Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekranizacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekranizacje. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 czerwca 2014

"Szczęściarz" | Film

Tytuł: Szczęściarz
Tytuł oryginalny: The Lucky One
Na podstawie: Szczęściarz, Nicholas Sparks
W roli głównej:  Zac Efron, Taylor Schilling
Gatunek: Melodramat
Reżyseria: Scott Hicks
Polska premiera: 19. kwietnia 2012
Produkcja: USA


Na obejrzenie filmu czekałam już jakiś czas, ale postanowiłam najpierw przeczytać książkę. Tak dla porównania i tak dla równowagi. W końcu książka była pierwsza... Znałam całą historię, więc nie zostałam niczym zaskoczona, a mimo to czuję, że film był na prawdę bardzo dobry! Oglądało się go przyjemnie, ale nie bez chwil zastanowienia "dlaczego zrezygnowali z tego motywu?", "dlaczego tak zmienili wersję wydarzeń?". Jednak zmiany, których dokonał reżyser w stosunku do oryginału były dość niewielkie, więc nie wykrzywiły obrazu całości.

Logan Thibault (Zac Efron), marines, który odsłużył w Iraku trzy zmiany, znajduje na pustyni zdjęcie z dedykacją. Nie mogąc znaleźć właściciela fotografii, postanawia ją zatrzymać. Chłopak zaczyna wierzyć, że zdjęcie przynosi mu szczęście, kilka razy uratowało mu życie. Po powrocie do kraju Logana wciąż nawiedzają koszmary. W końcu dla odzyskania spokoju postanawia odszukać dziewczynę z fotografii. W małym miasteczku w Karolinie Północnej odnajduje Beth (Taylor Schilling), rozwódkę z dziesięcioletnim synem. Czy zdjęcie i przyjazd do Hampton pozwolą odnaleźć Loganowi szczęście?

Klimat, w którym rozgrywa się akcja filmu jest bardzo zbliżony do klimatu powieści. Śliczne małe miasteczko wygląda jak oaza spokoju. Piękne krajobrazy są bardzo naturalne, prawdziwe i przywodzące na myśl normalność. Cała sceneria: ogród, dom, kościół, kojarzy się z czymś bezpiecznym i przytulnym. Odczucia są bardzo silne dzięki znakomitym zdjęciom i montażowi. Idealnie w to otoczenie wpasowują się bohaterowie. Grani przez Zaca Efrona (który nie jest już tym śpiewającym, tańczącym i grającym w kosza nastolatkiem z High School Musical) i Taylor Schilling, Logan i Beth, są naturalni. Zachowują się zwyczajnie, swobodnie. Wykreowane przez nich postaci dają się lubić, przekonują widzów do siebie. Pozostali bohaterowie również znakomicie wpasowują się w ten świat - były mąż Beth, jej babcia i syn. Wspólnie stworzyli coś na prawdę fantastycznego!

Na prawdę serdecznie polecam film, nawet tym, którzy z książką się nie spotkali. Jednak jak zawsze nie jest to kino dla każdego. Melodramaty rządzą się swoimi prawami, więc mamy tu trochę łez do wyciśnięcia, ciężką sytuację, problemy do rozwiązania... Ale też dużo śmiechu i miłości. Jeśli jednak ktoś jest zwolennikiem kina akcji i nie przepada za historiami romantycznymi z pewnością nie jest to film dla niego. Dla wszystkich innych - jak najbardziej. Prawie każdy znajdzie tu coś dla siebie. Jeśli sama fabuła nie przypadnie do gustu, to może warto zobaczyć film dla aktorów? :)

środa, 27 listopada 2013

"W pierścieniu ognia" | Film

Tytuł: W pierścieniu ognia
Na podstawie: W pierścieniu ognia
W rolach głównych: Jennifer Lawrence, Josh Hutcherson
Reżyseria: Francis Lawrence
Polska premiera: 22 listopada 2013
Produkcja: USA

Maturka to nie przelewki, więc obecnie zamiast siedzieć w książkach przerabiam miliony zadanek z matmy. Jednak chwile luzu są równie ważne jak nauka, poza tym co za dużo to nie zdrowo. Właśnie dlatego, po dzisiejszej próbnej podstawowej maturze z matematyki poszliśmy do kina. Na co? Na ekranizację drugiej części Igrzysk śmierci

Film z reklamami trwał równe trzy godziny, ale siedząc na sali kinowej nie czułam upływu czasu. Oglądałam z zapartym tchem i łzami lejącymi się po policzkach. Przez większość seansu wycierałam oczy chusteczką i starałam się robić to na tyle szybko, żeby nie umknęły mi kolejne sceny. Wiadomo - adaptacja jak to adaptacja - nigdy nie będzie tak dobra jak książka. Zabrakło tu kilku dość istotnych szczegółów, parę wątków pominięto, niektóre zostały ubarwione lub lekko zmienione, ale ogólne wrażenie pozostaje na prawdę znakomite.

Katniss i Peeta jako zwycięzcy 74. Igrzysk odbywają tournee po pozostałych dystryktach. Nie jest to jednak zwykła prezentacja pozostałych przy życiu trybutów - ich decyzja o wspólnym zakończeniu rywalizacji na arenie przez zażycie trujących jagód odbiła się szerokim echem po Panem i została odebrana jako sprzeciw wobec władzy. Katniss, kosogłos, stała się symbolem buntu i rewolucji. Ludzie w całym kraju zaczęli protestować. Młodzi, zamiast łagodzić nastroje pojawiając się w dystryktach nieświadomie prowokowali mieszkańców do działania, do walki. Jedyną opcją na wyeliminowanie tych groźnych dla systemu jednostek, bez wzbudzania podejrzeń, było zmienienie zasad 75. Głodowych Igrzysk. Trybuci mieli zostać wylosowani z żyjących zwycięzców pochodzących z danych dystryktów. Dla Katniss był to wyrok - w "12" nigdy wcześniej nie było zwyciężczyni. Ona i Peeta ponownie trafiają na Arenę, gdzie zmierzą się z wyszkolonymi zabójcami - triumfatorami poprzednich edycji Igrzysk. Jak tym razem zakończy się rywalizacja na śmierć i życie?

Ogromne wrażenie, po raz kolejny, zrobiła na mnie charakteryzacja, za równo głównych bohaterów jak i tych mniej istotnych i rzadziej pojawiających się na ekranie. Zachwycała oczywiście suknia Katniss, w wersji ślubnej i "rebelianckiej", jak i kostium Effie z motyli. Ponadto dystrykt 1. - Kapitol, który sam w sobie był interesujący, dziwny i niesamowity. Również arena 75. Głodowych Igrzysk była niezwykła. Tym razem organizatorzy odeszli od walki człowieka z naturą a skupili się na logicznym myśleniu i wykorzystywaniu swoich umiejętności w pojedynku z technologią. Oprócz samego zamysłu, który został stworzony przez Suzanne Collins, autorkę książek, podziw wzbudzało wykonanie, dużo lepiej niż w pierwszej części dopracowane efekty specjalne oraz krajobraz, w którym rozgrywa się akcja.

Co mnie razi... Może to tylko moje zdanie, ale uważam, że mimo wspaniałej gry aktorskiej i osobistego uroku obojga głównych aktorów nie pasują oni do ról, które odgrywają. Każde z osobna - jak najbardziej, ale razem burzą mój obraz TEJ pary, którą stworzyła pani Collins. W książce Peeta był postawnym i przystojnym mężczyzną. Nie chcę odejmować mu żadnej z tych cech, ale Hutcherson wygląda na niższego od Lawrence, która z resztą nie wygląda jak szesnastolatka. Ale to drobny szczegół, na który przestałam zwracać uwagę już po chwili. Drugim minusem, zabiegiem, który staram się zrozumieć, jest rozbuchanie uczucia Katniss do Gale'a. Wiem, że Liam Hemsworth jest na prawdę przystojny i musiał pojawić się w filmie, zostać jakoś zaakcentowany, ale według powieści postać grana przez niego była dla Katniss "tylko" przyjacielem. Nawet jeśli darzyła go takim uczuciem jak on ją, to nie dawała tego po sobie poznać. Była twardą introwertyczką.

Miało być krótko, a wyszło jak zwykle : )
No cóż, pewnie i tak nie napisałam wszystkiego co przewinęło mi się przez myśl, ale uważam, że tyle starczy. Nie będę uchylać bardziej rąbka tajemnicy. Jeśli ktoś czytał, to wie co się wydarzy, a jeśli nie - nie będę zdradzać sekretu. Polecam bardzo!!!

sobota, 1 czerwca 2013

"Wielki Gatsby" | Film

Tytuł: Wieki Gatsby
Tytuł oryginalny: Great Gatsby, The
Reżyseria: Baz Luhrmann
W rolach głównych: Leonardo DiCaprio, Tobey Maguire, Carey Mulligan, Joel Edgerton
Premiera: 1.05.2013 (świat), 17.05.2013 (Polska)
Produkcja: USA, Australia

W zeszłym tygodniu wybrałam się do kina ze znajomymi. Nie mieliśmy w planach żadnego konkretnego filmu, więc wybraliśmy to, o czym ostatnio było najgłośniej (czyli coś w stylu "chyba słyszałam, że jest dobry..." albo "mama mówiła, że czytała książkę..."). Takim sposobem natrafiliśmy na film pod tytułem Wielki Gatsby (swoją drogą - książkę muszę przeczytać!). Czy było warto? Jak najbardziej tak!

Akcja filmu rozgrywa się w szalonych latach 20. XX wieku. Tajemniczy milioner Gatsby (Leonardo DiCaprio), zamieszkujący w ogromnej posiadłości gdzieś w Nowym Jorku, co wieczór wyprawia przyjęcia, na które zjeżdża się pół miasta. Wszystkich tych ludzi przyciąga jego tajemnica. Są tacy, którzy twierdzą, że go znają, ale tak na prawdę nikt nie wie, kim jest Gatsby, niektórzy nawet przypuszczają, że na prawdę nie istnieje. Tajemniczy mężczyzna ma w tym swój cel. Wszystko zaczyna się układać kiedy w okolicę sprowadza się niedoszły pisarz Nick Carraway (Tobey Maguire). Dzięki jego pomocy Gatsby, teraz milioner, kiedyś biedny żołnierz, po 11 latach spotyka swoją wielką miłość, Daisy (Carey Mulligan). Kochanków rozdzieliły przed laty podziały społeczne, później Gatsby wyjechał w poszukiwaniu bogactwa, a Daisy wyszła za bogatego Toma Buchanana (Joel Edgerton). Teraz oboje próbują ponownie wzniecić w sobie dawne uczucie, ale na drodze staje im wiele przeszkód. Czy to uczucie w ogóle kiedykolwiek istniało? Czy historia Gatsby'ego to prawda czy jedno wielkie kłamstwo?

Po seansie obiecałam sobie, że nigdy więcej nie pójdę do kina na film, który nie jest ekranizacją znanej mi powieści lub filmem akcji. Dlaczego? Płakałam przez pół filmu - już tak mam, ze rozklejam się z byle powodu. Ten może nie był aż taki błahy, bo w Wielkim Gatsby'm było na prawdę wiele wzruszających momentów. Poza tym stroje oraz gra aktorska pierwszoplanowych bohaterów (i nie tylko) dopełniały się znakomicie. Całość składa się na wspaniałe dzieło, które zdecydowanie przekonuje mnie do przeczytania książki - podobno jeszcze lepszej! Serdecznie polecam :))


poniedziałek, 14 maja 2012

"Igrzyska Śmierci" | Film

Tytuł: Igrzyska Śmierci
Na podstawie: Igrzyska Śmierci
W rolach głównych: Jennifer Lawrence, Josh Hutcherson
Reżyseria: Gary Ross
Scenariusz: Billy Ray
Polska premiera: 23 marca 2012
Produkcja: USA



To już ostatni moment żeby wybrać się do kina na Igrzyska. Emitowany jest już od marca, więc są coraz mniejsze szanse na obejrzenia go na wielkim ekranie. Na prawdę warto poświęcić te dwie godziny - nie będzie czego żałować!

Zazwyczaj książka jest lepsza od filmu. Można nawet powiedzieć, że zawsze. Jednak niektóre filmowe adaptacje książek robią tak wielkie wrażenie, że aż zapiera w piersi dech. Jednym z takich filmów jest właśnie ekranizacja Igrzysk Śmierci. Film oglądałam z kuzynem, który książki nie czytał. Na samym początku był nastawiony sceptycznie: aż dwie godziny? Ale po seansie zgodnie stwierdziliśmy, że gdyby film był chociaż odrobinę krótszy straciłby coś na prawdę ważnego. Spodobał się i jemu i mi, chociaż na różny sposób. Ja cieszyłam się, że wspaniała powieść została utrwalona na filmie, on, że obejrzał na prawdę świetny film.

Akcja goniła tu akcję, nie było chwili wytchnienia (z resztą, czytając też nie dało się oderwać nawet na chwilę!). Filmowe kreacje Katniss i Peety oraz pozostałych bohaterów były wspaniałe. W pełni oddawały moje wyobrażenie o nich. Co do całej scenografii oraz wszystkich kostiumów - były po prostu oszałamiające! Tyle wzorów i kolorów na raz. Coś w sam raz dla Kapitolu! Może zmieniłabym to i owo, ale to są drobne, prawie niezauważalne szczegóły, które każdy wyobraża sobie inaczej.

Pomimo nastoletnich bohaterów i ich problemów film porusza wiele tematów trudnych. Nie jest to typowa młodzieżowa bajka, ale wzruszająca opowieść o prawdziwym cierpieniu i bezsensie niektórych działań. Także o bezwzględnym świecie, w którym trzeba robić wszystko na pokaz. Znajdzie się tu na pewno wiele więcej takich tematów.

Igrzyska Śmierci to wspaniała seria książek i wspaniały film. Mogłabym w nieskończoność czytać o przygodach Katniss. Dzięki magii kina wspaniała historia została przeniesiona z papieru na ekrany. Co prawda kilka postaci zostało pominiętych, kilka zdarzeń zastąpionych innymi, ale i tak uważam, że jest to jedna z lepszych ekranizacji. Nie można przejść koło tego filmu obojętnie! Polecam wszystkim fanom książki oraz tym, którzy jeszcze nie mieli okazji jej czytać.

-----------------------------------------------------------------------
Na zachętę zwiastun muzyczny:


Oraz opis z filmwebu:
Katniss pochodzi z Dwunastego Dystryktu, jednego z najbiedniejszych regionów w państwie Panem. Kiedy jej młodsza siostra zostaje wylosowana do udziału w Głodowych Igrzyskach, corocznym turnieju organizowanym przez bezwzględne władze, Katniss zgłasza się by zająć jej miejsce. Musi opuścić nie tylko rodzinę, której jest żywicielką, ale i Gale'a, który zdaje się być kimś więcej niż przyjacielem. Aby ich jeszcze zobaczyć, musi zwyciężyć w transmitowanych przez telewizję Igrzyskach. Przeżyć może tylko jeden uczestnik. Pochodzący z biednego dystryktu i nie szkoleni w walce Katniss i chłopak Peeta, w oczach widzow skazani są na porażkę. Igrzyska są jednak nieprzewidywalne. Między młodymi rodzi się uczucie, a odważna szesnastolatka rozpala w ludziach nadzieję na zmiany. Staje się symbolem buntu i walki z niesprawiedliwością. Jednak jeśli kiedykolwiek ma zobaczyć jeszcze rodzinny Dystrykt 12, musi dokonać rzeczy niemożliwych...

czwartek, 16 czerwca 2011

Wiedźmińskie opowieści

Tytuł: Wiedźmin
Reżyseria: Marek Brodzki
Gatunek: Serial fantasy
Ilość odcinków: 13
Premiera: 2002r.
W rolach głównych:
Geralt - Michał Żebrowski
Jaskier - Zbigniew Zamachowski
Ciri - Marta Bitner


Mimo powszechnie znanej opinii, jakoby serial ten był beznadziejny i niewarty oglądania, postanowiłam sama się o tym przekonać. Pewnego dnia zupełnie przypadkowo trafiłam na emitowany w Kino Polska jeden z odcinków Wiedźmina. Potem poszperałam w internecie i obejrzałam pozostałe dwanaście odcinków. Zanim zabrałam się za oglądanie dowiedziałam się, że serial został nakręcony na podstawie zbiorów opowiadań Andrzeja Sapkowskiego, a nie jako adaptacja Sagi o Wiedźminie. Byłam tym trochę zawiedziona, ale cóż - nie można mieć wszystkiego.

Oglądając kolejno wszystkie odcinki Wiedźmina przypominałam sobie opowiadania zamieszczone w zbiorach Miecz przeznaczenia i Ostatnie życzenie. A przecież książki te czytałam ponad rok temu. Pomimo tego, wszystko we mnie odżywało - przypominałam sobie niektóre wątki i łączyłam je z innymi. Sama byłam zdziwiona jak bardzo film ten pobudzał w moim mózgu komórki odpowiedzialne za zapamiętywanie. Otwierał kolejno wszystkie szufladki oznaczone etykietą "Wiedźmin" i przenosił ich zawartość na ekran. Moim zdaniem była do naprawdę znakomita adaptacja. Bardzo wierna, a przynajmniej tak mi się wydaje. Przedstawiono najważniejszych wrogów i przyjaciół Wiedźmina jak i jego najciekawsze przygody.

Znalazłam więcej plusów niż minusów tej ekranizacji i dlatego nie wiem, dlaczego niektórzy tak słabo oceniają ten serial? Fantastyczna obsada (w roli Geralta Michał Żebrowski!), kostiumy, scenariusz. Co prawda niektóre "potwory" były dość naciągane i słabo zrobione - fakt. Na przykład smok kuł w oczy tak niemiłosiernie, że nie dało się na niego patrzeć. Jednak poza tym nic nie wzbudziło mojego niezadowolenia. Były również nieznaczne odchylenia od oryginału, ale bez tego nie da się nakręcić dobrego filmu czy serialu. Trzeba nadać mu początek i koniec, a żeby to zrobić i żeby było to zrozumiałe dla widza czasem trzeba nagiąć niektóre opisane fakty.

Jednak najważniejszy, główny wątek, został zachowany. Chodzi mi oczywiście o poszukiwanie Ciri, dziecka, które zostało dla Geralta przeznaczone. Wciąż gdzieś między wszystkimi walkami z potworami i włóczęgą po świecie przemykał wątek poszukiwań. Ktoś gdzieś coś usłyszał, zobaczył... Wiedźmin cały czas wracał do niej myślami. Oczywiście dość często wpadał nasz Wiedźmin na swego przyjaciela - barda Jaskra (grał go Zbigniew Zamachowski), który albo ściągał kłopoty, albo z nich ratował. Równie często Geralt natykał się na Flawicka, byłego wiedźmina, renegata, który za wszelką cenę chciał pozbyć się Geralta i oddać Ciri Cesarzowi, który następnie miał ją poślubić i panować nad światem. Mogłabym tak jeszcze długo wymieniać tych wszystkich, którzy w jakiś sposób wpływali na decyzje i przygody głównego bohatera, zarówno serialu jak i książek, które były pierwowzorem dla tej ekranizacji. Wszyscy oni nadawali specyficzny charakter temu serialowi.

Zakończę to może trochę jak rozprawkę, ale co mi tam. Uważam, że argumenty, które przytoczyłam powyżej  zachęcą do wydania własnej opinii na temat serialu. Mam oczywiście na myśli to, że każdy kto słyszał kiedyś niepochlebną opinie na temat tej adaptacji, a nie miał jeszcze okazji jej obejrzeć powinien to uczynić jak najszybciej. Według mojej oceny serial ten jest dobry. Nie jest to może dzieło wybitne, ale zdecydowanie warte obejrzenia. Polecam szczególnie fanom twórczości Sapkowskiego i wszystkim zainteresowanym fantastyką : )

niedziela, 20 marca 2011

Mario Puzo o mafii czyli "Ojciec Chrzestny"

Tytuł: Ojciec chrzestny
Tytuł oryginalny: The Godfather
Autor: Mario Puzo
Ilość stron: 478


Kolejną książką, którą mimo ilości stron, przeczytałam dość szybko jest „Ojciec Chrzestny” napisany przez Maria Puzo. W zeszłym roku obejrzałam też film nakręcony w 1972 roku, którego współtwórcą był autor książki. I powieść i jej ekranizacja zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie. Książka jest napisana w taki sposób, że w pewnej chwili zaczęłam nawet trzymać z mafiosami, którzy straszyli, wyłudzali haracze i opłacali sędziów oraz policjantów, no i wcale nie wydawało mi się to złe kiedy patrzyłam z ich perspektywy. Film przez cały czas również trzymał w napięciu. Gwiazdorska obsada (Al. Pacino, Marlon Brando) i wspaniała muzyka skomponowana przez Nino Rotę, która do dziś funkcjonuje w popkulturze, przyciągały uwagę i nadawały filmowi niesamowity klimat.

Jest to powieść o mafii w każdym tego słowa znaczeniu. Tak o rozbojach, mafijnych porachunkach, hazardzie jak i o rodzinie, która zawsze musi się wspierać i o której nie wolno nam zapomnieć.

Opowiada o potężnym Nowojorskim klanie Corleone, który trzęsie mafijnym podziemiem. Don Corleone ma wiele wpływów,  opłaca sędziów, policjantów, pobiera haracze z kasyn, sklepów itp. Don ma trzech synów i córkę. Najstarszy Santino jest dobrze zbudowanym i  nadzwyczaj porywczym mężczyzną. Ojciec mianował go swoim następcą głównie z powodu wieku. Młodszy od niego Fred jest cichą i nie rzucającą się w oczy postacią. Najmłodszy z synów, Michael, zerwał kontakty z rodzina,  zaciągnął się do Amerykańskiej armii i zasłużył się podczas wojny. On najbardziej przypominał ojca – opanowany, spokojny – był najwłaściwszym kandydatem na jego zastępcę jednak Michael nie chciał mieć z mafią nic wspólnego. Córka, Connie, nie odgrywa znaczącej roli jednak jej mąż staje się przyczyną wielu problemów Rodziny.

W czasie gdy rozgrywa się akcja książki najwięcej decyzji musi podjąć Michael, wokół którego skupia się uwaga. Zmienia się jego sposób postrzegania niektórych aspektów życia jak i zdanie o mafijnej Rodzinie.

W książce jest dużo przemocy, akcji z bronią w ręku wynikających z zemsty, chciwości lub różnie pojmowanej sprawiedliwości. Odzwierciedla się to również w filmie, w którym dużo jest rozlewu krwi oraz dynamicznych akcji, ale wszystko z umiarem. Przełomowym zdarzeniem w powieści i filmie jest postrzelenie dona Corleone. Jak poradzi sobie Rodzina? Ci zrobi Michael? Czy Don przeżyje? Takie pytania sobie zadawałam i doczekałam się odpowiedzi.

„Pierwsza kula trafi dona Corleone w plecy. Poczuł uderzenie jak młotem, ale zmusił się do dalszego biegu w stronę samochodu. Następnie dwa pociski trafiły go w pośladki i powaliły na środku ulicy.”

Jest to książka dla każdego. Nie trzeba mieś żelaznych nerwów żeby ja czytać ani żeby obejrzeć ekranizację. Napisana jest ciekawie, więc nawet ktoś kto ma opory przed grubymi książkami przeczyta ja szybko. To samo dotyczy filmu. Oprócz wątku mafijnego poruszany jest tam także miłosny i inne wątki, więc każdy może znaleźć coś dla siebie.

Ja osobiście miło wspominam czytanie książki i oglądanie filmu. Poza tym uratowała mnie przed dwóją z polskiego za prezentacje książki. Otóż w wieczór przed prezentacją przypomniała sobie o niej, a że dopiero co skończyłam „Ojca…” zaprezentowałam właśnie tą książkę.

Gorąco polecam fanom intrygujących historii i dreszczyku.

czwartek, 17 marca 2011

"Liceum Avalon"

"Liceum Avalon" (Avalon High) - reż. Stuart Gillard



To kolejna filmowa adaptacja Disneya. Scenariusz został napisany na podstawie powieści Meg Cabot o tym samym tytule. Premiera miała miejsce już w listopadzie 2010 roku, ale mi udało się obejrzeć film dopiero wczoraj. Muszę przyznać, że zaskoczyło mnie zakończenie, ponieważ różni się nieco od tego książkowego. Mimo to oglądało się przyjemnie i z uśmiechem na ustach. Towarzyszką w oglądaniu filmów Disneya jest moja młodsza siostra, której film również bardzo się podobał. Chociaż nie czytała książki fabuła była dla niej zrozumiała. Co prawda przed filmem opowiedziałam jej mniej więcej legendę o królu Arturze, co okazało się niekonieczne, bo w wszystko zostało wyjaśnione w trakcie.

Młodym Disney'owskim aktorom nie mam nic do zarzucenia, grali naprawdę świetnie i miło się ich oglądało. Jedyne co mnie momentami rozpraszało to polski dubbing w scenach, w których nie był konieczny. Np.: śmiech podczas biegu, który brzmiał tak sztucznie, że mogło się wydawać, że to śmieje się ktoś obok mnie, a nie biegnąca osoba na ekranie.



Autorka: Meg Cabot
Tytuł: Liceum Avalon
Wydawnictwo: Amber


Teraz może coś o fabule? Rodzice Ellie biorą roczny urlop i przeprowadzają się wraz z córka do małego miasteczka. Oboje są profesorami historii i specjalizują się w historii średniowiecza, a zwłaszcza w dziejach króla Artura. Dziewczyna ma po dziurki w nosie legend Arturiańskich, opowieści o Ginewrze i Lancelocie oraz historii Camelotu. Jednak przeprowadzkę wynagradza jej basen za domem, w którym spędza większość czasu w tych ostatnich wakacyjnych dniach. Dziewczyna uwielbia biegać i pewnego razu podczas codziennego biegania w parku poznaje przystojnego chłopaka. Okazuje się jednak, że ten, przystojny, wysportowany i świetnie uczący się chłopak, ma dziewczynę.
Po wakacjach Ellie idzie do liceum. Pozna nowych ludzi, zaprzyjaźni się, postara się dostać do drużyny lekkoatletycznej. To wszystko sprawia, że poznaje dziewczynę chłopaka z parku oraz jego przyjaciela Lanca. Odkryje też imię tajemniczego znajomego. Ma okazję spotkać również Marco - przyrodniego brata A. Willa. Wydarzenia, które następują podczas roku szkolnego przekonują ją o tym, że szkoła i wszyscy uczniowie to replika dworu Króla Artura, a to co się dzieje to powtórka z przeszłości.
Jaką rolę ma do odegrania Ellie? Czy i tym razem zły brat Artura, Mordred, pokona go i świat znów pogrąży się w ciemności?


Kilka wątków nie zgadza się ze sobą w filmie i książce, ale to urok ekranizacji. Nie pamiętam wątku Merlina w powieści, ale to dlatego, że czytałam ją parę lat temu i nie jestem w stanie przypomnieć sobie wszystkich szczegółów. Na pewno inne było zakończenie - Ellie odegrała inną role w książce niż w filmie. Również nauczyciel historii był kim innym w historii Artura. Nie zmienia to jednak uroku powieści i filmu i wszystkich zachęcam do obejrzenia i przeczytania ze względu na naprawdę ciekawą i pomysłową fabułę oraz różne zakończenia. Do filmu zachęcam, bo jest on produkcji Disneya, a do książki, ponieważ jest pisana przez Meg Cabot. To mówi samo za siebie.