Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lektury. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lektury. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 marca 2014

"Jądro Ciemności" - Joseph Conrad

Tytuł: Jądro ciemności
Tytuł oryginalny: Heart of Darkness
Autor: Joseph Conrad
Ilość stron: 70
Wydawnictwo: GREG
Ocena: 8/10 (znakomita)

Tym razem klasyk. Nowela, która w liceum jest czytana jako lektura. Z reguły o takich książkach czytelnicy, czyli uczniowie, nie mówią zbyt pochlebnie. Ja jednak jestem w opozycji i twierdzę, że jest to literatura na prawdę zajmująca. 

Jądro Ciemności to historia wyprawy wgłąb puszczy oraz wgłąb siebie. Marynarz, który relacjonuje nam wydarzenia, jest głęboko poruszony tym, co przeżył. Z zaangażowaniem opowiada załodze o swojej podróży na Czarny Ląd, gdzie jako kapitan parowca transportującego kość słoniową poznał niezwykłego człowieka. Marlow, nasz narrator, już na początku swojej wyprawy usłyszał o Kurtz'u - kierowniku placówki położonej najdalej w głębi lądu. Według relacji napotkanych ludzi była to osoba niesamowicie zaradna, posiadająca wielkie cele i ideały - prawdziwy kolonizator. Do tego sprowadzał z lądu najwięcej kości słoniowej. Marynarz zapragnął go poznać i ta myśl przyświecała mu podczas wyprawy. Istnienie Kurtz'a urzeczywistniało się z każdym dniem i z każdym dniem stawało się też jasne, że wszystko co do tej pory o nim słyszał mogło być tylko ułudą.

Joseph Conrad, który urodził się w Polsce, zmienił oblicze literatury angielskiej na początku XX wieku. W Jądrze Ciemności możemy zauważyć kilka cech wspólnych dla większości jego dzieł: wciąż pojawiające się motywy marynistyczne, pogłębioną psychikę bohaterów oraz niesamowity (przynajmniej według mnie) sposób prowadzenia akcji - niespieszny, podkreślający uczucia i krajobrazy. Mimo to nie monotonny. Mamy tu też bohatera typowego dla Conrada. Marlow jest uosobieniem dobra, człowiekiem prawie idealnym, podejmującym wyzwania i zawsze kierującym się swoimi zasadami.

Nowela, jak to nowela, nie ma wielu stron. Podzielona jest na trzy mniej więcej równe części, a w każdej z nich poznajemy coraz lepiej myśli i uczucia, które towarzyszyły Marlow'owi podczas wyprawy do Afryki. Razem z nim odkrywamy niezgłębioną dotychczas tajemnicę wielkiej rzeki i ludzkich zasad. Praw, które rządzą światem gdziekolwiek nie pojawi się człowiek.

Podsumowując, jest to miła do czytania lektura, którą można połknąć w jeden wieczór. Czas czytania i poziom zadowolenia z tej czynności zależy oczywiście od podejścia - jeśli nastawimy się po prostu na ciekawą historię to dostaniemy ją, ale bez rewelacji. Jeśli jednak skupimy się bardziej na bohaterach, ich uczuciach i symbolice niektórych zdarzeń powinniśmy czuć się usatysfakcjonowani w pełni :))


poniedziałek, 20 stycznia 2014

"Przedwiośnie" - Stefan Żeromski

Tytuł: Przedwiośnie
Autor: Stefan Żeromski
Ilość stron: 226
Wydawnictwo: GREG
Ocena: 6/10 (dobra)

Trochę nas ostatnio zasypało, ale do tej pory pogoda była iście nie na miejscu. Chciałoby się rzec, że zewsząd dobijała się do nas wiosna zapowiadana przez... No właśnie - przedwiośnie! Przedwiośnie, które rok rocznie zabawia się z nami w najlepsze zapowiadając ogrom zmian. Towarzyszy mu aura szczęścia, ale zazwyczaj jest chłodne i niezbyt przyjemne. Myślę, że podobna myśl przyświecała Żeromskiemu, gdy nadawał tytuł swojej powieści. Przedwiośnie jako pora roku i jako symbol występuje w niej dość często.

Bohaterem, którego historię poznajemy, jest Cezary Baryka - syn dwojga Polaków, wychowywany przez rodziców w Baku. Chłopiec miał szczęśliwe dzieciństwo, dopóki nie odcisnęła na nim swojego piętna pierwsza wojna światowa. Ojciec wyjechał, matka usychała z tęsknoty za Polską, Cezary przystał do rewolucjonistów. Z majętnego stał się biedakiem, ze zdrowego silnego młodzieńca - cieniem człowieka włóczącym się po zgliszczach miasta. Los pchnął go ku granicom Polski o których marzyła matka i opowiadał ojciec. Głęboko wierzył w słowa tego ostatniego i ufał, że w Polsce odnajdzie "szklane domy", które dla Seweryna Baryki były wizją nowej, odbudowanej, niepodległej Rzeczypospolitej. Rozczarowanie i samotność po przyjeździe, następnie walka z bolszewikami, namiętności, igraszki i ostateczne odrzucenie pięknych kobiet, a na końcu chwila zastanowienia nad swoim i cudzym losem. Wszystko to przeżył Cezary w uwolnionej od najeźdźców Polsce. Przedwiośnie zapowiadało zmiany nie tylko w jego życiu, ale w życiu wszystkich Polaków.

"Przedwiośnie" to powieść ciekawa, wciągająca. Opowiada o losach wojennych, rewolucji, a także romansach i sielance. Jest w niej wiele kontrastów, które mają na celu zwrócenie nam uwagi na problemy poruszane przez Żeromskiego. Jest symboliczna i dosłowna zarazem. Skłania do przemyśleń i jednocześnie odpowiada na niektóre pytania. Wszyscy bohaterowie, z Cezarym Baryką na czele, są nakreśleni realistycznie, konkretnie. Możemy ich polubić lub znienawidzić, ale przynajmniej wiemy za co. Język jest nieco przestarzały, ale nie oszukujmy się - nie może być dzisiejszy, bo "Przedwiośnie" powstało prawie sto lat temu. Jedyne zarzuty kieruję do wydawcy: irytująca czcionka! Wolałabym przeczytać "50 stron więcej" niż męczyć się z takim drukiem...

Jako, że "Przedwiośnie" jest lekturą powinnam założyć, że większość ludzi je czytała. Wiem jednak aż nazbyt dobrze, że lektur zwykle się nie czyta, ale może czasem warto zrobić wyjątek? To nie tak, że książki, które "trzeba" przeczytać są gorsze, po prostu takie nam się wydają, bo jesteśmy zmuszeni do przeczytania ich w konkretnej chwili. Może stąd też moja ocena książki - dobra, a nie bardzo dobra : )

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

"Pan Tadeusz" - Adam Mickiewicz

Tytuł: Pan Tadeusz
Autor: Adam Mickiewicz
Ilość stron: 328
Ocena: 9/10 (rewelacyjna)

Powracam tu z emigracji, jak Jacek Soplica na Litwę! Ostatnie miesiące nie były łatwe i obfitowały w wiele nieprzewidzianych sytuacji oraz zajęć pozalekcyjnych, dlatego z żalem stwierdzam, że nie przeczytałam zupełnie nic! Nic poza szkolną lekturą, Panem Tadeuszem, która na prawdę bardzo mnie urzekła.

Akcja stworzonej przez Adama Mickiewicza historii rozgrywa się w latach 1811 - 1812, latach dzieciństwa autora, na Litwie, wśród dziewiczych puszcz, dworków szlacheckich, romansów i zawieruchy wojennej. Do Soplicowa powraca Tadeusz, bratanek panującego na włościach Sędziego Soplicy, syn Jacka, który przed laty za swoje czyny musiał uciekać z okolicy. Młodzieniec szybko przyzwyczaja się do rytmu życia na wsi, do polowań i uczt oraz towarzystwa państwa szlachty. Szlachta w Soplicowie była bardzo osobliwa, bo chociaż pod zaborem Moskali się znajdowali, wciąż, wedle tradycji, używali starych tytułów oraz ciągnęli dawne spory. Rejent z Asesorem kłócili się czyj hart sprytniejszy, czyja szabelka zwrotniejsza, czyja strzelba celniejsza. Sędzia Soplica z Hrabią Horeszką wiedli bój o zamek zarówno na drodze sądowej jak i zbrojnej. Gerwazy wciąż mianował się Klucznikiem, chociaż dawno już nikt nie musiał kluczy Zamkowych pilnować, Protazy wciąż Woźnym nazywany, ale od dawna żadnej nie obwieszczał sprawy, żadnych pozwów nie wnosił. Cały zaścianek Dobrzański pełny przezwisk i pseudonimów, bo co męski potomek się zrodził to Maciek albo Bartek. We dworze Sędziego gościła do tego Telimena, ciotka daleka Tadeusza, która pod swoją opieką miała Zosię, córkę Ewy Horeszkówny, niespełnionej nigdy miłości Jacka Soplicy.

Oprócz kłótni, waśni, sporów i romansów między szlachtą powstawało zarzewie buntu przeciw Moskalom. Wszyscy oczekiwali już nadejścia wojsk Napoleońskich i Legionów Dąbrowskiego. Niemała była w tym zasługa Księdza Robaka, który jeździł, rozmawiał, tajne wiadomości przynosił i powstanie Litewskie po cichu planował. Nie był to Ksiądz zwykły, posłuch wśród ludzi miał niesamowity, chociaż na codzień był to człek samotny. Jego tajemnica to klucz do całej historii oraz wzór dla romantyków.

Oprócz tego, że historia jest na prawdę ciekawa i absorbująca, posiada też inne walory: kulturowy, patriotyczny i historyczny. Opisów ubioru, zwyczajów i przyrody jest w tekście na prawdę sporo. Ponadto urzekł mnie sam język, którym posługuje się Mickiewicz w tym utworze i oczywiście niesamowity warsztat - napisać ponad trzysta stron trzynastozgłoskowcem - na prawdę szacunek!  Żeby się nie zmęczyć czytając trzeba to na prawdę polubić. Ja uważam, że warto, bo Pan Tadeusz to kawał dobrej roboty: ciekawa fabuła i wspaniały język. Do tego niezwykli i zwykli bohaterowie. Serdecznie polecam!

Książka przeczytana w ramach wyzwań: "Polacy nie gęsi..." i "Z półki".

wtorek, 22 stycznia 2013

"Kordian" - Juliusz Słowacki

Tytuł: Kordian
Autor: Juliusz Słowacki
Ilość stron: 99
Wydawnictwo: GREG
Ocena: 6/10 dobra

Powiem brutalnie - za czytanie Kordiana wzięłam się tylko dlatego, że jest on moją lekturą. Po III. części Dziadów nie oczekiwałam niczego ponad to, co zaoferował mi Mickiewicz. Nie przepadam za dramatami, więc nie czułam smutku czy rozczarowania kończąc moje spotkanie z "innym wcieleniem Konrada". Mogę nawet przyznać, że pozytywnie zaskoczyło mnie tempo w jakim uwinęłam się z czytaniem, co oznacza, że tekst był dobry, jak na mój gust. Jeśli miałabym osobną skalę dla dramatów byłby pewnie oceniony lepiej, ale w porównaniu z uwielbianymi prze ze mnie książkami innego rodzaju, mieści się w pojęciu "dobre".

Akcja Kordiana rozgrywa się na przestrzeni mniej więcej trzydziestu lat. Najpierw wkraczamy w nowy wiek, który miał być mrocznym okresem w dziejach naszej historii. Nieco później poznajemy Kordiana, młodego romantyka uwikłanego w romans ze starszą od siebie Laurą. Poczucie samotności i niezrozumienia przez świat pchają go ku samobójstwie. Pod wpływem czasu psychika chłopca zmienia się. Świat go rozczarował, ale też wiele nauczył. Przebywając na szczycie Mont Blank Kordian wypowiada słowa, które zna prawie każdy z nas: "Polska Winkelriedem narodów!". Kierując się emocjami, a nie rozumem i chłodną logiką, Kordian podejmuje się czynów szalonych. W rządzonym przez cara Królestwie Polskim zawiązuje się spisek, w którym uczestniczy nasz bohater. Jak przyjdzie mu skończyć... Nie wiem czy się dowiemy!

Kordian to dramat napisany przez Juliusza Słowackiego, największego, obok Adama Mickiewicza, wieszcza polskiego. W tym utworze nawiązywał bezpośrednio do postawy i koncepcji patriotyzmu uznawanego przez swojego starszego kolegę. Krytykował go w sposób wyrafinowany, nie wdając się w bezmyślne sprzeczki, ale tworząc inną koncepcję, prezentowaną przez Kordiana (swoją drogą Kordian - Konrad... dość podobne imiona.). W dramacie poruszył jeszcze dwa ważne wątki: dorastanie młodego człowieka i próbę rozliczenia powstania listopadowego. Kordiana czytało mi się bardzo przyjemnie, kiedy już wpadłam w odpowiedni rytm. Jest to na prawdę wartościowa lektura, dlatego w pełni popieram narzucanie nam takich w szkołach. Sama z siebie nie wiem kiedy bym sięgnęła po dramat Słowackiego, a tak - proszę bardzo! Już mam go za sobą :)

Książka przeczytana w ramach wyzwań: Polacy nie gęsi..., To już było, Pod hasłem. Zapraszam do wspólnej zabawy! :)


sobota, 25 sierpnia 2012

Henryk Sienkiewicz - "Potop"

Seria: Trylogia Sienkiewicza
Tytuł: Potop
Autor: Henryk Sienkiewicz
Ilość stron: 1370
Wydawnictwo: Składnica Księgarska
Ocena: 9/10

Muszę ochłonąć zanim zabiorę się za recenzowanie, lub choćby opisywanie, tej na prawdę niesamowitej książki. Wielu przede mną już się za to wzięło wychwalając Potop pod niebiosa, a ja do tej pory byłam przekonana, że to tylko czcze gadanie. W końcu nie byle jaki autor, a i sama powieść doczekała się ekranizacji i rok w rok wałkowana jest przez rzeszę uczniów, którzy mają ją za lekturę, dlatego czemuż to mieli jej nie chwalić? Okazało się jednak, że czynili słusznie, nie tylko przez wzgląd na nazwisko Sienkiewicza. Powieść jest wspaniała, wzruszająca i wzbudzająca ducha patriotyzmu. Przecież właśnie po to była pisana.

Jako druga część Trylogii Sienkiewicza jest poniekąd kontynuacją Ogniem i mieczem, której to książki niestety jeszcze nie przeczytałam, ale zapoznałam się z nią oglądając setki razy ekranizację. Bohaterowie, którzy w poprzedniej części wsławili się znacznie walcząc pod wodzą księcia Jeremiego Wiśniowieckiego spotykają się ponownie, by stawić czoło Szwedem najeżdżającym Rzeczpospolitą. Łączą się ze sobą w Kiejdanach u boku hetmana wielkiego i księcia Litewskiego Janusza Radziwiłła. Na jego dworze poznają też Kmicica - żołnierza niezrównanego w boju, ale okrytego nie lada sławą i niesławą (przynajmniej wśród Litwinów).

Ów Kmicic jest bohaterem, na którym skupia się większa część powieści. W blasku sławy przybywa do Lubicza i Wodoktów, gdzie poznaje Oleńkę Billewiczównę zapisaną mu w testamencie przez dziadka dziewczyny. Nie spodziewał się młody żołnierz, że zapała do niej z miejsca tak ogromną miłością. Gotów był jej nieba przychylić. Mimo to dusza swawolnika wzięła górę i uczynił wiele złego na laudzie, pozwalając swoim ludziom na hulanki, zabawy i swawole. Przed wyrokami sądowymi schronił się pod płaszczem Radziwiłła, któremu przysiąg służyć cokolwiek by się stać miało. A stało się wiele złego, bo choć już Oleńka wybaczyła mu dawniejsze uczynki, chociaż znalazł przyjaźń wśród znamienitej kompanii jaką tworzyli Zagłoba, Wołodyjowski i Skrzetuscy, to stanął on przy zdrajcy Radziwille, gdy ten całą Litwę i Żmudź poddał bez walki królowi Szwedzkiemu. Wiele upłynęło krwi polskiej przez niego, wiele kobiet straciło mężów i synów, wiele złego stało się..

Przyszła jednak i na Kmicica pora, bo gdy odkrył prawdę o zdradzie Radziwiłła począł pomagać wojskom Jana Kazimierza z całych swoich sił. Pod przybranym nazwiskiem, Babinicz, ostrzegł chorągiew Wołodyjowskiego o pochodzie księcia Janusza na Podlasie, bronił Częstochowy niejednokrotnie będąc tylko o włos od śmierci, wreszcie osłaniał piersią samego króla. Nazwisko jego mieli na ustach wszyscy w całej Polsce, panny patrzyły na niego wzdychając, a on nosił wciąż w sercu miłość do Oleńki.

Długo by można opowiadać o losach pana Andrzeja Kmicica i jego kompanii. Najlepiej jednak jest poznać ją sięgając po książkę, która gwarantuje wiele emocji, przygód i wiary w nasz naród. Spędziłam wiele czasu czytając tą książkę, bo nie należy do najcieńszych, ale nie żałuję, bo jest to jedna ze wspanialszych powieści historycznych, którą czytałam. Jest w niej wiele fikcji literackiej, ale też wiele prawdy historycznej. Opisane bitwy, postaci i miejsca, które są w naszej pamięci do dziś.

Bohaterowie powieści są wielobarwni, prawie prawdziwi. Co prawda część z nich rzeczywiście stąpała po Polskiej ziemi, ale większa część byłą zmyślona przez autora. Wykreował ich z taką precyzją, że bez encyklopedii historycznej lub chociaż wikipedi nie bylibyśmy w stanie odróżnić tych prawdziwych od tych fikcyjnych. Niektórzy są źli i obłudni do szpiku kości, jak chociażby książę Bogusław Radziwiłł, który stał się największym wrogiem Kmicica. Inni do rany przyłóż i z latarnią drugiego takiego szukać. Byli i tacy, którzy bardziej dbali o siebie niż o ojczyznę; porywczy, ale z dobrym sercem; głupi, ale z mocną pięścią. Każdy inny, każdy wspaniały.

Schemat powieści Sienkiewiczowskich jest taki sam w przypadku każdej, po którą sięgałam do tej pory. Jest kawaler, który nad życie miłuje pannę, jednak nie może być z nią z przeróżnych przyczyn. Próbuje jednak zrobić wszystko, by ją odnaleźć i spędzić przy niej resztę życia. Tak jest i w przypadku Potopu. Mimo powtarzającego się schematu cała twórczość Sienkiewicza jest świetna. Trafia mi się jedna jego książka średnio na trzy lata. W podstawówce zaznajomiłam się ze Staniem i Nel z W Pustyni i w Puszczy, kilka lat później czytałam Krzyżaków, a teraz Potop. Wszystko to były lektury, lektury wspaniale.

Polecam wszystkim gorąco, bo chociaż słowo "lektura" lub ilość stron może odstraszać, to treść zachęca. Historia jest wspaniała i chwytająca za serce! Poza tym wchodzi w głowę (ja już powoli zaczynam odzwyczajać się od używania niektórych zwrotów, bo były dni, kiedy do całej rodzinki zwracałam się po staropolsku :D).

Udało mi się też zapisać kilka całkiem fajnych cytatów:
"(...) nazwisk nie spamiętałem, bo takie cudaczne były, jakoby kto ogary w kniei nawoływał."
"(...) jestem pewien, że sercu zaraz cugli popuści, a ono bryknąć na pastwisko miłości z największym impetem nie omieszka."

Teraz pora obejrzeć film! :)

niedziela, 8 stycznia 2012

"Makbet" - William Shakespeare

Tytuł/Tytuł oryginalny: Makbet
Autor: William Shakespeare
Tłumaczenie: Józef Paszkowski
Ilość stron: 106 + opracowanie
Wydawnictwo: GREG
Ocena: 7/10

William Shakespeare znany jest jak świat długi i szeroki, ale nie jest do końca pewne, czy taki ktoś w ogóle istniał. Istnienie Shakespeare'a, a więc i jego twórczość, owiana jest tajemnicą. Być może był to pseudonim innego artysty, a może jednak żył na prawdę? Kto to wie? Są to jednak tylko domysły ludzi poszukujących intrygujących historii, nam pozostaje zadowalać się lekturą. Do tej pory miałam do czynienia tylko z jednym jego dziełem: Romeo i Julia. Nie od dziś wiadomo mi jednak, że napisał więcej. Nie obce są mi takie tytuły jak Otello czy Sen nocy letniej, jednak nie miałam jeszcze okazji zapoznać się z nimi tak jak należy. Teraz jednak mogę pochwalić się znajomością już drugiej tragedii pióra Shakespeare'a, Makbeta.

Jest to utwór mówiący bardzo dużo o wewnętrznej przemianie człowieka. Tytułowy Makbet, wspaniały dowódca szkockiej armii, spotyka na swej drodze trzy Czarownice, które swoim powitaniem przepowiadają mu jego przyszłość. Według ich zapewnień ma on stać się królem. Nie wierzy on zbytnio słowom napotkanych kobiet, jednak jego żona, Lady Makbet, namawia go do wypełnienia swojego losu: proponuje mu współudział w zabójstwie obecnego króla Szkocji, który gościć ma u nich w zamku. Makbet niechętnie przystaje na to. Jednak ambicja wzięła górę i własnymi rękoma zamordował króla. Od tego momentu zmienił się nie do poznania. Początkowo roztrzęsiony i przerażony każdym szeptem, stał się później wręcz zuchwały, pewny, że nikt ie jest w stanie stawić mu czoła i odebrać tronu.

W tej historii Shakespeare pokazuje nam jak szalony może stać się człowiek, którego do złego popycha chęć zdobycia władzy. Szaleje on i jego otoczenie. Obsesyjnie próbuje zmyć krew ze swoich rąk - dosłownie i w przenośni.

Jak na dramat średniowieczny przystało znajdziemy tu nieco archaizmów, a język nie będzie tak łatwy jak w przypadku ówczesnych powieści. Zawiłe zdania, przenośnie, przerzutnie i wiele innych zabiegów artystycznych, które upiększają utwór, ale jednocześnie utrudniają czytanie zostało wykorzystanych przez autora w Makbecie.

Historia Makbeta jest naprawdę warta uwagi. Mimo tego, że niektóre książki przestają być chętnie czytane, tylko dlatego, że są lekturami obowiązkowymi w szkole, myślę, że Makbet dalej jest historią wciągającą. Nic na tym nie stracił, tylko zyskał czytelników. Polecam, na prawdę warto! Czy jako rozrywkę czy jako lekturę szkolną :)

okładki: 1) wydawnictwo GREG, 2) wydawnictwo W.A.B, 3) wydawnictwo Znak

piątek, 9 grudnia 2011

Każdy chciałby zdążyć przed Panem Bogiem.

Tytuł: Zdążyć przed Panem Bogiem
Autor: Hanna Krall
Ilość stron: 138
Wydawnictwo: GAMMA

Hanna Krall w Zdążyć przed Panem Bogiem przedstawia historię powstania w Getcie Warszawskim. Na treść książki składa się krótki wywiad z Markiem Endelmanem, reportaż i opis. Wszystko w dość luźnej kompozycji, niechronologicznie, opowiedziane po to, by pamiętać. Żeby wiedzieć co się działo, poznać prawdę, a nie oceniać.

Cała książka jest zapisem rozmowy autorki i M. Endelmana, który jest szczery do bólu, aż nieprzyzwoicie szczery. Ale opowiada jak było, co działo się na prawdę. Bez kolorowania, bez upiększania albo dodawania komuś odwagi, której nie posiadał czy heroizmu, którym się nie wykazał. Opowiadał o życiu mówiąc o śmierci, o umieraniu "z fajerwerkiem". O postawie ludzi mieszkających w Getcie. Jak znosili myśl o śmierci i czy o niej w ogóle myśleli? Mówił, że nie zdawali sobie sprawy z tego, że wchodząc z chlebem do wagonów jechali na śmierć, a nie do pracy. O tym jak propaganda hitlerowska wpływała na życie codzienne.
Jego wspomnienia z czasów powstania przeplatają się ze stosunkowo niedawnymi przypadkami ze szpitala. Wszystko jednak do czegoś prowadzi, o czymś nam mówi. Zmusza do myślenia i do przyjęcia historii taką jaką jest - bez zmian.

Lektura jest całkiem przyjemna, bo można odnieść wrażenie, że uczestniczy się w rozmowie. Może nie łatwa i nie idzie zapamiętać wszystkiego, ale nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby pamiętać!

poniedziałek, 10 października 2011

Antyczna telenowela czyli "Król Edyp"

Tytuł: Król Edyp
Autor: Sofokles
Przekład: Kazimierz Morawski

Takiego scenariusza nie powstydziłaby się żadna brazylijska telenowela! Już w około 430 roku p.n.e. Sofokles stworzył pierwowzór dzisiejszych seriali.

Ale tak na serio, Król Edyp to tragedia jakich mało! Większość życia głównego bohatera usiana jest tajemnicami i tragediami. Wszystko wiąże się ze strasznymi wróżbami wyroczni: Syn zabije Ojca i poślubi jego Małżonkę, a swoją Matkę. Aby uniknąć takiej sytuacji Syn zostaje okaleczony i porzucony w górach. Jednak los zsyła człowieka, który go odnajduje i daruje mu nowe życie. Tak oto klątwa wypełni się.

Może tragedie antyczne nie należą do moich ulubionych gatunków literackich, ale podoba mi się tło ich akcji: nawiązania do mitologi są jedną z tych rzeczy, które w Królu Edypie, oraz czytanej wcześniej przeze mnie Antygonie, uwielbiam. Bogowie Olimpijscy tak nadludzcy w swej mocy, a jednak tak ludzcy w swych postępowaniach: raz zsyłają klęski, a raz niewyobrażalne powodzenie i bogactwa na ludzi zamieszkujących ziemię.

Oczywiście specyficznego charakteru nadaje temu utworowi fakt, iż jest on dramatem: podział tekstu na role, didaskalia, występujący Chór. Nic dziwnego, bo Król Edyp w czasach starożytnych był wystawiany w Grecji podczas świąt Apollina (nie zjedzcie mnie, jeśli okaże się, że były to święta innego greckiego boga!). Grany od świtu do zmierzchu wciąż w tej samej scenerii, ale ze zmianą bohaterów na scenie. Niósł ze sobą przesłanie do ówczesnych ludzi: bójcie się bogów, przeznaczenie jest największą potęgą! Ale także przestrzegał przed popełnianiem przestępstw różnorakich, oraz przedstawiał inne cenne rady.

Mitologia ma to do siebie, że została przez nas przyswojona bardzo mocno i dziś cały czas mamy z nią kontakt. Powiedzenie kompleks Edypa, lub w wersji żeńskiej kompleks Jokasty znane jest chyba każdemu. Ten przykład obrazuje to jak dużo czerpiemy z innych kultur: ich tradycji czy literatury. Mity zachwycają, a tym bardziej historie, które rozgrywają się z nimi w tle.

sobota, 1 października 2011

"Dżuma" - Albert Camus

Tytuł: Dżuma
Tytuł oryginalny: La peste
Autor: Albert Camus
Tłumaczenie: Joanna Guze
Rok wydania powieści: 1947
Ilość stron: 191

Długo zastanawiałam się jak zacząć recenzję Dżumy. Ostatecznie stwierdzam jednak, że streszczanie jej czy opowiadanie o wydarzeniach, które miały tam miejsce jest bez sensu. Książka napisana przez Alberta Camus'a jest na prawdę świetna! Czytało mi się ją ciężko, ale sama fabuła, bohaterowie i nastrój odpowiadały mi. Nie jest to typowa powieść o epidemii czy kataklizmie dotykającym społeczeństwo. Dżuma ma swoje drugie dno.

Dżuma została wydana w 1947 roku, krótko po zakończeniu II Wojny Światowej. Nastój panujący w książce odpowiada nastrojom panującym w tamtym czasie. Dowiedziałam się na lekcji polskiego, że Dżuma jest powieścią paraboliczną: za pomocą "czegoś" mówi o "czymś innym". Autor na przykładzie miasta odizolowanego od świata z powodu choroby przedstawia nam życie mieszkańców gett, ludzi chorych, samotnych, a także zdrowych i obojętnych na krzywdy innych. Każdy z bohaterów powieści Alberta Camus'a jest odpowiednikiem pewnego typu ludzi. Mamy doktora Rieux, który poświęca się całkowicie pomocy chorym, ale mamy także Cottarda, któremu na rękę jest epidemia, bo dzięki niej wzbogaca się na nielegalnym handlu.

Jest to powieść bardzo ciekawa. Obraz ukazujący chorobę i zachowanie ludzi jest realistyczny, odzwierciedla uczucia targające współobywatelami zamieszkującymi Oran. Za równo ta odsłona opowieści, jak i ta mówiąca nam podświadomie o tragedii wojny, jest niezwykle interesująca, wciągająca i pouczająca.

Mimo wszystko poczekałabym z czytaniem Dżumy jeszcze kilka lat, ale co zrobić? Była to moja lektura, więc nie wypadało powiedzieć - "przepraszam, przeczytam w 3. klasie, a nie w pierwszej, bo sądzę, że tak będzie lepiej i zrozumiem więcej."

sobota, 5 lutego 2011

"Świętoszek" - Molier; stosik (1)

. PolsI oto skończyłam dziś zaczętą sztukę Moliera, "Świętoszka". Przyznam, że nie lubię czytać dramatów, ale akcja "Świętoszka" była bardzo interesująca, trochę jak z powieści kryminalnej.

 Molier we wspaniały, trochę przesadny jak to w komediach, sposób przedstawił bohaterów. Tytułowy Świętoszek - pan Tartuffe - udając pobożnego do granic możliwości był w rzeczywistości podłym i chciwym człowiekiem. Potrafił omotać biednego Orgona tak, że nie wierzył własnej żonie i chciał wydać za niego swoją córkę oczywiście czyniąc go jedynym spadkobiercą.

"Świętoszek" przeniesiony w dzisiejsze realia mógłby stać się bardzo poczytną powieścią. Jest w nim obłudnik, który udając dobrego chce wyłudzić pieniądze od uczciwego człowieka obracając go przeciwko rodzinie. Jest też wierna żona poczciwca, w której zadłużył się sprytny naciągacz, córka, którą ojciec postanawia wydać za "przyjaciela" oraz jej pokojówka, która od początku odradza i naśmiewa się po cichu z decyzji Pana domu. Oczywiście znalazł się tu też wielkoduszny i światły książę, który przejrzał naciągacza i oczyścił uczciwego poddanego z zarzutu, którym obarczył go ów kłamca.

Taka powieść mogłaby stać się niezłym kryminałem, jeśli dodalibyśmy do tego ukrywanie przestępcy lub morderstwo. Mogłaby byc też powieścią romantyczną. Jest jednak komedią, która mimo tego, że nie przepadam za dramatami bardzo przypadła mi do gustu.

Kończąc ją uznałam, że skoro w ciągu kilku godzin przeczytałam ja zaraz zabiorę się za kolejne książki i może do końca tygodnia czytając wieczorami uda mi się dokończyć chociaż jedną.Przejrzałam biblioteczkę z przedpokoju i wybrałam kilka dość cienkich książek:
Johan Wolfgang Goethe - Cierpienia Młodego Wertera
Paulo Coelho - Alhemik
Terry Pratvhett - Kolor magii
Margit Sandemo - Las ma wiele oczu
Hermann Hesse - Wilk stepowy.

Mam nadzieję, że przeczytam je jak najszybciej. Poza tym mam również nadzieję, że pomimo tego, że "Świętoszek" jest dramatem i lekturą nikt sie do niego za bardzo nie zrazi i z chęcią o przeczyta.