków, żali i radości bohaterowie wyrażali śpiewająco. Zwieńczeniem muzycznych eskapad jest zdecydowanie duet dwóch książąt - Goniącego Kopciuszka i Wielbiciela Roszpunki. Tekst, owszem zabawny, ale w połączeniu z choreografią pozostawia niezapomniane wrażenie!


Cóż, podsumowując: nie wywołuj wilka z lasu! Nie zbaczaj ze ścieżek! Nie uciekaj trzy razy temu samemu facetowi! Nie oddawaj krowy za fasolę! Nie daj się podpuścić ładnej buzi! No i oczywiście... nic nie jest takie "jak w bajce". Na prawdę warto wybrać się do kina!

sobota, 8 listopada 2014

"Rogi" | Film

Tytuł: Rogi
Tytuł oryginalny: Horns
W rolach głównych: Daniel Radcliffe
Gatunek: Horror
Reżyseria: Alexandre Aja
Polska premiera: 31. października 2014
Produkcja: USA, Kanada

Ostatnimi czasy wzrosła u mnie oglądalność filmów i nieco spadła ilość czytanych książek... Ale na szczęście całkiem literatury nie zostawiłam, a filmy, które mam przyjemność oglądać są na prawdę dobre. Mniej lub bardziej realistyczne, ale ciekawe i intrygujące. Do takich zdecydowanie mogę zaliczyć Rogi. Film jest zeszłoroczną produkcją, która dopiero niedawno zagościła na ekranach naszych kin. 

Ig (Daniel Radcliffe) i Merrin (Juno Temple) byli uroczą parą. Byli, bo Merrin została zamordowana. Jednego dnia śmiała się, planowała i decydowała o swojej przyszłości, a kolejnego już nie żyła. Sąsiedzi, rodzina i policja widzieli tylko jednego winnego jej śmierci - według nich sprawcą był Ig. "Tak, wierzymy, że ją kochałeś. Zbrodnie najczęściej popełnia się z miłości, nie z nienawiści." Jedyną osobą, która wspierała go i broniła od zarzutów był Lee - najlepszy przyjaciel chłopaka. Jako jedyny nie widziała też... rogów, które pewnego dnia wyrosły na czole Ig'a. Za ich sprawą ludzie w jego obecności skłonni byli do robienia rzeczy zupełnie niezgodnych z ich naturą i z obowiązującymi normami. Czy rogi, które każdy może zobaczyć, są przekleństwem i oznaką winy? Czy może nieadekwatnie do tego z czym nam się kojarzą mają być błogosławieństwem?

Przez większość seansu byłam jak w transie. Motyw oskarżonego, niekoniecznie winnego chłopaka skrzywdzonej dziewczyny nie jest mi obcy, ale nie na tym skupia fabuła Rogów. To, co jest na prawdę istotne w tym filmie, to nie odszukanie winnego by oczyścić się z zarzutów (co oczywiście również jest dość ważne), ale wymierzenie kary. Ig starając się dowiedzieć co się stało tej feralnej nocy cofa się do wspomnień sprzed kilku dni i sprzed kilku lat. Dzięki temu poznajemy historię znajomości z Merrin, poznajemy ich przyjaciół. Wszelkie waśnie z dzieciństwa, niezałatwione sprawy, drobne przysługi... Wszystko takie niewinne i takie brzemienne w skutki! Tytułowe rogi są ważnym elementem fabuły, który do ciekawej historii dodaje odrobinę paranormalności. To one są powodem wielu powodzeń jak i niepowodzeń głównego bohatera. Mam też wrażenie, że to przez nie film nosi miano horroru, a nie dramatu lub thrillera. 

Efektów specjalnych nie ma może zbyt wiele, ale te, które się pojawiają są na całkiem przyzwoitym poziomie. Rogi bardzo mi się podobały, tak samo jak pełzające wszędzie węże. Żeby jednak być całkiem szczerą muszę przyznać, że przesadzono z udziwnieniami w scenie finałowej. No nie, po prostu nie! Gdyby nie fantazyjnie odstrzelona głowa, balrog i płonący anioł byłabym w stanie to zaakceptować, ale to już było dla mnie za dużo! W efekcie całą akcję skwitowałam tylko stwierdzeniem "W jaki sposób on pomaga mu chodzić? Dostał w udo! Powinien wykrwawić się w ciągu 4 minut, a ta scena trwa już 5!" zamiast powiedzieć "Ale czadowo wygląda!".

Co do obsady - aktorzy zagrali na prawdę świetnie! Jedną z zabawniejszych rzeczy w tym filmie było oglądanie "młodego Pottera" - wspomnień z dzieciństwa Ig'a, w którym grany jest przez Mitchell'a Kummena. I ta myśl przecinająca umysł jak błyskawica - "Harry tak nie wyglądał!". Ale tak zupełnie serio wypada powiedzieć, że Daniel Radcliffe to kawał dobrego aktora. Owszem, prawdopodobnie do końca życia będę utożsamiała go z rolą Chłopca Który Przeżył, ale grając potrafi wykreować zupełnie inną postać, zerwać z dotychczasowym wizerunkiem i stworzyć coś nowego. Bardzo spodobali mi się też Lee grany przez Max'a Minghella oraz brat Ig'a - Terry, w którego wcielił się Joe Anderson. Byli najbardziej charakterystycznymi postaciami drugoplanowymi w tym filmie. Dodawali akcji pikanterii i tajemniczości.

O fabule było, a efektach specjalnych i aktorach też. Mogłabym dorzucić jeszcze parę słów o zdjęciach i muzyce, ale te nie wyróżniały się niczym specjalnym. Spełniały swoje role znakomicie, czyli przekazywały to co mieliśmy zobaczyć, wzmacniały ten przekaz i budowały napięcie. Idealnie wkomponowały się, a może połączyły wszystkie czynniki budujące ten film. Co z tego wyszło? Musicie zobaczyć sami. Mi osobiście Rogi przypadły do gustu, chociaż jedną czy dwie sceny mogłabym zupełnie wyrzucić lub chociaż drastycznie zmienić. Mimo wszystko, a może właśnie dlatego polecam serdecznie.

wtorek, 4 listopada 2014

"Zaginiona dziewczyna" | Film

Tytuł: Zaginiona dziewczyna
Tytuł oryginalny: Gone Girl
W rolach głównych: Ben Affleck, Rosamund Pike
Gatunek: triller, dramat
Reżyseria: David Fincher
Polska premiera: 10. października 2014
Produkcja: USA


W tym tygodniu udało mi się skraść kilka wolnych chwil i uciec ze świata liczb, bramek logicznych i języka C++ do... kina. Tak właśnie. Uciekłam i biegnąc na oślep trafiłam na Zaginioną dziewczynę. No może nie tak całkiem na oślep, bo prawdę mówiąc podążałam za tłumem pragnącym zobaczyć ten film. Ale grunt, że trafiłam. 

Amy i Nick są dokładnie pięć lat po ślubie. Od niedawna mieszkają w małym miasteczku w Missouri, gdzie przeprowadzili się z Nowego Jorku. Ich życie nie układa się tak kolorowo jak dawniej. Oboje stali się tacy, jakimi nigdy nie chcieli być: On - marudzącym nieudacznikiem wiecznie przesiadującym w barze, Ona - zrzędliwą panią domu. Gdy w dniu 5. rocznicy ślubu Ona znika.... On staje się głównym podejrzanym o zabójstwo. Poszukiwania Niezwykłej Amy trwają, śledztwo posuwa się naprzód i z każdą chwilą jest coraz więcej dowodów na winę Nick'a. Napięcie rośnie, gdy na jaw zaczynają wychodzić dowody świadczące o jego niewinności i pojawia się myśl: może to jednak nie było tak?

Zaginiona dziewczyna to film, który ma wiele atutów. Wyliczanie mogę zacząć od znakomitej obsady: Ben Affleck w roli Nicka i Rosamund Pike jako Amy, jego żona, to para znakomicie dobrana. Tworzą razem prześliczny obrazek, ale pod maską cudownego małżeństwa skrywają brudne tajemnice. Jako jednostki Amy i Nick są równie wyraźni. Ona pozornie bezbronna potrafi zadbać o siebie jak mało kto, On rozdarty miedzy tym co jest, a tym co powinno być stawia czoła sytuacji, w której się znalazł. 

Kolejną mocną stroną tego filmu, od której w zasadzie powinnam była zacząć, jest fabuła. Żaby nie zdradzać zbyt wiele skupię się jedynie na początku akcji i budowaniu napięcia, które narasta z każdą minutą. Wyobraźmy sobie dzień jak co dzień. Wyjście z domu, standardowe odwiedziny w barze, rozmowa z siostrą i nagle... telefon od sąsiada: kot biega przed domem. Cóż zrobić - skoro kot przed domem, to pewnie ktoś nie domknął drzwi. Czyli, że żona wyszła i zapomniała, albo może on ich nie zamknął, a ona siedzi gdzieś na górze... No trudno, trzeba wrócić. Powrót nieśpieszny, bo przecież kot od siedzenia na dworze nie zdechnie. Po wejściu do domu... narastająca panika. Drzwi niedomknięte, żony nie ma. W salonie przewrócony stolik, rozbite szkło. Co mogło się stać? Policja, przesłuchanie. Nagle z "dnia jak co dzień" Nick trafia do piekła. Okazuje się, że Amy zniknęła, przepadła bez śladu. Wszystkie ślady jakie udało się znaleźć policji świadczą na niekorzyść Nicka. Ten z kolei wygląda na oszołomionego i sprawia wrażenie niezdolnego do zarzucanych mu czynów. Czy jest znakomitym aktorem czy może ofiarą misternie utkanej intrygi? Czy sprawca całego zamieszania działał w pojedynkę? Czym się kierował? To i wiele innych pytań przychodzi do głowy jak lawina. Odpowiedź na wiele z nich odnajdziemy dość szybko, a mimo to film nie staje się nudny - przeciwnie! My wiemy coś, czego nie wiedzą bohaterowie. Czekamy w napięciu na ich ruch znając zagranie przeciwnika...

Czy były jakieś słabe strony? Jeśli tak, to nie zwróciłam na nie większej uwagi. Można by dopatrywać się jakichś niedociągnięć czy niespójności... ale szczerze mówiąc - nie warto na siłę.

Pójście na Zaginioną dziewczynę do kina było strzałem w dziesiątkę! Film poruszył kilka cięższych kwestii - jak na dramat przystało. Trzymał w napięciu, co moim zdaniem jest warunkiem wystarczającym do nazwania go thrillerem. Fabuła była spójna, bohaterowie realistyczni. Pomysł... nie wpadła bym sama na takie rozwiązanie! Zdecydowanie pozytywnie oceniam ten film i polecam serdecznie :)

niedziela, 2 listopada 2014

"X-Men" | Film

Seria: X-Men
Tytuł / Tytuł oryginalny: X-Men
W rolach głównych: Hugh Jackman, Patrick Steward, Ian McKellen
Gatunek: Sci-Fi, Akcja
Reżyseria: Bryan Singer
Polska premiera: 13. października 2000
Produkcja: USA

Spotkania z X-Menami czas zacząć. Dziwię się, że dotąd nie miałam okazji obejrzeć ani jednaj części z tej serii... Zapalnikiem okazał się najnowszy film X-Men: Przeszłość, która nadejdzie. Widziałam go w kinie jakiś czas temu i postanowiłam nadrobić zaległości i zapoznać się z historią X-Menów. Czy było warto? Na razie jak najbardziej tak!

Z Marie coś jest nie tak. Gdy chłopak, z którym się całuje nagle dostaje drgawek i ledwie uchodzi z życiem dziewczyna postanawia uciec jak najdalej od domu. Okazuje się, że na dalekiej północy jest zupełnie inaczej niż sobie wyobrażała. Przez szczęśliwy, a może nieszczęśliwy zbieg okoliczności spotyka mężczyznę nazywanego przez wszystkich Wolverine. Szybko okazuje się, że on też nie jest normalny - regeneruje się z niesamowitą szybkością, a ponadto z wierzchu dłoni wyrastają mu trzy metalowe pazury. Wolverine jej jedyną szansą na wydostanie się z ponurego miasteczka. Gdy już ruszą w drogę ktoś postanowi ich zatrzymać. Ktoś inny przyjdzie z pomocą i da schronienie. W ten sposób Marie i Logan trafią do Szkoły dla Utalentowanych profesora Charlesa Xaviera. Jednak nie będzie ona końcem, a zaledwie początkiem przygody. Kto i dlaczego na nich napadł? Kim jest Magneto? Jaki związek z tym wszystkim ma tocząca się debata na temat Mutantów?

Cóż mogę powiedzieć? Jeśli nie to, że na prawdę mi się podobało, to nie wiem co. Począwszy od ciekawej fabuły, na którą składa się historia poszczególnych postaci, ogólna sytuacja społeczna oraz relacje między jednym a drugim, a skończywszy na dynamice obrazu i dźwięku. Nie było to porażające i powalające z nóg dzieło, ale film na wysokim poziomie, przy którym w napięciu oczekiwałam na dalszy rozwój akcji. Muszę również dodać, że oprócz wymienionych powyżej czynników pojawia się wiele innych. Na przykład Hugh Jackman, który zyskał moją sympatię wcielając się w rolę Wolverina. Tak na prawdę podobała mi się gra aktorska całej obsady: w rolach Profesora i Magneto Patrick Steward oraz Ian McKellen, Halle Berry jako Storm, James Marsden - Cyklop, w roli Marie Anna Paquin oraz Pamke Janssen jako Jean. Oprócz nich uczniowie Szkoły dla Utalentowanych, czarne charaktery i przechodnie. Wszyscy oni stworzyli alternatywną rzeczywistość, w której znajdujemy się oglądając X-Men'ów.

Polecam bardzo! Jeśli ktoś jeszcze nie miał styczności z tą serią to musi to zmienić, jeśli miał - może sobie przypomnieć początki. :))

sobota, 12 lipca 2014

"Czarownica" | Film

Tytuł: Czarownica
Tytuł oryginalny: Maleficent
W rolach głównych: Angelina Jolie
Gatunek: Fantasy, Familijny
Reżyseria: Robert Stromberg
Polska premiera: 30. maja 2014
Produkcja: USA

Czego spodziewałam się idąc na Czarownicę? Niewątpliwie ciekawej, niebanalnej historii. I właśnie to otrzymałam! Historię o Śpiącej Królewnie zna każdy. Były tam trzy dobre wróżki i jedna zła, ale nikt nigdy nie dociekał dlaczego ona była zła. W końcu w każdej bajce musi być jakaś postać, która spędza sen z powiek wszystkim pozostałym. Czarownica to trochę taki "fan-art" i wariacje na temat motywacji Diaboliny. Uważam go za bardzo udany.

W sąsiedztwie, w pokoju żyły ze sobą dwa królestwa. Jedno rządzone przez króla, drugie nieposiadające władcy. Jedno pragnące wzbogacać się i powiększać terytorium, drugie cieszące się darami natury i porządkiem, który panuje. Jedno było królestwem ludzi, drugie wróżek i innych stworzeń magicznych. Ludzie nigdy nie zapuszczali się do puszczy, bo bali się jej mieszkańców, ale pewnego dnia to miało się zmienić... Kiedy młody chłopiec, Stefan, zyskał przyjaźń swojej rówieśniczki, wróżki o imieniu Diabolina, wszystko wydawało się nadzwyczaj piękne. Jednak chęć zdobycia władzy i chęć posiadania na zawsze zmieniły jego, Diabolinę i oba królestwa. Zdradzona niewinna wróżka zmieniła się w żądną zemsty czarownicę. Rzuciła urok na Aurorę - nowo narodzoną księżniczkę wrogiego już królestwa. Nie mogła wtedy wiedzieć, że ta klątwa zmieni również ją... Jaka była Diabolina? Kto tak na prawdę jest dobry, a kto zły?

Wszystko zależy od punktu widzenia. Dobrze znana wszystkim bajka mówi, że król był dobry, a czarownica zła. Co jeśli było odwrotnie? Tego dowiemy się oglądając Czarownicę. Do gustu przypadła mi nie tylko fabuła, ale film jako całość. Przepiękne zdjęcia, niesamowite kolory i charakteryzacje. Świat przedstawiony na filmie był jak prawdziwy, z tą tylko różnicą, że bardziej niesamowity. Efekt 3D dodatkowo wzmacniał to wrażenie. Była też jak zwykle przepiękna Angelina Jolie w roli Diaboliny, Elle Fanning jako Aurora - urocza i dostojna. Ponadto Król (Sharlto Copley), Książę Filip (Brenton Thwaites), a także zmieniający się w krótka Sam Riley. Znakomita obsada! Przyjemnie oglądało się ich otoczonych bajkowym krajobrazem. Jeśli chodzi o trzy Dobre Wróżki - nie przypadły mi do gustu. W tej znanej nam wersji bajki były nieporadne, ale nie irytujące. Kłóciły się i przekomarzały, ale raczej z pozytywnym nastawieniem. Tutaj, jak wszystko, zostały przedstawione opacznie. I to jedyna rzecz, która drażniła mnie podczas seansu.

Film raczej na plus. Nawet na bardzo duży, bo wyszłam z kina z przekonaniem, że wydałam pieniądze na coś, co mi się podobało. Warto było czekać do końca, bo na napisach leci "Once upon a dream" (piosenka znana z rysunkowej wersji Disney'owskiej Śpiącej Królewny) w wykonaniu Lany Del Ray. Bardzo polecam wszystkim miłośnikom  Disneya, bajek, opowieści o księżniczkach, wróżkach... :)

środa, 9 lipca 2014

"Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz" | Film


Tytuł oryginalny: Captain America: The Winter Soldier
Tytuł: Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz
W roli głównej:  Chris Evans
Gatunek: Science-Fiction, Przygodowy
Reżyseria: Joe Russo
Polska premiera: 26. marca 2014
Produkcja: USA


Kolejna odsłona przygód Kapitana Ameryki. Tym razem nie będzie on walczył przeciwko nazistom, ani też przybyszom z innego świata. Nie stanie u boku Avengersów, ale będzie musiał podjąć walkę sam. No może nie do końca sam... Przecież pomaga mu Czarna Wdowa.

Kapitan Steve Rogers już na dobre zadomowił się w nowym świecie. Przynajmniej takie można odnosić wrażenie, bo wszystko powoli zaczyna się układać. Niestety zbyt powoli. Następuje seria ataków, między innymi na Nicka Fury'ego, za które odpowiedzialny jest tajemniczy Zimowy Żołnierz. Kapitan Ameryka nigdy o nim nie słyszał, ale to nic dziwnego - przecież przez kilkadziesiąt lat tkwił w bryle lodowej! Najdziwniejsze jest jednak to, że Zimowemu Żołnierzowi przypisywane są różne ataki już od kilku dziesiątek lat, a na dodatek mało kto widział go na prawdę. Czy jest tylko legendą, czy Steve wraz z Czarną Wdową będą musieli zmierzyć się z potworem?

Pierwsza wskazówka - NIE CZYTAJCIE OBSADY ZANIM WYBIERZECIE SIĘ NA FILM. Czar pryska, kiedy zbyt szybko wie się za dużo. Tajemnica musi zostać rozwiązana podczas seansu, nie wcześniej! Poza tą zagadką w filmie mamy do czynienia z kilkoma innymi, bo jak zwykle nie wiadomo kto tak na prawdę jest dobry, a kto tylko udaje. Co tak na prawdę było celem zamachów, a co tylko miało odwrócić uwagę?

Efekty specjalne, szybkie tempo akcji, na prawdę rewelacyjni aktorzy - to właśnie składa się na sukces filmu Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz. Zabawne dialogi oprócz standardowych kwestii w filmach sensacyjnych, bo w końcu to science fiction oparte na komiksie. Masa śmiechu połączona z grozą sytuacji i tajemnicą, która może okazać się zgubna nie tylko dla bohaterów, ale dla całej Ameryki. Ba! Dla całego świata. Nic nie będzie takie jak dawniej jeśli Kapitan Ameryka i Czarna Wdowa nie wypełnią misji jak należy. Nie będzie to proste, bo wszyscy i wszystko będzie przeciwko nim... Jeśli lubicie kino akcji, Marvela, komiksy - to jest właśnie film dla Was!

niedziela, 6 lipca 2014

"Piękne istoty" | Film

Tytuł oryginalny: Beautiful Creatures
Tytuł: Piękne istoty
W rolach głównych: Alden Ehrenreich, Alice Englert
Gatunek: Fantasy, Melodramat
Reżyseria: Richard LaGravenese
Polska premiera: 13. lutego 2013
Produkcja: USA


Kiedy w zeszłym roku film wszedł do kin słyszałam wiele opinii. Zarówno pozytywnych jak i negatywnych. Nie udało mi się jednak wtedy go zobaczyć, ale niedawno nadarzyła się okazja, więc obejrzałam. I co ja mam o tym sądzić?

Do miasteczka Gatlin przybywa Lena (Alice Englert), dziewczyna zamieszkuje ze swoim wujem Maconem (Jeremy Irons), którego wszyscy się boją i mają za dziwaka. Z tego właśnie powodu już pierwszego dnia w szkole zaczynają się jej problemy... Wszyscy się z niej naśmiewają z wyjątkiem Ethana (Alden Ehrenreich). Chłopak chce wyrwać się z małego miasteczka, ma ambicje w przeciwieństwie do większości ludzi zamieszkujących Gatlin. Uwielbia książki i to właśnie o nich zaczyna rozmawiać z Leną. Ich relacja rozwija się, przyjaźń, zakochanie... Jednak nie wszystko jest normalne. Lena jest Obdarzona. Posiada wielką moc, która może przysłużyć się dobru lub złu. Jednak zanim się okaże czy dziewczyna należy do Światła czy do Ciemności musi ukończyć 16. rok życia. Do tego czasu może cieszyć się miłością Ethana, później - wszystko zależy od tego, czy zdoła pokonać klątwę...

Historia jest na prawdę ciekawa. Nawet sam zarys fabuły prezentuje się dobrze, nie mówiąc już o tym co otrzymujemy, gdy zaczniemy oglądać. Dobrze nie znaczy wspaniale. Piękne istoty nie są arcydziełem, ale przyjemną opowiastką dla młodzieży. Na film składa się wiele czynników. Niektóre z nich po prostu nie zostały uwzględnione lub pominięto je, nie dokończono w procesie tworzenia. Mamy zatem świetne zdjęcia, scenografię i stroje. Są mało znani, ale zabawni, pełni charyzmy i uroku aktorzy, którzy w zadowalającym stopniu odgrywają swoje role. Mamy wreszcie niebanalną historię. Czego więc zabrakło? Czy chodzi o przekombinowane, trochę tandetne efekty specjalne, czy może o nieprzemyślane rozwinięcie niektórych wątków? Trudno mi powiedzieć. Czegoś jednak zabrakło. Czegoś, co sprawia, że film jest po prostu kolejną opowieścią o magicznych stworzeniach borykających się z ludzkimi problemami, a nie dziełem, o którym będzie się mówiło i do którego chce się wrócić.

Przeczytałam kilka recenzji, obejrzałam film i wciąż zastanawiam się dlaczego ludzie porównują Piękne istoty do Zmierzchu. Oprócz tego, że chłopak zakochuje się w nowo przybyłej do miasteczka dziewczynie oba filmy nie mają ze sobą nic wspólnego. Dlatego czasem nie warto czytać recenzji... Podsumowując - Piękne istoty to historia inna niż pozostałe, ciekawa, niebanalna. Szkoda, że została została tak niedopracowana (lub może zbyt dopracowana? tak, że aż przepracowana...?). Można miło spędzić czas oglądając Piękne istoty, ale trzeba być w odpowiednim nastroju.

czwartek, 3 lipca 2014

"Iron Man 3" | Film

Tytuł / Tytuł oryginalny: Iron Man 3
W roli głównej:  Robert Downey Jr
Gatunek: Science-Fiction, Przygodowy
Reżyseria: Shane Black
Polska premiera: 9. maja 2013
Produkcja: USA, Chiny


Przed nami najnowsza odsłona przygód superbohatera w żelazie. Iron Man 3 to według mnie najlepsza z trzech części opowiadających o przygodach Tony'ego Stark'a. Jest tu jeszcze więcej akcji, jeszcze więcej szalonych pomysłów głównego bohatera i jeszcze więcej adrenaliny.

Pepper odwiedza stary znajomy i stara się ją namówić do współpracy przy badaniach nad jego niezwykłym projektem. Jako prezes Stark Industries mogłaby pokryć część kosztów badań lub udostępnić mu laboratoria. Aldrich Killian otrzymuje jednak odpowiedź odmowną. W tym samym czasie na świecie dochodzi do serii ataków terrorystycznych, za które odpowiedzialność bierze tajemniczy Mandaryn. Zaczyna panować chaos i panika, ponieważ po wybuchach nie zostaje nic - z bomb i ludzi. Nieszczęśliwy zbieg wydarzeń czy też precyzyjny plan sprawia, że Iron Man musi podjąć wyzwanie i ruszyć w świat by walczyć o to, co ma w życiu najcenniejszego.

Po raz kolejny roztacza się przed nami obraz świata science-fiction, w którym jest miejsce na latające zbroje z żelaza, na prawdę bardzo dużo latających zbroi z żelaza, i niezwykłe rozwiązania... botaniczne. Film jest przesiąknięty nowinkami technologicznymi i wizją świata przyszłości, ale nie jest to uciążliwe. Wręcz przeciwnie - nadaje Iron Man'owi 3 niepowtarzalny klimat. Musimy jednak pamiętać, że nie tylko ci dobrzy mają wielką siłę, ale zaawansowaną bronią władają przede wszystkim złoczyńcy. W tej części są oni bardzo... wyjątkowi, dają czadu i są wybuchowi! Film pełen jest humoru, który idealnie pasuje zarówno do Tony'ego Stark'a - playboya, megalomana, jak i niepowtarzalnego odtwórcy jego roli - Roberta Downey'a Jr. Pozostali bohaterowie, którzy towarzyszą Iron Man'owi od samego początku też mają swoje pięć minut w tej części.  Zostaje zachowany idealny balans między akcją, a humorem, żelaznym superbohaterem, a pozostałymi postaciami.

Iron Man 3 to najbardziej niesamowita część opowiadająca o przygodach Tony'ego Starka. Oprócz jak zwykle niezawodnej Pepper, uszczęśliwionego nową posadą Happy'ego i ustatkowującego się Iron Man'a mamy całą plejadę dobrych i złych bohaterów, którzy swoją obecnością potrafią rozruszać towarzystwo. Są w stanie zaproponować nam całkiem zgrabną intrygę z efekciarską sceną finałową. Znajdzie się nawet chwila na wzruszenie... Na prawdę gorąco polecam! 

poniedziałek, 30 czerwca 2014

"22 Jump Street" | Film

Seria: Jump Street
Tytuł / Tytuł oryginalny: 22 Jump Street
W rolach głównych: Jonah Hill, Channin Tatum
Gatunek: Komedia
Reżyseria: Phil Lord
Polska premiera: 13. czerwca 2014
Produkcja: USA

Druga, zdecydowanie lepsza odsłona przygód Schmidta i Jenko - policjantów, którzy pracując pod przykrywką odszukują dilerów narkotykowych. Tym razem wybierają się nie do liceum, ale na studia! Jeszcze więcej imprez, jeszcze więcej narkotyków i jeszcze więcej śmiechu!

Schmidt i Jenko pracują teraz przy Jump Street 22 (budynek przy Jump Street 21 - kościół z koreańskim Jezusem - odkupili Koreańczycy). Wciąż poszukują dilerów narkotykowych, ale nie idzie im to. Wszystko ma się zmienić, kiedy zostają wysłani na studia. Znów otrzymują nową tożsamość, znów mają rozpracować sieć narkotykowego kartelu. Wszyscy powtarzają, że sprawa jest "dokładnie taka sama, jak poprzednia". Jednak okazuje się, że robiąc znów to samo do niczego nie udaje im się dojść. Trzeba spróbować czegoś nowego, tylko czego? Jedynym tropem jest zdjęcie, na którym widać zmarłą z przedawkowania dziewczynę i człowieka bez twarzy. Współpraca Jenko i Schmidta nie klei się. Ten pierwszy odnalazł bratnią duszę w Zook'u, który gra w futbol, za to drugi się zakochał. Czy mimo to uda im się odnaleźć dilera? Może ta sprawa rzeczywiście jest dokładnie taka sama jak poprzednia?

Po raz kolejny mocną stroną filmu okazali się bohaterowie. Głównie oni byli przyczyną mojego niekończącego się śmiechu. Oprócz wciąż zachwycających Jenko i Schmidta mieliśmy całą plejadę zabawnych postaci. Począwszy od Zooka, przez Mayę - dziewczynę Schmidta, Kapitana Dicksona, Mercedes - współlokatorkę May'i, bliźniaków Yong'ów, a skończywszy na Duchu - przywódcy narkotykowego kartelu, z którym policjanci z Jump Street mierzą się na początku filmu. Wszyscy oni są jedyni w swoim rodzaju. Tworzą niesamowitą atmosferę. Słowne gagi i sytuacje, w których wszyscy oni biorą udział były tak komiczne, że nieraz cała sala wybuchała śmiechem. Niektóre żarty były tak wieloznaczne, że aż trudno w to uwierzyć! Film jest kierowany zdecydowanie do tej trochę starszej publiczności, która oglądając 22 Jump Street na pewno będą bawić się znakomicie! Wisienką na torcie jest ostatnie 5 - 10 minut filmu - rewelacja. Polecam : )

niedziela, 29 czerwca 2014

"21 Jump Street" | Film

Seria: Jump Street
Tytuł/Tytuł oryginalny: 21 Jump Street
W rolach głównych: Jonah Hill, Channing Tatum
Gatunek: komedia, kryminał
Reżyseria: Michael Bacall
Polska premiera: 13. lipca 2012
Produkcja: USA

Cóż mogę powiedzieć? Niesamowity duet, wiele śmiechu i kryminalna zagadka do rozwiązania. To właśnie przepis na komedię doskonałą! Jeśli dodamy jeszcze do tego Chaninnga Tatum i fakt, że on i Jonah Hill udają licealistów (będąc prawie 30-letnimi policjantami) możemy liczyć na prawie dwie godziny dobrej zabawy.

Schmitd i Jenko chodzili razem do liceum, a potem obaj trafili do szkoły policyjnej. Chociaż nie przepadali za sobą w przeszłości (w zasadzie to wręcz się nie znosili) to postanowili pomóc sobie i dzięki tej współpracy obaj ukończyli szkołę i zostali policjantami a nawet partnerami. Po dość poważnym błędzie podczas aresztowania zostają przesunięci do wydziału na Jump Street, który przez większość policjantów nie jest traktowany poważnie. Tam Jenko i Schmitd otrzymują zadanie - wrócić do liceum i odnaleźć dilera narkotykowego. Zyskują nową tożsamość i wracają do czasów szkolnych. Jenko, który zawsze był uwielbiany odkrywa nagle, że teraz w liceum jest zupełnie inaczej - nie potrafi się odnaleźć, nie należy do "elity". Egzystuje na marginesie szkolnego ekosystemu. Za to Schmitd, który kojarzy liceum z najgorszym okresem swojego życia, poznaje dziewczynę i staje się najbardziej zaufanym człowiekiem szkolnego gwiazdora. Jak odnajdą się w nowych rolach? Czy odnajdą dilera?

Pomysł na film jest na prawdę rewelacyjny. Oczywiście intryga nie jest aż tak misterna, żeby nie można było spróbować zgadywać kto jest głównym podejrzanym, ale pomimo to dałam się zaskoczyć. Bohaterowie również są niesamowici. Jenko i Schmitd stanowią duet bardzo stereotypowy: przystojny sportowiec, trochę niekumaty i niski, inteligentny grubasek. Oprócz tego nadopiekuńczy rodzice Schmidta, którzy na czas akcji byli również rodzicami Jenko, znany w całej szkole Eric, Pan Walters - nauczyciel od wychowania fizycznego, Kapitan Dickson... Wszyscy oni sprawili, że nie mogłam spokojnie wysiedzieć. Oglądałam wciąż się śmiejąc. Polecam serdecznie!

sobota, 28 czerwca 2014

"Sąsiedzi" | Film

Tytuł oryginalny: Neighbors
Tytuł: Sąsiedzi
W rolach głównych: Zac Efron, Seth Rogen, Rose Byrne
Gatunek: Komedia
Reżyseria: Nicholas Stoller
Polska premiera: 9. maja 2014
Produkcja: USA


Film tak głupi, że aż śmieszny! Na prawdę zastanawiam się czasami skąd ludzie biorą pomysły na filmy... Nie żebym się nudziła oglądając Sąsiadów - co to to nie! Po prostu sama bym chyba na coś takiego nie wpadła...

Młode małżeństwo zaczyna układać sobie życie. Mają piękną małą córeczkę, wprowadzają się do nowego domu, życie układa im się tak dobrze jak to tylko możliwe. Ale nic nie trwa wiecznie... Do domu obok wprowadza się bractwo studenckie i chociaż na początku między sąsiadami panuje atmosfera jak najbardziej pokojowa dochodzi do pewnego zgrzytu. Od tej pory już nic nie będzie takie samo. Pełne werwy małżeństwo zrobi wszystko żeby pozbyć się studentów z sąsiedniej parceli, a członkowie bractwa będą się prześcigać w wymyślaniu sposobów na uprzykrzenie życia sąsiadom. 

Zabawne dialogi, nietuzinkowe pomysły... Wszystko byłoby bardzo fajnie gdyby to nie było aż tak głupkowate. Chociaż prawdę mówiąc po prostu dało się wyczuć klimat amerykańskiej komedii. Takiej, przy której nie trzeba myśleć nic a nic, wystarczy patrzeć i się śmiać. Chyba dlatego uważam film za całkiem dobry. Nie jest to na pewno film, który koniecznie chciałabym zobaczyć raz jeszcze, ale nie żałuję, że wybrałam się na niego do kina. Było warto dla tych kilku sąsiedzkich intryg i kilku przystojnych, młodych aktorów... Jeśli chodzi o samych bohaterów to muszę przyznać, że aktorzy odwalili kawał dobrej roboty. Wszyscy są dokładnie tacy, jacy powinni być stereotypowi studenci, sąsiedzi i... no cóż, młode małżeństwa chyba nie wyglądają w ten sposób w stereotypach. Było lekko i zabawnie. Film nie jest może warty wydawania na niego pieniędzy na bilet do kina, ale jeśli kiedyś pojawi się w telewizji, to można obejrzeć go po to, żeby się trochę pośmiać.

piątek, 13 czerwca 2014

"Avengers" | Film

Tytuł / tytuł oryginalny: Avengers
W rolach głównych: Chris HemsworthRobert Downey Jr, Chris Evans, Mark Ruffalo, Scarlett Johansson, Jeremi Renner, Tom Hiddleston
Gatunek: Science-Fiction, Przygodowy
Reżyseria: Joss Whedon
Polska premiera: 11. maja 2012
Produkcja: USA

Oto jest! Ważna chwila dla superbohaterów MARVEL'A nadeszła. Wszyscy oni przybyli (z bardzo dalekich zakątków świata) by ratować Ziemię, której zagraża wielkie niebezpieczeństwo. Jak poradzą sobie samotnie dotąd walczący bohaterowie? W grupie siła czy jednak Projekt Avengers nie ma szans na powodzenie?

Podczas poszukiwań Kapitana Ameryki, wiele lat temu, na dnie oceanu zamiast niego znaleziono potężny artefakt - Tesserakt. Teraz ktoś się o niego upomina. Loki, który według wszystkich w Asgardzie przepadł na wieki, przyjmuje moc z rąk potężniejszych od siebie istot i obiecuje im, że odnajdzie Tesserakt oraz poprowadzi ich armię na Ziemię. W obliczu zagrożenia, które stwarza przybysz z innego świata Nick Fury postanawia rozpocząć Projekt Avengers. Do gry o wysoką stawkę, którą jest uratowanie Ameryki i Świata, zaproszeni zostają Czarna Wdowa, Kapitan Ameryka, Iron Man, a także doktor Banner - Hulk. Niespodziewanie zjawia się też Thor, który wprowadza niemało zamieszania. Tej niecodziennej ekipie przyjdzie zmierzyć się nie tylko z Lokim i armią, którą dowodzi, ale też agentem Tarczy Sokolim Okiem oraz z astrofizykiem Erikiem Selvigiem. Jak poradzą sobie Avengersi? Przekonajcie się sami!

Jak nietrudno zauważyć wszystkie filmy MARVEL'A są ze sobą powiązane. Jeśli nie oglądaliśmy poprzednich możemy mieć pewne kłopoty z ustaleniem skąd coś się wzięło, ale nie jest to uciążliwe. Najważniejsze informacje są nam zaserwowane z dużą dawką humoru i fajerwerków, więc nie powinniśmy się pogubić. W Avengersach występuje cała plejada superbohaterów, a co za tym idzie ścierają się ze sobą ich osobowości tworząc przy tym niepowtarzalny klimat. Dochodzi między nimi do sprzeczek częściej niżby sobie tego życzyli zapewne. Tony Stark podchodzi do wszystkiego na luzie, nie przestrzega zasad, nie podlega regułom, co bardzo nie podoba się Rogersowi. Kapitan Ameryka przywykł do wykonywania rozkazów i nie może zrozumieć zachowań Iron Man'a. Dr Banner stara się za wszelką cenę nie denerwować, ale nie przychodzi mu to łatwo przy ciągłych docinkach Starka. Czarna Wdowa również nie zawsze trzyma nerwy na wodzy. Thor zdaje się być ponad to wszystko - przecież jest synem Odyna! 

Mimo zgrzytów, sprzeczek i różnic poglądów bohaterowie muszą podjąć kroki, które zapewnią spokój mieszkańcom Ziemi. Wydawałoby się, że przy ciągłych wybuchach, pościgach i zasadzkach nie ma miejsca na żarty, ale znajdziemy w Avengersach sporą dawkę komiksowego humoru. Będzie chwila na otarcie łez, ale znacznie częściej będziemy wstrzymywać oddech i czuć krążącą w żyłach krew. Film jest na prawdę dobry. To zwieńczenie dotychczasowych osiągnięć superbohaterów i wytwórni przy okazji. Na prawdę warto obejrzeć! (No i nie można zapomnieć o dodatkach po napisach!)

poniedziałek, 9 czerwca 2014

"Szczęściarz" | Film

Tytuł: Szczęściarz
Tytuł oryginalny: The Lucky One
Na podstawie: Szczęściarz, Nicholas Sparks
W roli głównej:  Zac Efron, Taylor Schilling
Gatunek: Melodramat
Reżyseria: Scott Hicks
Polska premiera: 19. kwietnia 2012
Produkcja: USA


Na obejrzenie filmu czekałam już jakiś czas, ale postanowiłam najpierw przeczytać książkę. Tak dla porównania i tak dla równowagi. W końcu książka była pierwsza... Znałam całą historię, więc nie zostałam niczym zaskoczona, a mimo to czuję, że film był na prawdę bardzo dobry! Oglądało się go przyjemnie, ale nie bez chwil zastanowienia "dlaczego zrezygnowali z tego motywu?", "dlaczego tak zmienili wersję wydarzeń?". Jednak zmiany, których dokonał reżyser w stosunku do oryginału były dość niewielkie, więc nie wykrzywiły obrazu całości.

Logan Thibault (Zac Efron), marines, który odsłużył w Iraku trzy zmiany, znajduje na pustyni zdjęcie z dedykacją. Nie mogąc znaleźć właściciela fotografii, postanawia ją zatrzymać. Chłopak zaczyna wierzyć, że zdjęcie przynosi mu szczęście, kilka razy uratowało mu życie. Po powrocie do kraju Logana wciąż nawiedzają koszmary. W końcu dla odzyskania spokoju postanawia odszukać dziewczynę z fotografii. W małym miasteczku w Karolinie Północnej odnajduje Beth (Taylor Schilling), rozwódkę z dziesięcioletnim synem. Czy zdjęcie i przyjazd do Hampton pozwolą odnaleźć Loganowi szczęście?

Klimat, w którym rozgrywa się akcja filmu jest bardzo zbliżony do klimatu powieści. Śliczne małe miasteczko wygląda jak oaza spokoju. Piękne krajobrazy są bardzo naturalne, prawdziwe i przywodzące na myśl normalność. Cała sceneria: ogród, dom, kościół, kojarzy się z czymś bezpiecznym i przytulnym. Odczucia są bardzo silne dzięki znakomitym zdjęciom i montażowi. Idealnie w to otoczenie wpasowują się bohaterowie. Grani przez Zaca Efrona (który nie jest już tym śpiewającym, tańczącym i grającym w kosza nastolatkiem z High School Musical) i Taylor Schilling, Logan i Beth, są naturalni. Zachowują się zwyczajnie, swobodnie. Wykreowane przez nich postaci dają się lubić, przekonują widzów do siebie. Pozostali bohaterowie również znakomicie wpasowują się w ten świat - były mąż Beth, jej babcia i syn. Wspólnie stworzyli coś na prawdę fantastycznego!

Na prawdę serdecznie polecam film, nawet tym, którzy z książką się nie spotkali. Jednak jak zawsze nie jest to kino dla każdego. Melodramaty rządzą się swoimi prawami, więc mamy tu trochę łez do wyciśnięcia, ciężką sytuację, problemy do rozwiązania... Ale też dużo śmiechu i miłości. Jeśli jednak ktoś jest zwolennikiem kina akcji i nie przepada za historiami romantycznymi z pewnością nie jest to film dla niego. Dla wszystkich innych - jak najbardziej. Prawie każdy znajdzie tu coś dla siebie. Jeśli sama fabuła nie przypadnie do gustu, to może warto zobaczyć film dla aktorów? :)

poniedziałek, 2 czerwca 2014

"Iron Man 2" | Film

Tytuł / Tytuł oryginalny: Iron Man 2
W roli głównej:  Robert Downey Jr
Gatunek: Science-Fiction, Przygodowy
Reżyseria: Jon Favreau
Polska premiera: 30. kwietnia 2010
Produkcja: USA

Kolejna część przygód superbohatera w żelaznej zbroi. Znów bardzo miło spędziłam czas w towarzystwie mocnego nie tylko w słowach, ale również w zbroi... czynach Tony'ego Starka alias Iron Man'a (Robert Downey Jr). Zaraz, zaraz... on nawet nie kryje się z tym, że jest Superbohaterem!

Tony Stark czuje, że odłamki, które pozostały w jego ciele nieubłaganie zbliżają się do serca. Żyje na pełnych obrotach nie chcąc stracić nic z życia, które wiódł do tej pory. Do obowiązków prezesa Stark Industries dochodzi masa spotkań z komisjami wszelkich maści pragnących zmusić go do przekazania zbroi Iron Man'a na rzecz armii USA. Zmęczony tym wszystkim Stark przekazuje firmę Pepper, a sam wyrusza na wakacje... Niedługie. Przychodzi mu stanąć do walki z Iwanem Wanko, który twierdzi, że mają niezałatwione porachunki. Wkrótce Iron Man'owi przyjdzie zmierzyć się nie tylko z Whiplash'em, ale też całą armią maszyn, które stworzył na polecenie Justina Hammer'a, właściciela firmy konkurującej ze Stark Industries.

Film nie jest tak dobry jak pierwsza część Iron Man'a, ale nie jest też porażką gatunku (jak często zdarza się w przypadku sequeli). Akcja toczy się szybko i efekciarsko. Na każdym kroku towarzyszą nam efekty specjalne, adrenalina i spora dawka humoru. Niezastąpiony Robert Downey Jr wprowadza do filmu charyzmę i niewymuszony luz. Rzuca na nas czar i nie pozwala oddalić się od ekranu. Możemy też zaprzyjaźnić się z Czarną Wdową graną przez Scarlett Johansson. Kobiety patrzą na nią z zazdrością (może nie zawsze, ale na pewno jest czego pozazdrościć), a mężczyźni z podziwem. Jej obecność przybliża nas wielkimi krokami do filmu, który ma być ważnym punktem w karierze superbohaterów MARVEL'A. 

Akcja goni tu akcję, a humor nie odstępuje nas na krok. Jest z czego się pośmiać i jest kiedy wstrzymać oddech z podziwu bądź przerażenia. Emocji na pewno nie zabraknie podczas oglądania Iron Man'a 2! Polecam miłośnikom gatunku i widzom głodnym kina akcji. : )

poniedziałek, 26 maja 2014

"Iron Man" | Film

Tytuł / Tytuł oryginalny: Iron Man
W roli głównej:  Robert Downey Jr
Gatunek: Science-Fiction, Przygodowy
Reżyseria: Jon Favreau
Polska premiera: 30. kwietnia 2008
Produkcja: USA

Minęło sporo czasu odkąd na Ziemi zjawił się Super-Bohater (Kapitana Amerykę mam na myśli). Ze świata ogarniętego wojną przenosimy się... do świata ogarniętego wojną. Potrzeba jest matką wynalazków i tak oto stajemy się świadkami narodzin Iron Mana - kolejnego Avengersa w Panteonie MARVEL'A.

Tony Stark jest egocentrykiem, uwielbia rozgłos, jest arogancki i zbyt pewny siebie. Poza tym to wielki geniusz i właściciel firmy Stark Industries, która zajmuje się głównie produkcją broni. Podczas jednego z wyjazdów na prezentację nowego typu rakiet wpada w zasadzkę i... zostaje uwięziony. Oczywiście chce się wydostać. Stark buduje zbroję, dzięki której udaje mu się wyrwać z rąk rebeliantów-terrorystów. Po powrocie do Ameryki postanawia ulepszyć swój wynalazek i zamiast produkcją broni zająć się ratowaniem świata. A jest przed kim!

Czego w tym filmie nie ma! Są fajerwerki, niezwykłe tempo akcji, cięty humor i... Robert Downej Jr. Reżyser i cała rzesza ludzi pracujących przy produkcji wykonała kawał dobrej roboty. Nie odczuwamy zmęczenia podczas oglądania, a Iron Man trwa przecież dwie godziny! To sto dwadzieścia minut szalonej akcji. Mamy w tym czasie do czynienia z Tonym Starkiem, który przechodzi dość głęboką przemianę, jego przyjaciółmi i wrogami. Wszyscy oni są bardzo pomysłowi i dorzucają do filmu coś od siebie, na przemian popierając Tony'ego w jego zamiarach lub odradzając mu. Co zrobi Stark? Dowiecie się tylko oglądając film! A na prawdę warto. Iron Man nie wymaga wyjątkowego skupienia, czy melancholicznego nastroju. Idealnie za to nadaje się na wypoczynek przy wtórze wybuchów : )

poniedziałek, 19 maja 2014

"Kapitan Ameryka" | Film

Tytuł oryginalny: Captain America: The First Avenger
Tytuł: Kapitan Ameryka: Pierwsze starcie
W roli głównej:  Chris Evans
Gatunek: Science-Fiction, Przygodowy
Reżyseria: Joe Johnston
Polska premiera: 5. sierpnia 2011
Produkcja: USA

Kolejny film wyprodukowany na podstawie komiksów MARVEL'A podbił moje serce. To za sprawą na prawdę ciekawej fabuły jak również głównego bohatera. Chociaż nie jest pierwszym filmem, to od niego powinniśmy zacząć zagłębianie się w historię Avengers'ów. Nie bez przyczyny angielska wersja tytułu brzmi "The Firs Avenger" czyli "Pierwszy Mściciel/Avenger's".

Akcja filmu rozgrywa się podczas II Wojny Światowej. Steve bardzo chciałby zaciągnąć się do wojska i walczyć w obronie kraju (i świata), ale jego wątła postawa i niezliczone choroby nie pozwalają na to. Nie poddaje się jednak i mimo wielu przeciwności dostaje w końcu upragnioną "Kategorię A". Jednak nie zostaje przydzielony do typowej kompanii, ale oddziału, z którego ma zostać wybrany kandydat na super-żołnierza. Ten zostanie poddany eksperymentowi, który, jeśli się powiedzie, sprawi, że wybrany młodzieniec zyska wyjątkowe zdolności. Jak nie trudno się domyślić to właśnie Steve dzięki swojemu charakterowi, niezłomności i odwadze trafia do ostatniej fazy badań i staje się szerzej znany jako Kapitan Ameryka. Z czym przyjdzie mu się zmierzyć podczas wojny i jak zakończą się jego zmagania? Tego dowiecie się tylko oglądając Kapitana Amerykę: Pierwsze starcie.

W filmie jest wiele humoru i równie dużo flagi Amerykańskiej, więc jeśli ktoś jest bardzo wyczulony na tym punkcie to na pewno wyłączy nie dotrwawszy nawet do połowy. Jeśli jednak komuś nie przeszkadza to wcale, będzie mógł cieszyć się akcją, sensacją i elementami fantastycznymi, które w ciekawy sposób łączą się ze sobą i dają niezły efekt. Oprócz oczywistych już efektów specjalnych, które i tak robią wrażenie i odpowiednio skomponowanej ścieżce dźwiękowej, mamy też plejadę sympatycznych aktorów. Oprócz bardziej znanych jak Tommy Lee Jones czy Hugo Weaving pojawia się całkiem przystojny Chris Evans w roli Kapitana Ameryki, jego przyjaciel "Bucky" grany przez Sebastiana Stan'a i wspaniała agentka Carter - Hayley Atwell.

Podsumowując, jest to na prawdę fajna propozycja dla filmożerców lubiących science-fiction, superbohaterów, pościgi i produkcje MARVEL'A. Jeśli nadarzy się okazja śmiało siadajcie przed ekranem telewizora czy komputera i oglądajcie!