Pokazywanie postów oznaczonych etykietą science-fiction. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą science-fiction. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 maja 2016

"Dawca" - Lois Lowry

Seria: Dawca
Tytuł: Dawca
Tytuł oryginalny: The Giver
Autor: Lois Lowry
Ilość stron: 293
Wydawnictwo: Galeria Książki

Pierwsza była książka... Niestety (a może "stety") nie w moim przypadku. U mnie najpierw był film, który zachwycił i zainspirował do sięgnięcia po pierwowzór. Kiedy więc udało mi się sięgnąć po Dawcę byłam nastawiona bardzo pozytywnie.

Czy wyobrażacie sobie świat, w którym wszystko jest jednakowe? Specjalnie wyselekcjonowane kobiety rodzą dzieci, następnie odpowiednio dobrane pary wychowują je. Każde dziecko podczas gali urodzinowej otrzymuje taki sam prezent. O tej samej godzinie wszyscy jadają śniadania, obiady i kolacje. Przed snem każda komórka rodzinna odprawia ten sam rytuał dzielenia się ze sobą uczuciami minionego dnia... W takiej społeczności żyje Jonasz. Jednak chłopak ma w sobie coś niezwykłego. Ta niezwykłość sprawia, że podczas Gali Dwunastolatków, na której wszyscy otrzymują przydzielone im życiowe role, Jonasza spotka niemała niespodzianka. Dla niego, ale również dla innych, nic już nie będzie takie samo. Chłopak przy pomocy Dawcy będzie musiał zmierzyć się z przeszłością, z ostatnimi wspomnieniami ludzi, które pozostały po nastaniu Jednakowości. Jak z prawdziwymi emocjami poradzi sobie on i inni?

Wizja świata przedstawionego w Dawcy jest jednocześnie utopijna i mocno niepokojąca. Na pierwszy rzut oka mamy społeczność idealną - bez konfliktów, bez różnic, bez zawiści. Wszyscy chodzą najedzeni i mają gdzie spać. Można przejść przez życie pokonując kolejne szczeble edukacji i społecznego awansu. Otrzymać i z zaangażowaniem wykonywać swoją pracę nie zastanawiając się nad życiem i śmiercią. Jednak na rzecz jednakowości porzucono indywidualność. Pozbyto się jej na wiele sposobów - odrzucono więzi rodzinne, wspomnienia, kolory... Przerzucono odpowiedzialność z jednostki na ogół. Nie nauczono moralności. Ludzie zostali pozbawieni możliwości wyboru, możliwości popełniania błędów i życia według własnego planu.

No właśnie - ludzie. To oni tutaj grają pierwsze skrzypce. Przyglądamy się ich codziennym rytuałom, przysłuchujemy rozmowom i wyciągamy wnioski. Możemy ocenić ich patrząc własnymi oczami, oczami Jonasza, Dawcy i ich samych. Za każdym razem będziemy widzieć inaczej. 

Książka napisana jest bardzo sugestywnie. Język nie jest wyszukany, ale precyzyjny. Zastanawialiście się na przykład jak opisać i nazwać kolor bez używania słowa "kolor"? Autorce się to udało za co należą się wielkie gratulacje. Dawca nie jest książką o dużej objętości - 293 strony to dużo więcej niż w rzeczywistości. Mimo to, a może właśnie dlatego, książka ma swój urok. Opowiada pewną historię i daje czytelnikowi do myślenia nie wyczerpując tematu. Polecam bardzo mocno.

Ocena: 7/10 (bardzo dobra)

niedziela, 27 grudnia 2015

"Solaris" - Stanisław Lem

Tytuł: Solaris
Autor: Stanisław Lem
Ilość stron: 185

Wiele razy słyszałam, że Lem to klasyka polskiego science-fiction. Gustuję w takiej literaturze, jednak nigdy w pełni świadomie nie zetknęłam się z twórczością tego autora. Owszem, czytałam fragmenty Bajek Robotów i nawet odgrywaliśmy w szkole przedstawienia na podstawie jego opowiadań, ale nie było to zapoznanie się z konkretną opowieścią "od deski do deski". Postanowiłam to zmienić. Na półce od wielu lat stoi Solaris, więc właśnie po tą książkę sięgnęłam.

Solaris jest planetą, na której świecą dwa Słońca - niebieskie i czerwone. Ponadto całą jej powierzchnię pokrywa ocean konsystencją przypominający plazmę, ale nie będący nią. Na powierzchni Solaris zbudowano Stację, na której przez wiele lat prowadzono badania nad atmosferą planety, oceanem ją pokrywającym oraz promieniowaniem słońc. Pewnego dnia na planetę przybywa Kelvin, który ma dołączyć do zespołu badaczy. Jednak jego wizja pobytu na planecie różni się od tego, co zastanie... Już od pierwszej chwili staje się jasne, że na Stacji nic nie jest takie, jakim zostało przedstawione podczas treningów i szkoleń, a wszystkiemu najprawdopodobniej winny jest ocean. 

Powiem szczerze, że na początku byłam nastawiona zbyt pozytywnie. Oczekiwałam czegoś fantastycznego i rzeczywiście pomysł na powieść był rewelacyjny, ale już przedstawienie historii nie tak bardzo. Bohaterowie Solaris byli dość ciekawi, jednak przedstawieni zbyt powierzchownie. Wiedzieliśmy o nich tylko to, co było istotne w kontekście bieżących wydarzeń. Za to było dużo o samej planecie, o tworach oceanu i historii badań nad nią, co nie wnosiło zupełnie nic do powieści. Owszem, byłoby ciekawe, gdyby wiązało się z jakąś konkretną historią lub książka ta byłaby elementem serii, a na Solaris mielibyśmy jeszcze kiedyś wrócić. Jednak w perspektywie historii rozgrywającej się na 185 stronach każde kolejne pięć stron poświęconych na nic nie wnoszące dygresje o planecie sprawiają, że czyta się z mniejszym zaangażowaniem i coraz większym znudzeniem. 

Zdecydowanym plusem Solaris jest to, że jest krótka (chociaż i tak miałam wrażenie, że przeczytałam przynajmniej dwa razy tyle stron, ile ma książka). Było w niej kilka zabawnych sytuacji, kilka zmuszających do refleksji, ale historia mnie nie porwała. Miałam nadzieję, że po prostu dobrnę do końca. Raczej nie polecam, chyba że może jakiś fan twórczości Stanisława Lema ma inne zdanie :)

Ocena: 5/10 (przeciętna)

piątek, 21 sierpnia 2015

"Zgon" - Gina Damico

Seria: Zgon
Tytuł: Zgon
Tytuł oryginalny: Croak
Autor: Gina Damico
Ilość stron: 400
Wydawnictwo: Fabryka Słów

Aż nie mogę się nadziwić jakim cudem ta książka przeleżała u mnie na półce dobry rok, zanim zdecydowałam się ją przeczytać. Kupiłam ją pod wpływem impulsu, kierowana dobrym wrażeniem jakie wywarła na mnie jedna z recenzji, ale potem długo nie miałam ochoty po nią sięgać. A to wydawała mi się zbyt młodzieżowa, a to oscylująca wokół nie tego na co mam ochotę. I tak z braku większego wyboru Zgon zabrałam na wakacje i... zostałam bezgranicznie wciągnięta do Żniwozony.

Lex z grzecznej i ułożonej dziewczynki nagle stała się młodocianym przestępcą. Nie było dnia, żeby jej rodzice nie zostali wezwani do szkoły, a tłum pobitych lub pogryzionych dzieciaków nie ustawił się przed drzwiami pielęgniarki. Jedni mogliby powiedzieć, że rodzice za mało się nią zajmowali, inni, że to młodzieńczy bunt, nad którym nie są w stanie zapanować. Może i mogli by tak powiedzieć, gdyby nie fakt, że Cordy, bliźniacza siostra Lex, wciąż zachowywała się tak jak przystało na porządną 16-latkę. A może, ale tego zdecydowanie nikt nie mógłby powiedzieć, to wszystko dlatego, że dziewczyna ma zadatki na Mrocznego Żniwiarza, który transportuje dusze zmarłych na drugą stronę? Przyczyna dla dyrektora i rodziców nastolatki nie miała większego znaczenia, liczyły się tylko fakty, a te były okrutne... Z braku lepszego rozwiązania postanowiono, że na wakacje Lex wyjedzie do młodszego brata taty, wujka Morta, który gdzieś, hen daleko, ma farmę, na której dziewczyna będzie mogła popracować.

Jak nie trudno się domyślić (zarówno patrząc na okładkę jak i opis z tyłu książki) cała ta sprawa z Mrocznym Kosiarzem ma gdzieś tam swoje uzasadnienie. Bez wdawania się w szczegóły, które są ogromnym atutem całej tej historii, mogę tylko powiedzieć, że Lex nie jest jedyna w swoim rodzaju. Starannie przemyślana fabuła, niezwykła ilość detali, świeżość tematu, wokół którego wszystko się kręci... To wszystko w parze z charakterystyką bohaterów: ich tajemnicami, wyglądem i wręcz namacalną obecnością, sprawia, że przenosimy się razem z Lex do Zgonu, którego populacja wynosi mniej więcej 80 mieszkańców, i bez wahania wkraczamy w ten dziwny świat.

Na początku bałam się, że będzie to niezbyt poważna, pełna ironii i czarnego humoru książka, o której dość szybko zapomnę. Jednak z każdą kolejną stroną zdawałam sobie sprawę, że mimo wielu ironicznych uwag i specyficznych żartów jest to opowieść okraszona wielkim smutkiem. Pod warstwą sarkazmu i dobrej zabawy kryją się głębokie rany (zabrzmiało dramatycznie...). W każdym razie - jest sporo czasu na śmiech i na fascynację nowym otoczeniem, ale też są momenty, w których, chcąc lub nie, autorka zmusza nas do refleksji. Są też fragmenty, w których miałam ochotę krzyczeć, bo niesprawiedliwość spotykająca bohaterów zdawała mi się nie do pojęcia! Może dlatego, że targało mną tyle sprzecznych emocji, ale też po to, by poznać dalszy ciąg historii sięgnę wkrótce po kontynuację. A tym, którzy Zgonu jeszcze nie przeczytali radzę szybko to uczynić!

Ocena: 7/10 (bardzo dobra)

środa, 19 sierpnia 2015

"Starcie Królów" - George R. R. Martin

Seria: Pieśń Lodu i Ognia
Tytuł: Starcie Królów
Tytuł oryginalny: Clash of Kings
Autor: George R. R. Martin
Ilość stron: 1022
Wydawnictwo: ZYSK i S-ka

Druga część niezwykle popularnej ostatnimi czasy serii za mną. Czy się zawiodłam na książce znając większą część historii? Absolutnie nie! Po pierwsze chętnie wróciłam do bohaterów (zarówno tych poznanych w Grze o Tron jak i tych serialowych). Po drugie akcja ani na moment nie zwalniała - mimo oględnej znajomosci fabuły dawlałam się zaskoczyć.

Umarł Król, niech żyje król! Joffrey rzeczywiście na stałe zagościł na Żelaznym Tronie, z którego skazał za zdradę Neda Starka. Poczyna sobie beztrosko co rusz wymyślając nowe okrucieństwa i pragnąc więcej władzy. Ale czy to jest właśnie król, na którego cześć tłum wznosi okrzyki "niech żyje!"? W Westeros nie jest bowiem jedynym, który każe się tytułować monarchą. Zarówno Stannis jak i Renly, bracia zmarłego króla Roberta, pragną korony dla siebie, przedstawiając wiele przekonujących argumentów. Na Północy królem okrzyknięto Robba Starka. Poza nimi, za Wąskim Morzem, przebywa Deanerys Targarien, która nie zapomniała o Żelaznym Tronie i wciąż pragnie go odzyskać. To prawdziwe starcie królów. Który z nich wyjdzie z tej potyczki zwycięsko, a który przypłaci rozgrywkę życiem?

W Starciu Królów wracamy do wątków podjętych w poprzedniej części Pieśni Lodu i Ognia. Wracamy do znanych nam bohaterów i śledzimy dalsze ich losy. I chociaż wydaje się nam że ich znamy to trwająca wojna i piętrzące się przed nimi przeszkody sprawiają, ze często podjęte przez nich decyzję są zaskakujące. To cieszy, bo przewidywalna książka szybko by się znudziła. Jednak częstym zarzutem kierowanym pod adresem autora, z którym muszę się zgodzić, jest masowe uśmiercanie postaci, z którymi zdążyliśmy się zaprzyjaźnić. O dziwo w Starciu Królów nie ginie ich aż tak wielu, ale za to każdego szkoda podwójnie. 

Wciąż zadziwiają mnie niektóre nazwy, ale nadaje to urok całemu stworzonemu u na potrzeby sagi światu. Przy okazji czytania drugiej części poznajemy kolejne ziemie Westeros i Wolne Miasta. Również legendy i historię rodów, które są równie ciekawe, jak główny wątek historii. To wszystko podane nam na srebrnej tacy, czyli w znakomitym tłumaczeniu. Starcie Królów zdecydowanie trzyma poziom Gry o Tron. Polecam  :)

Ocena: 9/10 (rewelacyjna)

niedziela, 26 lipca 2015

"Gra o Tron" - George R. R. Martin

Seria: Pieśń Lodu i Ognia
Tytuł: Gra o Tron
Tytuł oryginalny: A Game of Thrones
Autor: George R. R. Martin
Ilość stron: 837
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Od postanowienia do przeczytania minęło sporo czasu... Na szczęście los trochę mi dopomógł i w końcu udało mi się wypożyczyć Grę o Tron z biblioteki. Zanim jednak to nastąpiło... Obejrzałam serial. Mimo to książka wywarła na mnie na prawdę dobre wrażenie - nie nudziłam się jeszcze raz przerabiając tę samą historię.

Długie lato niedługo się skończy. Na Murze Czarni Bracia coraz częściej mówią o nadchodzącej zimie, która ma być mroźniejsza i straszliwsza niż wszystkie dotychczasowe. Zapomniane zło niedługo zapuka do bram, a tymczasem w Westeros ludzie borykają się z innymi problemami. Z niewyjaśnionych przyczyn zginął królewski Namiestnik, a król Robert, który niegdyś był mężem silnym i odważnym, pragnie na tym stanowisku widzieć swego najlepszego przyjaciela - Neda Starka, namiestnika Północy. Zadanie Namiestnika nie jest łatwe - to tak na prawdę on rządzi w Siedmiu Królestwach, podczas gdy Król ucztuje, bawi się i płodzi kolejne bękarty. Honor nakazuje Nedowi ruszyć za Robertem na południe, serce podpowiada, by został w Winterfell. Jakie konsekwencje będą niosły za sobą decyzje Starka?

W Grze o Tron poznajemy wielu bohaterów, ale tylko części z nich będziemy stale towarzyszyć. Szczególne więzi połączą nas z rodem Starków - Nedem, namiestnikiem, jego żoną Catelyn oraz dziećmi: Robbem, Sansą, Aryją, Branem i Ricconem oraz nieślubnym synem Jonem Snow. Dowiemy się też co słychać u królowej Cersei i jej braci - Jamiego i Tyriona. Popłyniemy również na drugi brzeg wąskiego morza, do Wolnych Miast, gdzie ukrywają się dzieci obalonego przez Roberta szalonego króla Aerysa - Viserys i Daenerys. Razem z nimi będziemy przemierzać bezkresne krainy i zwiedzać stare miasta. Weźmiemy udział w biesiadach, turniejach, bitwach i poznamy ich najskrytsze tajemnice.

Akcja Gry o Tron jest wartka, stale coś się dzieje. Jedna intryga goni następną. Na szczęście na samym początku możemy spokojnie zaznajomić się z bohaterami. Dopiero po pewnym czasie wątki zaczynają się mnożyć w zastraszającym tempie i jeśli chociaż na moment przestaniemy się skupiać, to może ominąć nas coś niezwykle ważnego. Język jest przystępny i dość barwny. Przez tekst przewijają się wulgaryzmy i krwawe opisy, ale nie przejmują one kontroli nad powieścią. Niezwykle ciekawy w Pieśni Lodu i Ognia jest świat, w którym rozgrywa się akcja Gry o Tron (i kolejnych części oczywiście). Już tylko dla niego, dla wierzeń ludzi we wszystkich zakątkach tego świata, kultur poszczególnych klanów i nacji warto zajrzeć do tej książki. Na prawdę miło spędziłam czas mocno kochając i mocno nienawidząc poszczególnych bohaterów. Polecam!

Ocena: 8/10 (znakomita)

niedziela, 12 kwietnia 2015

"Jupiter: Intronizacja" | Film

Tytuł: Jupiter: Intronizacjia
Tytuł oryginalny: Jupiter: Ascending
Reżyseria: Andy i Lana Wachowscy
W rolach głównych: Mila Kunis, Channing Tatum
Premiera: 27.01.2015 (świat), 06.02.2015 (Polska)
Produkcja: USA


Trudno nazwać to "świeżą recenzją", bo od obejrzenia filmu do jej napisania minęło trochę czasu... Filmu już od kilku miesięcy w kinach nie ma i pozostało tylko, no właśnie - co? Czekać na wydanie na DVD albo premierę telewizyjną? Kontynuację? Czy ogłoszenie, że projekt się nie powiódł i na tym historia się kończy?

Jupiter (Mila Kunis) to młoda dziewczyna, która zarabia na życie sprzątając domy wraz z ciotką i matką. Co dzień rano wstaje z myślą, że chciałaby żyć inaczej, z myślą, że nienawidzi swojego życia. Ma kilka marzeń - między innymi chciałaby kupić teleskop, ale za co? Nie bez wahania zgadza się na pomysł zarobku wymyślony przez kuzyna. Ma poddać się zabiegowi... Gdy już znajduje się na fotelu zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Raz stoją przed nią lekarze w kitlach, a chwilę później wyglądają jak przybysze z kosmosu. Żeby tego było mało do pomieszczenia wlatuje uzbrojony i niebezpieczny typ (Channing Tatum), który najwyraźniej próbuje ją uratować przed zgrają obcych. Dlaczego? Sprawa wcale nie jest taka prosta jak się wydaje. Jupiter chciałaby wrócić do domu, ale gdzie tak na prawdę jest jej dom? Po co Caine Wise, genetycznie zmodyfikowany łowca, ją ratował? Kto stoi za napaścią, a kto za wybawieniem młodej dziewczyny, która nie jest taka zwyczajna jak jej się wydaje? Czy dziedzictwo jej przeznaczone zostanie jej odebrane przez rodzeństwo Abrasax? 

Można by zadać wiele pytań dotyczących fabuły. Wzbudzałyby zainteresowanie, ale również zdradzały ciąg dalszy historii, która jest na prawdę ciekawa. Tak, ciekawa. Spotkałam się z wieloma recenzjami i sama oglądałam film - cokolwiek mówią o aktorach, wrażeniu ogólnym itp. to na pewno nie można zarzucić rodzeństwu Wachowskim braku pomysłów i kreatywności. Jestem ciekawa czy Jupiter: Intronizacja doczeka się kontynuacji, a jeśli tak, to kiedy. Świat, który odwiedzamy z Milą Kunis, Channingiem Tatum, Seanem Beenenm i Eddiem Redmaynem (którego bardzo chciałam zobaczyć w roli czarnego charakteru!) jest intrygujący i zaskakujący. Pełno w nim absurdów, paranoi i okrucieństwa, ale bez paniki - znajdzie się miejsce na śmiech. 

Chociaż mam pozytywne uczucia związane z filmem, to nie sposób nie zauważyć kilku dość istotnych i wpływających negatywnie na film szczegółów. Chyba, że taki był zamysł - kto to wie? Jest kilka fragmentów, w których bohaterowie zdają się zupełnie nie wiedzieć co robią w świecie, w którym się znajdują. Tak jakby aktorzy nie czuli swoich postaci, emocji i uczuć, które ich otaczają. Albo wręcz przeciwnie - przerysowują je wywołując salwy śmiechu. Zamiast kina akcji mamy wtedy do czynienia z komedią kategorii B. Jest dużo świateł, trochę dziwadeł, sporo efektów specjalnych, które nie zawsze są potrzebne. Mimo to dostrzegam sporo plusów. Wizualizacja świata, który poznajemy z główną bohaterką, jest bardzo realistyczna i bajkowa za razem. Podobały mi się też stroje - niebanalne, piękne. 

Co do aktorów - nie powiem, że byli fantastyczni. Nie powiem też, że byli beznadziejni. Najlepiej byłoby nie mówić nic, ale jak już zaczęłam to powiem, że każdy z nich zagrał przeciętnie. Nie tak dobrze jak nas do tego przyzwyczaili, ale też tą rolą nie zaprzepaścili szans na dalszą karierę i nie zasłużyli na Złotą Malinę. Wcielili się w swoje role, ubrali się w przygotowane stroje i wyszli przed kamerę. Nie było źle. Chociaż liczyłam na więcej Eddiego Redmayna w filmie, to jego brak rekompensował w dużej mierze Channing Tatum. :)

Jeśli kiedyś wyemitują w telewizji, to polecam obejrzeć, ale chyba na DVD sobie nie kupię :)

piątek, 27 lutego 2015

"Hobbit: Bitwa pięciu Armii" | Film

Seria: Hobbit
Tytuł: Bitwa pięciu Armii
Tytuł oryginalny: Battle of the Five Armies, The
Reżyseria: Peter Jackson
W rolach głównych: Ian McKellen, Martin Freeman, Richard Armitage
Premiera: 1.12.2014 (świat), 25.12.2014 (Polska)
Produkcja: USA, Nowa Zelandia

Co mogę powiedzieć o najnowszym (ale w tej chwili wcale już nie takim "nowym") Hobbicie? Że zupełnie odbiegał od pierwowzoru? Nie do końca... Że był rewelacyjny? Ale nie w każdym calu... Mam bardzo mieszane uczucia co do tej ekranizacji. Wychodziłam z kina zapłakana, bo nie da się ukryć - film był wzruszający. Pozostało jednak uczucie zawodu spowodowane niekiedy kosmetycznymi, ale momentami wręcz rażącymi zmianami w historii.

Zaczynamy tam, gdzie skończyła się poprzednia część, czyli w Esgatoth, które atakuje i pragnie doszczętnie zniszczyć Smaug. Potem, zgodnie z historią przedstawioną w książce, ruszamy do ruin miasta Dal, pod Górę, w której rezyduje już kompania Thorina Dębowej Tarczy. Oprócz ludzi i krasnoludów spotkamy tam też też Leśne Elfy, z Thranduilem na czele, pragnące odzyskać część skarbu będącego dotychczas w posiadaniu smoka. Wszystko zwieńczy, jak zdradza nam tytuł, bitwa pięciu armii. O co będzie się toczyła? Jakie zawiążą się sojusze? Po której stronie stanie Hobbit?

Szczerze mówiąc nie wiem co napisać, żeby nie zdradzić całkowicie fabuły tym, którzy nie znają książki oraz nie zadziwić za szybko tych, którzy niewątpliwie ją czytali, ale wiedzą, że filmowa wersja odbiega (nieco) od pierwowzoru. Nadmienię jednak: primo - co tam ciągle robi ta Elfka? Secundo - czemu Dain jeździ na ŚWINI? Poza tym, że chronologicznie wszystko się zgadza to oglądając tę część miałam wrażenie, że jestem w jakimś alternatywnym Hobbicie. Trudno do końca powiedzieć dlaczego... Bo przecież umierają Ci, którym taki los był pisany. Pozostali przy życiu wracają do normalności... Nawet Bilbo w końcu powraca do Shire. Ale są szczegóły. Drobnostki, przez które nie możemy (my - czytelnicy znający Tolkienowską wersję tej historii) spać spokojnie. Dla tych, którzy nie wyłapią zmian, film fabularnie będzie zdecydowanie zadowalający. Całej reszcie zostaje cieszyć się tym co jest i podziwiać kunszt twórców od strony... zdjęć, montażu i dźwięku, które stoją na wysokim poziomie!

Co do aktorów, kostiumów, ścieżki dźwiękowej itp. itd. jak zwykle przy tego typu produkcjach praktycznie brak mi zastrzeżeń. Wszystko było dopięte na ostatni guzik, perfekcyjnie dobrane (no... oprócz świni Daina). Chętnie obejrzę film jeszcze raz biorąc pod uwagę "margines błędu" na wszelakie zmiany... Ale poczekam na wersję reżyserską. :)

niedziela, 2 listopada 2014

"X-Men" | Film

Seria: X-Men
Tytuł / Tytuł oryginalny: X-Men
W rolach głównych: Hugh Jackman, Patrick Steward, Ian McKellen
Gatunek: Sci-Fi, Akcja
Reżyseria: Bryan Singer
Polska premiera: 13. października 2000
Produkcja: USA

Spotkania z X-Menami czas zacząć. Dziwię się, że dotąd nie miałam okazji obejrzeć ani jednaj części z tej serii... Zapalnikiem okazał się najnowszy film X-Men: Przeszłość, która nadejdzie. Widziałam go w kinie jakiś czas temu i postanowiłam nadrobić zaległości i zapoznać się z historią X-Menów. Czy było warto? Na razie jak najbardziej tak!

Z Marie coś jest nie tak. Gdy chłopak, z którym się całuje nagle dostaje drgawek i ledwie uchodzi z życiem dziewczyna postanawia uciec jak najdalej od domu. Okazuje się, że na dalekiej północy jest zupełnie inaczej niż sobie wyobrażała. Przez szczęśliwy, a może nieszczęśliwy zbieg okoliczności spotyka mężczyznę nazywanego przez wszystkich Wolverine. Szybko okazuje się, że on też nie jest normalny - regeneruje się z niesamowitą szybkością, a ponadto z wierzchu dłoni wyrastają mu trzy metalowe pazury. Wolverine jej jedyną szansą na wydostanie się z ponurego miasteczka. Gdy już ruszą w drogę ktoś postanowi ich zatrzymać. Ktoś inny przyjdzie z pomocą i da schronienie. W ten sposób Marie i Logan trafią do Szkoły dla Utalentowanych profesora Charlesa Xaviera. Jednak nie będzie ona końcem, a zaledwie początkiem przygody. Kto i dlaczego na nich napadł? Kim jest Magneto? Jaki związek z tym wszystkim ma tocząca się debata na temat Mutantów?

Cóż mogę powiedzieć? Jeśli nie to, że na prawdę mi się podobało, to nie wiem co. Począwszy od ciekawej fabuły, na którą składa się historia poszczególnych postaci, ogólna sytuacja społeczna oraz relacje między jednym a drugim, a skończywszy na dynamice obrazu i dźwięku. Nie było to porażające i powalające z nóg dzieło, ale film na wysokim poziomie, przy którym w napięciu oczekiwałam na dalszy rozwój akcji. Muszę również dodać, że oprócz wymienionych powyżej czynników pojawia się wiele innych. Na przykład Hugh Jackman, który zyskał moją sympatię wcielając się w rolę Wolverina. Tak na prawdę podobała mi się gra aktorska całej obsady: w rolach Profesora i Magneto Patrick Steward oraz Ian McKellen, Halle Berry jako Storm, James Marsden - Cyklop, w roli Marie Anna Paquin oraz Pamke Janssen jako Jean. Oprócz nich uczniowie Szkoły dla Utalentowanych, czarne charaktery i przechodnie. Wszyscy oni stworzyli alternatywną rzeczywistość, w której znajdujemy się oglądając X-Men'ów.

Polecam bardzo! Jeśli ktoś jeszcze nie miał styczności z tą serią to musi to zmienić, jeśli miał - może sobie przypomnieć początki. :))

niedziela, 28 września 2014

"Sezon burz" - Andrzej Sapkowski

Tytuł: Sezon burz
Autor: Andrzej Sapkowski
Ilość stron: 404
Wydawnictwo: SuperNOWA

Od dawna (czytaj: od kiedy pojawił się w księgarniach) zamierzałam kupić Sezon burz. W końcu się udało: książka zawitała na mojej półce. Na przeczytanie nie czekała długo - już po kilku dniach otworzyłam ją i wyruszyłyśmy w podróż: w przenośni i rzeczywistości. Wiedźmin towarzyszył mi w podróży do Dani, a ja jemu podczas... sezonu burz.

Wiedźmin nie raz i nie dwa wpadał w kłopoty. Tym razem były one wyjątkowo poważne. Wiedziony chęcią odebrania nagrody za kolejnego zabitego potwora oraz najedzenia się do syta w bardzo dobrze znanej oberży trafił do królestwa Kerack. Jego problemy zaczęły się w chwili przekroczenia bram miasta Kerack i długo miały się nie skończyć. Najpierw starł się z niezbyt uprzejmymi strażniczkami, następnie został zatrzymany i wtrącony do więzienia, by potem wyjść z niego i dowiedzieć się, że miecze, które zostawił w depozycie zostały zabrane, a cały posiadany majątek zastawiony w celu pokrycia kosztów rozprawy sądowej i zadość uczynienia za popełnione (lub nie) zbrodnie podatkowe. W takiej sytuacji Białowłosemu pozostało tylko jedno - za wszelką cenę odnaleźć miecze.

W Sezonie burz możemy odnaleźć znane nam już ze zbiorów opowiadań oraz Sagi o Wiedźminie postaci: pojawia się bard Jaskier, czarodziejka Yennefer oraz oczywiście wiedźmin Geralt. Są oni przedstawieni w typowy już dla siebie sposób. Osoby zaznajomione ze światem stworzonym przez Sapkowskiego bez problemu zrozumieją działania każdego z nich. Jednak czytelnicy, którzy po raz pierwszy zawitają na ziemie, po których stąpają wiedźmini (lub poprzednie książki czytali na prawdę bardzo dawno temu) mogą poczuć się nieco zagubieni. Postaci, nawet te, które poznajemy dopiero w Sezonie burz, są nakreślone dość schematycznie i powierzchownie, bez zagłębiania się w szczegóły ich osobowości i charakteru. Dodaje im to trochę tajemniczości, ale również sprawia, że ich decyzje są dla nas niezrozumiałe.

Chociaż historia jest zupełnie niezwiązane z poprzednimi przygodami Wiedźmina to wypada umieścić ją gdzieś na osi czasu. Sezon burz nie jest ani kontynuacją, ani wstępem do sagi o wiedźminie. Akcja powieści dzieje się gdzieś "pomiędzy" wszystkim co znane nam do tej pory. Dlatego właśnie czuję pewien niedosyt. Publikacja tej książki dawała autorowi możliwość wyjaśnienia kilku tajemnic lub dodania czegoś istotnego - chociażby do historii z Ciri. Podświadomie trochę na to liczyłam. Tymczasem jest to historia zupełnie oderwana od tego, co w sadze o wiedźminie stanowiło trzon akcji. Z jednej strony jest to powiew świeżości, spojrzenie na wiedźmina i jego przygody z nieco innej strony. Bez (prawie) żadnych związków z przeszłością i przyszłością. Z drugiej jednak wyrwane z kontekstu ganianie bez mieczy po świecie, konflikty z czarodziejami i plątanie się w pałacowe intrygi. Bez ładu, składu i sensu powracanie do świata, który spełnił już swoją rolę. Wracanie tyleż sentymentalne ileż momentami irytujące. Do kroćset!

Wypada też wspomnieć co wspólnego ma tytuł z fabułą. Nie chodzi tu jedynie o metaforyczną burzę, która niewątpliwie nadciągnęła i przez długi czas nie chciała Garalta opuścić. Czarna, burzowa chmura przysłoniła nie tylko szczęście i fart Wiedźmina, ale również często gościła na niebie podczas jego podróży. Każde wydarzenie poprzedzał lub podsumowywał błysk rozdzierający niebo, łomot grzmotu w oddali lub strugi deszczu, w których przyszło moknąć bohaterom. Istny sezon burz.

Chciałoby się rzec "wielki powrót", ale... nie był tak wielki. Przed oceną książki sięgnęłam pamięcią do zbiorów i ocen całej sagi o Wiedźminie i ze zdumieniem odkryłam, że wszystkie części oceniłam jako "bardzo dobre" (z pewnością dlatego, że oceny na lubimyczytac.pl dodawałam długo po lekturze). Nie "wspaniałe" czy "rewelacyjne". Musiałam więc uznać to za punkt odniesienia do oceny Sezonu burz. Dlatego właśnie otrzymał bardzo mocne 6. Nie mniej jednak polecam wszystkim miłośnikom gatunku oraz samego Wiedźmina. Czytało się przyjemnie i nie zobowiązująco, chociaż liczyłam na trochę więcej.

Ocena: 6/10 (dobra)

środa, 27 sierpnia 2014

"Assassin's Creed: Tajemna Krucjata" - Oliver Bowden

Seria: Assassin's Creed
Tytuł: Tajemna Krucjata #3
Tytuł oryginalny: The Secret Crusade
Autor: Oliver Bowden
Ilość stron: 492
Wydawnictwo: Insignis

Chwilę temu dowiedziałam się, że zaczęłam przygodę z asasynami nie od pierwszej, ale od trzeciej części... Ale to nic! Moja Prywatna Młodsza Siostra, zakochana za równo w grze jak i książce, powiedziała, że tak lepiej. Wierzę. Sama zaczęłam zbierać informacje i okazuje się, że wydarzenia z Tajemnej Krucjaty poprzedzają wszystkie inne. Czyli początek jak najbardziej chronologiczny.

Chociaż Altaïr, mistrz bractwa asasynów, był powszechnie znaną postacią zarówno wśród swych braci jak i mieszkańców Bliskiego Wschodu, to jego prawdziwą historię znało niewielu. Pod koniec swojego życia postanowił jednak ją opowiedzieć Niccoló, który spisał ją na kartach swojego dziennika. Dzieje Altaïra owiane były tajemnicą, która dotyczyła nie tylko jego, ale również Templariuszy i ich Skarbu. Aby zmyć hańbę, którą się okrył, odzyskać rangę Mistrza i udowodnić oddanie sprawom Zakonu musiał przemierzyć Ziemię Świętą i wyeliminować dziewięciu nieprzyjaciół - cele wyznaczone mu przez Wielkiego Mistrza Al-Mualima. Historia jego dokonać naznaczona była krwią ofiar, ufnością, która nie raz zgubiła młodego Altaïra, zdradą, dzięki której dojrzał i miłością wynagradzającą wszystko. Porażki, zwycięstwa i Credo wyznaczały mu drogę, którą musiał podążyć, by zrozumieć siebie i pomóc Bractwu. Czy jego poświęcenie zostanie wynagrodzone?

Początki mojego romansu z asasynami były trudne. Kiedyś młodsza siostra próbowała przekonać mnie do zagrania w grę, ale nie bardzo mi to szło. Po książkę sięgnęłam trochę z przymusu - na wakacje wzięłam dwa tomy Achai, które skończyłam zdecydowanie szybciej niż zamierzałam. Jedyną książką, która nadawała się do czytania była właśnie Tajemna Krucjata. Gdyby nie fakt, że nic innego nie wpadło mi wtedy pod rękę pewnie odłożyłabym tą książkę po sześciu pierwszych (dość krótkich) rozdziałach. Poza fragmentami opisującymi krajobraz lub sytuację miałam wrażenie, że czytam poradnik do gry. Za każdym razem, gdy na kartach książki gościł Altaïr (a robił to wyjątkowo często) otrzymywałam dokładną instrukcję pod tytułem "co zrobić żeby przejść tą misję". Wrażenie to potęgowało nagromadzenie wyjątkowo długich zdań pełnych czasowników. Na szczęście wraz z rozwojem akcji moje odczucia zaczęły się zmieniać. Może przywykłam do szczegółów dotyczących pokonywania tras dachami i dokładnych relacji ze wspinania się po murze, a może było ich mniej... Nie wiem. Wiem na pewno, że fabuła była na tyle ciekawa, intryga na tyle zagmatwana a postaci tak charakterystyczne, że wszystko inne nie miało już znaczenia. Chciałam po prostu wiedzieć jaki będzie dalszy los Altaïra. Bez względu na to czy będzie musiał skoczyć na wóz z sianem czy pochylić głowę i wtopić się w tłum uczonych.

Zostałam pochłonięta. Oczarowała mnie nie tylko historia Altaïra, ale również klimat i echo czasów, w których rozgrywa się akcja. Bliski Wschód z przełomu XII i XIII wieku zrobił na mnie na prawdę duże wrażenie. Nie dziwię się zatem, że moja Prywatna Młodsza Siostra tak bardzo zafascynowała się kulturą i historią tamtych rejonów.

W grę może jeszcze kiedyś spróbuję zagrać, ale trochą czasu minie zanim się na to zdecyduję. Póki co czytam książki i polecam je nie tylko graczom. Assassin's Creed: Tajemna Krucjata to pełna przygód i tajemnic powieść, która nie raz zaskoczy i wzruszy do łez. Spowoduje złość, gniew i niedowierzanie, ale również współczucie i radość. Ze względu na tematykę i postać samego asasyna - zabójcy nie jest to na pewno książka dla najmłodszych czytelników, ale tym starszym powinna się spodobać. Altaïr zabierze Was w podróż, z której wrócicie odmienieni... : )

Ocena: 7/10 (bardzo dobra)

piątek, 25 lipca 2014

"Geneza" - Jessica Khoury

Tytuł: Geneza
Tytuł oryginalny: Origin
Autor: Jessica Khoury
Ilość stron: 507
Wydawnictwo: Wilga
Ocena: 7/10 (bardzo dobra)


Nie wiedziałam czego mogę się spodziewać po Genezie. Był to literacki debiut pisarki i również pierwsze spotkanie z jej twórczością kogokolwiek z mojego otoczenia. Nie czytałam też żadnych recenzji... Opis na okładce sugerował coś innowacyjnego, ale pierwsze kilka stron sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać czy ta książka była dobrym wyborem. Cieszę się, że postanowiłam przeczytać ją do końca i nie odkładać na półkę.


Pia jest nieśmiertelna. Urodziła się w Little Cam, stacji badawczej gdzieś w lesie deszczowym i nigdy nie wyszła poza ogrodzenie. Od małego wpajano jej, że jej przeznaczeniem jest zostać naukowcem i stworzyć rasę podobnych do siebie - nieśmiertelnych. Pewnego dnia budzi się w niej Dzika Pia, coś co sprawia, że wychodzi za ogrodzenie. Tam odkrywa, że nie wszystko jest takie proste. Że świat nie jest czarno biały, ale istnieje wiele odcieni szarości. Trzymana do tej pory jak w klatce Pia pragnie wolności, wiedzy dotyczącej świata, w którym żyje i towarzystwa rówieśników. Jednak nie zawsze można dostać to co się chce... Jaką drogę dla siebie wybierze Pia? Czy wbrew logice opuści Little Cam i porzuci swoje dotychczasowe marzenia, czy pokieruje się głosem serca?

Muszę przyznać, że bardzo spodobała mi się fabuła. Pomysł i realizacja były na prawdę dobre. Chwilami irytował mnie tylko styl narracji - pierwszoosobowy. Może to kwestia tłumaczenia, ale momentami miałam wrażenie, że jest zbyt prosty. Bohaterka zdradza zbyt wiele szczegółów, których moglibyśmy się domyślić. Sama Pia jest osobą, która po prostu istnieje. Nie nawiązałam z nią żadnej specjalnej więzi, nie potrafiłam od początku do końca jej zrozumieć, ale nie dało się jej nie lubić. Nie znaczy to, że Doskonała Dziewczyna nie była postacią barwną. Jak wszyscy bohaterowie Genezy miała swoje sekrety, marzenia i motywacje. Naukowcy pracujący w Little Cam, Chłopiec, którego poznała za ogrodzeniem, nawet jaguar - wszyscy mieli własną historię.

Książkę przeczytałam w dosłownie trzy wieczory. Czas szybko mi przy niej mijał, ale nie była porywająca. Nie czułam przyciągającej siły, która nakazywałaby mi sięgnąć po nią w jakiejkolwiek wolnej chwili. Mimo to uważam, że Geneza jest na prawdę ciekawą i pełną emocji książką, którą czyta się przyjemnie : )

środa, 9 lipca 2014

"Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz" | Film


Tytuł oryginalny: Captain America: The Winter Soldier
Tytuł: Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz
W roli głównej:  Chris Evans
Gatunek: Science-Fiction, Przygodowy
Reżyseria: Joe Russo
Polska premiera: 26. marca 2014
Produkcja: USA


Kolejna odsłona przygód Kapitana Ameryki. Tym razem nie będzie on walczył przeciwko nazistom, ani też przybyszom z innego świata. Nie stanie u boku Avengersów, ale będzie musiał podjąć walkę sam. No może nie do końca sam... Przecież pomaga mu Czarna Wdowa.

Kapitan Steve Rogers już na dobre zadomowił się w nowym świecie. Przynajmniej takie można odnosić wrażenie, bo wszystko powoli zaczyna się układać. Niestety zbyt powoli. Następuje seria ataków, między innymi na Nicka Fury'ego, za które odpowiedzialny jest tajemniczy Zimowy Żołnierz. Kapitan Ameryka nigdy o nim nie słyszał, ale to nic dziwnego - przecież przez kilkadziesiąt lat tkwił w bryle lodowej! Najdziwniejsze jest jednak to, że Zimowemu Żołnierzowi przypisywane są różne ataki już od kilku dziesiątek lat, a na dodatek mało kto widział go na prawdę. Czy jest tylko legendą, czy Steve wraz z Czarną Wdową będą musieli zmierzyć się z potworem?

Pierwsza wskazówka - NIE CZYTAJCIE OBSADY ZANIM WYBIERZECIE SIĘ NA FILM. Czar pryska, kiedy zbyt szybko wie się za dużo. Tajemnica musi zostać rozwiązana podczas seansu, nie wcześniej! Poza tą zagadką w filmie mamy do czynienia z kilkoma innymi, bo jak zwykle nie wiadomo kto tak na prawdę jest dobry, a kto tylko udaje. Co tak na prawdę było celem zamachów, a co tylko miało odwrócić uwagę?

Efekty specjalne, szybkie tempo akcji, na prawdę rewelacyjni aktorzy - to właśnie składa się na sukces filmu Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz. Zabawne dialogi oprócz standardowych kwestii w filmach sensacyjnych, bo w końcu to science fiction oparte na komiksie. Masa śmiechu połączona z grozą sytuacji i tajemnicą, która może okazać się zgubna nie tylko dla bohaterów, ale dla całej Ameryki. Ba! Dla całego świata. Nic nie będzie takie jak dawniej jeśli Kapitan Ameryka i Czarna Wdowa nie wypełnią misji jak należy. Nie będzie to proste, bo wszyscy i wszystko będzie przeciwko nim... Jeśli lubicie kino akcji, Marvela, komiksy - to jest właśnie film dla Was!

czwartek, 3 lipca 2014

"Iron Man 3" | Film

Tytuł / Tytuł oryginalny: Iron Man 3
W roli głównej:  Robert Downey Jr
Gatunek: Science-Fiction, Przygodowy
Reżyseria: Shane Black
Polska premiera: 9. maja 2013
Produkcja: USA, Chiny


Przed nami najnowsza odsłona przygód superbohatera w żelazie. Iron Man 3 to według mnie najlepsza z trzech części opowiadających o przygodach Tony'ego Stark'a. Jest tu jeszcze więcej akcji, jeszcze więcej szalonych pomysłów głównego bohatera i jeszcze więcej adrenaliny.

Pepper odwiedza stary znajomy i stara się ją namówić do współpracy przy badaniach nad jego niezwykłym projektem. Jako prezes Stark Industries mogłaby pokryć część kosztów badań lub udostępnić mu laboratoria. Aldrich Killian otrzymuje jednak odpowiedź odmowną. W tym samym czasie na świecie dochodzi do serii ataków terrorystycznych, za które odpowiedzialność bierze tajemniczy Mandaryn. Zaczyna panować chaos i panika, ponieważ po wybuchach nie zostaje nic - z bomb i ludzi. Nieszczęśliwy zbieg wydarzeń czy też precyzyjny plan sprawia, że Iron Man musi podjąć wyzwanie i ruszyć w świat by walczyć o to, co ma w życiu najcenniejszego.

Po raz kolejny roztacza się przed nami obraz świata science-fiction, w którym jest miejsce na latające zbroje z żelaza, na prawdę bardzo dużo latających zbroi z żelaza, i niezwykłe rozwiązania... botaniczne. Film jest przesiąknięty nowinkami technologicznymi i wizją świata przyszłości, ale nie jest to uciążliwe. Wręcz przeciwnie - nadaje Iron Man'owi 3 niepowtarzalny klimat. Musimy jednak pamiętać, że nie tylko ci dobrzy mają wielką siłę, ale zaawansowaną bronią władają przede wszystkim złoczyńcy. W tej części są oni bardzo... wyjątkowi, dają czadu i są wybuchowi! Film pełen jest humoru, który idealnie pasuje zarówno do Tony'ego Stark'a - playboya, megalomana, jak i niepowtarzalnego odtwórcy jego roli - Roberta Downey'a Jr. Pozostali bohaterowie, którzy towarzyszą Iron Man'owi od samego początku też mają swoje pięć minut w tej części.  Zostaje zachowany idealny balans między akcją, a humorem, żelaznym superbohaterem, a pozostałymi postaciami.

Iron Man 3 to najbardziej niesamowita część opowiadająca o przygodach Tony'ego Starka. Oprócz jak zwykle niezawodnej Pepper, uszczęśliwionego nową posadą Happy'ego i ustatkowującego się Iron Man'a mamy całą plejadę dobrych i złych bohaterów, którzy swoją obecnością potrafią rozruszać towarzystwo. Są w stanie zaproponować nam całkiem zgrabną intrygę z efekciarską sceną finałową. Znajdzie się nawet chwila na wzruszenie... Na prawdę gorąco polecam! 

piątek, 13 czerwca 2014

"Avengers" | Film

Tytuł / tytuł oryginalny: Avengers
W rolach głównych: Chris HemsworthRobert Downey Jr, Chris Evans, Mark Ruffalo, Scarlett Johansson, Jeremi Renner, Tom Hiddleston
Gatunek: Science-Fiction, Przygodowy
Reżyseria: Joss Whedon
Polska premiera: 11. maja 2012
Produkcja: USA

Oto jest! Ważna chwila dla superbohaterów MARVEL'A nadeszła. Wszyscy oni przybyli (z bardzo dalekich zakątków świata) by ratować Ziemię, której zagraża wielkie niebezpieczeństwo. Jak poradzą sobie samotnie dotąd walczący bohaterowie? W grupie siła czy jednak Projekt Avengers nie ma szans na powodzenie?

Podczas poszukiwań Kapitana Ameryki, wiele lat temu, na dnie oceanu zamiast niego znaleziono potężny artefakt - Tesserakt. Teraz ktoś się o niego upomina. Loki, który według wszystkich w Asgardzie przepadł na wieki, przyjmuje moc z rąk potężniejszych od siebie istot i obiecuje im, że odnajdzie Tesserakt oraz poprowadzi ich armię na Ziemię. W obliczu zagrożenia, które stwarza przybysz z innego świata Nick Fury postanawia rozpocząć Projekt Avengers. Do gry o wysoką stawkę, którą jest uratowanie Ameryki i Świata, zaproszeni zostają Czarna Wdowa, Kapitan Ameryka, Iron Man, a także doktor Banner - Hulk. Niespodziewanie zjawia się też Thor, który wprowadza niemało zamieszania. Tej niecodziennej ekipie przyjdzie zmierzyć się nie tylko z Lokim i armią, którą dowodzi, ale też agentem Tarczy Sokolim Okiem oraz z astrofizykiem Erikiem Selvigiem. Jak poradzą sobie Avengersi? Przekonajcie się sami!

Jak nietrudno zauważyć wszystkie filmy MARVEL'A są ze sobą powiązane. Jeśli nie oglądaliśmy poprzednich możemy mieć pewne kłopoty z ustaleniem skąd coś się wzięło, ale nie jest to uciążliwe. Najważniejsze informacje są nam zaserwowane z dużą dawką humoru i fajerwerków, więc nie powinniśmy się pogubić. W Avengersach występuje cała plejada superbohaterów, a co za tym idzie ścierają się ze sobą ich osobowości tworząc przy tym niepowtarzalny klimat. Dochodzi między nimi do sprzeczek częściej niżby sobie tego życzyli zapewne. Tony Stark podchodzi do wszystkiego na luzie, nie przestrzega zasad, nie podlega regułom, co bardzo nie podoba się Rogersowi. Kapitan Ameryka przywykł do wykonywania rozkazów i nie może zrozumieć zachowań Iron Man'a. Dr Banner stara się za wszelką cenę nie denerwować, ale nie przychodzi mu to łatwo przy ciągłych docinkach Starka. Czarna Wdowa również nie zawsze trzyma nerwy na wodzy. Thor zdaje się być ponad to wszystko - przecież jest synem Odyna! 

Mimo zgrzytów, sprzeczek i różnic poglądów bohaterowie muszą podjąć kroki, które zapewnią spokój mieszkańcom Ziemi. Wydawałoby się, że przy ciągłych wybuchach, pościgach i zasadzkach nie ma miejsca na żarty, ale znajdziemy w Avengersach sporą dawkę komiksowego humoru. Będzie chwila na otarcie łez, ale znacznie częściej będziemy wstrzymywać oddech i czuć krążącą w żyłach krew. Film jest na prawdę dobry. To zwieńczenie dotychczasowych osiągnięć superbohaterów i wytwórni przy okazji. Na prawdę warto obejrzeć! (No i nie można zapomnieć o dodatkach po napisach!)

poniedziałek, 2 czerwca 2014

"Iron Man 2" | Film

Tytuł / Tytuł oryginalny: Iron Man 2
W roli głównej:  Robert Downey Jr
Gatunek: Science-Fiction, Przygodowy
Reżyseria: Jon Favreau
Polska premiera: 30. kwietnia 2010
Produkcja: USA

Kolejna część przygód superbohatera w żelaznej zbroi. Znów bardzo miło spędziłam czas w towarzystwie mocnego nie tylko w słowach, ale również w zbroi... czynach Tony'ego Starka alias Iron Man'a (Robert Downey Jr). Zaraz, zaraz... on nawet nie kryje się z tym, że jest Superbohaterem!

Tony Stark czuje, że odłamki, które pozostały w jego ciele nieubłaganie zbliżają się do serca. Żyje na pełnych obrotach nie chcąc stracić nic z życia, które wiódł do tej pory. Do obowiązków prezesa Stark Industries dochodzi masa spotkań z komisjami wszelkich maści pragnących zmusić go do przekazania zbroi Iron Man'a na rzecz armii USA. Zmęczony tym wszystkim Stark przekazuje firmę Pepper, a sam wyrusza na wakacje... Niedługie. Przychodzi mu stanąć do walki z Iwanem Wanko, który twierdzi, że mają niezałatwione porachunki. Wkrótce Iron Man'owi przyjdzie zmierzyć się nie tylko z Whiplash'em, ale też całą armią maszyn, które stworzył na polecenie Justina Hammer'a, właściciela firmy konkurującej ze Stark Industries.

Film nie jest tak dobry jak pierwsza część Iron Man'a, ale nie jest też porażką gatunku (jak często zdarza się w przypadku sequeli). Akcja toczy się szybko i efekciarsko. Na każdym kroku towarzyszą nam efekty specjalne, adrenalina i spora dawka humoru. Niezastąpiony Robert Downey Jr wprowadza do filmu charyzmę i niewymuszony luz. Rzuca na nas czar i nie pozwala oddalić się od ekranu. Możemy też zaprzyjaźnić się z Czarną Wdową graną przez Scarlett Johansson. Kobiety patrzą na nią z zazdrością (może nie zawsze, ale na pewno jest czego pozazdrościć), a mężczyźni z podziwem. Jej obecność przybliża nas wielkimi krokami do filmu, który ma być ważnym punktem w karierze superbohaterów MARVEL'A. 

Akcja goni tu akcję, a humor nie odstępuje nas na krok. Jest z czego się pośmiać i jest kiedy wstrzymać oddech z podziwu bądź przerażenia. Emocji na pewno nie zabraknie podczas oglądania Iron Man'a 2! Polecam miłośnikom gatunku i widzom głodnym kina akcji. : )

poniedziałek, 26 maja 2014

"Iron Man" | Film

Tytuł / Tytuł oryginalny: Iron Man
W roli głównej:  Robert Downey Jr
Gatunek: Science-Fiction, Przygodowy
Reżyseria: Jon Favreau
Polska premiera: 30. kwietnia 2008
Produkcja: USA

Minęło sporo czasu odkąd na Ziemi zjawił się Super-Bohater (Kapitana Amerykę mam na myśli). Ze świata ogarniętego wojną przenosimy się... do świata ogarniętego wojną. Potrzeba jest matką wynalazków i tak oto stajemy się świadkami narodzin Iron Mana - kolejnego Avengersa w Panteonie MARVEL'A.

Tony Stark jest egocentrykiem, uwielbia rozgłos, jest arogancki i zbyt pewny siebie. Poza tym to wielki geniusz i właściciel firmy Stark Industries, która zajmuje się głównie produkcją broni. Podczas jednego z wyjazdów na prezentację nowego typu rakiet wpada w zasadzkę i... zostaje uwięziony. Oczywiście chce się wydostać. Stark buduje zbroję, dzięki której udaje mu się wyrwać z rąk rebeliantów-terrorystów. Po powrocie do Ameryki postanawia ulepszyć swój wynalazek i zamiast produkcją broni zająć się ratowaniem świata. A jest przed kim!

Czego w tym filmie nie ma! Są fajerwerki, niezwykłe tempo akcji, cięty humor i... Robert Downej Jr. Reżyser i cała rzesza ludzi pracujących przy produkcji wykonała kawał dobrej roboty. Nie odczuwamy zmęczenia podczas oglądania, a Iron Man trwa przecież dwie godziny! To sto dwadzieścia minut szalonej akcji. Mamy w tym czasie do czynienia z Tonym Starkiem, który przechodzi dość głęboką przemianę, jego przyjaciółmi i wrogami. Wszyscy oni są bardzo pomysłowi i dorzucają do filmu coś od siebie, na przemian popierając Tony'ego w jego zamiarach lub odradzając mu. Co zrobi Stark? Dowiecie się tylko oglądając film! A na prawdę warto. Iron Man nie wymaga wyjątkowego skupienia, czy melancholicznego nastroju. Idealnie za to nadaje się na wypoczynek przy wtórze wybuchów : )

poniedziałek, 19 maja 2014

"Kapitan Ameryka" | Film

Tytuł oryginalny: Captain America: The First Avenger
Tytuł: Kapitan Ameryka: Pierwsze starcie
W roli głównej:  Chris Evans
Gatunek: Science-Fiction, Przygodowy
Reżyseria: Joe Johnston
Polska premiera: 5. sierpnia 2011
Produkcja: USA

Kolejny film wyprodukowany na podstawie komiksów MARVEL'A podbił moje serce. To za sprawą na prawdę ciekawej fabuły jak również głównego bohatera. Chociaż nie jest pierwszym filmem, to od niego powinniśmy zacząć zagłębianie się w historię Avengers'ów. Nie bez przyczyny angielska wersja tytułu brzmi "The Firs Avenger" czyli "Pierwszy Mściciel/Avenger's".

Akcja filmu rozgrywa się podczas II Wojny Światowej. Steve bardzo chciałby zaciągnąć się do wojska i walczyć w obronie kraju (i świata), ale jego wątła postawa i niezliczone choroby nie pozwalają na to. Nie poddaje się jednak i mimo wielu przeciwności dostaje w końcu upragnioną "Kategorię A". Jednak nie zostaje przydzielony do typowej kompanii, ale oddziału, z którego ma zostać wybrany kandydat na super-żołnierza. Ten zostanie poddany eksperymentowi, który, jeśli się powiedzie, sprawi, że wybrany młodzieniec zyska wyjątkowe zdolności. Jak nie trudno się domyślić to właśnie Steve dzięki swojemu charakterowi, niezłomności i odwadze trafia do ostatniej fazy badań i staje się szerzej znany jako Kapitan Ameryka. Z czym przyjdzie mu się zmierzyć podczas wojny i jak zakończą się jego zmagania? Tego dowiecie się tylko oglądając Kapitana Amerykę: Pierwsze starcie.

W filmie jest wiele humoru i równie dużo flagi Amerykańskiej, więc jeśli ktoś jest bardzo wyczulony na tym punkcie to na pewno wyłączy nie dotrwawszy nawet do połowy. Jeśli jednak komuś nie przeszkadza to wcale, będzie mógł cieszyć się akcją, sensacją i elementami fantastycznymi, które w ciekawy sposób łączą się ze sobą i dają niezły efekt. Oprócz oczywistych już efektów specjalnych, które i tak robią wrażenie i odpowiednio skomponowanej ścieżce dźwiękowej, mamy też plejadę sympatycznych aktorów. Oprócz bardziej znanych jak Tommy Lee Jones czy Hugo Weaving pojawia się całkiem przystojny Chris Evans w roli Kapitana Ameryki, jego przyjaciel "Bucky" grany przez Sebastiana Stan'a i wspaniała agentka Carter - Hayley Atwell.

Podsumowując, jest to na prawdę fajna propozycja dla filmożerców lubiących science-fiction, superbohaterów, pościgi i produkcje MARVEL'A. Jeśli nadarzy się okazja śmiało siadajcie przed ekranem telewizora czy komputera i oglądajcie!


niedziela, 18 maja 2014

"Natulandia: Walki żywiołów"

Pierwszy raz mam okazję zaprezentować, zrecenzować i polecić wciąż tworzącą się historię. Często w internecie możemy natrafić na blogowe historie miłosne, w których występują bohaterowie dobrze znanych nam książek, filmów lub tak zwani celebryci. Twórczość własna jest w Internecie wszechobecna, ale zazwyczaj są to opowiadania niskich lotów i przeznaczona dla fanów konkretnego człowieka czy bohatera. Zdarzają się jednak wyjątki od reguły. I to bardzo dobrze rokujące wyjątki! : )

kliknięcie na obrazek = przejście do strony

Od Autorki: Książka opowiada o losach grupy bohaterów, których zadaniem jest uratować świat od pochłonięcia przez antyenergię, zwaną również ciemną energią. Kilka postaci obdarzonych zostaje ponadprzeciętnymi mocami sił natury. Pozostali, to ich przyjaciele oraz towarzysze. Drużyna sił natury podróżuje po alternatywnym wymiarze, stanowiącym swojego rodzaju alter ego naszej rzeczywistości. Podczas tej podróży bohaterowie przeżywają rozmaite przygody, poznają swoje solne strony, a także słabości. Nie brak jest żartów, humoru i wzruszeń.

Z miejsca polubiłam głównych bohaterów. Każde z nich ma w sobie pewne cechy szczególne, które stawiają ich w dobrym świetle i pozwalają się z nimi identyfikować szczególnie młodym czytelnikom. Mamy więc Mię, która włada mocami żywiołu wody i jej całkiem zwyczajną przyjaciółkę Lilkę, która wykazuje się niemałym męstwem wyruszając w niezwykłą podróż. Kapsel jest nieodłącznym przyjacielem Dantego, który posiada moc ognia. Cała czwórka to dość młodzi ludzie, z którymi czytelnik od razu złapie kontakt. Jest również Joel, Radmir i mała Zoja, którzy również zostali obdarzeni przez naturę mocą. Ich przewodnikiem po nowym, niezwykłym świecie jest Zoltan. Zanim jednak Drużyna sił natury wyruszy na misję musi przejść trening i nauczyć się posługiwać swoją mocą. Czy wszystkim uda się ta niemała sztuka i jak potoczą się losy bohaterów, a co za tym idzie, losy świata? Dowiemy się tylko, gdy dotrzemy do końca (więc trzymajmy kciuki za autorkę!).

Język jest bardzo plastyczny, poprawny i przykuwający uwagę. We wspaniały sposób autorka opisuje przestrzeń, w której rozgrywa się akcja. Wszystko jest uporządkowane i toczy się w logicznym porządku. Nie łatwo jest stworzyć całkiem nowy świat, więc mam nadzieję, że proces jego kreowania wciąż będzie przebiegał pomyślnie. Nie mogę się doczekać dalszego rozwoju wypadków! Jeśli również jesteście ciekawi co się wydarzy - przeczytajcie sami! NATULANDIA

wtorek, 22 kwietnia 2014

"Thor: Mroczny świat" | Film

Tytuł oryginalny: Thor: The Dark World
Tytuł: Thor: Mroczny świat
W rolach głównych: Chris HemsworthNatalie Portman, Tom Hiddleston
Gatunek: Fantasy, Przygodowy
Reżyseria: Alan Taylor
Polska premiera: 8. listopada 2013
Produkcja: USA


Ostatnio odkopuję gdzieś w niebycie (telewizji szczególnie) filmy, które bardzo chciałam zobaczyć, ale złożyło się tak, że w kinie ich nie obejrzałam. Jednym z nich jest właśnie Thor: Mroczny świat. Po pierwszej części pozostał pewien niedosyt, a jednocześnie zdążyłam polubić bohaterów filmu i w napięciu oczekiwałam na dalsze ich losy. Czy warto było czekać?

Jane Foster nie czekała z założonymi rękami na powrót Thora, który obiecał pojawić się z powrotem na Ziemi, a tymczasem nie było go już od dwóch lat (nie licząc "drobnej" sprawy, którą miał do załatwienia w Nowym Jorku). Przy okazji poszukiwań natyka się na ukrytą przed światem moc, która budzi z letargu prastare istoty pragnące zniszczyć wszystkie 9 Światów. Rozpoczyna się walka z Malekithem i wyścig z czasem. Wszystkie spory muszą zostać zażegnane, na nowo trzeba zdefiniować zaufanie i poświęcenie. Wszystko po to, by uratować piękną Jane Foster i 9 Światów.

Opis zabrzmiał zdecydowanie zbyt poważnie niż miałam to w zamierzeniu. Chociaż cel jest szczytny, bo przecież chodzi o uratowanie świata (a nawet dziewięciu), to nie ukryje się przed nami fakt taki, że film kręcony jest na podstawie komiksu. Znajdziemy tu zapewne ideały, którymi warto się kierować i cechy bohaterów, które każdy chciałby mieć, ale głównie chodzi o rozrywkę. Obrazy walki przeplatają się z żartami sytuacyjnymi, a powagę burzy komizm postaci i dialogi. I właśnie dlatego Thor: Mroczny świat tak bardzo mi się spodobał. Znalazło się tu wszystko czego film fantasy potrzebuje: ratowanie świata, istoty nie-z-tej-ziemi, wiele dylematów i humor.

Film oglądałam w wersji dubbingowanej i muszę przyznać, że zdecydowanie wolałabym zobaczyć go bez dubbingu. Jestem przeciwna podkładaniu głosu do filmów nie-animowanych, chyba że jest to film przeznaczony głównie dla widowni dziecięcej (tak do 12. roku życia), bo starsi potrafią czytać napisy, a i lektor nie sprawia im problemu w odbiorze filmu.

Co do samych aktorów, jestem nimi jak zwykle oczarowania. Thor i Loki zostali zagrani rewelacyjnie! Nawet dubbing nie mógł mi zniszczyć obrazu tej dwójki. Pozostałe postaci również zapadną mi na długo w pamięć. Jane Foster, jej stażystka i stażysta stażystki czy chociażby przyjaciele Thora....

Tak dawno nie miałam do czynienia z fantastyką, że zaraz zabrałam się za odświeżanie pamięci i szukanie kolejnych filmów, które mogłyby dać mi trochę oddechu między zadankami z matematyki. Film Thor: Mroczny świat bardzo polecam szczególnie miłośnikom komiksów i Avengersów oraz wszystkim tym, którzy chcieliby się trochę pośmiać, a za totalną głupotę nie uważają postaci fantastycznych i zagłady świata (albo dziewięciu). 

sobota, 4 stycznia 2014

"Hobbit: Pustkowie Smauga" | Film

(inne plakaty)
Seria: Hobbit
Tytuł: Pustkowie Smauga
Tytuł oryginalny: Hobbit: Desolation of Smaug, The
Reżyseria: Peter Jackson
W rolach głównych: Ian McKellen, Martin Freeman, Richard Armitage
Premiera: 3.12.2013 (świat), 27.12.2013 (Polska)
Produkcja: USA, Nowa Zelandia

[Uwaga, spoilery! Jeśli nie chcesz stracić niespodzianki, nie czytaj tego, co dalej jest w nawiasach kwadratowych.] Tak długo wyczekiwana premiera w końcu miała miejsce! Hobbit: Pustkowie Smauga to kontynuacja pierwszej części filmu Hobbit: Niezwykła podróż i jedna z trzech części całości. (Na premierę tej ostatniej poczekamy sobie kolejny rok). Wszystko to na podstawie niezbyt grubej, ale jakże ciekawej książki Hobbit, czyli tam i z powrotem.

Tym razem w oczekiwaniu na premierę udało mi się przejrzeć masę filmików z planu zdjęciowego, nauczyć piosenki promującej drugą część Hobbita i na prawdę porządnie nakręcić na film. Oczekiwałam go z niecierpliwością i kiedy w końcu wszedł do kin poszłam na niego dwa razy. I na prawdę nie żałuję! Miłośników i wiernych fanów książki na pewno rozczaruje fakt, że pojawiają się tu wątki, o których Tolkien nie wspominał w żadnej ze swoich powieści. Ja jednak przełknęłam to bez większych problemów uznając to za chwyt marketingowy i ukłon w stronę (głównie) damskiej części widowni.

[ Akcję poprzedza retrospekcja, która przypomina nam o głównym celu wyprawy. Gdy znów powracamy do kompani Bilba i dwunastu Krasnoludów uciekają oni przed goniącą ich bandą orków. Znów jesteśmy w Śródziemiu, gdzie możemy podziwiać piękne Nowozelandzkie krajobrazy i kilku czarujących bohaterów. Wyprawa mająca na celu dotarcie do Samotnej Góry i odbicie z rąk potężnego smoka Smauga siedziby Krasnoludów - Ereboru, posuwa się do przodu. Bilbo i jego towarzysze muszą przejść przez Mroczną Puszczę, by dotrzeć do Miasta nad Jeziorem, a stamtąd już niedaleko do ich celu. Niestety opuszcza ich Gandalf. W książce dowiadujemy się jedynie tego, że znika, natomiast film mówi nam, że Czarodziej zmuszony jest podążyć do starej twierdzy Dol Guldur by sprawdzić jakie zło tam się czai. (Na podstawie Sinmalirionu o ile się nie mylę.) Nie mniej jednak Krasnoludy i Hobbit ruszają dalej. Po drodze czeka ich wiele przygód w tym starcie z pająkami, krótka niewola w Leśnym Królestwie oraz spływ w beczkach. Poznają też Legolasa i piękną Elfkę Tauriel. Wciąż ścigani przez Orków dostają się do Miasta nad Jeziorem dzięki Bardowi, przewoźnikowi, który transportuje beczki. Dziwny splot wydarzeń sprawia, że z uciekinierów i ukrywających się, Krasnoludy stają się bohaterami i wyposażeni w broń oraz jedzenie ruszają pod Górę. Docierają tam dokładnie w Dzień Durina - ostatni dzień jesieni. Teraz przyszła pora na Włamywacza - Bilbo musi odnaleźć w skarbcu Arcyklejnot i dostarczyć go Thorinowi. Niestety budzi się Smaug... Film kończy się w momencie, w którym smok wylatuje ze swojej siedziby, by jeszcze raz zniszczyć miasto ludzi. ]

Po raz kolejny aktorzy wspaniale wcielili się w swoje role. Widać było, że świetnie się przy tym bawili. Oprócz zrównoważonego i rozważnego Balina, gburowatego Dwalina oraz nieprzeciętnie obszernego Bofura (i sześciu innych Krasnoludów) mogliśmy znów podziwiać Thorina, który powala nas swoją dumą i postawą oraz braci: Kiliego i Filiego - narwanych, wiernych i na prawdę uroczych. Pojawiają się też nowi bohaterowie, którzy trochę nas rozruszają i wzbudzą odrobinę sentymentu. No - nie wszyscy całkiem nowi. Jest Legolas, którego mieliśmy okazję poznać oglądając i czytając Władcę Pierścieni, ale tu poznajemy go młodszego i przez pryzmat innych wydarzeń. Mamy też szansę zapoznać się z elfką Tauriel - dowódcą straży Leśnego Królestwa oraz Bardem - potomkiem ostatniego króla w mieście Dal, obecnie przewoźnika i niezbyt lubianego przez władzę "podżegacza". Jest też Smaug. Twórcy sporo napracowali się nad smokiem i efekt jest niesamowity! Olbrzymia gadzina, która sprawia wrażenie tak prawdziwej, że to aż niemożliwe. Dodatkowo Smaug posiada głęboki, czarujący głos Benedicta Cumberbatch'a znanego z serialu Sherlock, w którym gra u boku Martina Freemana.

Wspaniałe widoki (ta piękna Nowa Zelandia!), zabawne sytuacje, odrobina strachu i ciekawa fabuła to mieszanka idealna. Wiadomo, że "środki" zwykle są pozbawione logicznego początku i końca, bo są wypełnieniem historii, ale uważam, że Hobbit: Pustkowie Smauga to na prawdę udana produkcja! Kilka razy zostałam zaskoczona, ale nie sądzę, że było to niemiłe zaskoczenie. Większość dodatków przyjęłam na klatę i zaakceptowałam, co pozwoliło mi jeszcze bardziej cieszyć się filmem. Żałuję tylko, że nie było żadnej krasnoludzkiej pieśni... Mam nadzieję, że jeszcze jakaś pojawi się w ostatniej części. Tymczasem muszę przyznać, że chociaż w zupełnie innym klimacie niż "Misty Mountains Cold", zawładnęła mną piosenka promująca drugą część Hobbita - "I see fire" Ed'a Sheeran'a.


Koniecznie wybierzcie się na film!