Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historie zagmatwane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historie zagmatwane. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 stycznia 2012

"Dziewczyna, która igrała z ogniem" - Stieg Larsson

Seria: Millenium 
Tytuł: Dziewczyna, która igrała z ogniem
Tytuł oryginalny: Flickan som lekte med elden
Autor: Stieg Larsson  
Tłumaczenie: Paulina Rosińska
Ilość stron: 699
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ocena: 8/10


Właśnie skończyłam lekturę drugiej części trylogii Millenium. Spędziłam z książką każdą wolną chwilę w tym tygodniu i nie żałuję czasu poświęconego na czytanie, czytanie i czytanie. Bardzo miło spędziłam czas próbując rozwiązać zagadkę pewnego morderstwa...

Lisbeth znika ze Szwecji na rok. Zrywa kontakty ze wszystkimi z dnia na dzień i nikt nie wie gdzie się podziewa. Kiedy wraca zostaje wplątana w paskudną sprawę...

Millenium wiedzie się całkiem dobrze. Jednak Mikael Blomkvist wciąż zastanawia się co stało się z Salander. Nieoczekiwanie dziennikarz Dag Svensson proponuje wydawnictwu współpracę - chciałby wydać książkę o sekshandlu w Szwecji. Propozycja zostaje przyjęta, a oprócz tego w wydaniu tematycznym poza dołączoną książką ma znaleźć się artykuł Daga. W czasie ma się to zbiec z obroną pracy doktorskiej Mii Bergman - dziewczyny Svenssona, która w dniu obrony miałaby zgłosić sprawę policji wraz z ujawnieniem nazwisk osób wplątanych w ten "biznes". Wkrótce potem dochodzi do okropnego zabójstwa.

Kluczem do wszystkiego jest Zala. Kluczem do odkrycia prawdy o nim jest Lisbeth.

Opasły tom prezentuje się bardzo imponująco. To co lubię w takich długich lekturach, jak właśnie Dziewczyna, która igrała z ogniem, to właśnie to, że można poruszyć wiele wątków i wszystkie, lub przynajmniej większość, doprowadzić do końca. Jest też więcej szczegółów niż w książkach znacznie mniejszych objętościowo. Szczegółów dotyczących zdarzeń rozgrywających się na kolejnych stronach powieści oraz tych dotyczących bohaterów, ich życia i osobowości.

Muszę przyznać, że niejedno w tym na prawdę świetnym kryminale, zaskoczyło mnie na plus. I to ogromny! Skryta Lisbeth Salander okazała się jeszcze bardziej tajemnicza niż przypuszczaliśmy. Powiązania między poszczególnymi bohaterami raz wydają się nie istnieć, a raz są tak wyraźne, że nie da się ich przeoczyć. Wszystko zależy od tego jaki informacje już się posiada. A niektóre informacje mają ogromną cenę.

Całe 699 stron czytałam z zapartym tchem, chłonąc każde kolejne słowo i czekając w wielkim napięciu na to, co wydarzy zaraz. Książka była na prawdę znakomita! Polecam tak samo gorąco jak tom I Trylogii - Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. :)

poniedziałek, 27 czerwca 2011

"I nie było już nikogo" - Agatha Christie

Tytuł: I nie było już nikogo
Tytuł oryginalny: And then there were none
Autor: Agatha Christie
Tłumaczenie: Roman Chrząstowski
Rok wydania powieści: 1939
Ilość stron: 159


Po lekturze Zwierciadło pękło w odłamków stos zapragnęłam przeczytać coś jeszcze napisanego przez A. Christie. Niestety, na zakończenie roku nie dostałam, tak wyczekiwanej, jej powieści. Zabrałam się za czytanie innej książki, jednak nie wzięłam jej ze sobą w podróż. Na drogę powrotną pożyczyłam za to od cioci czytaną już przeze mnie parę lat temu I nie było już nikogo.


Pomimo tego, że mgliście przypominałam sobie następujące jeden po drugim zdarzenia powieść powtórnie mnie zaskoczyła. Może wydawać się to dziwne, ale zupełnie nie przypominałam sobie zakończenia ani kolejności wypadków. Miałam przebłyski pamięci, ale dotyczyły one jedynie ogólnego zarysu całej akcji.


I nie było już nikogo miało pierwotnie inny tytuł. Autorka wydała powieść jako Dziesięciu małych Murzynków, a znana jest również jako Dziesięciu małych Indian lub Dziesięciu małych Żołnierzyków, jednak te tytuły nie przyjęły się ze względu na, jak kiedyś słyszałam, rasistowski podtekst. Ja jednak nie zarzucałabym tego autorce - tytuł bowiem jest jednym z wersów wyliczanki. Z nią związana jest cała akcja tej kryminalnej powieści.


 Akcja rozgrywa się na Wyspie Żołnierzyków zakupionej przez tajemniczego pana U. N. Owen'a. (Przy odrobinie fantazji "unknow".) Zaprasza on na nią ośmiu ludzi oraz zatrudnia małżeństwo jako służbę. Ludzie Ci nie są związani ze sobą w jakikolwiek sposób. Jest wśród nich starsza dama, młoda nauczycielka, sędzia, lekarz, były policjant, emerytowany wojskowy, młodzieniec i podróżnik. Nie ma na ziemi miejsca, w którym mogliby się przypadkowo spotkać. A jednak zostali oni poproszeni o przyjazd. Każdy z nich jednak otrzymał zaproszenie od kogoś innego - starego znajomego czy biuro pośrednictwa pracy. Tajemniczego pana Owena nikt nie zna.
Na wieczornym przyjęciu zostaje włączona płyta gramofonowa, na której wszyscy zebrani zostali oskarżeni o popełnienie morderstwa. Każdy z nich wypiera się zarzucanych mu czynów, ale napięcie i niepokój zaczyna narastać. Już chwilę po tym Anthony Marston, młody chłopak, który rozjechał dwoje dzieci, umiera. Wszyscy są przestraszeni zaistniałą sytuacją, jednak są naprawdę przerażeni dopiero rano, gdy okazuje się, ze we śnie zmarła pani Rogers, kucharka, której głos na gramofonie zarzucił morderstwo starszej damy, którą przed wieloma laty opiekowała się z mężem.
Po kolei giną ludzie zaproszeni na wyspę przez pana Owena. Wszyscy przyznają, że morderca jest wśród nich. Jednak nikt nie wie kto to i dlaczego to robi. Morderstwa następują po sobie jedno po drugim i za każdym razem mają związek z kolejnymi zwrotkami rymowanki. Pierwsze dwie ofiary zginęły, zgodnie z treścią, po posiłku, od zakrztuszenia i we śnie.
"Raz dziesięciu żołnierzyków pyszny obiad zajadało.
Nagle jeden się zakrztusił - i dziewięciu pozostało.

Tych dziewięciu żołnierzyków tak wieczorem balowało,
Że aż rano jeden zaspał - ośmiu tylko pozostało."

Wszyscy zostali zabici, lecz sami nie jesteśmy w stanie odgadnąć kto tak na prawdę był mordercą - tajemniczym panem U. N. Owen'em. Chyba, ze ktoś jest naprawdę dobrym detektywem. Cała sytuacja, motywy zabójcy oraz jego tożsamość, ujawnione zostają w liście, który pozostawił po sobie. 

Kto był "sędzią" w tym sądzie uniewinnionych za swoje przestępstwa, dlaczego doprowadził do sytuacji, w której ludzie bali się siebie nawzajem i oskarżali o popełnienie zbrodni? Tego, kochani czytelnicy, dowiecie się tylko jeśli przeczytacie I nie było już nikogo, powieść napisaną przez jedną z najlepszych autorek powieści kryminalnych - Agathę Christie. 

Z rymowanką kojarzy mi się śpiewana w szkole piosenka o Dziesięciu Braciach.

piątek, 3 czerwca 2011

Stephane Jougla - "Portret Nieobecnej"

Tytuł oryginału: Portrait d'une absente
Tytuł polski: Portret Nieobecnej
Autor: Stephane Jougla
Tłumacz: Joanna Polachowska
Ilość stron: 112
Rok wydania: 2006

Muszę przyznać, że zaciekawił mnie tekst na okładce. Można to streścić tak, że Marie, która zajmuje się wycenianiem mieszkań, wchodzi do jednego z nich i zaczyna przywłaszczać sobie życie jego właścicielki. Zaczyna się od tego, że zjada jej kolację, potem zasypia w łóżku Madeline. Zaczyna ubierać się w jej ubrania... Powoli zaczyna się w nią zamieniać.
Pomysł bardzo mi się spodobał, bo nie każdy może zamienić swoje życie. Marie miała takie szczęście, że znalazła się w mieszkaniu kobiety tak do niej podobnej, że ani przyjaciele, ani mąż nie zorientowali się w zamianie.

Uczucia bohaterki są bardzo rzeczywiste. Równie ciekawe są przemyślenia Marie oraz jej spostrzeżenia. Powolna przemiana w Madeline oraz nabywanie jej nawyków... To wszystko autor Portretu Nieobecnej przedstawił we wspaniały i zachwycający sposób. Potrafił trzymać w niepewności i jednocześnie tworzyć nastrój .

Mimo tego, że pomysł i około 100 stron książki były naprawdę świetne zakończenie nie podobało mi się zupełnie. Moim zdaniem nie wytłumaczyło nic i zakończyło książkę w momencie, w którym powinien nastąpić punkt zwrotny. Trochę też drażnił mnie brak dialogów (były może trzy lub cztery).

Ogólnie książka nie wypadłą fatalnie, ale zdecydowanie nie jest to najlepsza książka, którą czytałam. Dlatego właśnie oceniłam ją na 3/10.

czwartek, 10 marca 2011

"Pamiętniki wampirów" - L. J. Smith

"Pamiętniki wampirów" zostały napisane przez Lise Jane Smith. Pierwotnie była to trylogia, na którą składały się "Przebudzenie", "Walka" i "Szał". Wydane zostały w roku 1991 tak jak czwarta część serii "Mrok".  Późniejsze zostały wydane w 2009 i 2010 roku. Piąta część została podzielona przez polskie wydawnictwo na dwie części - "Powrót o zmierzchu: i "Uwięzieni". "Dusze cieni" to ostatnia, która ukazała się w Polsce książka z serii "Pamiętniki wampirów", ale kolejna "Północ" została wydana w stanach już w zeszłym roku, a my oczekujemy na premierę w najbliższym czasie. Przejrzałam też kilka stron na temat "Pamiętników" i okazało się, że kolejne trzy części są w planach. Tak, więc liczyłam na szybkie uporanie się z serią, a tu nic z tego. Będę musiała czekać na zakończenie.

"Przebudzenie" to pierwsza część. Bohaterka, która będzie prowadziła nas w te wszystkie dziwne przygody to piękna blondynka, która robi z facetami co chce. Nie jest to zbyt trafne obsadzenie tej roli, bo nikt nie współczuje dziewczynom, które wszystkimi manipulują, a gdy przestają staczają się na dno szkolnej hierarchii. Chociaż z drugiej strony w ten sposób zmiany, które przejdzie będą bardziej widoczne. Oczywiście poznaje chłopaka, przystojnego w dodatku z tajemnicą i przysięga, że go zdobędzie jakiekolwiek będą tego konsekwencje. Kiedy już wszystko ze Stefano zaczyna się układać pojawia się jego zabójczo przystojny brat, któremu również podoba się Elena. Dochodzi do sporów między nimi i nagle Stefano gdzieś przepada, a jego piękna dziewczyna postanawia stawić czoło Damonowi, jego bratu. To jest główny wątek historii. Są również inne. Była przyjaciółka Eleny, Caroline, chce się na niej zemścić za to, ze Stefano wybrał właśnie ją, Bonni, która jest Elenie bardzo bliska odkrywa swoje korzenie i okazuje się, że jest spokrewniona z Druidami, a Meredith spokojna jak zwykle podtrzymuje ją na duchu.

W "Walce" wszystko zaczyna się bardziej komplikować, ale jednocześnie sprawia to, że akcja płynnie toczy się dalej. Okazuje się, że Damon nie miał nic wspólnego z niezaginięciem Stefano i pomaga Elenie go odszukać. Znajdują go, ale zabójczo-przystojny-brat nie chce wybaczyć mu tego, że kiedyś kochali tę samą kobietę, Katerin, i ona zginęła. Jednak  ważniejsze dla niego jest upokorzenie Stefano i sprawienie by cierpiał, więc podając się za studenta zostaje zaproszony do domu Eleny. Przychodzi do niej co noc by "wymienić krew" (był to najbardziej niezrozumiały fragment dla mojego brata dlatego postaram się wyjaśnić. "Dawca" krwi pije krew wampira, który się nim pożywił. W ten sposób można doprowadzić do przemiany człowieka w wampira). Elena oczywiście zachowała to w tajemnicy. Kolejnym wątkiem jest to, że Caroline chce upokorzyć Elenę, więc kradnie jej pamiętnik i chce go odczytać na paradzie. Wszystko się komplikuje i Elena wpada samochodem do rzeki. Umiera.

"Szał" zaczyna się od przebudzenia Eleny. Ponownego, bo okazało się, że jest wampirem. Jednak nie do końca wiedząc co się dzieje wyznaje swoją miłość Damonowi i próbuje zabić Stefano. Miasteczko pogrążone w żałobie, pogrzeb itp. Ale Elena ma się całkiem dobrze i zaczyna odzyskiwać pamięć. Uczestniczy w swoim pogrzebie, a podczas niego wszystkie psy z miasta zaczynają atakować ludzi, bo są pod wpływem Mocy, której żadne z nich nie mogło zdefiniować. Okazuje się, że za wszystkim stoi Katerin, była ukochana braci Salvatore. Ona sprawił, że znaleźli się obaj w tym mieście i poznali Elenę. Uświadamia im tez, że nie umarła naprawdę 500 lat wcześniej jak sądzili. Chce zabić ich wszystkich, ale nasza bohaterka rzuca się na nią ostatkiem sił i umiera wraz z nią.

"Mrok" był dla mnie najbardziej niepojętą częścią tej historii. Elena ginie po raz drugi, ale miasteczku nadal coś zagraża. Kontaktuje się z Bonnie z zaświatów gdzie przebywa i próbuje im pomóc walczyć z Mocą. Bonnie wzywa Damona i Stefano, którzy przyrzekli Elenie, że będą się nawzajem sobą opiekować. Dzieją się dziwne rzeczy. Przybywa Klaus, Starszy wampir posiadający niezwykła moc. Był on tym, który przemienił Katerin ponad 500 lat temu. Współpracuje z Taylerem, chłopakiem ze szkoły dziewczyn, który okazuje się być wilkołakiem. Razem zastawiają pułapkę na Stefano, Damona i przyjaciół Eleny, bo chcą zniszczyć ich. Na ich nieszczęście jest to Halooween i Bonnie wzywa z zaświatów Elenę, która z armią duchów rozprawia się z Klausem. A potem jakby to było czymś normalnym Elena wraca na Ziemię pod postacią człowieka.

"Powrót o zmierzchu" i "Uwięzieni" byli pierwotnie jedną książką. Elena powoli odzyskuje siły. Ma umysł dziecka, ale Moc, której nikt inny nie posiada. Umie latać itp. Przez to jaką moc posiada do miasteczka przybywają różne dziwne istoty. Między innymi "lisołaki", których główną radością jest męczenie ludzi. Władają one potężną siłą i Starym Lasem, w którym wszystko się zaczyna. Malaki, które kontrolują ubezwłasnowolniają Damona i wykorzystują go do sprawiania bólu Elenie i jej przyjaciołom, pomimo tego, że gdy nie jest on pod ich kontrolą pomaga całej paczce. Damon układa się z kitsune - on zabierze dla siebie Elenę, a oni zajmą się Stefano. Poza tym całe miasto jest dla nich. Tymczasem Elena staje się z powrotem człowiekiem i uczy się opanować moce, które wcześniej mogła wykorzystać. Stefano przepada bez wieści, Damon znęca się nad Mattem i Eleną, a lisołaki opętały Caroline i inne dziewczęta w mieście. Gdy Damon dowiaduje się co zrobił próbuje pomóc Elenie. Odkrywa ona wtedy, ze coś go omamiło i pomaga mu. Umawiają się i razem powstrzymują kitsune przed zabiciem ich przyjaciół. Ale potem Damon oddaje im swoje wspomnienia w zamian za mapę do celi Stefano.

Początek "Duszy cieni" to moment, w którym Elena wyjeżdża z miasta razem z Mattem i Damonem. Matt jedzie, bo Caroline doniosła policji, że on jest ojcem jej dziecka (co nie było prawdą), a Damon jest jedyną istotą na świecie, która zna miejsce, do którego został zabrany Stefano. Podczas tej podróży dzieją się różne rzeczy. Matt powraca do miasteczka, ale na miejsce spotkania przybywają Bonnie i Meredith. Elena i Damon zbliżają się do siebie, ale po jednej nocy dziewczyna przekonuje się o tym, że lisołaki wciąż zabierają mu wspomnienia, gdyż nie pamiętał co się stało. Docierają już w czwórkę do Bramy, która prowadzi ich do Mrocznego Wymiaru. Tam muszą odnaleźć dwie części klucza by uwolnić Stefano. W miedzy czasie przytrafia im się wiele przygód, które częściowo pomagają, a częściowo utrudniają dostanie się do Stefano. Udaje im się wykonać to po co przyszli i wracają do ogarniętego zawierucha miasteczka. Niestety Damon, który nie pozbył się swojej wścibskości, zamienia się w człowieka i pozbawia Stefano szansy na ludzkie życie.

Chyba nigdy jeszcze nie spotkałam się z tak zagmatwaną historią. Można by streścić ją chyba w jednym zdaniu lub nawet jednym słowie: niemożliwa lub po prostu nierealna. Dobijają mnie przemiany Eleny: była człowiekiem, wampirem, duchem, duchem wampira, aniołem czy innym serafinem, anielską postacią z umysłem dziecka i z powrotem człowiekiem tylko, że o niezwykłych mocach. Za dużo. Nie podobał mi się też styl, którym zostały opisane niektóre rzeczy. Brzmiało jak z podrzędnego bloga, na którym zamieszcza się wymyślone przez siebie historie. Poza tym muszę przyznać, że mimo użytego schematu - dobry wampir, zły wampir, jeszcze gorszy wampir, piękna dziewczyna i jej przyjaciółki - fabuła jest niebanalna. O ile niebanalnym można nazwać posklejanie różnych motywów w jedną całość. Wszystko nadawało tej opowieści niezwykłego charakteru, z którym jeszcze się nie spotkałam. Kiedy zastanowię się chwilę dłużej to stwierdzam, że coś w tej książce musiało być niezwykłego skoro tak mnie ciągnęło żeby ją przeczytać. 
Teraz tylko pozostaje mi czekać na kolejne części i zastanawiać się co też autorka wymyśli ty razem?
Całość oceniłabym na 5 /10 : )

Zdjęcia ze strony lubimyczytac.pl

poniedziałek, 28 lutego 2011

Terry Prachett - "Kolor Magii"

 


Strony:268

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Wydana: 1983r.

Autor: T. Prachett

Tytuł oryginalny: "The colour of magic"

Tytuł Polski: "Kolory magii"


Przyznam szczerze, że początek szedł mi bardzo opornie. Po pierwsze z braku czasu, a po drugie nie mogłam się zorientować co się tak właściwie dzieje? Przez pierwsze 20 stron nic nie rozumiałam, a po kolejnych 20 chciałam zrezygnować, ale zaczynałam już kojarzyć o co chodzi. Dobrnęłam do końca, a czytałam książkę ponad tydzień. Bardzo długo. Ale tak wyszło.

Kiedy już połączyłam ze sobą wszystkie znane mi fakty i pojęłam kto jest kim czytanie szło znakomicie. "Kolory magii" to pierwsza książka z serii rozgrywającej się w płaskim świecie Dysku. Dysk stoi na grzbietach czterech olbrzymich słoni, a te z kolei na skorupie ogromnego żółwia zwanego A'Tuinem. Tęcza ma tu osiem kolorów - tym ósmym jest oktaryna, potocznie nazywana kolorem magii, który mogą zobaczyć tylko magowie. Jednym ze szczęściarzy, który widzi ósmą barwę jest Ricewind, mag który zna jedno tylko zaklęcie. Pewnego dnia spotyka w podwójnym mieście Ankh-Morpork cudzoziemca imieniem Dwukwiat, który pochodzi z Kontynentu Równowagi. Swoim przybyciem wzbudza wiele zainteresowania, bo jest pierwszym turysta w tym mieście i posiada Kufer, chodzący za nim na setkach małych nóżek.

Z powodu wielu drobnych zdarzeń, a także grze w kości Bogów Ricewind i Dwukwiat przeżywają niezwykłe przygody, z których wychodzą cało. Między innymi odwiedzają Zmokberg i rozbijają się na Obwodzie. Przez ułamek sekundy znajdują się nawet w innym wymiarze i lecą samolotem. Był to jeden z momentów, z którego się śmiałam, ponieważ Dwukwiat nazwany został Zweiblumen'em, a wszystkie niemieckie nazwy są dla mnie źródłem uśmiechu na twarzy.

Po pierwszych dwudziestu stronach stwierdziłam, że więcej po Prachetta nie sięgnę, ale po przeczytaniu "Koloru Magii" myślę, że jednak przeczytam kontynuację.

niedziela, 20 lutego 2011

"Sherlock Holmes" - sir Arthur Conan Doyle

Gdzieś wyczytałam, że dziś - 20 lutego - mamy światowy Dzień Palących Fajkę. Od razu przyszedł mi na myśl Sherlock Holmes, który ze swoją fajką nigdy się nie rozstawał.

Postać Holmesa została stworzona przez sir Arthura C. Doyla już w 1887 roku. Jego przygody zostały opisane w pięciu zbiorach opowiadań i kilku samodzielnych powieściach. Są to naprawdę ciekawe i bardzo wciągające, pełne humoru i tajemnic historie. Za dużą częścią zbrodni i zagadek, które rozwikłuje Holmes stoi jego odwieczny wróg, mistrz zła, Doktor Moriaty. Nasz detektyw ma oczywiście sprawdzonego wspólnika i przyjaciela doktora Watsona, który pomaga mu przy każdej sprawie.

Holmes jest "człowiekiem orkiestrą". Zna się na anatomii, truciznach, ludziach, znakomicie gra na skrzypcach i oczywiście kurzy fajkę. Potrafi rozwikłać każdą zagadkę, a jego słynne powiedzonko "Dedukcja, dedukcja drogi Watsonie" często cytowane jest jako najbardziej charakterystyczny element powieści. Jest zaskakujący i przebiegły - nigdy nie brak mu pomysłów.

Wiele opowieści o przygodach Holmesa doczekało się ekranizacji, które oglądałam zafascynowana. Szczególnie te, w których grał Jeremy Brett. Wspaniały aktor, który jako jedyny przypadł mi do gustu jako odtwórca roli Holmesa.

Gorąco polecam szczególnie filmy, bo nie jestem w stanie wypowiedzieć się o książkach, gdyż czytałam tylko jedna i to dość dawno temu. : )

zdjęcie pochodzi ze strony:  LINK

piątek, 11 lutego 2011

"Las ma wiele oczu" - Margit Sandemo

Jestem bardzo mile zaskoczona tą powieścią! Margit Sandemo była mi dotąd nieznana autorką, a po jej książkę "Las ma wiele oczu" sięgnęłam dlatego, że była dość cienka i leżała od dobrych 14 lat na mojej półce. Dopiero w trakcie lektury postanowiłam sprawdzić kim jest ów autorka. Okazało się, że jest to Norweżka, której "Saga o ludziach lodu" wywarła ogromne wrażenie na czytelnikach. W powieści splatają się wątki miłosne z intrygami rodzinnymi, morderstwem i sensacją. Jest w niej wszystko czego należy oczekiwać od bardzo dobrej książki, a przy tym wszystkim ma niebanalna fabułę. Nic nie jest takie jakie się wydaje, wszystko się plącze, a mimo to po wielu próbach udaje się odkryć głęboko skrywaną prawdę.

Stron:187
Rok wydania:1996

 Historia opowiedziana w książce rozrywa się na terenie Skandynawii. Fin zamiast w Szwecji na operacji znajduje się w lasach Norweskich. Wszystko jest zagmatwane. Policja nie do końca wie co się dzieje i myśli, że ciało znalezione u podnóży Kruczego Żlebu należy do młodego Rustana Carra. Jego zdjęcie fascynuje Irsę, pracownice biura, które przechowuje akta nie publikowane w prasie z różnych powodów. Jest tak zaintrygowana młodym chłopakiem ze zdjęcia, że na własną rękę rozpoczyna poszukiwania. Nieoczekiwanie uśmiecha się do niej los i trafia na ślady Rustana. Okazuje się jednak, że żyje i nazywa się Garp, a nie Carr. Chłopak jest niewidomym świadkiem morderstwa człowieka, który zostawił go w lesie. Wątki mieszają się ze sobą jednak wszystko powoli łączy sie ze sobą w jedną całość. Odkrywamy wraz z Irsą i Rustanem prawdę o jego operacji, wywiezieniu ze Szwecji, członkach jego rodziny itd.

Ostatnie trzydzieści stron książki czytałam bez wytchnienia ze łzami w oczach. Oczekiwałam rozwiązania zagadki w pełnym napięcia skupieniu i czytałam coraz szybciej. Jeśli mogłabym ocenić to co pani Sandemo napisała i w jaki sposób oceniłabym tą powieść jako jedną z lepszych i emocjonujących, które czytałam. Mimo, że romansy ni są moimi ulubionymi lekturami tu historia miłości dwojga ludzi znakomicie wpasowała się w delikatnie kryminalny nastrój.

Nie sądziłam, że ta książka zrobi na mnie takie ogromne wrażenie kiedy zaczęłam ją czytać, chociaż już od pierwszych stron było w niej coś intrygującego. Piękne opisy i naprawdę świetne dialogi. Utożsamiłam się z główną bohaterką już na samym początku dzięki jej charakterowi i otwartości. Serdecznie wszystkim polecam przeczytanie powieści "Las ma wiele oczy" i innych napisanych przez tę autorkę, po które sama chętnie sięgnę. Jest to naprawdę świetna lektura dla każdego, kto lubi zaplątane historie jak i dla kogoś kogo interesują romanse. :)