Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sensacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sensacja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 lipca 2016

"Widmo" - Pierre Boileau, Thomas Narcejac

Tytuł: Widmo
Tytuł oryginalny: Les Diaboliques
Autor: Pierre Boileau, Thomas Narcejac
Ilość stron: 144
Wydawnictwo: C&T

Czego to nie znajdzie się na półce, gdy bardzo chce się znaleźć "coś do przeczytania", a wymagania nie są wygórowane? Wyciągając co cieńsze książki z szafy natrafiłam na Widmo. Opis na okładce zaintrygował mnie, więc wrzuciłam książkę do torby by móc zapoznać się z historią jeżdżąc komunikacją miejską.

Fernand, wraz ze swoją kochanką Lucienne planują morderstwo. Ofiarą ma być nie kto inny, jak żona Fernanda - Mireille, a motywem pieniądze z ubezpieczalni. Wszystko idzie zgodnie z planem dopóki ciało martwej kobiety nie znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Miasto spowija mgła, a w niej łatwo stać się widmem...

Powiem szczerze, że nie udało mi się rozwikłać zagadki przed końcem książki. Razem z głównym bohaterem popadałam w obłęd, a przecież rozwiązanie było takie oczywiste... Co za tym idzie, przyznaję, że intryga, plan i aura tajemniczości spowijająca wszystkie wydarzenia czynią powieść niezwykłą. Miłą dla wyobraźni oraz szarych komórek.

Postaci, z którymi obcujemy i możemy lepiej poznać, są trzy. Fernand, Lucienne i Mireille. Oprócz nich pojawia się kilku bohaterów, dość przelotnie, bez większego znaczenia, ale nakreśleni są z odpowiednią starannością. Jeśli zaś chodzi o trójkę głównych bohaterów, to najlepiej dane jest nam poznać Fernanda. Obserwujemy jego zmiany nastrojów, reakcje w różnych sytuacjach, poznajemy jego myśli. Lucienne i Mireille znamy głównie z tego, co wie i co wyobraża sobie na ich temat Fernand. Mimo to charakterystyka wszystkich jest wystarczająca na potrzeby kryminału. Nie wiemy za dużo, ale myślimy, że tak nie jest.

Jeśli do ciekawego pomysłu i wyglądających na przeciętnych bohaterów dodamy odpowiedni styl, to uzyskamy świetną powieść kryminalną. W przypadku Widma tak właśnie się stało. Język, którym posługują się autorzy powoduje zamieszanie, chaos i obłęd. Narracja odbywa się w formie trzecioosobowej, ale śledzimy głównie losy Fernanda. Sprawia to, że jego odczucia stają się naszymi.

Polecam na prawdę mocno wszystkim miłośnikom thrillerów i kryminałów. Widmo to nie jest długa powieść, ale czyta się ją z zapartym tchem.

Ocena: 8/10 (znakomita)

sobota, 26 grudnia 2015

"Spectre" | Film

Tytuł/tytuł oryginalny: Spectre
Reżyseria: Sam Mendes
W rolach głównych: Daniel Craig
Premiera: 26.10.2015 (świat), 06.11.2015 (Polska)
Produkcja: USA, Wielka Brytania

Kolejna odsłona przygód agenta Jej Królewskiej Mości była zwieńczeniem pracy Craiga jako Jamesa Bonda. Jako że jestem fanką postaci, zarówno w wersji książkowej jak i filmowej, wybrałam się do kina w pierwszym możliwym terminie (udało się zobaczyć Spectre na pokazie przedpremierowym!). 

Wokół wszystko się zmienia. Bond udaje się na wakacje do Meksyku, gdzie zamiast odpoczywać załatwia swoje porachunki. Natrafia tam na trop, który sprowadzi go z powrotem do Anglii i dalej, w głąb Europy. Nie podoba się to jego szefostwu z MI6. Poza tym na politycznej scenie pojawia się nowa postać - C. Mężczyzna za wszelką cenę próbuje doprowadzić do zamknięcia sekcji 00 i zyskać nieograniczony dostęp do narzędzi śledzących każdego człowieka na Ziemi. Prywatna rozgrywka Bonda przeradza się w międzynarodowy konflikt. Okazuje się, że tak na prawdę nic się nie zmienia... Że wszystko cały czas było pod kontrolą... Pod kontrolą SPECTRE.

Chociaż postać 007 uwielbiam, to jakoś Daniel Craig w tej roli nie przypadł mi do gustu. Bond powinien być młodym, atrakcyjnym i silnym mężczyzną, a tymczasem w Spectre dostajemy zmęczonego życiem agenta, który mimo wielu romansów i przygodnych miłostek nagle zakochuje się po uszy. Na szczęście wciąż jest wygadany i potrafi zrobić niemałe wrażenie, ale dużo brakuje mu do pierwowzoru. Zdecydowanie w swoich rolach sprawdzili się Q, M i Monneypenny. Byli bezbłędni w swoich działaniach i znakomicie wykorzystali czas, który został im przeznaczony. W pewnym momencie show skradł C (już wiemy jak Moriarty wrócił do Londynu ;) ), ale na prawdę złym charakterem okazał się ktoś zupełnie inny. Ktoś, kto dawno już został przez Jamesa Bonda zapomniany.

Pomysł na spięcie wszystkich filmów z Craigiem okazał się z jednej strony trafiony (jest pewna ciągłość, dostajemy odpowiedzi na kilka pytań i mamy szansę przypomnieć sobie co ciekawsze historie), a z drugiej to totalne odejście od formy do tej pory przyjętej (każdy film to osobna historia, w której biorą udział ci sami bohaterowie, ale nie mają ze sobą związku). To tak jakby seria w serii. Został mi po seansie pewien niedosyt, bo Bond okazał się dużo mniej absorbującą i dużo bardziej wkurzającą postacią niż dotychczas. Mimo to oceniam Spectre raczej na plus - z dużej sympatii dla serii, dla całkiem przyzwoitych efektów specjalnych i zdjęć oraz występów Q, M i Monneypenny. 

niedziela, 15 listopada 2015

"Nadchodzi diabeł" - Glenn Cooper

Tytuł: Nadchodzi diabeł
Tytuł oryginalny: The Devil Will Come
Autor: Glenn Cooper
Ilość stron: 415
Wydawnictwo: Albatros

Co łączy Nerona, biskupa Malachiasza żyjącego w XII wieku i słoweńskiego biznesmena? Ci trzej, żyjący na przestrzeni wieków, mężczyźni pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego. Jednak, zupełnie niezamierzenie, na trop ich powiązań wpada młoda zakonnica badająca rzymskie katakumby. "Po nitce do kłębka", czyli od malowideł w grobowcu, poprzez sztuki Marlowe'a i Watykańskie Archiwa dociera do rozwiązania zagadki. Udaje jej się to z niemałą pomocą niepozornego księdza, wygadanej siostry, bystrego ojca i gotowego poświęcić wszystko dla rodziny brata. Kłamstwem byłoby jednak przyznać, że obyło się bez niebezpieczeństwa. Kto i dlaczego nie chce, żeby Elisabetta dokończyła swoje zadanie?

Przyznam szczerze, że dałam się wciągnąć. Uwielbiam wszelkiego rodzaju zagadki i tajemnice czyhające na nas na kolejnych stronach książki. Lubię czytać, gdy wiem, że razem z bohaterami będę musiała rozwikłać jakąś niesłychanie złożoną intrygę. Powieść Nadchodzi diabeł dała mi możliwość poznania kolejnego sekretu skrywanego przez tysiąclecia, który w najmniej oczekiwanym momencie zostaje ujawniony by dopełniło się proroctwo. Mam nadzieję, że nie zabrzmiało to jak sarkazm, bo pomysł na fabułę był na prawdę ciekawy. A raczej, pomysł na to wielkie tajemnicze "coś" czego szukamy, ale nie chcemy żeby znalazło nas. 

Trochę gorzej prezentowała się już sama droga do rozwiązania zagadki i bohaterowie. Postaci niby miały swój charakter, ale kilkukrotnie złapałam się na tym, że nie do końca wiedziałam kto jest kim. Irytowała mnie też zbytnia uległość głównej bohaterki, jej brak refleksji lub choćby odrobiny zastanowienia w niektórych sytuacjach. Do tego kilka zbiegów okoliczności i cały świat próbujący udaremnić wysiłki Elisabetty. Momentami było tego aż nadto. Co prawda były też pozytywy (całkiem niemało). Nadchodzi diabeł to tak na prawdę powieść wielowątkowa, dziejąca się na przestrzeni wielu wieków, której finał ma dopiero nadejść. Oprócz zakonnicy, która powiązała ze sobą kilka faktów, mamy możliwość poznać Nerona, przekonanego o swojej wielkości ignoranta i Marlowa tworzącego Tragiczną historię doktora Fausta. Poznajemy motywację tych bohaterów jak i pochodzenie wskazówek, na których trop musi wpaść zakonnica. 

Wszystko w tej powieści jest spójne. Wszystko ma początek i koniec - pochodzenie i przeznaczenie. Mimo tych paru dobrych stron, pomimo czytania z wypiekami na twarzy do późnych (albo wczesnych) godzin nocnych nie czuję się tą książką zachwycona. Nadchodzi diabeł to raczej książka-zapychacz, dobra do przeczytania, gdy nie ma nic ciekawszego i dla miłośników gatunku. 

Ocena: 6/10 (dobra)

Ach, no i do końca czekałam aż w końcu Elisabetta "zrzuci zakonny habit" (cytat z okładki), ale się nie doczekałam... A mógłby być ciekawy zwrot akcji ;)

środa, 18 marca 2015

"Tylko dla Twoich oczu" - Ian Fleming

Seria: James Bond
Tytuł: Tylko dla Twoich oczu
Tytuł oryginalny: For Your Eyes Only
Autor: Ian Fleming
Ilość stron: 212
Wydawnictwo: Rzeczypospolita SA

Bonda darzę ogromną sympatią. Chociaż dookoła wiele się dzieje udało mi się znaleźć trochę czasu (w komunikacji miejskiej, a gdzieżby indziej) na przeczytanie ostatniej znajdującej się w moim posiadaniu książki o przygodach 007. Co było w niej takiego, że mimo większych lub mniejszych przerw wciąż czytałam ją z tym samym zaangażowaniem? Tylko dla Twoich oczu to zbiór opowiadań krótszych lub dłuższych traktujących mniej lub bardziej o szpiegowskich (i nie tylko) akcjach Jamesa Bonda.

Nie będę rozwodzić się nad fabułą - jest dość zróżnicowana. Każde opowiadanie ma w sobie cząstkę tego, co znamy: odrobinę tajemnicy, szczyptę konspiracji, ogromne pokłady zaskoczenia, piękne kobiety i niebezpieczeństwo. Czasami miałam wrażenie, że opowiadania mogłyby być częścią czegoś większego, wątkiem pobocznym lub podsumowaniem jakiejś bardziej zagmatwanej przygody 007. Mimo tego, że nie były ze sobą połączone w żaden sposób (a może właśnie dlatego) czytało się je z zaciekawieniem, szybko przewracając kartki.

Bohaterowie poszczególnych opowiadań byli z nami krótko - ich egzystencja trwała zaledwie kilka stron, ale o każdego autor się zatroszczył. Nie było grubo ciosanych, topornych postaci (sztampowe i stereotypowe - owszem, ale zawsze zgrabnie opisane). Wszyscy oni sprawiali, że na chwilę mogliśmy przenieść się razem z Bondem na słoneczne Seszele albo w niedostępne i zalesione góry Ameryki Północnej. Razem z nim i pozostałymi bohaterami mogliśmy spędzać nudny wieczór przy umówionym obiedzie jak i brać udział w walce z przemytnikami narkotyków.

Opowiadania są dobre. Czyta się je szybko, przyjemnie, bez stuprocentowego zaangażowania, czyli lektura idealna w podróży lub na krótki odpoczynek w wirze pracy, nauki i "ważnych rzeczy". Polecam, szczególnie miłośnikom agenta 007.

Ocena: 6/10 (dobra)

wtorek, 2 września 2014

"Szpieg, który mnie kochał" - Ian Fleming

Seria: James Bond
Tytuł: Szpieg, który mnie kochał
Tytuł oryginalny: The Spy Who Loved Me
Autor: Ian Fleming
Ilość stron: 166
Wydawnictwo: Rzeczypospolita

Oderwałam się od pochłaniającego mnie świata fantasy i ponownie sięgnęłam po coś z gatunku sensacji. Kolejna część przygód Jamesa Bonda była zupełnie inna od pozostałych i z pewnością zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. 

Vivienne Michel wróciła do Kanady po pięcioletnim pobycie w Anglii. Zostawiła za sobą szkołę, w której miała stać się prawdziwą damą, kilkoro przyjaciół, parę miłych wspomnień i złamane serce. Była młoda, ale już zdążyła się przekonać czym są zawody miłosne. Postanowiła nie oglądając się na nikogo ruszyć w podróż, zwiedzić Amerykę, poznać kogoś, ale przede wszystkim zadbać o siebie. Nie wiedziała, że w motelu, w którym się zatrzyma spotka ją oferta pracy, a potem całkiem nieoczekiwany zwrot akcji, po którym znajdzie się w samym centrum misternie uknutej intrygi. Nie wiedziała też, że spotka Jamesa Bonda...

Już na samym początku dało się zauważyć odmienność Szpiega, który mnie kochał od innych książek o agencie 007. Powieść napisana została w narracji pierwszoosobowej, a postać relacjonująca nam wydarzenia jest kobietą. Historia nie zaczyna się od super tajnego spotkania agentów, szalonego pościgu czy opisu niebezpiecznego bandziora, ale od przemyśleń i wspomnień Vivienne. Jest to swojego rodzaju traktat o nieszczęśliwej miłości, upadłych nadziejach i istotnych zmianach. To droga do motelu, w którym dziewczyna obecnie się znajduje, w którym rozgrywa się akcja powieści. To nie jest typowa książka akcji, ale odpowiadał mi jej charakter i styl, w którym została napisana. W końcu jest to opowieść nie tylko o życiu pewnej dziewczyny z Kanady, ale o komandorze Bondzie, najlepszym agencie Brytyjskiego MI6! 

Książka nie była gruba, liczyła zaledwie 166 stron, więc pochłonęłam ją w jeden dzień, czytając głównie w tramwaju. Powieść trzymała w napięciu, ale wielu rzeczy można było się domyślić (szczególnie jeśli James Bond jest znany czytelnikowi). Mimo to czytało się przyjemnie i nie uważam, żeby był to czas zmarnowany. Oczywiście padła znana dobrze każdemu kwestia: "Nazywam się Bond. James Bond." i pojawiły się stałe elementy każdej historii agenta 007, czyli walka z oprychami (Horror i Spluwak na prawdę dawali radę), broń ukryta w walizce i piękna dziewczyna. Język jak zwykle prosty, ułatwiający skupienie się na akcji, a nie otoczeniu.

Jedynym minusem tego wydania jest zdecydowanie okładka, która swoją tandetnością mnie osobiście kuje w oczy (ale przecież "książki nie ocenia się po kładce"). No i może trochę już oklepany schemat powieści, który akurat w tej części został nieco zmodernizowany. Poza tym Szpieg, który mnie kochał zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Ian Fleming utrzymał swoją serię na poziomie, a mnie, jako czytelnikowi, nie pozostaje nic innego jak polecić innym i sięgnąć wkrótce po kolejną część Jamesa Bonda.

Ocena: 7/10 (bardzo dobra)

sobota, 31 maja 2014

"Policja" - Jo Nesbø

Seria: Komisarz Harry Hole
Tytuł: Policja
Tytuł oryginalny: Politi
Autor: Jo Nesbø 
Ilość stron: 469
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Ocena: 8/10 (znakomita)

Tym razem sięgnęłam po powieść kryminalną w czystej postaci. Jedyne czego żałuję to to, że Policja jest elementem serii, której poprzednich części nie miałam okazji przeczytać (ale przeczytam!). Na pewno zaoszczędziłoby mi to wielu domysłów dotyczących wspomnień bohaterów, aczkolwiek brak wiedzy na ich temat nie był rażącym brakiem podczas czytania. 

W Oslo dochodzi do kilku zabójstw, ale nie takich, które przechodzą bez większego echa. Ofiarami są policjanci. Dodatkowo, może to kwestia przypadku, a może nie, giną w miejscach dawno popełnionych zbrodni, których sprawca nigdy nie został odnaleziony. Wydział Zabójstw musi wziąć się do roboty, a nie będzie to łatwe. Niedawno stracili najlepszego śledczego, morderca nie zostawia żadnych śladów, a ponadto mianowano nowego, nie tak doświadczonego komendanta Policji, dla którego najważniejsza jest kariera. Kto okaże się "tym złym"? 

Na początku nie mogłam wczuć się w klimat. To dlatego Policja nie dostała "dziewiątki". Doszłam do wniosku, że to może dlatego, że nie czytałam poprzednich części. Ewentualnie problemem mogła być wielowątkowość. Co prawda wszystkie wątki sprowadzały się do jednego, czyli szukania zabójcy, ale na samym początku wielość nazwisk, zdarzeń i miejsc była nie do ogarnięcia. Dopiero po około 100 stronach zaczęłam łączyć ze sobą nazwiska i zorientowałam się kto jest kim. Ale to właśnie ta skomplikowana sieć wydarzeń, powiązania między sprawami i ludźmi są największym atutem Policji. Kiedy już nam się wydaje, że mamy sprawcę, że zaraz wpadnie w ręce śledczych, wszystko nagle wymyka się spod kontroli. Następuje niespodziewany zwrot akcji i pędzimy dalej, ale w drugą stronę, szukając innych punktów zaczepienia. Innych tropów.

Ta mnogość postaci nie przełożyła się w żadnym stopniu na spłycenie ich. Wręcz przeciwnie. Każdy bohater wymieniony z imienia i nazwiska był indywidualnością posiadającą jedyny w swoim rodzaju charakter i umiejętności. Każdy kogoś kochał, szanował, nie zgadzał się, lubił to czy tamto. Mogliśmy nabrać do niektórych bohaterów dystansu, innych polubić i przywiązać się do nich, a o jeszcze innych zmieniać zdanie za każdym razem, gdy pojawi się o nich wzmianka. Było to możliwe również dzięki kompozycji tekstu. Przeplataniem się kilku wątków na raz. Było mnóstwo dialogów, które przyspieszały tempo akcji, ale również wiele opisów, które nie raz chciałam ominąć, żeby dowiedzieć się co będzie dalej...

Całość składa się na fantastyczną powieść kryminalną. Policja jest rewelacyjną, wartą przeczytania książką. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz zetknę się z twórczością Jo Nesbø i będę nie mniej zachwycona. Tymczasem polecam Policję i życzę miłego czytania!

środa, 21 maja 2014

"Inferno" - Dan Brown

Tytuł/Tytuł oryginalny: Inferno
Autor: Dan Brown
Ilość stron: 594
Wydawnictwo: Sonia Draga
Ocena: 8/10 (znakomita)

Niezawodny Dan Brown! Chociaż jego ostatnia powieść nie powaliła mnie na kolana to nie zatarła dobrego wrażenia jakie zrobiły na mnie jeszcze wcześniej czytane dzieła tego autora. Wiedziałam, że sięgając po Inferno spędzę czas niezwykle przyjemnie, dane mi będzie zagłębić się w fantastyczny świat symboliki i będę świadkiem misternie utkanej intrygi. Nie zawiodłam się!

Robert Langdon, specjalista od symboli, budzi się w sterylnym białym pokoju, nie wie gdzie jest, ani co działo się przez ostatnie dwa dni. Jedno jednak jest pewne - ktoś chce go dopaść! Musi uciekać, a pomaga mu w tym piękna i bardzo tajemnicza pani doktor Sienna Brooks. Razem próbują odkryć co się stało, dlaczego Robert znalazł się we Florencji i co oznaczają słowa siwowłosej kobiety w jego snach. Aby dowiedzieć się wszystkiego muszą podążać śladami pozostawionymi przez szaleńca, geniusza, który był wielkim miłośnikiem Dantego. Siennę i Roberta czeka podróż przez Piekło - dosłownie i w przenośni.

I cóż mogę powiedzieć? Tempo akcji od początku do końca jest na prawdę wysokie, wiele niedomówień, zagadek i wskazówek potęguje uczucie niepewności i roztacza aurę tajemnicy. Celowe zabiegi autora, takie jak przeplatanie rozdziałów dotyczących różnych bohaterów bez zaznaczenia tego i używanie bezosobowych czasowników, mylą nas. Sprawiają, że zaczynamy się zastanawiać co tak na prawdę się wydarzyło? Kim są ci ludzie NA PRAWDĘ? Przyznam, że niejednokrotnie otwierałam oczy ze zdumienia i wracałam do poprzednich rozdziałów, by sprawdzić, czy to ma sens. I miało! Należą się wielkie oklaski.

Oprócz niewątpliwej zagadki, którą trzeba było rozwiązać, Dan Brown zaserwował nam stek informacji dotyczących dzieł sztuki, muzeów, kościołów i miast, w których rozgrywa się akcja Inferna. Dla miłośników Dantego i innych wymienionych w powieści artystów na pewno będzie to dodatkowy argument, żeby sięgnąć po tą powieść. Dla pozostałych może stać się swoistym przewodnikiem po Florencji, Wenecji i... nie tylko! Wspólnie z bohaterami będziemy przemykać przez Park Boboli, Muzeum dell'Opera del Duomo czy Pałac Pitti. Nie będzie wiele czasu na podziwianie tych niesamowitych miejsc, ale roztoczą wokół nas niesamowity urok i wprowadzą w klimat powieści.

Świetnie się bawiłam czytając Inferno. Było tu wszystko co lubię - akcja, tajemnica, pościgi, trochę fantazji i faktów, trochę groteski i humoru. Nie ma co się zastanawiać tylko czym prędzej znaleźć gdzieś tą książkę i ją przeczytać! Polecam : )

sobota, 17 maja 2014

"Operacja piorun" - Ian Fleming

Seria: James Bond
Tytuł: Operacja Piorun
Tytuł oryginalny: Thunderball
Autor: Ian Fleming
Ilość stron: 277
Wydawnictwo: Rzeczypospolita
Ocena: 7/10 (bardzo dobra)

Trzeba nadrobić zaległości w recenzowaniu książek przeczytanych dawniej. Powracam więc pamięcią do czasu doczytywania książki w tramwaju i pod ławką w czasie lekcji czy na przerwie. Przed Państwem Bond, James Bond w Operacji Piorun.

Podczas lotu treningowego wojskowy samolot ginie z radarów. Nie wywołałoby to paniki, gdyby nie fakt, że na pokładzie znajdowały się dwie bomby atomowe... Po liście od tajemniczej organizacji SPECTRE wywiady wielu państw we wspólnym porozumieniu zaczęły poszukiwania. Jednak nie tak łatwo odnaleźć jeden mały samolot w wielkim świecie. Jest kilka poszlak i niezbyt wyraźnych tropów, którymi można się kierować, ale czy są to dobre wskazówki? Czy plan oparty tylko na domysłach może się powieść? Tak, jeśli do akcji wkroczy najlepszy agent MI6 - James Bond. 

Po raz kolejny 007 ratuje świat. To najprostsze podsumowanie Operacji Piorun. Muszę jednak przyznać, że pomimo utartego już przez Fleminga schematu książkę czytało się bardzo przyjemnie. Było to co typowe w powieściach o Bondzie, czyli niebezpieczeństwo, egzotyka i piękne kobiety (a szczególnie jedna, która odgrywa dużą rolę w rozwoju wydarzeń), było trochę nawiązania do poprzednich części np.: pojawienie się Leitera, agenta CIA, jak również coś nowego - tajna organizacja SPECTRE (co w rozwinięciu i po przetłumaczeniu oznacza Specjalna Egzekutywa ds. Kontrwywiadu, Terroryzmu, Zemsty i Wymuszenia). James Bond musi stawić czoła wyzwaniu i znów wykonać swoje zadanie.

Język jest nieskomplikowany, akcja toczy się szybko i logicznie, bohaterowie są dość schematyczni, ale mają w sobie pewne indywidualności. Do końca będziemy oczywiście trzymać kciuki za powodzenie misji 007. I nie jak można się domyślać - nie zawiedziemy się na nim. Co jednak wydarzy się w tak zwanym "międzyczasie"? Nie wystarczy obejrzeć filmu, trzeba jeszcze przeczytać książkę! Polecam : )

środa, 23 października 2013

"Pozdrowienia z Rosji" - Ian Fleming

Seria: James Bond
Tytuł: Pozdrowienia z Rosji
Tytuł oryginalny: From Russia with Love
Autor: Ian Fleming
Tłumaczenie: Robert Stiller
Ilość stron: 271
Wydawnictwo: Rzeczypospolita
Ocena: 6/10 dobra

Za mną kolejna część przygód Jamesa Bonda! Piąta w kolejności wydania, trzecia przeczytana, bo nigdzie nie mogłam dostać dwóch poprzednich: Moonraker i Diamenty są wieczne. Jeszcze kiedyś nadrobię te zaległości.

Co ogólnie powiedzieć można o tej książce? Tyle, że na tle innych z Bondowskiej serii i sensacyjnych w ogóle nie wyróżnia się niczym specjalnym, ale też od nich nie odstaje. Jest po prostu dobra. Na równym poziomie, z szeroką gamą bohaterów, którzy trzymają się sztywnych i typowych dla tej serii ram i wyznaczonych im ról, ze sporą dawką intrygi, która dla czytelnika jest oczywista, ale dla głównego bohatera już niekoniecznie i z typowym dla Fleminga poczuciem humoru.

Bond. James Bond. Potocznie nazywany 007. Tajny agent Secret Service z licencją na zabijanie. Dlaczego więc został posłany do Istambułu po odbiór Radzieckiego, co prawda bardzo cennego dla Anglików, urządzenia szyfrującego? Co skłoniło M do wysłania właśnie tego agenta na taką, wydawało by się, błahą misję? Odpowiedzią jest Tatiana Romanowa. Agentka Radzieckich służb specjalnych, która utrzymuje, że po przejrzeniu akt i zdjęć zakochała się w Bondzie i tylko jemu przekaże to urządzenie. Tylko z nim będzie bezpieczna i będąc u jego boku zdecyduje się na ucieczkę do Anglii. Ile w tym prawdy, a ile drobiazgowo przemyślanego planu Smierszu? Czy Tatiana jest przynętą, katem, a może - tak jak Bond - ofiarą spisku najbardziej zakonspirowanych agentów Radzieckich?

Na pewno nie była to wymagająca lektura. Pozdrowienia z Rosji czytało się szybko, ze znikomym udziałem mózgu. Bohaterowie nie wyłamywali się z kanonu typowych postaci Bondowskich, tak więc mieliśmy oszałamiającą piękność Tatianę Romanową, wspólnika Bonda Darko Kerima i całą masę Radzieckich agentów, spiskowców, ważniaków i innych oprychów, którzy tylko czekali w ukryciu na ruch 007.

Nie obeszło się też bez porównań do filmu, który moim zdaniem utrzymuje się na podobnym poziomie co książka (czyli niczym się nie wyróżnia, ale z wielu względów przyjemnie się ogląda).

No i tak dochodzimy do końca recenzji, którą z racji nawiązania do adaptacji podsumuję niedawną wypowiedzią kolegi z ławki: jakim cudem z tak przeciętnej, albo nawet kiepskiej książki zrobili film, który wszyscy uwielbiają? Książka "aż tak" kiepska nie była, ale nie wiem czy pracując w branży filmowej podjęłabym się stworzenia adaptacji Bonda po Pozdrowieniach z Rosji. Niemniej jednak polecam fanom Agenta 007. Jest to typowa powieść o losach Jamesa Bonda, która wyszła spod pióra Iana Fleminga.

wtorek, 25 czerwca 2013

"Marina" - Carlos Ruiz Zafón

Tytuł: Marina
Tytuł oryginalny: Marina
Autor: Carlos Ruiz Zafón 
Tłumaczenie: Katarzyna Okrasko
Ilość stron: 300
Wydawnictwo: Muza
Ocena: 9/10 znakomita

Było to moje czwarte spotkanie z twórczością Zafóna. Na nowo zagłębiłam się w mroki XIX-wiecznej Barcelony, spacerowałam wąskimi, malowniczymi uliczkami i podziwiałam fasady niesamowitych budowli, kryjących w sobie niezliczone tajemnice. Znów zostałam oczarowana kwiecistym językiem i niepojętą wyobraźnią autora. Czy warto było wracać do tego świata? Oczywiście!


Óskar, uczący się w szkole z internatem gdzieś w Barcelonie, polega na swoim instynkcie i zawsze działa pod wpływem chwili. Tak było, gdy śledząc kota z dzwoneczkiem wszedł do pałacyku, który lata swojej świetności miał już dawno za sobą. Nie minęła chwila, a chłopak, ze złotym zegarkiem w ręku, wybiegał przez bramę... Potem, rzecz jasna, zegarek zwrócił, ale coś w jego życiu zmieniło się bezpowrotnie, a wszystko przez Marinę. Od tej pory każdą wolną chwilę chciał spędzać w jej towarzystwie. Razem spacerowali i odkrywali tajemnice Barcelony. Śledząc Damę w czerni, która co miesiąc odwiedzała bezimienny grób z wygrawerowanym na płycie czarnym motylem, natrafili na nierozwiązaną tajemnicę, której finał miał dopiero nadejść... Nie wiedzieli dokąd zajdą podążając za ledwie widocznymi wskazówkami, ale jedno było pewne - nie zamierzali odpuszczać! Nie zatrzymałaby ich nawet cała armia bezpańskich rąk i niczyich nóg. Jaką zagadkę skrywa przed światem Dama snująca się po cmentarzu? Co ukrywa Marina? Tego Óskar będzie musiał się dowiedzieć.

Po przeczytaniu tej książki muszę zgodzić się z Zafónem przynajmniej w jednej sprawie - "Marina przypuszczalnie jest najtrudniejszą do sklasyfikowania, najbardziej nieokreśloną ze wszystkich powieści, które dotychczas napisałem...". W powieści splatają się ze sobą wątki typowo kryminalne z czystą sensacją, elementami grozy i fantastyką. Nie da się w żaden sposób określić do jakiego gatunku ją zaliczyć, bo nie jest ani kryminałem, ani powieścią science-fiction w czystej formie. Skłoniłabym się nawet do stworzenia specjalnego określenia dla książek Zafóna. :) Nie jest to jednak dla Mariny ujmą - wręcz przeciwnie! Książka ma wspaniały i jedyny w swoim rodzaju klimat, który tworzą osnute mgłą uliczki Barcelony, tajemnica spędzająca sen z powiek, młodzieńcza miłość i fetor rozkładających się ciał.

Nie muszę chyba wspominać po raz kolejny o niesamowitym warsztacie literackim autora, który każde miejsce i każdą czynność jest w stanie opisać tak barwnie i pięknie, że dech zapiera. Trzeba się jednak skupić nie tylko na samym autorze i aurze otaczającej powieść, ale również wypada wspomnieć o bohaterach. Óskar i Marina, jak również wszyscy pozostali występujący w powieści ludzie, są przedstawieni z właściwą autorowi nutką tajemnicy. Każdy z nich jest jednak na tyle wyraźną osobowością, że zapamiętanie ich i zrozumienie nie stanowi trudu. Łatwo przychodzi nam identyfikowanie się z tą czy inną postacią, ale żadnej z nich nie poznamy do końca...

Marinę polecam z całego serca! Jest to powieść inna niż wszystkie, specyficzna i przepiękna. Dużo mówi o poświęceniu i dążeniu do celu, może nauczyć oddania. Należy jednak zwrócić uwagę na to, co często powtarzała Marina: "Wspominamy tylko to, co nigdy się nie wydarzyło." I z tą myślą możemy przystąpić do lektury tej tajemniczej i wciągającej powieści...


niedziela, 23 grudnia 2012

"Żyj i pozwól umrzeć" - Ian Fleming

Seria: James Bond
Tytuł: Żyj i pozwól umrzeć
Tytuł oryginalny: Live and let die
Autor: Ian Fleming
Tłumaczenie: Robert Stiller
Ilość stron: 235
Wydawnictwo: Rzeczypospolita
Ocena: 7/10 bardzo dobra

Po ciekawych perypetiach związanych z kartą biblioteczną w końcu udało mi się wypożyczyć kolejną część Bondowskiej serii. Od razu wzięłam się za czytanie i muszę przyznać, że i tym razem nie zawiodłam się na dziele Iana Fleminga. Żyj i pozwól umrzeć to świetna kontynuacja Casino Royale, w której możemy śledzić dalsze losy agenta 007.

James Bond po rekonwalescencji wyrusza na kolejną misję. Zaraz po śmierci ukochanej Vesper, która okazała się podwójnym agentem, poprzysięga zemstę rosyjskiej organizacji SMERSZ, a dzięki zadaniu, które dostał od M, będzie miał ku temu okazję. Rynek amerykański zalały złote monety z XVII wieku, które finansowały siatkę sowieckich agentów w USA. Nikt nie wie skąd wzięły się w takiej ilości, ale przecież ktoś musi za tym stać. Podejrzenie pada na Mr. Biga - przywódcę kultu voodoo oraz posiadacza sieci klubów w Nowojorskim Harlemie. Ten wielki czarnoskóry mężczyzna ma na swoich usługach ogromną ilość Afroamerykanów, którzy boją się go i czczą. Bond wraz ze swoim przyjacielem z CIA, Feliksem Leiterem, próbują znaleźć tajemniczego Mr. Biga, który jest niebezpiecznym i bardzo inteligentnym sowieckim agentem. Podczas jednego z wypadów poznają Solitarie więzioną przez niego. Dziewczyna ma zdolności parapsychologiczne i pomaga 007 wydostać się z zasadzki agenta SMERSZU. Dzięki temu Bond rusza w dalszą podróż na Jamajkę przez Florydę mierząc się w międzyczasie z nieobliczalną i potężną siatką Mr. Biga. Jak potoczą się dalej losy zniewolonej Solitarie? Czy Feliks Leiter wyjdzie cało z tej misji? Skąd wzięły się złote monety i jaką na prawdę mają wartość?

Chociaż bohaterowie byli mi już znani z adaptacji filmowej, to poznanie ich pierwowzoru było dla mnie na prawdę ciekawe. Poznałam ich myśli i cele oraz kierujące nimi uczucia. Stali się mi bliżsi, a dzięki dobremu warsztatowi literackiemu Iana Fleminga, żywsi. Chłodno myślący Bond, zawsze pełen zapału Feliks, zastraszona, ale silna Solitaire czy potężny i błyskotliwy Mr. Big są postaciami wyrazistymi i budzącymi od razu najróżniejsze emocje.

Język był zrozumiały, nie zawiły. Wszystko jasne i klarowne, opisane bez dłużyzn i wyjątkowo sprawnie. Akcja bardzo spójna, a dialogi nie wciskane na siłę, tylko ją dopełniały. W tekst wkradł się co prawda slang, który dodał książce ironii i śmiechu. Chociażby fragment wypowiedzi czarnoskórego chłopaka rozmawiającego z dziewczyną "Mnie ino gwizdnąć na dziuszki, a zara ich tłum się ino zwija, co bym nie kazał, jak tylko się trafi, żem chwilowo spłukany." (str. 49) Kto by się nie zaśmiał pod nosem? Oprócz tych drobnych, można by powiedzieć, nieudogodnień mamy też kilka słówek francuskich lub pochodzących z kultu voodoo, które wyjaśnione są w słowniczku na końcu książki. 

Podsumowując, była to książka pełna akcji, ciekawa i... przewidywalna w niektórych momentach. Nie żałuję czasu, który spędziłam pogrążona w lekturze. Polecam serdecznie! :)

wtorek, 18 grudnia 2012

"Tożsamość Bourne'a" - Robert Ludlum

Seria: Bourne
Tytuł: Tożsamość Bourne'a
Tytuł oryginalny: The Bourne Identity
Autor: Robert Ludlum
Tłumaczenie: Andrzej Dobrosz
Ilość stron: 397
Wydawnictwo: Amber
Ocena: 7/10 bardzo dobra

Każdy musi czasami odbyć drogę w przeszłość, w swoją pamięć - sprawdzić to i owo oraz przypomnieć sobie to, co zapomniane. Taką właśnie podróż odbyłam sięgając po Tożsamość Bourne'a, którą miałam okazję już przeczytać. Bodźcem, który mnie do tego pchnął był film, ekranizacja powieści, który widziałam któryś-tam raz z rzędu, bo znów emitowali go na antenie jednego z kanałów telewizyjnych. I właśnie oglądając ten film uświadomiłam sobie, że zatarł on moje wspomnienia, prawdziwe rzecz jasna, związane z książką. Gdzieś tam czułam, że nie odzwierciedla tego, co ja zapamiętałam z powieści Ludluma, pewne fakty zostały pominięte, a pewne dodane. Postanowiłam więc, tak jak główny bohater, zrekonstruować wydarzenia, które kołatały się bezmyślnie w mojej głowie.

Gdy wyłowiony z wody mężczyzna zaczyna odzyskiwać przytomność, w jego głowie jak oszalałe przesuwają się obrazy i dźwięki, których nie jest w stanie zidentyfikować. Lekarz-alkoholik, jedyny na wyspie, na którą trafił, pomaga mu wszystko poskładać, niestety dość szybko okazuje się, że rozbitek bez nazwiska nic nie pamięta. Jedyne, do czego udało im się dojść, to fakty, że w przeszłości przeprowadzono na nim operację plastyczną, zacierającą ostrość rysów twarzy i nosił soczewki, chociaż nie miał wady wzroku. Były też domysły dotyczące znajomości różnych języków i sztuk walki - skąd mógł je znać, kim mógł być. Pierwszym pewniejszym tropem okazuje się wszyty pod skórę negatyw z numerem konta w Zurychu. Tam też swoje pierwsze kroki kieruje mężczyzna z przeszłością, której nie pamięta.

Odzyskując umiejętności i fragmenty pamięci, rozbitek zaczyna poszukiwanie swojej tożsamości. Rusza do Zurychu, a potem dalej, do Paryża, zastawiając za sobą śmierć i zniszczenie. Sam ściga, chociaż pamięć go zawodzi, próbuje odszukać kogoś, kto mógłby powiedzieć mu kim jest i co się stało. Próbuje też odnaleźć Carlosa, ale nie wie kim jest Carlos. Już jako Jason Bourne, nazwisko i imię poznał dzięki drobnym podstępom i automatyzmowi działań, zbiera informacje o swojej przeszłości i o człowieku, którego poszukiwał we wcześniejszym życiu. To co udaje mu się odkryć, jest nieprawdopodobne, ale gdzieś w głębi siebie czuje, że prawdziwe. "Treadstone-71", "Kain to Charlie, a Delta to Kain. Ale kim jest Delta?".

Czytając tą książkę zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo przeinaczony jest film. Nie ma w nim ani słowa o Carlosie, który jest postacią główno-wątkową w powieści, pominięto fakt, dla którego Jason Bourne stał się tym, kim był przed utratą pamięci, uproszczono intrygę do minimum. Książka zawiera w sobie dużo więcej akcji, sensacji i, rzecz jasna, szczegółów. Język, którym została napisana, jest łatwo przyswajalny, a styl, którym posługiwał się Robert Ludlum, pozwala nam wciągnąć się w akcję już od pierwszej strony. Nie ma dłużyzn, nie ma zbędnych opisów - sama treść, która zaspokaja umysł czytelnika. Temat tożsamości Jasona Bourne'a został wyczerpany, ale nie oznacza to wcale końca jego historii. Z góry mogę założyć (przecież raz już czytałam), że jest to najlepsza, a przynajmniej najbardziej mi się podobająca, część Trylogii. Zachęcam, polecam :)

piątek, 16 listopada 2012

"Casino Royale" - Ian Fleming

Seria: James Bond 007
Tytuł/Tytuł oryginalny: Casino Royale
Autor: Ian Fleming
Tłumaczenie: Rafał Śmietana
Ilość stron: 205
Wydawnictwo: Znak
Ocena: 7/10 bardzo dobra


Odkąd fanatycznie zaczęłam interesować się Jamesem Bondem minęło już sporo czasu. Od dawna również wiem, że cala filmowa seria o wyczynach 007 opiera się na pewnym książkowym pierwowzorze autorstwa Iana Fleminga. Zanim jednak udało mi się przeczytać pierwszą część cyklu powstał kolejny film o przygodach agenta Jej Królewskiej Mości. Musiałam też całkiem sporo się namęczyć żeby zdobyć Casino Royale. (Do tej pory nie mogę zrozumieć jak to jest, że film zna każdy, a książki bardzo trudno gdzieś znaleźć.) W końcu jednak znalazłam i mogłam zabrać się do dzieła!


Przygody Jamesa Bonda zaczynają się nie na wyspie Doktora No., ale we francuskim kasynie w Royale. Agent z licencją na zabijanie, którą oznaczają dwa symboliczne zera, musi za stołem do bakarata zmierzyć się z Le Chiffre'em, księgowym francuskich komunistycznych związków zawodowych. Roztrwonił on majątek związku i jedyną szansą jaka pozostała mu na uratowanie firmy i życia była wygrana w grze o duże stawki. Inaczej, gdyby pieniądze nie znalazły się dostatecznie szybko, mógłby zarobić co najwyżej kulkę w łeb od jednego z agentów SZMERSZ'u (skrót od rosyjskiego "śmierć szpiegom").

Bond nie pracował jednak sam i nie był kompletnym laikiem w grach hazardowych. Najpierw przez kilka dni przyglądał się grze swojego przeciwnika, następnie sam starannie przygotował się do pojedynku. Dzięki pomocy francuskich służb specjalnych oraz amerykańskiego wywiadu dysponował wszystkim o co prosił. Oprócz Mathiasa i Feliksa pomaga mu również Vesper. Choć agent 007 traktuje kobiety dość przedmiotowo to tym razem zaczyna postępować inaczej. Nie zdając sobie z tego sprawy zaczyna się przejmować dziewczyną i myśleć nie tylko o swoich, ale i o jej potrzebach.

Rozgrywka między Bondem i Le Chffre'em nie skończyła się przy stole do bakarata. Znawcy filmu wiedzą co działo się dalej (Casino Royale z 2006 roku jest na prawdę świetną adaptacją!) chociaż i tak mogą być zaskoczeni niektórymi wydarzeniami, a reszcie nie będę zdradzać zakończenia!

Co mnie uderzyło to to, że różnica między filmowym agentem, a postacią stworzoną przez Iana Fleminga jest znikoma chociaż od razu zauważalna. Byłam przekonana, że na przestrzeni lat wizerunek agenta z licencją na zabijanie zmieni się lub zostanie poddany pewnym transformacją, ale zostałam mile zaskoczona. Rzeczą, która zapadła mi w pamięci, jest fakt, że książkowy pierwowzór nałogowo pali papierosy, a w filmie (przynajmniej w najnowszych ekranizacjach) nie zobaczymy go z nimi w ustach. W Casino Royale poznajemy też poglądy agenta 007 oraz jego sposób pracy i postrzegania świata. Jest to na prawdę interesujące. Książka zawiera również dokładny przepis na ulubionego drinka Bonda (dla zainteresowanych).

Trudno jest mi pojąć fenomen tej książki ze względu na to, że nie ma tam nic nadzwyczajnego, narracja jest trochę zbyt szczegółowa (jak na mój gust), a tło akcji też wcale nie oszałamia. Przez pierwsze trzy rozdziały (są dość krótkie, ale to zawsze trzy rozdziały) nie wiedziałam na czym mam się skupić. Jednak już po chwili przerzucałam kartkę za kartką nie orientując się kiedy zdążyłam ją przeczytać. Sama nie wiem co w powieści Fleminga wypatrzyli pierwsi producenci filmowi, ale jestem im bardzo wdzięczna. Film spokojnie może mierzyć się z książką! (Przynajmniej jeśli chodzi o Casino Royale, które podobno było ekranizowane aż trzy razy!)

Bardzo serdecznie polecam, bo lektura jest wciągająca, a przy okazji można poznać najsławniejszego agenta naszych czasów, Jamesa Bonda, od podszewki! Może jak coraz więcej osób będzie próbowała odnaleźć tą książkę w bibliotekach, to w końcu pojawi się w zbiorach? :) Bardzo na to liczę, bo w Gdańsku była tylko w jednej lub dwóch bibliotekach...

I na koniec piosenka z czołówki filmu o tym samym tytule (uwielbiam muzykę z Bonda, uwielbiam muzykę z Bonda...) :D 


wtorek, 30 października 2012

Skyfall | Film

Seria: James Bond
Tytuł/Tytuł oryginalny: Skyfall
Reżyseria: Sam Menders
W roli głównej: Daniel Craig
Premiera: 23 X 2012 (świat), 26 X 2012 (Polska)
Produkcja: USA, Wielka Brytania

Tak, byłam i widziałam! I muszę przyznać, że jestem zachwycona. Skyfall to zdecydowanie najlepsza część Bonda z Danielem Craigiem w roli głównej. W końcu Bond znów staje się sobą - nie jest ckliwy, nie mści się za swoją ukochaną i nie pręży się jak lew do skoku na każdym kroku tylko... no właśnie! Powraca również dawny styl, chociaż czasem zamiast Martini Agent 007 popijał będzie piwo. Ale uroku mu to nie odejmuje.

James Bond bierze udział w pościgu. Ktoś wykradł dane, w których ujawnione są nazwiska agentów, którzy inwigilują organizacje terrorystyczne, a on musi go dopaść. Misja nie kończy się dla 007 zbyt szczęśliwie - zostaje uznany za zmarłego. Jednak nie tylko dla niego nie jest to najlepszy czas. M naciskana jest do odejścia na emeryturę, a MI6 zastaje zaatakowane. Bond powraca do służby, chociaż przymusowe wakacje na gorącej plaży bardzo przypadły mu do gustu. Wyrusza, by odnaleźć człowieka, który kryje się za kradzieżą dysku i wysadzeniem w powietrze siedziby MI6. W podroży znów towarzyszą mu zasadzki i podstępy, ale, jak na Agenta 007 przystało, radzi sobie z nimi poprawiając mankiety. Jego urok jak dawniej działa na kobiety. I nie tylko... Dowcipne riposty przypominają nam dawnego Bonda.

Więcej nie zdradzę, bo na pewno zabrałabym radość oglądania, ale zdecydowanie zachęcam do pójścia do kina na Skyfall. Oprócz wspaniałego filmu, podczas którego można śmiać się i płakać, zostaniemy urzeczeni piosenką w wykonaniu Adele :)


niedziela, 28 października 2012

Robert Ludlum - "Klątwa Prometeusza"

Tytuł: Klątwa Prometeusza
Tytuł oryginalny: The Prometeus Deception
Autor: Robert Ludlum
Tłumaczenie: Jan Kraśko
Ilość stron: 518
Wydawnictwo: Albatros
Ocena: 5/10 przeciętna

Klątwa Prometeusza to powieść pełna intrygi i sensacji. Jest tu mnóstwo zwrotów akcji, tajemnic, niedopowiedzeń i domysłów, czyli wszystko to, co powieść sensacyjna powinna zawierać. Problem w tym, że miała w sobie tylko to. Nic nowego, świeżego, niczym mnie nie zaskoczyła. Długo zastanawiałam się nad oceną i w końcu postawiłam na "przeciętną". Nie oznacza to, że powieść jest kiepska, tego nie powiedziałam. Po prostu, jak na Ludluma, jest to dość schematyczna i oklepana już fabuła. Czyli przeciętna. Może gdyby była to pierwsza książka tego autora, z którą miałabym do czynienia, oceniłabym ją w inny sposób, ale, na szczęście lub nieszczęście, miałam okazję spotkać się wcześniej z twórczością tego Pana i uważam poprzednie spotkania za na prawdę udane, ale to ostatnie już nieco mniej.

Pytanie, które sobie zadajemy już na początku książki zapisane jest na okładce: czy amerykańską agencję wywiadowczą mogli założyć Rosjanie?

Nick Bryson jest agentem Dyrektoriatu, tajnej organizacji wywiadowczej działającej na terenie całego świata. Po powrocie z kolejnej już misji okazuje się, że żona go opuściła, nie zdradzając powodu, a on sam zostaje zwolniony, otrzymuje nową tożsamość i nowe życie jako wykładowca akademicki. Nick jest załamany, popada w depresję, a kiedy już udaje mu się otrząsnąć znów zostaje wciągnięty w wir wydarzeń, których nie potrafi zrozumieć. Pewnego dnia odwiedza go zastępca dyrektora CIA i przedstawia mu niezbite dowody na to, że Dyrektoriat, kryjąc się za fasadą tajnej agencji wywiadowczej był tak na prawdę ugrupowaniem terrorystycznym. Dręczony poczuciem winy Nick postanawia zrehabilitować się i pomóc w odnalezieniu jego byłych chlebodawców. Rusza w pogoń za przeszłością i coraz bardziej zaplątuje się w sieć kłamstw i układów. Wkrótce dochodzi do serii zamachów terrorystycznych, za które ktoś chce zrzucić winę na niego. Co jest prawdą, a co kłamstwem? Kto mówił prawdę? Czym jest Dyrektoriat? Kto chce obarczyć odpowiedzialnością Nick'a? Co stało się z Eleną - żoną Brysona? To tylko niektóre pytania, które nasuwają się na myśl podczas czytania.

Język w tej powieści, jak we wszystkich dziełach Ludluma, jest prosty i zrozumiały. Czasami wpadnie jakiś fachowy zwrot, ale łatwo można go rozpracować. Postaci są fascynujące, tajemnicze i na prawdę dopracowane. Akcja również nie jest monotonna, chociaż, jak już wspomniałam, dla czytelników zaznajomionych z książkami Ludluma, fabula może wydać się oklepana i schematyczna.

Polecam : )

wtorek, 26 czerwca 2012

Zaginiony Symbol - Dan Brown

Tytuł: Zaginiony Symbol
Tytuł oryginalny: The Lost Symbol
Autor: Dan Brown
Tłumaczenie: Zbigniew Kościuk
Ilość stron: 622
Wydawnictwo: Albatros
Ocena: 6/10 (dobra)

W ostatnim czasie stałam się wielką fanką EURO, więc czasu na czytanie nie mogłam znaleźć. Wszystkie wieczory, które zwykle były wolne, spędzałam oglądając spoconych facetów biegających za piłką i próbujących trafić do siatki :) Tak mnie to wciągnęło, że nawet odwiedziłam kilka razy miejską Strefę Kibica. Emocje niesamowite! Niestety po fazie grupowej nastąpił dzień przerwy... I tak oto znów wzięłam się za czytanie. W ręce wpadła mi książka, którą od dawna chciałam przeczytać. I przeczytałam!

Dan Brown po raz kolejny przygotował dla nas zagadkę pełną symboli, którą rozwiązać może tylko wykładowca Harvardu, Robert Langdon. Sprowadzony do Waszyngtonu pod pretekstem poprowadzenia wykładu, zastaje wplątany w poszukiwanie legendarnej masońskiej piramidy oraz tajemnej wiedzy przez nią strzeżonej. Chociaż Langdon nigdy nie wierzył w mit o wielkiej piramidzie ukrytej w samym sercu stolicy, bierze udział w poszukiwaniach, w które z powodów "bezpieczeństwa narodowego" zaangażowała się również CIA. Z początku sceptyczny, Robert zaczyna łączyć ze sobą elementy układanki, które dają niesamowity efekt. Z każdą chwilą zbliża się do rozwiązania zagadki oraz uratowania porwanego przyjaciela. Nie wszystko jednak idzie po jego myśli. Z pomocą przychodzi mu przyjaciel porwanego Petera Solomona, brat z loży masońskiej Warren Bellamy, dzięki któremu udaje mu się znaleźć schronienie. Szaleniec, który zaaranżował wieczór Langdona w Waszyngtonie nie poprzestał jednak biernym przypatrywaniu się sytuacji. Na szczęście ofiara, którą sobie upatrzył w porę została ostrzeżona. Siostra Petera, Katherine, ucieka ze swojego laboratorium, by dołączyć do Roberta i Warrena próbujących ukryć się przed agentami CIA. Wieczór będzie długi. Wiele się wydarzy. Czy uda im się rozwiązać zagadkę piramidy masońskiej? Co jeszcze knuje tajemniczy Mal'akh?

Najważniejszym pytaniem, które powinniśmy zadać sobie na początku to "czy wierzyć książkom"? Symbole, rytuały, dzieła sztuki i instytucje są jak najbardziej rzeczywiste. Zagadki, legendy i mity przedstawione w tej powieści to już inna bajka. Jeśli na samym początku nastawimy się na to, że jest to fikcja wspaniale wpleciona w naszą rzeczywistość możemy przeżyć na prawdę fascynującą przygodę. Autor po raz kolejny zachwyca nas barwnością opisów i łamigłówkami, z którymi muszą zmierzyć się bohaterowie. Tekst wzbogacony jest o obrazki przedstawiające zaszyfrowane wiadomości oraz czasem ich klucze, więc sami możemy się tym pobawić.

Bohaterowie Zaginionego Symbolu są specyficzni dla literatury Dana Browna. Naukowcy, myśliciele i szaleńcy poświęcający się w imię kultu. Jest w tym coś, co czyni jego powieści powtarzalnymi. Za pierwszym razem ciekawi, ale przy każdej kolejnej powieści staje się czymś naturalnym. Nie jest to oczywiście minus, ale na pewno jest jednym z czynników, który sprawia, że książka nie zaskakuje. Moim ulubieńcem jest Robert Langdon, który moją sympatię zyskał już parę lat temu, kiedy po raz pierwszy miałam styczność z twórczością Browna. Solomonowie są rodziną możną, z tradycjami. Peter zasiada w loży masońskiej i jest dyrektorem Instytutu Smithsońskiego, a Katherine prowadzi badania w dziedzinie noetyki. Dotknęło ich wiele nieszczęść, które pośrednio i bezpośrednio łączą się z legendą o piramidzie. Jaki związek z nimi ma szaleniec, który chce za wszelką cenę posiąść tajemnicę dającą nieograniczoną moc?

Książka na prawdę wciąga. Zwolennicy teorii spiskowych oraz poszukiwacze przygód będą zachwyceni! Polecam wszystkim. Może i jest duża objętościowo, ale czyta się szybko i przyjemnie.

czwartek, 24 maja 2012

"Kod Altmana" - Robert Ludlum

Seria: Tajne Archiwa
Tytuł: Kod Altmana
Tytuł oryginalny: The Altman Code
Autor: Robert Ludlum
Tłumaczenie: Jan Kraśko
Ilość stron: 382
Wydawnictwo: Amber
Ocena: 7/10 (bardzo dobra)

Za mną kolejna wspaniała i pełna przygód powieść. Ostatnie kilka dni spędziłam z mistrzem sensacji i jestem z tego powodu niezmiernie szczęśliwa. Były to dni, a właściwie wieczory, pełne emocji i oczekiwania. Panie i Panowie, oto przed Wami książka, która zafundowała mi ciekawie spędzony czas! Kod Altmana.

Po raz kolejny mamy przyjemność śledzić losy pułkownika Jona Smith'a, naukowca i lekarza pracującego na co dzień w Wojskowym Instytucie Chorób Zakaźnych, który jest również agentem Tajnej Jedynki - organizacji wywiadowczej znanej nielicznym, podlegającej wyłącznie prezydentowi. Tym razem Smith, będąc na konferencji na Tajwanie, otrzymuje zadanie proste i łatwe do realizacji. Ma się spotkać z pośrednikiem, odebrać od niego i przekazać dalej pewną przesyłkę. Jednak nie wszystko idzie zgodnie z planem. Jon udaje się do Chin by odszukać kopie dokumentu, który jest tak ważny dla losów Ameryki, Chin i wszystkich ich sojuszników. Tymczasem "Cesarzowa", ogromny statek handlowy, wypłynął z portu i zmierza w kierunku Zatoki Perskiej, gdzie nic już nie powstrzyma go przed rozładunkiem... Czy wiezie to, co zapisane jest w oficjalnych dokumentach, czy może jednak nie? Pułkownik Smith musi znaleźć dowody wskazujące na przekręt, który może doprowadzić do ponownego rozpoczęcia zimnej wojny lub działań zbrojnych między dwoma wielkimi mocarstwami. Czasu jest mało, a Chiny są ogromne. Dodatkowo Grupa Altmana i jej poplecznicy nie chcą, aby prawda ujrzała światło dzienne.

Jest to na prawdę świetna powieść. Ludlum jeszcze mnie nie zawiódł i wiem, że sięgając po książkę opatrzoną jego nazwiskiem czeka mnie miło spędzony czas. Tajemnice, intrygi, kłamstwa i zdrady przeplatają się nawzajem tworząc wielką sieć oszustw, które nie łatwo odróżnić od rzeczywistości. Kto pracuje dla kogo i czy można mu zaufać? Wspaniale skonstruowana fabula, wiele wątków, które wnoszą do historii coś ciekawego, dynamiczne tępo akcji. To wszystko sprawia, że Kod Altmana to powieść, którą czyta się szybko i przyjemnie. Czasem nawet łezka zakręci się w oku...

Język, którym posługuje się autor nie jest ani specjalistyczny, ani w jakikolwiek sposób przesadzony. Dokładnie taki, jakiego używamy na co dzień.

Bohaterowie zostali ożywieni przez Roberta Ludluma. Tchnął w nich życie i dał niesamowitą osobowość. Każdy z nich jest jedyny w swoim rodzaju, a mimo to nikt nie rzuca się w oczy i nie występuje przed szereg krzycząc "nade mną pracował najdłużej!". Tło akcji również zostało nakreślone z niezwykłą precyzją i dbałością o szczegóły, chociaż tak na prawdę miasto to miasto. Jednak to miało swojego własnego ducha. Klimat sprzyjający rozwojowi wypadków.

Zachęcam do przeczytania Kodu Altmana jak i innych powieści Ludluma. Jest to powieść dla każdego, kogo kręcą tajni agenci i misje specjalne oraz niesamowite przygody!

czwartek, 12 kwietnia 2012

"Skandal z Modiglianim" - Ken Follet

Tytuł: Skandal z Modiglianim
Tytuł oryginalny: The Modigliani Scandal
Autor: Ken Follet
Tłumaczenie: Juliusz Garztecki
Ilość stron: 254
Wydawnictwo: Albatros
Ocena: 6/10 (dobra)

Nadrabiam moje czytelnicze zaległości. Właśnie skończyłam czytać Skandal z Modiglianim i muszę przyznać, że książka jest na prawdę dobra! Momentami bawi, czasem zmusza do rozmyślań, ale jest lekka i czyta się ją przyjemnie.

Poznajemy historię kilkorga ludzi, którzy wydają się nie być ze sobą powiązani w żaden sposób: wzięta aktorka, młody niespełniony malarz, wybitna studentka historii sztuki. Jest jednak coś co sprawia, że są sobie w pewien sposób bliscy. Sytuacja materialna, własne widzimisię czy chęć zaistnienia w towarzystwie przyczyniają się do tego, że wszyscy, jeden po drugim, zaczynają szukać pewnego obrazu. Obrazu Modiglianiego. Trasa do ukrytego skarbu wiedzie przez Paryż, Rimini, aż do maleńkiej wioski u wybrzeży Adriatyku, gdzie krzyżują się ich drogi.

Na 250 stronach książki przewija się całą masa bohaterów pierwszoplanowych i drugoplanowych. Jednak z racji świetnie stworzonych kreacji  wszyscy zapadają głęboko w pamięć. Język jest przystępny, czyta się szybko i przyjemnie. Historia co prawda nie przyprawia o dreszcze ani o wybuchy płaczu czy śmiechu, ale jest to lektura niezwykle zajmująca i wciągająca. Polecam wszystkim: i miłośnikom sztuki i tym, którzy nie mają z nią nic wspólnego. :)

sobota, 10 marca 2012

"Zamieć" - Ken Follet

Tytuł: Zamieć
Tytuł oryginalny: Whiteout
Autor: Ken Follet
Tłumaczenie: Jacek Manicki
Ilość stron: 446
Wydawnictwo: Albatros
Ocena: 7/10

Na prawdę niezła powieść sensacyjno-kryminalna. Tak określiłabym jej gatunek. Fabuła trochę znajoma, ale bohaterowie, tło akcji i jej przebieg zaskoczyły mnie na plus. I to ogromny. Jest to dopiero druga książka Kena Folletta jaką miałam możliwość przeczytać, ale zapowiada się na dłuższą znajomość z tym autorem i jego dziełami.

Śmiertelny wirus wydostaje się z laboratorium. Po raz pierwszy i po raz drugi nie przypadkowo, ale w jakimś konkretnym, nikomu nie znanym celu. Oba te zdarzenia zostają natychmiast wykryte przez Toni Gallo, szefową ochrony instytutu, w którym prowadzone są nad nimi badania. Co wspólnego mają ze sobą te dwa zdarzenia oraz jak wpłyną one na święta Bożego Narodzenia, które już niebawem. Tymczasem nad okolicą nieoczekiwanie pojawia się zamieć, która uniemożliwia ucieczkę złodziejom wirusa Madoby-2 oraz pomoc Stanleyowi, właścicielowi Instytutu, oraz jego rodzinie.

Książkę czyta się szybko i przyjemnie. Ja jednak rozwlekałam lekturę w nieskończoność z powodu braku czasu i czytałam ją jeżdżąc środkami komunikacji miejskiej. Co prawda ostatnio spędzam w tramwajach dużo czasu, więc Zamieć przeczytałam w miarę szybko.

Recenzja krótka, bo i czasu na wszystko ostatnio bardzo mało, ale obiecuję, że jak tylko znajdę go więcej to zacznę systematyczniej uzupełniać wszystko co się da :)) Wszystkim gorąco polecam tą książkę i składam spóźnione życzenia Wszystkiego co Najlepsze z okazji Dnia Kobiet :DD

piątek, 14 października 2011

Sensacja według Ludluma, czyli "Mozaika Parsifala"

Tytuł: Mozaika Parsifala
Tytuł oryginalny: The Parsifal Mosaic
Autor: Robert Ludlum
Tłumaczenie: Filip R. Piotrowski
Rok wydania powieści: 1982
Ilość stron: 575

Kolejny raz miałam przyjemność przeczytać mistrzowską powieść Roberta Ludluma. Intrygi i tajemnice, agenci rządowi, tajne operacje, dokumenty, które nie powinny ujrzeć światła dziennego, zdrajcy, szaleńcy i głęboko zakonspirowani agenci wrogich państw. To wszystko i wiele więcej odnalazłam na 575 stronach Mozaiki Parsifala.

Bohaterem, któremu towarzyszymy od pierwszych stron książki, jest Michael Havelock, a właściwie Michaił Havlicek, amerykański agent czeskiego pochodzenia. Postanawia odejść ze służby, gdy dowiaduje się, że Jenna Karas, jego partnerka za równo w pracy jak i w życiu, jest zdrajczynią pracującą dla KGB. Michael jest świadkiem jej śmierci. Oszołomiony, przygnębiony składa rezygnację i próbuje rozpocząć nowe życie. To jednak na nic, bo pewnego dnia widzi Ją na dworcu całą i zdrową.


W pewnym momencie przenosimy się do Białego Domu, oddalonego od Michaela i jego problemów o kilka tysięcy kilometrów. Mimo odległości kwestie poruszane w podziemiach budynku są bardzo powiązane z Havelockiem i jego sprawami. Pozornie wydaje nam się, że te dwie sprawy nie mają ze sobą związku, bo co wspólnego ma zdradzony agent z tajemniczym Parsifalem, który pragnie doprowadzić do wojny atomowej między USA, a ZSRR I ChRL? Okazuje się, że całkiem sporo.

Kluczem do rozwiązania tajemniczej zagadki jest Dylemat, który w kluczowym momencie zaczyna mieszać się do sprawy. To za jego przyczyną giną kolejni związani ze sprawą ludzie, wszystkie plany rozpadają się w drobny mak, a Michaił żyje w ciągłym stresie.

Mozaika Parsifala jest wielowątkową powieścią. Oprócz zdarzeń rozgrywających się w tym  czasie, powracamy czasem do przeszłości Havelocka i poznajemy jego dzieciństwo, dowiadujemy się przez co przeszedł i dlaczego jest tym kim jest. Każdy bohater ma swoją historię, każdy jest prawdziwy, jeśli tak można powiedzieć o postaci książkowej. Życie niektórych jest wręcz nieprawdopodobne, inni wiodą żywot jak najbardziej normalny, nie odbiegający od normy, patrząc z perspektywy wykonywanego zawodu. Nie mogą jednak stać się obojętni na to co dzieje się wokół nich: spiski, tajne operacje, rozkazy, które zostały wydane i potwierdzone, ale nikt się do nich nie przyznaje, wtyczki, podwójni agenci...

Z tym wszystkim spotkałam się czytając kolejną znakomitą książkę Roberta Ludluma. Pełna napięcia i emocji, naszpikowana tajemnicami, między którymi znajduje się nie znany nikomu Parsifal, z mnóstwem nagłych zwrotów akcji. Napisana w narracji trzecioosobowej w tak wspaniały sposób, żeby czytelnik o krok wyprzedzał bohaterów Mozaiki Parsifala. Zabieg ten spowodował, że znałam niebezpieczeństwa czyhające na bohaterów, a dreszcz emocji pojawiał się na moich plecach w momencie, w którym niczego nieświadomi pakowali się pułapkę.

Znakomita powieść sensacyjna dla wszystkich uwielbiających ten rodzaj literatury oraz tych, lubiących dreszczyk emocji.