Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie - To już było. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie - To już było. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 stycznia 2013

"Kordian" - Juliusz Słowacki

Tytuł: Kordian
Autor: Juliusz Słowacki
Ilość stron: 99
Wydawnictwo: GREG
Ocena: 6/10 dobra

Powiem brutalnie - za czytanie Kordiana wzięłam się tylko dlatego, że jest on moją lekturą. Po III. części Dziadów nie oczekiwałam niczego ponad to, co zaoferował mi Mickiewicz. Nie przepadam za dramatami, więc nie czułam smutku czy rozczarowania kończąc moje spotkanie z "innym wcieleniem Konrada". Mogę nawet przyznać, że pozytywnie zaskoczyło mnie tempo w jakim uwinęłam się z czytaniem, co oznacza, że tekst był dobry, jak na mój gust. Jeśli miałabym osobną skalę dla dramatów byłby pewnie oceniony lepiej, ale w porównaniu z uwielbianymi prze ze mnie książkami innego rodzaju, mieści się w pojęciu "dobre".

Akcja Kordiana rozgrywa się na przestrzeni mniej więcej trzydziestu lat. Najpierw wkraczamy w nowy wiek, który miał być mrocznym okresem w dziejach naszej historii. Nieco później poznajemy Kordiana, młodego romantyka uwikłanego w romans ze starszą od siebie Laurą. Poczucie samotności i niezrozumienia przez świat pchają go ku samobójstwie. Pod wpływem czasu psychika chłopca zmienia się. Świat go rozczarował, ale też wiele nauczył. Przebywając na szczycie Mont Blank Kordian wypowiada słowa, które zna prawie każdy z nas: "Polska Winkelriedem narodów!". Kierując się emocjami, a nie rozumem i chłodną logiką, Kordian podejmuje się czynów szalonych. W rządzonym przez cara Królestwie Polskim zawiązuje się spisek, w którym uczestniczy nasz bohater. Jak przyjdzie mu skończyć... Nie wiem czy się dowiemy!

Kordian to dramat napisany przez Juliusza Słowackiego, największego, obok Adama Mickiewicza, wieszcza polskiego. W tym utworze nawiązywał bezpośrednio do postawy i koncepcji patriotyzmu uznawanego przez swojego starszego kolegę. Krytykował go w sposób wyrafinowany, nie wdając się w bezmyślne sprzeczki, ale tworząc inną koncepcję, prezentowaną przez Kordiana (swoją drogą Kordian - Konrad... dość podobne imiona.). W dramacie poruszył jeszcze dwa ważne wątki: dorastanie młodego człowieka i próbę rozliczenia powstania listopadowego. Kordiana czytało mi się bardzo przyjemnie, kiedy już wpadłam w odpowiedni rytm. Jest to na prawdę wartościowa lektura, dlatego w pełni popieram narzucanie nam takich w szkołach. Sama z siebie nie wiem kiedy bym sięgnęła po dramat Słowackiego, a tak - proszę bardzo! Już mam go za sobą :)

Książka przeczytana w ramach wyzwań: Polacy nie gęsi..., To już było, Pod hasłem. Zapraszam do wspólnej zabawy! :)


piątek, 7 września 2012

Henryk Sienkiewicz - "Pan Wołodyjowski"

Seria: Trylogia Sienkiewicza
Tytuł: Pan Wołodyjowski
Autor: Henryk Sienkiewicz
Ilość stron: 560
Wydawnictwo: Składnica Księgarska
Ocena: 8/10

Za mną już ostatnia część Trylogii, a zatem przyszła pora na podsumowanie losów jej bohaterów i moich emocji, których było niemało. Cała gama uczuć dała mi się we znaki podczas lektury Pana Wołodyjowskiego i poprzednich części, dlatego szkoda mi rozstawać się z tymi dziełami Sienkiewicza. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś do nich wrócę.

Akcja Pana Wołodyjowskiego toczy się po abdykacji z tronu polskiego króla Jana Kazimierza, za panowania Michała Korybuta Wiśniowieckiego: czasu wojny z Turkami i wielkich zwycięstw hetmana Jana Sobieskiego. Mały Rycerz pragnął ożenić się zaraz po Potopie Szwedzkim, ale sytuacja mu nie sprzyjała. Najpierw musiał zaprowadzić spokój w okolicach wciąż nękanych przez zbójów, a potem jego narzeczona zmarła w podróży z północy na południe Polski. Michał był zrozpaczony, postanowił nawet wstąpić do zakonu. Na szczęście wyciągnął go stamtąd pan Zagłoba, z głową wciąż pełną pomysłów i chętny do działania mimo podeszłego wieku.

Jeszcze długo trwał smutek tego pierwszego rycerza Rzeczypospolitej. Na szczęście nie tak długo, by nie pamiętał co to szczęście. Do Warszawy przyjeżdża jego siostra z dwoma pannami, którymi się opiekowała. Obie były urocze, ale każda z nich na swój sposób: Krzysia dostojna, delikatna i ciemnowłosa, a Basia, zwana przez pana Zagłobę hajduczkiem, roześmiana, odważna, z bląd czupryną. Dużo czasu minęło zanim wszystko między nimi się ułożyło i wyklarowało.

Kilka lat później wybucha wojna z Turkami, w której Pan Wołodyjowski bierze udział. Jest komendantem na jednej z najdalej wysuniętych placówek wojskowych, których zadaniem jest obserwacja granicy i obrona jej przed najeźdźcami. Razem z nim przebywa tam jego żona, którą kocha nad życie. Zdarza się czasem, że porzuca ona zajęcia gospodarskie by wyruszyć z nim na podjazd lub bitwę z tułającymi się po okolicy czambułami tatarskimi.

Oprócz grozy i śmierci wojna przynosi wielką miłość, zazdrość i ambicję. Młody setnik Lipkowski, Azja, zakochuje się w pani Wołodyjowskiej i postanawia zdobyć ją za wszelką cenę. Przychodzi mu zapłacić bardzo wysoko za swoją zuchwałość, ale cierpi przy tym wiele niewinnych osób.

Pan Wołodyjowski to najbardziej wzruszająca z wszystkich trzech części Trylogii. Od pierwszych stron bohaterami targają najróżniejsze emocje, które udzielają się również czytelnikowi. Sienkiewicz znów zachwyca nas pięknem języka polskiego opisując i wkładając postaciom w usta słowa mądre i zabawne. W tej książce mamy zdecydowanie mniej bitew i wojennego życia niż w poprzednich, za to króluje tu magia miłości i zawiłość ludzkich dusz. Poznajemy nowych bohaterów, a niektórych spotykamy ponownie. Przyjdzie nam również pożegnać się i to kilkakrotnie. Jednak jedno z pożegnań wywoła w nas potoki łez:
"Dlaboga, panie Wołodyjowski! Larum grają! wojna! nieprzyjaciel w granicach! a ty się nie zrywasz? szabli nie chwytasz? na koń nie siadasz? Co się stało z tobą, żołnierzu? ...

Na prawdę polecam :)


Książka przeczytana w ramach wyzwania:

piątek, 31 sierpnia 2012

Henryk Sienkiewicz - "Ogniem i mieczem"

Seria: Trylogia Sienkiewicza
Tytuł: Ogniem i mieczem
Autor: Henryk Sienkiewicz
Ilość stron: 844
Wydawnictwo: Składnica Księgarska
Ocena: 10/10

Zanim wzięłam się do czytania Ogniem i mieczem, obejrzałam przynajmniej dziesięć razy ekranizację. Na przestrzeni wielu lat coraz bardziej rozumiałam o co chodzi, aż wreszcie, po przeczytaniu Potopu (czyli trochę niechronologicznie) zabrałam się za książkę. Jestem na prawdę zachwycona! Chociaż tak wiele razy widziałam film i historię znałam na pamięć, to czytało się rewelacyjnie. Doszły nowe nazwiska, nowe postaci i nowe przygody, bo jak wiadomo w filmie nie da się ująć wszystkiego. Czytało mi się tym lepiej i szybciej, z faktu ,że część kwestii znałam i wystarczyło, że rzuciłam wzrokiem na tekst, a już wiedziałam o co się rozchodzi i w głowie miałam scenę z filmu.

Pierwszy tom Trylogii Sienkiewicza umiejscowiony jest w czasie wojny domowej; buntu kozackiego, którego przywódcą jest Bohdan Chmielnicki. Historyczne bitwy opisane są tak plastycznie, że można sobie wyobrazić pole walki i rycerzy nacierających na siebie ze wszystkich stron. Postaci są tak doskonałe, że nie można rozróżnić fikcyjnych od historycznych.

W czasie tej okrutnej, bratobójczej wojny namiestnik chorągwi husarskiej księcia Jeremiego Wiśniowieckiego, po powrocie z poselstwa na Krymie, zakochuje się w pięknej kniaziównie Helenie Kurcewiczównie. Jan Skrzetuski nie jest jednak jedynym kandydatem do jej ręki. Od samego początku na ich wielką miłość rzuca cień kozak, Bohun. Ten zrobi wszystko, by Helena byłą jego, ale ani jego bogactwo, ani nieprzeciętna ukraińska uroda, nie są w stanie sprawić, by dziewczyna go pokochała.W wojennej zawierusze zakochani nie mogą być ze sobą. Skrzetuski najpierw stacjonuje ze swoją chorągwią w Łubniach, potem udaje się z poselstwem do Chmielnickiego, gdzie zostaje zatrzymany. Po powrocie zastaje Rozłogi, czyli dworek swojej ukochanej, spalony doszczętnie. Tam znajdują go przyjaciele, Michał Wołodyjowski i Longinus Podbipięta, którzy pragną pomóc mu w odnalezieniu Heleny.

Dziewczyna miała dużo szczęścia, bo zdołała uciec zanim spalono jej rodzinną przystań. Dzięki fortelom Zagłoby i z wieloma przygodami, dostała się do Baru, miasta i za razem ogromnej twierdzy. Jej podróż nie skończyła się tutaj, bo wkrótce miasto zostało zdobyte, a Helena uprowadzona przez Bohuna i ukryta w jarze, do którego dostępu broniła czarownica Horpyna. Gdy Skrzetuski dowiedział się o zajęciu miasta oszalał. Chciał szukać swojej ukochanej na co w końcu dostał zgodę księcia. Podróżując po kraju ogarniętym wojną pytał się wszystkich o Bohuna i kniaziównę. Nigdzie jednak nie mógł ich znaleźć. Wkrótce potem doszła go informacja o śmierci Heleny. Jan postradał zmysły i przez pewien czas leżał w gorączce nie mogąc się ruszyć.

Jak to wszystko się skończyło chyba każdy wie, ale jeśli nie, nie będę zdradzać. Pod koniec wojny Skrzetuski zdobywa nieśmiertelną sławę i przydomek "zbarażczyk", bo jako jedyny zdołał wymknąć się z obleganej twierdzy i dostać się do króla, by ten czym prędzej przybył z posiłkami księciu Wiśniowieckiemu. Taki czyn nie mógł pozostać bez nagrody. Wielkie uczucie zwyciężyło, a pokój zapanował na jakiś czas w Rzeczypospolitej.

Historia miesza się tu z fikcją, ale jest to połączenie doskonałe. Sienkiewicz, pisząc to w latach okupacji, miał na celu rozbudzić w Polakach patriotyzm, a teraz uczula na piękno polskiej mowy i sprawia, że historia zaczyna nas kręcić. Oprócz języka w całej Trylogii zachwycające są postacie. Przewijający się przez wszystkie części pan Zagłoba, który swoim dowcipem i fortelami potrafi zwyciężyć każdego, a przy tym odznacza się również ogromną odwagą. Miłość czytelników zdobywa też mocarz Litwin, pan Longinus Podbipięta, który na polu walki jest niepokonany, gdy wymachuje swoim Zerwikapturem - krzyżackim mieczem dwuręcznym, który potrafi utrzymać w jednej dłoni. Jan Skrzetuski ujmuje nas swoją wiernością i wytrwałością, a Michał Wołodyjowski jest wspaniałym dowodem na to, że małe jest wielkie. Poza nimi jest cała plejada wspaniałych bohaterów. Nawet Bohun, który jest największym wrogiem całej kompani, ujmuje nas swoją fantazją rycerską.

Podsumowując - książka ta jest niesamowita. Kto jeszcze jej nie przeczytał musi to koniecznie jak najszybciej nadrobić! Ja na zakończenie wrzucę jeszcze cytat, który przypadł mi do gustu:
"Tfu, jak się waćpan nie wstydzisz, będąc człowiekiem i katolikiem, być tak długim, jak serpens lub pogańska włócznia!"

Oraz dwie piosenki, które zawsze będą się kojarzyć z tym filmem
:

Książka przeczytana w ramach wyzwania:


sobota, 25 sierpnia 2012

Henryk Sienkiewicz - "Potop"

Seria: Trylogia Sienkiewicza
Tytuł: Potop
Autor: Henryk Sienkiewicz
Ilość stron: 1370
Wydawnictwo: Składnica Księgarska
Ocena: 9/10

Muszę ochłonąć zanim zabiorę się za recenzowanie, lub choćby opisywanie, tej na prawdę niesamowitej książki. Wielu przede mną już się za to wzięło wychwalając Potop pod niebiosa, a ja do tej pory byłam przekonana, że to tylko czcze gadanie. W końcu nie byle jaki autor, a i sama powieść doczekała się ekranizacji i rok w rok wałkowana jest przez rzeszę uczniów, którzy mają ją za lekturę, dlatego czemuż to mieli jej nie chwalić? Okazało się jednak, że czynili słusznie, nie tylko przez wzgląd na nazwisko Sienkiewicza. Powieść jest wspaniała, wzruszająca i wzbudzająca ducha patriotyzmu. Przecież właśnie po to była pisana.

Jako druga część Trylogii Sienkiewicza jest poniekąd kontynuacją Ogniem i mieczem, której to książki niestety jeszcze nie przeczytałam, ale zapoznałam się z nią oglądając setki razy ekranizację. Bohaterowie, którzy w poprzedniej części wsławili się znacznie walcząc pod wodzą księcia Jeremiego Wiśniowieckiego spotykają się ponownie, by stawić czoło Szwedem najeżdżającym Rzeczpospolitą. Łączą się ze sobą w Kiejdanach u boku hetmana wielkiego i księcia Litewskiego Janusza Radziwiłła. Na jego dworze poznają też Kmicica - żołnierza niezrównanego w boju, ale okrytego nie lada sławą i niesławą (przynajmniej wśród Litwinów).

Ów Kmicic jest bohaterem, na którym skupia się większa część powieści. W blasku sławy przybywa do Lubicza i Wodoktów, gdzie poznaje Oleńkę Billewiczównę zapisaną mu w testamencie przez dziadka dziewczyny. Nie spodziewał się młody żołnierz, że zapała do niej z miejsca tak ogromną miłością. Gotów był jej nieba przychylić. Mimo to dusza swawolnika wzięła górę i uczynił wiele złego na laudzie, pozwalając swoim ludziom na hulanki, zabawy i swawole. Przed wyrokami sądowymi schronił się pod płaszczem Radziwiłła, któremu przysiąg służyć cokolwiek by się stać miało. A stało się wiele złego, bo choć już Oleńka wybaczyła mu dawniejsze uczynki, chociaż znalazł przyjaźń wśród znamienitej kompanii jaką tworzyli Zagłoba, Wołodyjowski i Skrzetuscy, to stanął on przy zdrajcy Radziwille, gdy ten całą Litwę i Żmudź poddał bez walki królowi Szwedzkiemu. Wiele upłynęło krwi polskiej przez niego, wiele kobiet straciło mężów i synów, wiele złego stało się..

Przyszła jednak i na Kmicica pora, bo gdy odkrył prawdę o zdradzie Radziwiłła począł pomagać wojskom Jana Kazimierza z całych swoich sił. Pod przybranym nazwiskiem, Babinicz, ostrzegł chorągiew Wołodyjowskiego o pochodzie księcia Janusza na Podlasie, bronił Częstochowy niejednokrotnie będąc tylko o włos od śmierci, wreszcie osłaniał piersią samego króla. Nazwisko jego mieli na ustach wszyscy w całej Polsce, panny patrzyły na niego wzdychając, a on nosił wciąż w sercu miłość do Oleńki.

Długo by można opowiadać o losach pana Andrzeja Kmicica i jego kompanii. Najlepiej jednak jest poznać ją sięgając po książkę, która gwarantuje wiele emocji, przygód i wiary w nasz naród. Spędziłam wiele czasu czytając tą książkę, bo nie należy do najcieńszych, ale nie żałuję, bo jest to jedna ze wspanialszych powieści historycznych, którą czytałam. Jest w niej wiele fikcji literackiej, ale też wiele prawdy historycznej. Opisane bitwy, postaci i miejsca, które są w naszej pamięci do dziś.

Bohaterowie powieści są wielobarwni, prawie prawdziwi. Co prawda część z nich rzeczywiście stąpała po Polskiej ziemi, ale większa część byłą zmyślona przez autora. Wykreował ich z taką precyzją, że bez encyklopedii historycznej lub chociaż wikipedi nie bylibyśmy w stanie odróżnić tych prawdziwych od tych fikcyjnych. Niektórzy są źli i obłudni do szpiku kości, jak chociażby książę Bogusław Radziwiłł, który stał się największym wrogiem Kmicica. Inni do rany przyłóż i z latarnią drugiego takiego szukać. Byli i tacy, którzy bardziej dbali o siebie niż o ojczyznę; porywczy, ale z dobrym sercem; głupi, ale z mocną pięścią. Każdy inny, każdy wspaniały.

Schemat powieści Sienkiewiczowskich jest taki sam w przypadku każdej, po którą sięgałam do tej pory. Jest kawaler, który nad życie miłuje pannę, jednak nie może być z nią z przeróżnych przyczyn. Próbuje jednak zrobić wszystko, by ją odnaleźć i spędzić przy niej resztę życia. Tak jest i w przypadku Potopu. Mimo powtarzającego się schematu cała twórczość Sienkiewicza jest świetna. Trafia mi się jedna jego książka średnio na trzy lata. W podstawówce zaznajomiłam się ze Staniem i Nel z W Pustyni i w Puszczy, kilka lat później czytałam Krzyżaków, a teraz Potop. Wszystko to były lektury, lektury wspaniale.

Polecam wszystkim gorąco, bo chociaż słowo "lektura" lub ilość stron może odstraszać, to treść zachęca. Historia jest wspaniała i chwytająca za serce! Poza tym wchodzi w głowę (ja już powoli zaczynam odzwyczajać się od używania niektórych zwrotów, bo były dni, kiedy do całej rodzinki zwracałam się po staropolsku :D).

Udało mi się też zapisać kilka całkiem fajnych cytatów:
"(...) nazwisk nie spamiętałem, bo takie cudaczne były, jakoby kto ogary w kniei nawoływał."
"(...) jestem pewien, że sercu zaraz cugli popuści, a ono bryknąć na pastwisko miłości z największym impetem nie omieszka."

Teraz pora obejrzeć film! :)

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Jadwiga Stępieniowa - My z Szarych Szeregów

Tytuł: My z Szarych Szeregów - opowieści z lat wojny
Autor: Jadwiga Stępieniowa
Rok wydania: 1985
Ilość stron: 265

Książka ta trafiła do mnie przez zupełny przypadek. Pewnego dnia, kiedy zabraliśmy się za przenoszenie rzeczy z naszego drużynowego schowka do piwnicy, znalazło się kilka starych książek, dawno przez nikogo nie czytanych. Nie namyślając się długo przygarnęłam je do siebie. Wszystkie były o tematyce wędrowniczej, harcerskiej lub szaroszeregowej. Wśród nich znalazła się właśnie książka Jadwigi Stępieniowej My z Szarych Szeregów... . Jadwiga Stępieniowa, przedwojenna harcerka, pabianiczanka, spisała już po wojnie wspomnienia wielu działaczy szaroszeregowych, którzy mieszkali w Pabianicach. Zgrabnie ujęła je w jedną całość i wydała w formie powieści. Często uzupełnione są notatkami spisanymi przez bohaterów jeszcze w czasie okupacji.

Całą historię poprzedza wstęp pani Stępieniowej, w którym przedstawia nam zarys sytuacji w Pabianicach przed wojną oraz pisze co zmotywowało ją do spisania i wydania wspomnień harcerzy działających czynnie w Szarych Szeregach. Sama powieść podzielona jest na czternaście rozdziałów, w których zdarzenia następują po sobie chronologicznie. Tak więc poznajemy całą historię pabianiskiego podziemia od września 1939 roku do zakończenia okupacji miasta przez Rzeszę. Oprócz harcerzy w działalności tej biorą udział oczywiście żołnierze "Związku Walki Zbrojnej" (ZWZ), które zmienia potem nazwię na "Armia Krajowa" (AK) oraz rodziny bohaterów, które często wiedziały o nielegalnej działalności synów czy córek. Ich los często splata się ze sobą. Harcerze z Szarych Szeregów wykonują zwiady, śledzą patrole niemieckie, a potem składają raport, który trafia następnie do hufca i dalej do Kwatery Armi Krajowej. Niektórzy funkcyjni z hufca pabianickiego obejmowali również ważne stanowista w Kwaterze ZWZ. Organizacje te współdziałały ze sąbą i odnosiły z tego obupólne kożyści.

Tak przedstawia się ogólny zarys powieści My z Szarych Szeregów... . Jadwiga Stępieniowa opisała ze szczegółami formowanie się pierwszych samodzielnych, tak zwanych "dzikich", grup młodzieży oraz formacji wojskowych, a następnie zrzeszanie się ich w jednolite organizacje. Przedstawia historię bohaterów wojennych, ich rodzin oraz znajomych. Po kolei poznajemy nowych członków Szarych Szeregów, którzy dołączają i zasilają szeregi harcerzy podczas trudnych dla Polaków lat okupacji niemieckiej. Zaznajamia też nas z ich działalnością, zadaniami, które wykonywali z poświęceniem własnego życia oraz marzeniami i planami na przyszłość. Jednak wielu z nich nie mogło tych planów zrealizować, z powodu poświęcenia i śmierci, która następowała tak nagle. Mimo ciągłych obserwacji okupantów, łapanek, wywozów itp. udało się przeprowadzać i koordynować działania wywiadowcze, nasłuchy radiowe oraz naukę na tajnych kompletach. Chociaż ludzie wciąż żyli w niepewności "co będzie jutro" potrafili żyć nadzieję, że "jutro wojna się skończy", że uda im się odzyskać wolność. Jednak dużo czasu minęło, dużo ludzi zginęło i zostało przesiedlonych zanim udało się uwolnić spod okupacji Rzeszy.

Książka jest napisana zupełnie inaczej niż powieści Aleksandra Kamińskiego, który również pisał o Szarych Szeregach. Akcja rozgrywa się na mniejszym terenie, nie przewija się przez tę historię aż tak wielu ludzi, dlatego możemy każdego poznać. Bliższe stają się nam zakamarki uliczne i hale fabryczne, w których pracują harcerze z Pabianic. Uważam, że powieść J. Stępieniowej jest równie świetna jak Kamienie na Szaniec dlatego warto ja przeczytać. Opowiada o równie bohaterskich wyczynach młodych ludzi oraz o odwadze, poświęceniu i przywiązaniu do ojczyzny. Oprócz tego bardzo klarownie przedstawia nam sytuację w tej części okupowanej Polski. Warszawa, opisywana przez A. Kamińskiego, leżała w centrum Generalnej Guberni, zaś Pabianice w Kraju Wart, z którego Niemcy chcieli uczynić wzorcowy obszar, w którym Polacy byliby tylko robotnikami u Niemieckich Panów. Myślę, że właśnie to wpłynęło na nieco inny klimat tej powieści.

Jednym z powodów, dla których zabrałam się za czytanie tej książki, jest moja próba na stopień pionierki. Muszę przeczytać kilka książek o tematyce harcerskiej, a potem przedstawić je na zbiórce i powiedzieć dlaczego warto było je przeczytać, co mi dały itp. Myślę, że w przypadku powieści Jadwigi Stępieniowej nie będę musiała długo zastanawiać się nad odpowiedzią na te pytania. Po pierwsze czuję dumę, że mogę, jak bohaterowie książki My z Szarych Szeregów... nazwać się harcerką. Jestem pełna podziwu i wielkiej wdzięczności dla tych ludzi, którzy poświęcając własne życie walczyli o wolność i o Polskę. Jeszcze bardziej podziwiam zapał instruktorów, którzy wszystkim kierowali - zapewnili młodzieży naukę w tak trudnych czasach oraz dali nadzieję na lepsze jutro. Są dla mnie bohaterami i wzorami do naśladowania. Symbolizują pewne ideały - nie tylko harcerskie. Uważam, że nasladowanie ich lub branie z nich przykładu, szczególnie podczas życia w wolnej Polsce, przynieść moze duże korzyści dla wszystkich. Godny szacunku i naśladowania jest ich zapał, odwaga, obowiązkowość, wiedza, poświęcenie i kierowanie się ideałami.

Serdecznie polecam książkę wszystkim. Najbardziej oczywiście harcerzom, tym trochę starszym i tym ciut młodszym, młodzieży, która pasjonuje się historią, a szczególnie II Wojną Światową oraz wszystkim tym, których opuściła nadzieja lub uważają, że jest im źle.

Przeczytane w ramach wyzwania: