Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lit. angielska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lit. angielska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 września 2021

"Algorytm Ady" - James Essinger

Czasem długo zbieram się do kupienia jakiejś książki, a czasem wystarczy zerknąć na tytuł i już wiem, że bardzo chcę ją mieć. Gdy zobaczyłam "Algorytm Ady" na jednej z przecen właśnie ten drugi mechanizm zadziałał. Nie dlatego, że słyszałam o tej właśnie książce, ale słyszałam o Adzie Lovelace i postanowiłam poznać ją trochę lepiej. Od kupienia do przeczytania minęło trochę czasu, bo biografie nie są wysoko na mojej liście ulubionych gatunków, ale w pewnego pięknego dnia zabrałam Adę ze sobą na plażę i zaczęłyśmy naszą znajomość.

Mam do "Algorytmu Ady" mieszane uczucia, a to ze względu na dopisek na okładce sugerujący, że jest to właśnie biografia córki Lorda Bayrona. Tytuł oryginalny jest bliższy temu co możemy znaleźć w książce, a mianowicie historię tego, jak Ada Lovelace "rozpoczęła erę cyfryzacji posługując się poezją liczb". Mówiąc prosto, jak powstawała pierwsza maszyna, którą można nazwać komputerem i jaka była zasługa Ady w jej rozwoju.

Postacią pierwszoplanową jest oczywiście Ada Lovelace. Kobieta nad wyraz inteligentna, która ze względu na czasy, w których przyszło jej żyć nie mogła w pełni wykorzystać swoich możliwości. Jednak, jak na kobietę żyjącą w XIX wieku miała bardzo dobre wykształcenie w kierunku przedmiotów ścisłych. Była to wielka zasługa jej matki, która kierowana niepokojem, że Ada może pójść w ślady ojca i trudnić się poezją, postanowiła zadbać o jej wykształcenie matematyczne. Matka Ady, Lady Anabella Byron, w książce jawi się jako osoba apodyktyczna w stosunku do córki. Ich relację możemy prześledzić czytając listy, które do siebie wysyłały. Listów w książce jest znacznie więcej. Pojawia się na przykład korespondencja Ady z Charlesem Babbagem, który był twórcą maszyny analitycznej. Tej właśnie maszyny, która, gdyby została w pełni ukończona, mogłaby zyskać miano pierwszego komputera, a Ada pierwszej programistki. 

"Algorytm Ady" pełen jest opisów życia XIX wiecznej śmietanki towarzyskiej, trosk towarzyszących (głownie) kobietom i (niewystarczająco zamożnym) naukowcom, oraz matematycznych wywodów (w formie przystępnej nawet dla laików). Te ostatnie na pewno w inny sposób poruszą wyobraźnię tych, którzy z komputerami pracują na co dzień i tych, którzy użytkują je od święta. Warto sobie jednak uzmysłowić, że już w XIX wieku trwały prace nad pierwszym komputerem. 

Myślę, że gdybym nie nastawiła się na biografię Ady Lovelace "Algorytm Ady" spodobałby mi się bardziej. Historia powstawania pierwszego komputera, cienie i blaski życia (nieco szalonego) naukowca, Anglia w pierwszej połowie XIX wieku, pozycja społeczna kobiet... To wszystko znajduje się w "Algorytmie Ady". W tym wszystkim trochę czasem brakowało samej Ady, bo tak na prawdę była jednym z trybów wielkiej maszyny. Ważnym kołem zębatym, jednak istniejącym w ścisłej symbiozie z innymi. 

Jeśli interesują Was losy komputerów, naukowców i naukowczyń, to "Algorytm Ady" warto przeczytać. 

Tytuł: Algorytm Ady
Tytuł oryginalny: Ada's Algorithm. How Lord Byron's Daughter Ada Lovelace Launched the Digital Age through the Poetry of Numbers
Autor: James Essinger
Ilość stron: 318
Wydawnictwo: Znak

wtorek, 15 czerwca 2021

Raz, two, tres... Czyli Harry Potter po raz trzeci

O Harrym Potterze pisałam już nie raz. O TUTAJ można znaleźć wszystkie wcześniejsze wpisy na jego temat. Jednak tym razem zamiast przyglądać się poszczególnym częściom serii chciałabym skupić się na tym, jak duży wpływ historia chłopca, który przeżył miała na moją naukę języków obcych (czyli o tym jak dobrze znane i lubiane książki możemy wykorzystać do naszych celów). 

Zacznę od końca, czyli od rzeczy najbardziej ogólnej i (moim zdaniem) przynoszącej wiele korzyści. Szczególnie jeśli ktoś lubi wracać do ulubionych książek. Na przykład do takiego Harry'ego Pottera. Każdą część przeczytałam kilka razy i skłamałabym mówiąc, że wystarczającą ilość razy. Mając jakieś osiem lat dialogi z pierwszej części filmu mogłam recytować z pamięci. Więc kiedy pewnego pięknego dnia okazało się, że żarty się skończyły i teraz już na serio muszę wziąć się za mój angielski, bo za dwa miesiące muszę być w stanie go używać na co dzień... nie wahałam się ani chwili i sięgnęłam po Harry'ego Pottera w wersji oryginalnej. Po audiobook. 

Dlaczego? Powody były przynajmniej dwa. Po pierwsze Harry Potter jako książka dla młodzieży został napisany prostym i współczesnym językiem. W sam raz dla kogoś, kto angielski na w miarę przyzwoitym poziomie wyniósł ze szkoły, ale nigdy na prawdę nie musiał używać tego języka. Po drugie zależało mi na tym, żeby wsłuchać się w poprawną wymowę, więc audiobook okazał się idealnym rozwiązaniem. No i nie wymagał specjalnie wygospodarowanego czasu, bo można go słuchać dosłownie wszędzie robiąc milion innych rzeczy na raz. Z kilku opcji, które przyszły mi do głowy tylko Harry'ego znalazłam na Storytel.

Historia była mi znana, więc jeśli pojawiał się jakiś niezrozumiały zwrot, to łatwiej było mi skojarzyć o co może chodzić. Jeśli zgubiłam wątek, to (oprócz tego, że oczywiście mogłam cofnąć i przesłuchać dany fragment jeszcze raz) też nie było wielkiego halo, bo i tak wiedziałam co się wydarzy. Mogłam skupić się na poszczególnych wyrażeniach, czy melodii języka. 

Można przy takiej okazji poczynić też trochę obserwacji. Na przykład można docenić niektóre tłumaczenia (oraz fakt, że niektórych rzeczy postanowiono nie tłumaczyć, ale o tym jeszcze wspomnę), albo docenić grę słów, której nie dało się przełożyć na język polski. Magia słów jest ogromna, więc czasem użycie odpowiedniego przymiotnika może wywołać w nas zupełnie inne emocje (a wiadomo, że są słowa i wyrażenia, których nie da się przetłumaczyć dosłownie i oddać ich znaczenia w stu procentach). 

Kiedy zakotwiczyłam się w Hiszpanii i postanowiłam na własną rękę pouczyć się hiszpańskiego nie mogło być innego rozwiązania jak tylko... poczytać Harry'ego (nie... śliczne okładki nie miały z tą decyzją NIC wspólnego). Tu historia ma się już zupełnie inaczej, bo owszem, hiszpański nie był mi zupełnie obcy, ale nie oszukujmy się - do poziomu komunikatywnego (przynajmniej jeśli to ja mam coś mówić) dalej mi daleko. Ale nic to! Kupiłam część pierwszą i się zaczęło. Pierwszy rozdział czytałam strona po stronie przynajmniej sześć razy tłumacząc właściwie co drugie słowo (wypisałam trzy strony A4 słów w trzech kolumnach). A że jestem wzrokowcem to pozaznaczałam sobie różnymi kolorkami czasowniki, przymiotniki i rzeczowniki. W miarę jak mierzyłam się z kolejnymi rozdziałami udawało mi się zrozumieć tekst tłumacząc coraz mniej słów. Przy tym mogłam zauważyć, że ubywa tłumaczeń czasowników, bo w zasadzie większość się powtarza. Istotne było też załapanie kiedy mam do czynienia z tym samym czasownikiem, ale odmienionym przez osoby lub w innym czasie przeszłym. 

Za mną w chwili obecnej są pierwsze trzy części. Do przeczytania pierwszej potrzebowałam dziesięciu stron A4 słów w dwóch lub trzech kolumnach, do drugiej i trzeciej części (chociaż każda kolejna była grubsza) wystarczyło w sumie sześć stron. Równolegle uczę się hiszpańskiego na kilka innych sposobów, więc to nie tak, że samo czytanie odnosi zawrotne skutki w mojej edukacji, ale na pewno przydaje się do załapania konstrukcji zdań i wzbogacania słownictwa. 

Wspomniałam wcześniej o tłumaczeniach. Bazując na wersji polskiej i angielskiej staram się dobrze zrozumieć wydźwięk poszczególnych słów użytych w hiszpańskim tłumaczeniu. Są jednak rzeczy, których rozumieć nie trzeba - chodzi mi o nazwy własne. I tak w wersji hiszpańskiej wszystkie imiona i nazwiska, przezwiska i nazwy miejsc pozostawione zostały w wersji oryginalnej. Jak ma się do tego polskie tłumaczenie? A no nie jest z nami jeszcze aż tak źle. Co prawda część nazw własnych została zmieniona (na przykład Zgredek, a nie Dobby, Parszywek, a nie Scabbers, Krzywołap, Korneliusz Knot, itd.), ale te nazwy coś nam mówią i w większości zachowują oryginalne znaczenie. Nie ma też zbyt wielu zmian w samych imionach postaci... Czego nie można powiedzieć o chyba najbardziej szalonym (europejskim) tłumaczeniu, czyli wersji flamandzkiej (niderlandzkiej)! Poznajcie bohaterów Harry'ego Pottera na nowo o TUTAJ. Nie wiedzieliście kim jest profesor Perkamentus? Albo Marcel Lubbermans? To już wiecie! (Tak, z wersją flamandzkojęzyczną też próbowałam się zapoznać, ale nie było łatwo znaleźć audiobooka, a książki w Belgii są wyjątkowo drogie... Więc dałam sobie spokój po obejrzeniu którejś części filmu z napisami.)

Takim oto sposobem Harry Potter dorasta ze mną (albo ja z tą serią). Niedługo może zacznę mierzyć upływ czasu w przeczytanych wersjach językowych... Plus, jest to znakomita wymówka do kupowania innych wydań Harry'ego, które są na prawdę śliczne.

wtorek, 1 czerwca 2021

"Przygody Alicji w Krainie Czarów" - Lewis Carroll

Alicja w Krainie Czarów
stała się inspiracją do wielu innych dzieł. Często można spotkać odniesienia do niej w innych utworach literackich lub filmach (są to zarówno adaptacje filmowe jak i inspiracje lub motywy). Książka ta widnieje na wielu listach "książek, które trzeba przeczytać" i jest powszechnie znaną i lubianą opowieścią (a przynajmniej takie zawsze odnosiłam wrażenie). Jak to się stało, że aż do tego roku nie miałam z Alicją wiele wspólnego? Jakim cudem nigdy nie obejrzałam nawet fragmentu Disney'owskiej animacji ani filmu z Johnym Deppem i Heleną Bonham Carter? Też nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Tak się jednak stało. Postanowiłam zmienić ten stan rzeczy po obejrzeniu "The King: Ethernal Monarch", bo uznałam, że skoro nawet w koreańskich dramach mogę znaleźć odniesienia do tej książki to wypadałoby się z nią zapoznać. Udało mi się znaleźć Alicję w Krainie Czarów na storytel (więc mogłam posłuchać jej niezwłocznie). A przy okazji jakiejś niedawnej dyskusji pomieszałam Lewisa Carrolla z C. S. Lewisem (shame on me) co uznałam za znak, że trzeba się w końcu zapoznać z twórczością tego pierwszego.

No więc o czym jest Alicja w Krainie Czarów? Dla tych, którzy tak jak ja przespali ten fragment życia, w którym wszyscy inni poznawali jej przygody napiszę po krótce. Jest to opowieść o Alicji, która pewnego dnia spostrzega białego królika i postanawia za nim podążyć w głąb króliczej nory. W dziwnej krainie, do której trafia, na przemian maleje i rośnie po spożyciu magicznie pojawiających się napojów i posiłków, spotyka mówiące zwierzęta oraz wiele innych fantastycznych postaci i przeżywa niesamowite przygody.

I ja może wyjdę teraz na zbyt dorosłą (zdziadziałą) żeby przygody Alicji mnie fascynowały albo zbyt infantylną żeby zrozumieć zawarte w utworze aluzje, ale zupełnie mi się Alicja w Krainie Czarów nie podobała. Umiem sobie wyobrazić siebie dwadzieścia lat młodszą zafascynowaną przygodami tej małej dziewczynki, która z ciekawością sięga po wszystko co ma w zasięgu ręki i w ten sposób odkrywa świat. Ale będąc sobą w wieku obecnym wszystkie zachowania Alicji, WSZYSTKIE, mnie irytowały. I jej przygodnych kompanów również. Z drugiej strony, świadoma istnienia drugiego dna w tej historii, próbowałam wyłapać jak najwięcej nawiązać do... czegokolwiek. Ale mi się to nie udało. To znaczy, owszem, było kilka odniesień do matematyki, z którą zawodowo był związany autor, ale innych części wspólnych z żadnym znanym mi zbiorem nie znalazłam. No i niestety okazuje się, że w tym wypadku przydałaby się znajomość języka francuskiego i epoki wiktoriańskiej, bo to do nich pojawiają się nawiązania w utworze. 

Mimo raczej negatywnego, niż nawet neutralnego stosunku do tej historii, mam świadomość jak duży wpływ Alicja w Krainie Czarów wywarła na kulturę w ogóle. I ten wpływ mnie najbardziej fascynuje. Sformułowania takie jak "wpaść do króliczej nory" czy w ogóle postaci występujące w książce utożsamiające pewne zachowania (biały królik, królowa kier) na stałe weszły do użytku w wielu językach (i krajach) tworząc pewną wspólną dla wszystkich płaszczyznę porozumienia. (Tak, nawet Ci, którzy nie czytali wcześniej tej książki widzieli, że "wpaść do króliczej nory" to ni mniej, ni więcej, jak rozpocząć przygodę lub znaleźć się w jakiejś surrealistycznej sytuacji.) 

Podobała mi się czy nie, na pewno po lekturze Alicji w Krainie Czarów czuję się bardziej świadomą odbiorczynią kultury. Bo odniesienia do tej powieści na prawdę można znaleźć wszędzie. A odnajdywanie i rozumienie takich nawiązań zawsze mnie cieszyło i bawiło. 

Tytuł: Alicja w Krainie Czarów 
Tytuł oryginalny: Alice’s Adventures in Wonderland 
Autor: Lewis Carroll


sobota, 23 lipca 2016

"Morderstwo na polu golfowym" - Agata Christie

Seria: Hercules Poirot
Tytuł: Morderstwo na polu golfowym
Tytuł oryginalny: The Murder on the Links
Autor: Agata Christie
Ilość stron: 217
Wydawnictwo: Dolnośląskie

Wiem, że już to mówiłam, ale będę powtarzać za każdym razem, gdy moja wypowiedź będzie dotyczyła twórczości Agaty Christie - zanim sięgnęłam po książkę, wiedziałam, że nie będę się nudzić. Wiedziałam, że czeka mnie kolejna dawka intryg, tajemnic i pewności siebie Herculesa Poirot. No i jak zwykle się nie zawiodłam.

Do Herculesa Poirot, w obawie o swoje życie, wysyła list pan Renauld. Słynny detektyw czym prędzej rusza na spotkanie ze swoim klientem, niestety - dociera za późno. Na miejscu śledztwem w sprawie zabójstwa zajmuje się już francuska policja oraz detektyw Giraud. Mały Belg wkracza jednak do akcji i sobie tylko znanymi sposobami próbuje odkryć przyczynę śmierci swojego zleceniodawcy. W sprawie wielu jest podejrzanych, niejasności piętrzą się, a alibi niekoniecznie świadczy o niewinności. Wszystko to przypomina Herculesowi Poirot sprawę sprzed kilkudziesięciu lat... Czy słynny detektyw przy pomocy swojego przyjaciela Hastingsa rozwiąże zagadkę śmierci pana Renaulda?

Kolejny majstersztyk! Bohaterowie, zarówno Poirot, Hastings jak i wszyscy zamieszani w sprawę, stworzeni zostali z niezwykłą precyzją. Ich zachowania i motywacje wynikały z charakteru, który nadała im autorka. Dzięki temu zdawali się najprawdziwsi na świecie. Sama sprawa, której rozwiązania podjął się mały Belg, również zachwycała przemyślnością sprawców i komplikacją wynikającą z nieporozumienia. Poszlaki, które teoretycznie prowadzą donikąd, przypadkowa znajomość... Wszystko to zbliża nas do rozwiązania zagadki. Cóż więcej mogę dodać? Polecam serdecznie!

Ocena: 8/10 (bardzo dobra)

środa, 30 marca 2016

"Niedziela na wsi" - Agata Christie

Seria: Hercules Poirot
Tytuł: Niedziela na wsi
Tytuł oryginalny: The Hollow
Autor: Agata Christie
Ilość stron: 255
Wydawnictwo: Dolnośląskie

Jak zwykle bezbłędna powieść autorstwa Królowej Kryminałów! Niedziela na wsi to kolejny triumf Herculesa Poirot, którego szare komórki nigdy nie zawodzą. Dwa wieczory czytania, a pomiędzy nimi niezmierzona ilość czasu poświęconego na odgadywanie motywu i szukanie sprawcy...

Do The Hollow na weekend zjeżdżają się bliżsi i dalsi krewni, zaproszeni przez lady Angkatell. Niedziela na wsi to coś, co robi dobrze każdemu mieszkającemu na co dzień w dusznym mieście albo pracującemu od rana do wieczora z przerwą na obiad. Oprócz stałych i tymczasowych mieszkańców posiadłości na niedzielny posiłek zostaje zaproszony słynny detektyw, który przyjechał do pobliskiej willi. Hercules Poirot ma tę nieprzyjemność, że w jego obecności często dochodzi do morderstw. To, co początkowo wziął za specjalnie dla niego przygotowaną inscenizację, okazało się sceną zbrodni. Kto zabił, a kto został w morderstwo zamieszany? 

Jeden z elementów, który w kryminałach Agaty Christie niezmiernie mnie urzeka, to fakt, że morderstwo nie jest początkiem powieści tylko jej elementem. Zanim cień śmierci na kogoś padnie czytelnik zdąży zaznajomić się z bohaterem na tyle, by żałować go lub nie. Niedziela na wsi nie jest pod tym względem wyjątkiem. Poznajemy wszystkie postaci już przed przyjazdem do The Hollow, dowiadujemy się co lubią, z kim utrzymują kontakty, jakie mają zdanie na różne tematy... Możemy sobie wyobrazić wygląd jak i charakter postaci i stanąć po jej stronie (lub nie). Następnie znanym nam już poniekąd postaciom zostają przypisane role. Ofiara, podejrzany, świadek. Jak bohaterowie odnajdą się w nich zależy nie tylko od autorki, ale i od nas.

Co jeszcze w tej powieści zachwyca? Treściwe dialogi, zgrabne zdania, plastyczne opisy miejsc, w których rozgrywa się akcja i oczywiście zagadka. Złożoność, a może właśnie prostota intrygi, z którą przyjdzie zmierzyć się Herculesowi Poirot. Czy i Wam uda się odkryć kto za wszystkim stoi? Polecam miłośnikom Christie, jak i tym, którzy jeszcze nie mieli okazji zaznajomić się z jej twórczością.

Ocena: 8/10 (znakomita)

środa, 11 listopada 2015

"W pętli" - Nicholas Evans

Tytuł: W pętli
Tytuł oryginalny: The Loop
Autor: Nicholas Evans
Ilość stron: 480
Wydawnictwo: Albatros

Poruszająca, intrygująca i skłaniająca do refleksji. Tak pokrótce mogę określić tą książkę. W pętli Nicholasa Evansa to historia o koegzystencji ludzi ze sobą i z naturą. Z naturą pod postacią wilków, które jakby niepomne na wydarzenia z przeszłości powracają na "stare śmieci". Po latach pojawiają się tam, gdzie wiele z nich zabito przy okazji kolonizacji i pojawiania się rancz z wielkimi pastwiskami do hodowli bydła. 

Gdy w Hope padło hasło "wilki" całe miasteczko ruszyło z nimi na wojnę. Część oczekiwała na schwytanie "dzikich bestii", a część zwyczajnie wzięła sprawy we własne ręce, nie zwracając uwagi na działania Służby Ochrony Przyrody Żywej Stanów Zjednoczonych. Po przeciwnych stronach barykady stanęli ranczerzy obawiający się o stan liczebny swoich stad i urzędnicy pragnący dokończyć program przywracania wilków do ich naturalnych środowisk. Każde, broniąc swoich racji, stąpa po cienkim lodzie, który w każdej chwili może pęknąć i w ten lub inny sposób przyczynić się do klęski obu stron.

W sam środek sporu, z butami jeszcze brudnymi od nadmorskiego piasku, wciska się Helen Ross - niespełna trzydziestoletnia pani biolog specjalizująca się w zachowaniach wilków. Jako osoba z zewnątrz, trzymająca się raczej na uboczu nie jest przez ranczerów traktowana do końca poważnie. Poza tym sama ze sobą nie czuje się najlepiej, więc przyjazd do Hope traktuje jak swego rodzaju ucieczkę od rzeczywistości. Czy pośród ludzi zachodu dziewczyna odnajdzie swoje miejsce, czy bliższe stanie się jej stado wilków, które za wszelką cenę będzie chciała obronić? I czy w tej sytuacji powiedzenie "człowiek człowiekowi wilkiem" nie zmienia sensu?

W pętli to powieść od początku do końca angażująca. Zaprzątająca myśli i rujnująca wewnętrzny spokój, ale nie drastyczna. Na 480 stronach zawarty jest pełen rok, pętla, powrót do początku, ale to nie jedyne nawiązanie do tytułu. Powracające wilki, powtórna walka... Kto wygra ją tym razem? Czyje pretensje do tej ziemi powinny być uznane - zamieszkujących od wieków góry i lasy wilków czy niedawno osiadłych na tych terenach ludzi, pracujących fizycznie od rana do nocy, a czasem nawet dłużej? Prawda jest taka, że to zależy kto czyich racji broni.

Dominującymi postaciami w powieści są Helen, Dan, Luke i Buck. Każde z nich ma coś do udowodnienia sobie i innym, a "afera z wilkami" może być dobrą okazją, by dokonać czegoś "wielkiego". Charakter każdej z tych osób jest unikatowy i niejednoznaczny. Autor tak ich przedstawia, że zdarzają się momenty, w których mimo szczerych chęci nie byłam w stanie zrozumieć postępowania któregoś z ulubionych bohaterów albo musiałam przyznać racje "temu niedobremu". Jak to w życiu. No i jak to zwykle w bajkach, ale na co dzień też całkiem często się zdarza, wiele było zawirowań, rozczarowań, dobrych i złych chwil, ale na koniec zawsze pojawia się jakieś wyjście z sytuacji.

Mnie książka oczarowała i chociaż nie często zdarza mi się czytać coś, co nie jest kryminałem lub książką fantasy, to bez wątpienia mogę ją polecić! I obiecać sobie, że kiedyś jeszcze sięgnę po inne książki tego autora, a W pętli to dopiero początek nowej przygody z literaturą!

Ocena: 8/10 (znakomita)

środa, 5 sierpnia 2015

"Zabójstwo Rogera Ackroyda" - Agata Christie

Seria: Hercules Poirot
Tytuł: Zabójstwo Rogera Ackroyda
Tytuł oryginalny: The Murder of Roger Ackroyd
Autor: Agata Christie
Ilość stron: 270
Wydawnictwo: Dolnośląskie

Ta książka wpadła mi w ręce nieprzypadkowo. (No, może odrobinę w przeczytaniu jej pomógł mi zbieg okoliczności...) Wchodząc do księgarni dokładnie wiedziałam co chcę kupić, i wiedziałam też, że na przeczytanie wybranej przeze mnie pozycji będę miała dzień. Dlaczego właśnie Zabójstwo Rogera Ackroyda? Z dwóch powodów - po pierwsze dlatego, że często słyszałam, że to najlepsza książka autorki, a dodatkowo w niedawno obejrzanym przeze mnie odcinku "Kości" sama główna bohaterka przyznała, że to jej ulubiona książka. Po drugie przygotowując się do matury ustnej z polskiego miałam okazję czytać kilka biografii Agaty Christie, z których jednoznacznie wynikało, że właśnie za publikacje tej książki została wyrzucona z Klubu Detektywów. Co mogło być tak szokujące w tym kryminale? Sama musiałam się o tym przekonać.

Hercules Poirot postanowił przejść na zasłużoną emeryturę. By odpocząć od zgiełku miasta i wielu spraw, którymi mógłby się zająć wyjechał na wieś - do King's Abbot. Tam, w małej mieścinie, gdzie całe życie toczy się jednostajnym rytmem, a wszystkie plotki dotyczą tego samego postanowił hodować dynie. Jednak nie jest to zadanie wystarczające dla szarych komórek Herculesa Poirot! Gdy w w tajemniczych okolicznościach umiera pani Ferras, a całe miasteczko z doktorem Sheppardem na czele próbuje rozwiązać zagadkę jej śmierci do gry wchodzi również Mały Belg.

Więcej nie wypada zdradzać. Wypada jednak powiedzieć, że konstrukcja powieści jest niezwykle ciekawa. Narratorem jest bowiem doktor Sheppard, który bierze czynny udział zarówno w opisywanej przez siebie historii jak i życiu miasteczka. Dzięki niemu widzimy też w zupełnie innym świetle sławnego detektywa, Herculesa Poirot. Jak zawsze akcja jest wartka i pełna niespodzianek. Czyta się szybko, a w głowi rodzi się mnóstwo teorii dotyczących mordercy. Ale kto tak naprawdę był zły? Tego można się domyślać lub poczekać na końcowe wyjaśnienia. 

Ocena: 9/10 (rewelacyjna)

środa, 18 marca 2015

"Tylko dla Twoich oczu" - Ian Fleming

Seria: James Bond
Tytuł: Tylko dla Twoich oczu
Tytuł oryginalny: For Your Eyes Only
Autor: Ian Fleming
Ilość stron: 212
Wydawnictwo: Rzeczypospolita SA

Bonda darzę ogromną sympatią. Chociaż dookoła wiele się dzieje udało mi się znaleźć trochę czasu (w komunikacji miejskiej, a gdzieżby indziej) na przeczytanie ostatniej znajdującej się w moim posiadaniu książki o przygodach 007. Co było w niej takiego, że mimo większych lub mniejszych przerw wciąż czytałam ją z tym samym zaangażowaniem? Tylko dla Twoich oczu to zbiór opowiadań krótszych lub dłuższych traktujących mniej lub bardziej o szpiegowskich (i nie tylko) akcjach Jamesa Bonda.

Nie będę rozwodzić się nad fabułą - jest dość zróżnicowana. Każde opowiadanie ma w sobie cząstkę tego, co znamy: odrobinę tajemnicy, szczyptę konspiracji, ogromne pokłady zaskoczenia, piękne kobiety i niebezpieczeństwo. Czasami miałam wrażenie, że opowiadania mogłyby być częścią czegoś większego, wątkiem pobocznym lub podsumowaniem jakiejś bardziej zagmatwanej przygody 007. Mimo tego, że nie były ze sobą połączone w żaden sposób (a może właśnie dlatego) czytało się je z zaciekawieniem, szybko przewracając kartki.

Bohaterowie poszczególnych opowiadań byli z nami krótko - ich egzystencja trwała zaledwie kilka stron, ale o każdego autor się zatroszczył. Nie było grubo ciosanych, topornych postaci (sztampowe i stereotypowe - owszem, ale zawsze zgrabnie opisane). Wszyscy oni sprawiali, że na chwilę mogliśmy przenieść się razem z Bondem na słoneczne Seszele albo w niedostępne i zalesione góry Ameryki Północnej. Razem z nim i pozostałymi bohaterami mogliśmy spędzać nudny wieczór przy umówionym obiedzie jak i brać udział w walce z przemytnikami narkotyków.

Opowiadania są dobre. Czyta się je szybko, przyjemnie, bez stuprocentowego zaangażowania, czyli lektura idealna w podróży lub na krótki odpoczynek w wirze pracy, nauki i "ważnych rzeczy". Polecam, szczególnie miłośnikom agenta 007.

Ocena: 6/10 (dobra)

poniedziałek, 23 lutego 2015

"Zło czai się wszędzie" - Agata Christie

Seria: Hercules Poirot
Tytuł: Zło czai się wszędzie
Tytuł oryginalny: Evil under the Sun
Autor: Agata Christie
Ilość stron: 214
Wydawnictwo: Dolnośląskie

Gdy nie wiesz co czytać... sięgnij po kryminał Agaty Christie! Ta złota myśl przyświeca mi od dawna i jeszcze nigdy się nie zawiodłam. Niejednokrotnie sięgałam po dłuższe lub krótsze powieści tej autorki i za każdym razem utwierdzam się w przekonaniu, że ludzka wyobraźnia nie zna granic. Zarówno jeśli chodzi o popełnione morderstwa jak i domniemane rozwiązania tej czy innej sprawy... Ale może od początku.

Hercules Poirot postanowił wypocząć i sierpniowe dni spędza w uroczym hotelu na Wyspie Przemytników. Ulubionym zajęciem detektywa staje się obserwowanie innych hotelowych gości. Szybko więc zauważa, że szykuje się coś złego... W spokojnej, cichej i słonecznej scenerii dochodzi do morderstwa. Ofiarą jest młoda, atrakcyjna, czarująca (itp. itd.) zamężna kobieta, która w mig potrafi przysporzyć sobie wrogów wśród płci pięknej flirtując z cudzymi narzeczonymi i mężami. Podejrzany, jak to w takich sprawach bywa, jest mąż. Jednak miejscowi śledczy i sławny detektyw szybko dochodzą do wniosku, że motywem mogła być nie tylko zazdrość... Dlaczego i przez kogo Arlena Marsshall została uduszona? 

Zło czai się wszędzie to kolejna trzymająca w napięciu historia autorstwa Agaty Christie. Pozornie nie łączące się ze sobą wątki, kilka drobnostek niepasujących do codziennych wydarzeń, rozmaici goście hotelowi... Wszystkie najdrobniejsze szczegóły mają swoją wartość. Gdy Hercules Poirot podaje nam rozwiązanie na tacy, każdy fragment układanki odnajduje swoje miejsce i zastanawiamy się jak to mogło nam umknąć? 

Jak w każdej powieści Agaty Christie, bohaterowie książki Zło czai się wszędzie obdarzeni są własnym, niepowtarzalnym "ja". Ich portrety psychologiczne, tak ważne dla konwencji powieści kryminalnej, zostały po mistrzowsku wplecione w fabułę. Każdego z nich poznajemy nie tylko przez wzgląd na wydarzenia dziejące się w powieści, ale mamy możliwość zajrzenia do ich przeszłości lub odkrycia pragnień. Dzięki temu łatwiej ulegamy snutym przez autorkę sugestiom, współczujemy słabszym i potępiamy zbyt hałaśliwych. I... spodziewamy się niespodziewanego!

Jest czym się zachwycać! Zawsze zdumiewał mnie fakt, że w tak trzymających w napięciu kryminałach nie ma żadnej gwałtowności. Dochodzenie przeprowadzane jest metodycznie, powoli i dokładnie, a jednak rośnie napięcie i wciąż w niepewności czekamy na werdykt. To jest kunszt, za który uwielbiam Agatę Christie. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko zachęcić wszystkich do przeczytania książki Zło czai się wszędzie.

Ocena: 7/10 (bardzo dobra)

środa, 7 stycznia 2015

"Filary Ziemi" - Ken Follett

Seria: Filary Ziemi
Tytuł: Filary Ziemi
Tytuł oryginalny: The Pillars of the Earth
Autor: Ken Follett
Ilość stron: 830
Wydawnictwo: Albatros

Długo czekałam na przeczytanie Filarów Ziemi. Kilka lat temu wypożyczyłam je ze szkolnej biblioteki dla rodziców, ale wtedy powiedzieli "Monia, przeczytasz jak skończysz 18 lat", a ja, grzeczne dziecko, odniosłam ją tam, skąd wzięłam. Kiedy zobaczyłam w księgarni nowe, jednotomowe wydanie stwierdziłam "muszę ją mieć!". Tak oto książka znalazła się na mojej półce. Od kupienia do rozpoczęcia lektury nie minęło wiele czasu... Gorzej było ze znalezieniem go na czytanie. No ale od czego są wykłady i po co jeździ się tramwajami? W końcu, w czasie nieprzyzwoicie długiej przerwy świątecznej, otoczona morzem łez dotarłam do końca!

Gdy tonie statek, na którego pokładzie znajdował się jedyny syn, spadkobierca króla Anglii zaczyna się nowy rozdział w historii. Umarł Król, niech żyje Król! Po śmierci króla Henryka korony na skronie nie włożyła Matylda, córka króla, której baronowie przysięgli wierność, ale Stefan, królewski siostrzeniec. XII-wieczną Anglię pochłonęła wojna domowa. 

Jednak wojna, szerząca się anarchia, spustoszenie i głód są tylko tłem akcji. Filary Ziemi skupiają się nie na dworskim życiu i intrygach baronów (to też, ale nie przede wszystkim), ale na budowie katedry w Kingsbridge. To ona sprawi, że połączą się losy bohaterów, którzy są od siebie tak różni, a jednocześnie tak podobni. Razem z przeorem Philipem będziemy dążyć do sfinalizowania budowy. Tom Budowniczy nauczy nas uporu i pracowitości, ale również dostrzegania piękna. Z rudowłosym Jackiem będziemy uczyć się żyć wśród ludzi, dowiemy się czym jest złamane serce i poszukamy prawdy o jego ojcu. Każdy z bohaterów tej wielowątkowej powieści zabierze nas w inne, odległe strony. Poznamy z nimi smak życia w XII-wiecznej, opętanej wojną Anglii. Zasmakujemy porażki i zwycięstwa, a wszystko po to, by móc ujrzeć ukończoną katedrę w Kingsbridge - niewielkiej wsi, w której znajduje się podupadłe opactwo.

O bohaterach i ich historiach mogłabym opowiadać długo, ale zepsułoby to całą niespodziankę czytelnikom! Muszę jednak dodać, że oprócz wymienionych (i niewymienionych) męskich postaci Filary Ziemi obfitują w wyraźne bohaterki płci żeńskiej. Żeby nie zdradzać zbyt wielu sekretów przytoczę chociażby córkę króla, Matyldę, której często nie widujemy, ale ma ona duży wpływ na ogólną sytuację. Jest też Ellen, matka Jacka, która od wielu lat ukrywa się z synem w lesie i wiele, wiele innych. Każda z postaci, żeńska czy męska, jest wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju. Ma swoją historię, zwyczaje i poglądy. Mają też twarz, która można sobie wyobrazić. Nic co robią nie odbiega od stworzonej specjalnie dla niech osobowość. To wielka sztuka, która autorowi udała się znakomicie! Poza tym mamy zarówno dobrych jak i złych bohaterów. Są oni skonstruowani tak, że jednych trzeba pokochać, a tych drugich nie da się polubić. Tu też widać kunszt mistrza!

Ogromnym plusem Filarów Ziemi jest ich wielowątkowość. Nie wyobrażam sobie czytania 830 stron, na których na przemian mowa jest tylko o wojnie i budowaniu katedry. Zgrabnie zostały tu wplecione historie bohaterów, ich wspomnienia i ich plany. Poznajemy ich uczucia, namiętności, marzenia... Dzięki temu oprócz pól bitewnych, zamków i kościołów odwiedzamy również targi, okoliczne wsie, leśne polany a nawet tereny zamorskie. Oprócz ostrzenia broni i szukania środków na budowę katedry przyglądamy się sprzedaży wełny, odrzuconym oświadczynom, gwałtom, wynalazkom i przysięgom. Jest w czym wybierać! Czytając o jednym nie możemy się doczekać, żeby przeczytać o kolejnym...

Czy znalazłam jakieś minusy? Zdecydowanie nie. Może to dlatego, że długo czekałam na przeczytanie tej książki. Z drugiej jednak strony mogłam przeżyć ogromne rozczarowanie. To jednak nie nastąpiło (na szczęście!). Czy znalazłam jeszcze jakieś plusy? O tak, całkiem sporo! Prosty, ale przystępny język, plastyczne opisy... Mimo tych 830 stron czas przy Filarach Ziemi nie dłużył mi się, wręcz przeciwnie - nie wiedziałam kiedy minął. Gdy o 4 nad ranem odłożyłam książkę i powiedziałam "skończyłam" nie mogłam uwierzyć, że to już tak późno! Podobało mi się, gdy mogłam gorzko zapłakać nad losem bohaterów, uwielbiałam śmiać się z nimi w chwilach triumfu. Podobało mi się to, że wszystko było realne - wzloty i upadki, powodzenia i klęski... Nikt nie został oszczędzony, ale czy życie kogoś oszczędza? 

Jestem bardzo, na prawdę bardzo zachwycona Filarami Ziemi i uważam, że jest to książka koło której nie da się przejść obojętnie! Polecam serdecznie!

Ocena: 10/10 (wybitna)

wtorek, 23 grudnia 2014

"Znak czterech" - Artur Conan Doyle

Seria: Sherlock Holmes
Tytuł: Znak czterech
Tytuł oryginalny: The Sign of Four
Autor: Artur Conan Doyle
Ilość stron: 178
Wydawnictwo: ALGO

Wygląda na to, że znów miałam przerwę w pisaniu. Na szczęście nie w czytaniu - wciąż pochłaniam Filary Ziemi i zanim je skończę jeszcze trochę czasu minie. Tymczasem, łapiąc oddech w okresie Świątecznym, wracam do przeczytanych już książek.

Sherlock Holmes tylko czeka na jakąś wartą uwagi sprawę. Szczerze mówiąc - czeka na jakąkolwiek. Gdy zjawia się panna Morstan nie zwraca uwagi, jak doktor Watson, na jej urodę, ale pochłania każde słowo opowiadanej historii. Trzeba dodać, że niezwykle intrygującej. Otóż, od śmierci ojca co roku na święta otrzymuje jedną perłę. Jest to rzecz niezwykła, ale do tej pory tajemnicą owiane było nie tylko pochodzenie prezentu, ale i darczyńca. Dość niedawno panna Morstan otrzymała list, w którym ktoś nalegał na spotkanie... Nadawca sugeruje, że może wziąć ze sobą dwóch towarzyszy. O eskortę prosi więc Sherlocka Holmesa i towarzyszącego mu doktora Watsona. Razem udają się na spotkanie. Ruszając w drogę nie spodziewają się, że przyjdzie im zmierzyć się nie tylko z przeszłością ojca panny Morstan, ale też z ludźmi gotowymi na wszystko. Z ludźmi, którzy podpisują się Znakiem Czterech.

Nie ukrywam, że znałam zakończenie zanim sięgnęłam po książkę. Wiele razy, w wielu wersjach widziałam adaptacje Znaku Czterech. Jednak książka, to zawsze książka, bez względu na to czy historię się zna, czy nie. Sherlock Holmes powraca i rozwiązuje kolejną, ciekawą i nietypową sprawę. Poszukiwania przeplatają się ze wspomnieniami nadawcy listu (i nie tylko), nietuzinkowe metody śledcze stawiają czoła wyzwaniom stawianym przez sprawę jak i sceptycyzmowi funkcjonariuszy Scotland Yardu. Akcja ma swoje tempo, które nie zwalnia ani na chwilę. Są momenty, w których możemy złapać oddech, ale zaraz znów ruszamy w pościg lub wysilamy nasze zwoje mózgowe by rozwikłać zagadkę.

Pojawiające się w tej części postaci są dość charakterystyczne dla opowiadań o Holmesie. Oczywiście są Sherlock jak i doktor Watson, których relacja staje się coraz bardziej zażyła, pojawia się niezawodna Banda z Baker Street oraz gosposia - pani Hudson. Oprócz nich mamy zaszczyt poznać młodą, urodziwą i bardzo zaradną pannę Morstan, która przychodzi z zagadką do rozwiązania. Tajemniczego nadawcę listu pragnącego sprawiedliwości oraz dziwnego przybysza z nieznanego nam lądu. Jest też standardowo detektyw ze Scotland Yardu, który najpierw znieważa metody Holmesa, potem im pobłaża, a na końcu przypisuje sobie wszystkie zasługi. Mieszanka pierwsza klasa!

Książkę czyta się szybko i przyjemnie. Jest to dawka akcji, zagadek i tajemnic, które można rozwiązać w jeden wieczór, a wspominać trochę dłużej. Na prawdę bardzo dobra, polecam (chociaż Sherlocka chyba nikomu polecać nie trzeba... ;) ).

Ocena: 7/10 (bardzo dobra)

środa, 3 września 2014

"Harry Potter i więzień Azkabanu" - J. K. Rowling

Seria: Harry Potter
Tytuł: Harry Potter i więzień Azkabanu
Tytuł oryginalny: Harry Potter and the Prisoner of Azkaban
Autor: J. K. Rowling
Ilość stron: 450
Wydawnictwo: Media Rodzinna


Któż nie zna Harry'ego Pottera? Chyba wszyscy wiedzą kim był "Chłopiec, Który Przeżył". Ja też wiem, ale raz na jakiś czas nie zaszkodzi przypomnieć sobie o co właściwie chodziło w książce. Filmy, które z resztą uwielbiam, nie oddają całkiem charakteru powieści i nie są w stanie przekazać wszystkich informacji zawartych w pierwowzorze. Poza tym Harry Potter i więzień Azkabanu to część, którą w swoim wcale nie długim życiu przeczytałam najmniej razy. Teraz nowiutka książka trafiła na moją półkę żeby uzupełnić kolekcję i stwierdziłam, że nieczytana książka nie może stać wśród tych przeczytanych...

Z pilnie strzeżonego więzienia dla czarodziei ucieka groźny morderca. Mówią o nim nawet w mugolskich mediach, co oznacza, że zbieg jest wyjątkowo niebezpieczny. Harry w tym czasie spędza jak zwykle letnie wakacje u Dursley'ów na Privet Drive 4, skąd nieświadomy zagrożenia pewnego dnia ucieka. Od tej pory natyka się na czarnego kudłatego psa. Według profesor Trelowney, nauczycielki wróżbiarstwa - jednego z nowych przedmiotów, którego Harry, Ron i Hermiona uczą się w trzeciej klasie, ten pies to Ponurak: omen śmierci. Jaki związek istnieje między Syriuszem Blackiem, jedynym czarodziejem, który uciekł z Azkabanu a Harrym Potterem? Czy i w tym roku Harry'emu przyjdzie zmierzyć się z Sami-Wiecie-Kim? Jeśli ktoś jeszcze tego nie wie to najwyższy czas to zmienić! 

Jestem trochę starsza niż wtedy, gdy po raz pierwszy czytałam HP i więzień Azkabanu. Mimo to przeżywałam całą historię ponownie z niesłabnącym zapałem śledząc losy bohaterów, ich emocje i działania. Niektóre sceny odtwarzały się w mojej pamięci samoistnie. Były to te, które w filmie zaadaptowano z niezwykłą dokładnością, z dialogami słowo w słowo. Inne musiałam sobie wyobrazić i chyba to sprawiało mi największą frajdę. 

Język, jak to w książkach młodzieżowych, jest bardzo przystępny. Nie ma zbyt wielu dziwnych słów (poza tymi całkiem magicznymi oczywiście, ale do niech na końcu zamieszczony jest słowniczek) ani rozdmuchanych w nieskończoność zdań. Każdy szczegół cieszy tu odbiorcę. Niezbyt długie, ale trafne opisy, dynamiczne dialogi, zabawne sytuacje. Przez 450 stron książki przewija się wiele emocji, tych pozytywnych i negatywnych, które pozwalają czytelnikowi wczuć się w sytuację bohaterów i zrozumieć ich świat. Harry, Ron, Hermiona i pozostałe mniej lub bardziej ważne postaci uczą nas wagi przyjaźni, zaufania, oddania sprawie, poświęcenia i wiary w swoje umiejętności. Uczą nasi i również bawią. Nic dziwnego, że Harry Potter jest uwielbiany przez czytelników na całym świecie! 

Film to nie to samo co książka, więc jeśli ktoś z serią miał do czynienia tylko na srebrnym ekranie to najwyższy czas to zmienić! W końcu nikt nie chce być mugolem :)

Ocena: 9/10 (rewelacyjna)

wtorek, 2 września 2014

"Szpieg, który mnie kochał" - Ian Fleming

Seria: James Bond
Tytuł: Szpieg, który mnie kochał
Tytuł oryginalny: The Spy Who Loved Me
Autor: Ian Fleming
Ilość stron: 166
Wydawnictwo: Rzeczypospolita

Oderwałam się od pochłaniającego mnie świata fantasy i ponownie sięgnęłam po coś z gatunku sensacji. Kolejna część przygód Jamesa Bonda była zupełnie inna od pozostałych i z pewnością zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. 

Vivienne Michel wróciła do Kanady po pięcioletnim pobycie w Anglii. Zostawiła za sobą szkołę, w której miała stać się prawdziwą damą, kilkoro przyjaciół, parę miłych wspomnień i złamane serce. Była młoda, ale już zdążyła się przekonać czym są zawody miłosne. Postanowiła nie oglądając się na nikogo ruszyć w podróż, zwiedzić Amerykę, poznać kogoś, ale przede wszystkim zadbać o siebie. Nie wiedziała, że w motelu, w którym się zatrzyma spotka ją oferta pracy, a potem całkiem nieoczekiwany zwrot akcji, po którym znajdzie się w samym centrum misternie uknutej intrygi. Nie wiedziała też, że spotka Jamesa Bonda...

Już na samym początku dało się zauważyć odmienność Szpiega, który mnie kochał od innych książek o agencie 007. Powieść napisana została w narracji pierwszoosobowej, a postać relacjonująca nam wydarzenia jest kobietą. Historia nie zaczyna się od super tajnego spotkania agentów, szalonego pościgu czy opisu niebezpiecznego bandziora, ale od przemyśleń i wspomnień Vivienne. Jest to swojego rodzaju traktat o nieszczęśliwej miłości, upadłych nadziejach i istotnych zmianach. To droga do motelu, w którym dziewczyna obecnie się znajduje, w którym rozgrywa się akcja powieści. To nie jest typowa książka akcji, ale odpowiadał mi jej charakter i styl, w którym została napisana. W końcu jest to opowieść nie tylko o życiu pewnej dziewczyny z Kanady, ale o komandorze Bondzie, najlepszym agencie Brytyjskiego MI6! 

Książka nie była gruba, liczyła zaledwie 166 stron, więc pochłonęłam ją w jeden dzień, czytając głównie w tramwaju. Powieść trzymała w napięciu, ale wielu rzeczy można było się domyślić (szczególnie jeśli James Bond jest znany czytelnikowi). Mimo to czytało się przyjemnie i nie uważam, żeby był to czas zmarnowany. Oczywiście padła znana dobrze każdemu kwestia: "Nazywam się Bond. James Bond." i pojawiły się stałe elementy każdej historii agenta 007, czyli walka z oprychami (Horror i Spluwak na prawdę dawali radę), broń ukryta w walizce i piękna dziewczyna. Język jak zwykle prosty, ułatwiający skupienie się na akcji, a nie otoczeniu.

Jedynym minusem tego wydania jest zdecydowanie okładka, która swoją tandetnością mnie osobiście kuje w oczy (ale przecież "książki nie ocenia się po kładce"). No i może trochę już oklepany schemat powieści, który akurat w tej części został nieco zmodernizowany. Poza tym Szpieg, który mnie kochał zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Ian Fleming utrzymał swoją serię na poziomie, a mnie, jako czytelnikowi, nie pozostaje nic innego jak polecić innym i sięgnąć wkrótce po kolejną część Jamesa Bonda.

Ocena: 7/10 (bardzo dobra)

środa, 27 sierpnia 2014

"Assassin's Creed: Tajemna Krucjata" - Oliver Bowden

Seria: Assassin's Creed
Tytuł: Tajemna Krucjata #3
Tytuł oryginalny: The Secret Crusade
Autor: Oliver Bowden
Ilość stron: 492
Wydawnictwo: Insignis

Chwilę temu dowiedziałam się, że zaczęłam przygodę z asasynami nie od pierwszej, ale od trzeciej części... Ale to nic! Moja Prywatna Młodsza Siostra, zakochana za równo w grze jak i książce, powiedziała, że tak lepiej. Wierzę. Sama zaczęłam zbierać informacje i okazuje się, że wydarzenia z Tajemnej Krucjaty poprzedzają wszystkie inne. Czyli początek jak najbardziej chronologiczny.

Chociaż Altaïr, mistrz bractwa asasynów, był powszechnie znaną postacią zarówno wśród swych braci jak i mieszkańców Bliskiego Wschodu, to jego prawdziwą historię znało niewielu. Pod koniec swojego życia postanowił jednak ją opowiedzieć Niccoló, który spisał ją na kartach swojego dziennika. Dzieje Altaïra owiane były tajemnicą, która dotyczyła nie tylko jego, ale również Templariuszy i ich Skarbu. Aby zmyć hańbę, którą się okrył, odzyskać rangę Mistrza i udowodnić oddanie sprawom Zakonu musiał przemierzyć Ziemię Świętą i wyeliminować dziewięciu nieprzyjaciół - cele wyznaczone mu przez Wielkiego Mistrza Al-Mualima. Historia jego dokonać naznaczona była krwią ofiar, ufnością, która nie raz zgubiła młodego Altaïra, zdradą, dzięki której dojrzał i miłością wynagradzającą wszystko. Porażki, zwycięstwa i Credo wyznaczały mu drogę, którą musiał podążyć, by zrozumieć siebie i pomóc Bractwu. Czy jego poświęcenie zostanie wynagrodzone?

Początki mojego romansu z asasynami były trudne. Kiedyś młodsza siostra próbowała przekonać mnie do zagrania w grę, ale nie bardzo mi to szło. Po książkę sięgnęłam trochę z przymusu - na wakacje wzięłam dwa tomy Achai, które skończyłam zdecydowanie szybciej niż zamierzałam. Jedyną książką, która nadawała się do czytania była właśnie Tajemna Krucjata. Gdyby nie fakt, że nic innego nie wpadło mi wtedy pod rękę pewnie odłożyłabym tą książkę po sześciu pierwszych (dość krótkich) rozdziałach. Poza fragmentami opisującymi krajobraz lub sytuację miałam wrażenie, że czytam poradnik do gry. Za każdym razem, gdy na kartach książki gościł Altaïr (a robił to wyjątkowo często) otrzymywałam dokładną instrukcję pod tytułem "co zrobić żeby przejść tą misję". Wrażenie to potęgowało nagromadzenie wyjątkowo długich zdań pełnych czasowników. Na szczęście wraz z rozwojem akcji moje odczucia zaczęły się zmieniać. Może przywykłam do szczegółów dotyczących pokonywania tras dachami i dokładnych relacji ze wspinania się po murze, a może było ich mniej... Nie wiem. Wiem na pewno, że fabuła była na tyle ciekawa, intryga na tyle zagmatwana a postaci tak charakterystyczne, że wszystko inne nie miało już znaczenia. Chciałam po prostu wiedzieć jaki będzie dalszy los Altaïra. Bez względu na to czy będzie musiał skoczyć na wóz z sianem czy pochylić głowę i wtopić się w tłum uczonych.

Zostałam pochłonięta. Oczarowała mnie nie tylko historia Altaïra, ale również klimat i echo czasów, w których rozgrywa się akcja. Bliski Wschód z przełomu XII i XIII wieku zrobił na mnie na prawdę duże wrażenie. Nie dziwię się zatem, że moja Prywatna Młodsza Siostra tak bardzo zafascynowała się kulturą i historią tamtych rejonów.

W grę może jeszcze kiedyś spróbuję zagrać, ale trochą czasu minie zanim się na to zdecyduję. Póki co czytam książki i polecam je nie tylko graczom. Assassin's Creed: Tajemna Krucjata to pełna przygód i tajemnic powieść, która nie raz zaskoczy i wzruszy do łez. Spowoduje złość, gniew i niedowierzanie, ale również współczucie i radość. Ze względu na tematykę i postać samego asasyna - zabójcy nie jest to na pewno książka dla najmłodszych czytelników, ale tym starszym powinna się spodobać. Altaïr zabierze Was w podróż, z której wrócicie odmienieni... : )

Ocena: 7/10 (bardzo dobra)

sobota, 17 maja 2014

"Operacja piorun" - Ian Fleming

Seria: James Bond
Tytuł: Operacja Piorun
Tytuł oryginalny: Thunderball
Autor: Ian Fleming
Ilość stron: 277
Wydawnictwo: Rzeczypospolita
Ocena: 7/10 (bardzo dobra)

Trzeba nadrobić zaległości w recenzowaniu książek przeczytanych dawniej. Powracam więc pamięcią do czasu doczytywania książki w tramwaju i pod ławką w czasie lekcji czy na przerwie. Przed Państwem Bond, James Bond w Operacji Piorun.

Podczas lotu treningowego wojskowy samolot ginie z radarów. Nie wywołałoby to paniki, gdyby nie fakt, że na pokładzie znajdowały się dwie bomby atomowe... Po liście od tajemniczej organizacji SPECTRE wywiady wielu państw we wspólnym porozumieniu zaczęły poszukiwania. Jednak nie tak łatwo odnaleźć jeden mały samolot w wielkim świecie. Jest kilka poszlak i niezbyt wyraźnych tropów, którymi można się kierować, ale czy są to dobre wskazówki? Czy plan oparty tylko na domysłach może się powieść? Tak, jeśli do akcji wkroczy najlepszy agent MI6 - James Bond. 

Po raz kolejny 007 ratuje świat. To najprostsze podsumowanie Operacji Piorun. Muszę jednak przyznać, że pomimo utartego już przez Fleminga schematu książkę czytało się bardzo przyjemnie. Było to co typowe w powieściach o Bondzie, czyli niebezpieczeństwo, egzotyka i piękne kobiety (a szczególnie jedna, która odgrywa dużą rolę w rozwoju wydarzeń), było trochę nawiązania do poprzednich części np.: pojawienie się Leitera, agenta CIA, jak również coś nowego - tajna organizacja SPECTRE (co w rozwinięciu i po przetłumaczeniu oznacza Specjalna Egzekutywa ds. Kontrwywiadu, Terroryzmu, Zemsty i Wymuszenia). James Bond musi stawić czoła wyzwaniu i znów wykonać swoje zadanie.

Język jest nieskomplikowany, akcja toczy się szybko i logicznie, bohaterowie są dość schematyczni, ale mają w sobie pewne indywidualności. Do końca będziemy oczywiście trzymać kciuki za powodzenie misji 007. I nie jak można się domyślać - nie zawiedziemy się na nim. Co jednak wydarzy się w tak zwanym "międzyczasie"? Nie wystarczy obejrzeć filmu, trzeba jeszcze przeczytać książkę! Polecam : )

piątek, 16 maja 2014

"Zerwane zaręczyny" - Agatha Christie

Seria: Hercules Poirot
Tytuł: Zerwane zaręczyny
Tytuł oryginalny: Sad Cypress
Autor: Agatha Christie
Ilość stron: 234
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Ocena: 7/10 (bardzo dobra)

Nie próżnuję! Pierwszy wakacyjny wieczór za mną i oto przeczytany kolejny znakomity kryminał Agathy Christie! Za sprawą tematu prezentacji maturalnej trochę inaczej niż zwykle podeszłam do lektury, ale na pewno nie wpłynęło to na ocenę. Na pewno nie negatywnie. : )

Na ławie oskarżonych zasiada Elinor Carlisle. Postawiono jej zarzut zabójstwa młodej, ładnej Mary Gerrard, o którą bardzo dbała niedawno zmarła ciotka oskarżonej. Sposób - podanie śmiertelnej dawki morfiny w kanapkach z pastą rybną, motyw - zazdrość... Ale czy Elinor na pewno jest winna? Odpowiedzi na to pytanie będzie szukał najsłynniejszy detektyw - Hercules Poirot!

Akcja, jak zwykle w powieściach Christie, toczy się swobodnie, dość wartkim tempem. Zaczynamy od sali rozpraw, by przenieść się w przeszłość, do wspomnień i wydarzeń minionych, które rzucą nam trochę światła na oskarżoną i zaistniałą sytuację. W toku wydarzeń będziemy świadkami wielu rozmów, niespodziewanych sytuacji, poznamy tajemnice i zaobserwujemy dziwne zachowania bohaterów. W końcu pojawi się również Hercules Poirot, którego zadaniem będzie wykrycie prawdy. Niewątpliwie tą prawdę odkryje, bo sprawiedliwości musi stać się zadość. W końcu moralność, a zatem sprawiedliwa kara, w powieściach kryminalnych odgrywa dość istotną rolę.

Intryga jest niewątpliwie majstersztykiem, gdyby nie błyskotliwy detektyw prawda nie wyszłaby na jaw. Muszę jednak przyznać, że tym razem udało mi się dorównać myślom Herculesa Poirot'a i rozwiązałam zagadkę zanim wyjawił on całą prawdę na samym, samym końcu! Wydaje mi się jednak, że to nie moja błyskotliwość w dedukcji, a skojarzenie z obejrzanym w przeszłości filmem pozwoliło mi wysnuć daleko idące wnioski i odpowiedzieć na pytanie: czy Elinor jest winna, a jak nie ona, to kto?

Nie mniej jednak nie ujmuję tym stwierdzeniem wielkości autorki, która stworzyła kolejną intrygującą powieść kryminalną. Czytało się przyjemnie i z zainteresowaniem. To po prostu kolejny przykład na to, że Christie jest mistrzynią w swoim fachu. Polecam serdecznie! : )

poniedziałek, 24 marca 2014

"Jądro Ciemności" - Joseph Conrad

Tytuł: Jądro ciemności
Tytuł oryginalny: Heart of Darkness
Autor: Joseph Conrad
Ilość stron: 70
Wydawnictwo: GREG
Ocena: 8/10 (znakomita)

Tym razem klasyk. Nowela, która w liceum jest czytana jako lektura. Z reguły o takich książkach czytelnicy, czyli uczniowie, nie mówią zbyt pochlebnie. Ja jednak jestem w opozycji i twierdzę, że jest to literatura na prawdę zajmująca. 

Jądro Ciemności to historia wyprawy wgłąb puszczy oraz wgłąb siebie. Marynarz, który relacjonuje nam wydarzenia, jest głęboko poruszony tym, co przeżył. Z zaangażowaniem opowiada załodze o swojej podróży na Czarny Ląd, gdzie jako kapitan parowca transportującego kość słoniową poznał niezwykłego człowieka. Marlow, nasz narrator, już na początku swojej wyprawy usłyszał o Kurtz'u - kierowniku placówki położonej najdalej w głębi lądu. Według relacji napotkanych ludzi była to osoba niesamowicie zaradna, posiadająca wielkie cele i ideały - prawdziwy kolonizator. Do tego sprowadzał z lądu najwięcej kości słoniowej. Marynarz zapragnął go poznać i ta myśl przyświecała mu podczas wyprawy. Istnienie Kurtz'a urzeczywistniało się z każdym dniem i z każdym dniem stawało się też jasne, że wszystko co do tej pory o nim słyszał mogło być tylko ułudą.

Joseph Conrad, który urodził się w Polsce, zmienił oblicze literatury angielskiej na początku XX wieku. W Jądrze Ciemności możemy zauważyć kilka cech wspólnych dla większości jego dzieł: wciąż pojawiające się motywy marynistyczne, pogłębioną psychikę bohaterów oraz niesamowity (przynajmniej według mnie) sposób prowadzenia akcji - niespieszny, podkreślający uczucia i krajobrazy. Mimo to nie monotonny. Mamy tu też bohatera typowego dla Conrada. Marlow jest uosobieniem dobra, człowiekiem prawie idealnym, podejmującym wyzwania i zawsze kierującym się swoimi zasadami.

Nowela, jak to nowela, nie ma wielu stron. Podzielona jest na trzy mniej więcej równe części, a w każdej z nich poznajemy coraz lepiej myśli i uczucia, które towarzyszyły Marlow'owi podczas wyprawy do Afryki. Razem z nim odkrywamy niezgłębioną dotychczas tajemnicę wielkiej rzeki i ludzkich zasad. Praw, które rządzą światem gdziekolwiek nie pojawi się człowiek.

Podsumowując, jest to miła do czytania lektura, którą można połknąć w jeden wieczór. Czas czytania i poziom zadowolenia z tej czynności zależy oczywiście od podejścia - jeśli nastawimy się po prostu na ciekawą historię to dostaniemy ją, ale bez rewelacji. Jeśli jednak skupimy się bardziej na bohaterach, ich uczuciach i symbolice niektórych zdarzeń powinniśmy czuć się usatysfakcjonowani w pełni :))


czwartek, 6 marca 2014

"Morderstwo w Orient Expressie" - Agata Christie

Seria: Herkules Poirot
Tytuł: Morderstwo w Orient Ekspressie
Tytuł oryginalny: Murder on the Orient Express
Autor: Agata Christie
Ilość stron: 262
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Ocena: 9/10 (rewelacyjna)

Motyw zbrodni i kary w literaturze wyższej i powieści kryminalnej - odsłona druga! Praca nad prezentacją maturalną idzie w dobrym kierunku, bo przy doborze lektur takich jak Morderstwo w Orient Expressie inaczej być nie może. Trzeba umieć łączyć przyjemne z pożytecznym, a czytanie tego kultowego kryminału właśnie do takich czynności można zaliczyć.

Herkules Poirot po wykonaniu zlecenia wraca z Azji do Europy. Pewien etap podróży spędza w wyjątkowo przepełnionym w tym okresie Orient Expressie. W skutek nieszczęśliwego wypadku, czyli mrozów i śnieżnych wichur, pociąg zatrzymuje się w śnieżnej zaspie gdzieś w Jugosławii. Towarzystwo podróżujące razem z detektywem jest tym bardzo poruszone. Wpływa na to opóźnienie wynikające z postoju, a także fakt, że ktoś został zamordowany tej nocy, gdy Express został unieruchomiony. Herkules Poirot zostaje poproszony o przeprowadzenie śledztwa w tej niezwykłej sprawie. Detektyw chętnie podejmuje się tego zadania. Zważywszy na to, że ofiara została ugodzona nożem kilkanaście razy, pasażerowie widzieli kogoś wymykającego się z pociągu i damę w czerwonym szlafroku przechadzającą się po korytarzu, wszyscy mają alibi, a poszlaki mają za zadanie zmylić kogoś, kto próbowałby odkryć co się stało, sprawa nie będzie prosta. Jednak nie jest to przeszkodą dla Małego Belga, który odkryje co tak na prawdę wydarzyło się w Orient Expressie...

To kolejna niezwykła zbrodnia wymyślona przez Agatę Christie - królową kryminałów. Intryga knuta przez lata czy przypadkowe morderstwo? Jaki był jej motyw? Czy zbrodnia może być karą? Fantastyczna fabuła niepozostawiająca miejsca przypadkowi, bohaterowie dopracowani w każdym szczególe, poszlaki, proces myślowy i wnioski fenomenalne! Jak zwykle błyskotliwy Herkules Poirot, który potrafi rozwiązać każdą zagadkę, tym razem będzie musiał polegać wyłącznie na własnej intuicji i poszlakach, które uda mu się zebrać podczas przesłuchań. Odcięci od świata pasażerowie Orient Expressu zdani są tylko na siebie.

Jeśli ktoś jeszcze nie czytał, to na prawdę bardzo polecam! Morderstwo w Orient Expressie to wspaniały i wciągający kryminał. Pobudza do myślenia i rozważań nad tajemniczą zbrodnią, a także umila czas i utwierdza w przekonaniu, że wszystko da się rozwiązać!

poniedziałek, 3 marca 2014

"Hamlet" - William Shakespeare

Tytuł / Tytuł oryginalny: Hamlet
Autor: William Shakespeare
Ilość stron: 160
Wydawnictwo: Horyzont
Ocena: 8/10 (znakomita)

Czas nadrobić zaległości w recenzowaniu! Luty był miesiącem wyjątkowym pod względem ilości przeczytanych książek (przynajmniej ostatnimi czasy rzadko zdarzało mi się przeczytać więcej...). Niestety nie miałam czasu żeby cokolwiek napisać. Teraz też kradnę cenne sekundy, które w normalny poniedziałkowy wieczór poświęciłabym na rozwiązywanie zadanek z matmy. Ale cóż, czasem potrzebna jest chwila wytchnienia! Odpoczynku przed maturką... No może nie do końca, bo właśnie Hamlet jest jedną z książek, które czytam i opracowuję w ramach prezentacji maturalnej. Może dlatego spojrzenie na ten dramat będzie nieco ograniczone.

Akcja rozpoczyna się krótko po śmierci Hamleta-ojca, króla Danii. Jego duch ukazuje się stojącym na straży Oficerom, ale nie jest skory do rozmowy. Odzywa się na osobności jedynie do syna, który zostaje sprowadzony przez przyjaciół na mury, aby na własne oczy ujrzeć niesamowitą zjawę. Słowa ojca i obietnica, którą składa mu Hamlet są przyczyną dalszych niesamowitych zdarzeń, podejrzeń, spisków i knowań całego Dworu Królewskiego.

Hamlet jest postacią tytułową, synem zmarłego niedawno króla Danii, siostrzeńcem obecnego monarchy, który poślubił żonę swojego brata. To młodzieniec bystry, sprawny w walce i wierny sprawie, o którą walczy. Poznajemy go przez pryzmat rozgrywających się we dworze zdarzeń, możemy też zobaczyć go oczami innych. W obecności Króla i jego popleczników Hamlet jest wariatem, mówi nieskładnie, wykonuje przedziwne gesty i sprawia wrażenie obłąkanego. Wśród najbardziej zaufanych przyjaciół zachowuje się naturalnie i rzeczowo. Wszystko po to, aby sprawdzić prawdziwość słów ojca. Z jednej formy, odgrywanej przez siebie roli, wchodzi w drugą. Jego zachowanie, a tym samym jego natura, zmienia się zależnie od chwili. Inna jest jego reakcja na przyjazd aktorów, inna na zdradę, a jeszcze inna na zabójstwo. W każdej z nich stara się odnaleźć i ukazać oblicze adekwatne do sytuacji.

Bohaterowie dramatów Szekspirowskich mają pogłębioną psychikę. Skupiamy się na ich przeżyciach, reakcjach i sprowadzamy do wspólnego mianownika, którym są podobne warunki i zdarzenia. Z takich porównań da się zauważyć, że ludzie często postępują według utartych schematów, z drobnymi zmianami zależnymi od wyznawanych wartości. Podsumowaniem może być stwierdzenie, że kara (w tym wypadku śmierć) dosięgnie każdego kto popełnił zbrodnię. Niezależnie od tego czy był człowiekiem prawym czy chciwym. Prawdziwe dance makabr. 

Ja osobiście bardzo polecam. Dramaty lubię czytać, a te Szekspira wyjątkowo. Może to dlatego, że to klasyk - według polonistów, rodziców i ogólnego poważania. Patrząc jednak na Hamleta moimi własnymi oczami, jestem w stanie przyznać, że fabuła wciąga, język jest zaprawdę przystępny, a bohaterowie odzwierciedlają zachowania każdego z nas. Na koniec chcę tylko dorzucić, że idąc śladem Hamleta warto się czasem zastanowić "być albo nie być."

piątek, 7 lutego 2014

"Silmarillion" - J. R. R. Tolkien

Tytuł: Silmarillion
Tytuł oryginalny: The Silmarillion
Autor: J. R. R. Tolkien
Ilość stron: 408
Wydawnictwo: Amber
Ocena: 7/10

Znów dałam ponieść się fali i zostałam oczarowana przez Tolkiena. Będąc pod wrażeniem Hobbita i wspominając sobie wieczorami Władcę Pierścieni postanowiłam sięgnąć po kolejną powieść nawiązującą do historii świata elfów, ludzi i innych przedziwnych stworzeń. W zasięgu mojej ręki znalazł się Silmarillion, który bez wahania chwyciłam i zabrałam ze sobą do domu.

Żeby opisać o czym jest ta książka nie potrzeba może zbyt wielu słów. W zasadzie wszystko zawrzeć można w jednym - historia. Silmarillion to właśnie historia stworzenia świata, w którym przyszło żyć elfom, ludziom i krasnoludom. Jest to opowieść o początkach Ardy, wojnach i sojuszach elfów, ciemności, której przyczyną jest chęć posiadania i władza, wreszcie o ludziach i innych istotach i oczywiście o Silmarillach. Silmarillion opowiada o Pierwszej i Drugiej Erze w historii Ardy. Pojawia się tu wiele imion, rodowodów i miejsc, których próżno szukać na mapach Śródziemia z Trzeciej Ery. Są to jednak imiona warte zapamiętania, bo właśnie tu mają początek wszystkie dalsze historie. Mamy okazję poznać Saurona i jego moc oraz historię pierścieni, która również zawarta jest w książce.

Książka została wydana już po śmierci Tolkiena. Za redakcję i zebranie wszystkich materiałów w jedną całość zabrał się jego syn. Z wielu notatek i wersji trzeba było wybrać te najbardziej spójne. I to się udało. Historia jest logiczna, poukładana i przede wszystkim niesamowicie ciekawa. Mimo wielu miejsc i imion, z którymi trzeba się zmierzyć, czyta się bardzo szybko. Przyznam szczerze, że na początku co chwilę zerkałam do mapki i drzew genealogicznych,  żeby upewnić się, że myślę o dobrym miejscu lub konkretnym bohaterze, ale później nie było już takiej potrzeby.

Na całość składa się kilka części: cztery opowiadania i składający się z 24 rozdziałów Quenta Silmarillion. Wszystkie tworzą zgrabną i spójną całość, dopełniają się nawzajem i często powtarzają. 

Nie ma tu jednego głównego bohatera, któremu towarzyszymy przez całą powieść. W każdym kolejnym rozdziale przyglądamy się historii innych elfów i innych ludzi skupiając się na tych najciekawszych i najbardziej godnych uwagi. Dzięki temu przez Silmarillion przewija się wiele ciekawie wykreowanych postaci, które dokonują niezwykłych czynów. Wszyscy jednak w ten czy inny sposób są ze sobą powiązani.

Książka jest ciekawa i czyta się ją bardzo przyjemnie. Jednak odnoszę wrażenie, że może nie być zbyt porywająca dla osób, które nie miały dotąd styczności z twórczością Tolkien. A może wręcz przeciwnie - lepiej zacząć od początku? Nie mniej jednak - bardzo się cieszę, że w końcu ją przeczytałam! :))